SCENA III

Sala w Rzymskiej Wieży. Lech i Gwinona wchodzą.

LECH

Cóż robić z tymi ludźmi żelaznymi?

Ulec mi nie chcą. — Cóż robić, Gwinono?

GWINONA

Rada jest moja, zbyć się ich na zawsze.

LECH

Co?... pozabijać?

GWINONA

Znów się wzdrygasz, mężu,

I w czynach boisz się ostateczności.

Dwa razy przez tę naturę kobiecą

Straciłeś kraje już podbite prawie;

Rycerzy ledwo ci zostaje garstka.

Ty zawsze ufasz w szczęście i fortunę

I w tę gorącość krwi, co ciebie rzuca

W niebezpieczeństwa: a nie myślisz o tym,

Że mamy dzieci, które pójdą z torbą

I miecz ojcowski sprzedadzą za szeląg,

Jeśli ich w życiu nie postanowimy 36

Na dobrze, stale zbudowanym tronie.

LECH

To wszystko prawda.

GWINONA

Patrz na brata Czecha:

Jemu się także ty oszukać dałeś,

Toteż postąpił z tobą jak z dzieciną:

Sam zabrał kraje we dwóch pokonane,

A ciebie wysłał aż w północne lody.

Cóż, moja frygo37 z rozpalonej stali,

Kto cię pokręci, choć dłoń sobie sparzy,

Kontent38, bo ty się kręcisz za to długo.

LECH

Widzę to czasem, że mnie oszukują.

GWINONA

Kto z boku patrzy, ten to widzi zawsze.

LECH

Cóż ty ze starym zamyślasz Derwidem?

GWINONA

Co? Zdaj to na mnie, sam idź do sokołów,

Ty dobry w boju i na polowaniu:

Ale gdy trzeba robić to, co nudzi39,

To się ty wzdrygasz. Ty masz lwią naturę.

Albo spać... albo krew pić lubisz ciepłą.

LECH

Ja to do siebie znam.

GWINONA

Cóż, mój tygrysie!

Dajże na moją już odpowiedzialność

Tych jeńców... jeśli zrobię źle, wyłajesz.

Lech daje znak, że zezwala, i wychodzi.

Gryf, przyprowadź mi tutaj Derwida.

Jeszcze mu z ręki harfy nie wydarto!

Wy się boicie wszyscy tego starca.

Przystępuje do Derwida i chce mu harfę wyrwać. Derwid podnosi harfę, jakby nią chciał uderzyć.

DERWID

Precz!

GWINONA

O! widzicie! on mię chciał uderzyć.

Nie zabijajcie go — ja z nim pomówię.

Człowieku! chcesz ty mnie nauczyć czarów?

Słyszałam, że ty masz w tej harfie ducha,

Który zgaduje przyszłość, czy to prawda?

DERWID

Mam w harfie ducha, co zgaduje przyszłość.

GWINONA

Każ mu wystąpić, niechaj go zobaczę.

DERWID

Póki ja żyję, ten duch w harfie będzie.

GWINONA

A jak ty umrzesz?

DERWID

Do nieba uleci.

GWINONA

Ja mogę ciebie dziś pozbawić życia.

Ja tego ducha widzieć chcę. Rycerze

Przynieście jemu pić, niech się ożywi.

do Derwida

Ty mi wywołasz z harfy tego ducha,

Inaczej, klnę się na Hekatę40 i trzy

Starki41, co w piekle krwawymi nożami

Nić przecinają ludzkiego żywota,

Że zginiesz.

DERWID

Nigdy! o! nigdy, piekielna!

Ty nie usłyszysz pieśni niewolnika,

Nigdy ta ręka od łańcuchów sina

Strun się nie dotknie! Nigdy moje oczy

Łez nie wyleją, póki te łzy moje

Mogą posłużyć wam na wywołanie

Z ust okrwawionych serdecznego śmiechu.

O! nie — nigdy wy z króla niewolnika

Nie uczynicie służalca harfiarza.

Ta pieśń, co do krwi pędziła rycerze

I w miecze kładła dusze nieśmiertelne,

I wścieklizną swą ducha ojczystego

Dawała mieczom ząb, co gryzł wam kości

I truł wam rany, nie zabrzmi w niewoli.

Możecie wy tę harfę wziąć i rzucić

W ogień i ogrzać przy niej ręce wasze,

I wasze trupie twarze rozczerwienić;

Możecie spalić ją, ale nie zgwałcić.

O! spróbuj! połóż twe palce na strunach,

Czy wywołają z nich co więcej, niż dźwięk

Śmieszący ludzi? — I ty myślisz, że ja,

Gdy na mym sercu położysz twe szpony,

Poddam się palcom targającym żyły

I z mego jęku zrobię pieśń? — O! jędzo!

Ty myślisz, że ja, gdy dziś jeszcze z góry

Widziałem lud mój, co jak jeden człowiek,

O! nie, jak jeden trup leżał na polu,

Myślisz, że takim okropnym widokiem

Rozhartowany będę i pokorny?

Sprobuj, czy ze mnie co więcej wyciśniesz

Nad krew, co będzie przeciw tobie świadczyć

Przed mymi ludy. — Nie, ja nie mam ludu!...

Lecz po narodach już wymordowanych

Jeszcze zostaje jakaś moc, przed którą

Ty musisz bladnąć, i ciągle twe lica

Strupiałe nową krwią farbować musisz:

Weźże krew moją do twej gotowalni42,

Czarna kobieto, i co dnia jagody43

Czerwień krwią moją, aby cię mąż kochał

I nie zobaczył, że masz krew zieloną.

GWINONA

Skończyłeś, starcze?

DERWID

Nie jeszcze! nie jeszcze!

Ja czuję w sercu jakąś moc zabójczą,

Która mym słowom da moc zabijania

I ciebie mi tu da za niewolnicę,

I z twego trupa mnie pokonanemu

Tron nowy zrobi. Stój tu! Ja ci łono

Osuszę, piersi napełnię popiołem,

W żywot44 nasypię gadzin. — O! gdybyś ty

Była kobietą — gorzej niż to wszystko,

Bo bym ci oczy twe napełnił łzami,

Opowiadając ci moje nieszczęście —

Ale ty jesteś nie z tych, które płaczą.

Ciebie zabijać trzeba przekleństwami;

I piekło całe zakląć przeciw tobie,

Ażeby piekło całe było w tobie.

GWINONA

Ten starzec śmierci chce. Wydrzeć mu oczy.

DERWID

Czekaj, niech jeszcze raz spojrzę na ciebie

Tymi oczyma, co będą wydarte.

GWINONA

Precz z nim.

DERWID

Przez oczy moje wyłupione

Niechaj na ciebie patrzy Bóg.

Żołnierze wyprowadzają Derwida.

GWINONA

To dziwnie.

Te oczy siwe ze srebrnymi rzęsy

Serce mi do krwi ugryzły... Mój Gryfie,

Zawołaj mi tu Kraka i Arfona,

Niech się z tą złotą harfą przyjdą bawić.

A najmłodszemu Gwinonkowi zanieść

Oczy wydarte, niech z nimi poigra.

Wchodzi Święty Gwalbert. — Lilla Weneda.

ŚWIĘTY GWALBERT

Czy tu znajome jest Chrystusa imię?

GWINONA

Cóż to za człowiek? czemu tu wpuszczony?

ŚWIĘTY GWALBEET

Straż twoja cudem pokonana drzemie.

GWINONA

Ty jak Hekate masz księżyc czerwony

Na siwych włosach. — Co to jest za człowiek?

ŚWIĘTY GWALBERT

Ja ciemne chmury zdzieram z ludzkich powiek

I światło niosę dla duszy słoneczne,

Ja ludziom biednym daję życie wieczne.

Ktokolwiek jesteś, schyl przede mną głowę.

GWINONA

Jakiś czarownik.

LILLA WENEDA

do świętego Gwalberta

O! panie, mów za mną.

ŚWIĘTY GWALBERT

Przyszedłem tutaj w imię Boga mego

O pognębionych ludzi się upomnieć.

Oto jest córka króla tej krainy,

Która ma braci i ojca w niewoli,

I przyszła prosić za nimi.

LILLA WENEDA

O! pani,

Ja przyszłam prosić za ojcem i braćmi.

Nie patrz ty na mnie srogo — ja pokorna

Ja przyszłam twoje nogi rosić łzami,

Ja będę za to twoją sługą; będę

Płótno twe bielić, twoje krowy doić,

Twe szpaki takich nauczę wyrazów,

Że w dzień i w nocy będą dziękowały

Za moich braci, za mojego ojca.

Ja z moich oczu zrobię ci źwierciadła,

W których się będziesz ty widziała piękną,

Wesołą, dobrą i pełną litości;

I sama siebie widząc, będziesz kochać;

A ja cię więcej jeszcze będę kochać,

Niż się ty możesz kochać sama siebie.

GWINONA

Za późno przyszłaś.

LILLA WENEDA

O! nie mów! o! nie mów!

Ja tu leciałam jak gołąb do dzieci.

I gdyby nie ten stary człowiek, pani,

Już bym tu była dawno zawieszona

Na szyi mego ojca. — Gdzie mój ojciec?

Derwid wchodzi z wyłupionymi oczyma i podnosi ręce nad Lillą Wenedą.

DERWID

Puśćcie mnie! krwią chcę ją widzieć i mózgiem.

Ona tu musi być. Tu, tu ją widzę —

O! bądź przeklęta!

LILLA WENEDA

Ojcze! to ja, ojcze.

DERWID

Co? To głos mojej córki, o! niebiosa!

Ja córki mojej nie widzę!

LILLA WENEDA

Mój ojcze,

Tobie wydarto oczy! — Czy zupełnie?

Czy ty zupełnie mnie nie widzisz, ojcze?

Poczekaj, krew ci obetrę włosami,

I nigdy moich włosów nie obmyję;

Lecz je rozpuszczę do ziemi czerwone,

I w tej koszuli okropnej uklęknę

Skarżyć się Bogu. Ojcze nieszczęśliwy!

O! srodzy ludzie! o! ludzie okrutni!

Pani! ty jesteś niewinna? co — prawda?

Tego nie mogła uczynić kobieta?

Ty sama teraz cierpisz! — o! na Boga,

Dajże mi teraz, pani, tego starca!

Wszakże ty widzisz, że on nie ma oczu,

Tylko te biedne moje dwie źrenice,

Które łez pełne. O! dajże mi teraz

Mego ślepego ojca!

DERWID

Mój słowiku,

Cicho bądź! jędzy tej nie ruszaj.

do Gwinony

A ty,

Wściekła kobieto! jeśli cię ten widok

Ślepego starca i córki, co widzi

Czerwone ojca swego oślepienie,

Dręczy, jeśli cię dręczy ta męczarnia? —

A musi dręczyć, bo cóż ty zdobyłaś

Tym okrucieństwem prócz kilku perełek,

Co z oczu mojej córki upadają,

I kilku tych łez okropnych, co ciekną

Z mej próżnej czaszki? — Więc jeśli cię dręczy

Ta niemoc twoja, ta bezsilność twoja —

Sprobuj, czy moja cię śmierć nie uleczy

I tygrysiego serca nie nakarmi.

GWINONA

Pamiętaj, że ja mam cię zabić władzę.

LILLA WENEDA

Okrutna pani! nie, ty nie masz władzy!

O! nie, ty nie masz w sobie takiej władzy!

Ja ci powiadam z głębi rozdartego

Serca, że nie masz nad nim władzy żadnej.

Wymyśl trzy razy śmierć najokropniejszą —

Trzy razy wszystko wymyślisz na próżno.

do świętego Gwalberta

Nieprawdaż, starcze, że matka Chrystusa

Będzie mnie bronić razem z aniołami

I da zwycięstwo nad tą dumną, krwawą?

Trzy razy będę ojca zbawicielką,

A ty się spłonisz, żeś taka bezsilna

Przeciw rozpaczy mojej ostatecznej.

GWINONA

Dziwne wyzwanie! słyszeliście wszyscy,

Ta mnie dziewczyna wyzywa. — Już miałam

Oddać ci ojca, bo ten łachman stary

Stał mi się wcale niepotrzebny; teraz

O niego będą toczyć się turnieje.

Gryfie, weź starca, za włos jego siwy

Uwieś na drzewie, niech słońce go pali

I dziobią kruki; dla większej męczarni,

Niech końcem stopy ziemi się dotyka.

LILLA WENEDA

Gdzie król? ja pójdę do króla ze skargą.

GWINONA

Idź.

ŚWIĘTY GWALBERT

Klątwa Boga na tym krwawym domie45.

Wychodzą.

CHÓR DWUNASTU HARFIARZY

Oczy wydarto staremu królowi,

Pęka się córki bursztynowe serce,

A w naszą starą kość strach idzie mrowi,

Lecz nie lejemy łez, bo ci morderce46

Gotowi ludom rzec: zwycięstwo nasze!

Zwątpił o sobie lud! Harfiarze płaczą!

Niech spojrzy w piersi wróg, niech patrzy w czasze,

Czasze nalane krwią, serca rozpaczą,

Z ust się wydziera krzyk o zemstę Boga,

Czekamy wszyscy, drżąc, na piorun z chmur —

A kiedy milczy niebo — śpiewa chór.

A kiedy śpiewa chór — drzy47 serce wroga!