SCENA IV
Grota wróżki, oświecona czerwonym blaskiem. Roza Weneda stoi przy otworze groty i do zachodzącego słońca śpiewa runiczną inwokację. — Dwunastu Harfiarzy.
ROZA WENEDA
Do krwi, złote słońce! do krwi, słońce!
Ty, ostatnie słońce, we krwi gaśnij!
Tu na walkę, wrony! kruki! orły!
Tu na walkę, psy wyjące smutnie!
Tu na walkę, chmury z piorunami!
Tu, szumiące wichry!... słońce, gaśnij!
Kruki! orły! wichry i pioruny,
Dajcie hasło! chmury, dajcie hasło!
Słychać daleki grom.
HARFIARZ
Grom usłyszał i odzywa się głucho.
ROZA WENEDA
Do mnie! do mnie! do mnie! tu, pioruny!
Tu, nad głową moją jako wieniec.
Niech ja mściwa z was mam włos — pioruny!
Kiedy wyjdę z groty w krew rozlaną,
Gdy za ojca mego stanę tronem,
Słuchająca jęków i czerwona
W krwi wyziewach, w koronie z błyskawic.
HARFIARZ
Cóż ci mówią wróżby? cóż wyrzekły?
ROZA WENEDA
Człek na człeka jak pies pójdzie wściekły.
Grom czerwony się gryźć będzie z błękitnym.
Krew poniesie z sobą tron Derwida
I król będzie płynął z harfą, z tronem,
Jako kawał kry.
HARFIARZ
O! biada! biada!
ROZA WENEDA
Okropniejszą rzecz widziałam, blada.
Krew podmyła tron i wzięła z sobą.
Król na tronie włosy rwał i rzucał,
A pioruny je paliły w powietrzu. —
Lecz nie mówcie nic jutrzejszym trupom.
HARFIARZ
Cóż wyrzekły wróżby? powiedz, straszna!
ROZA WENEDA
Wczoraj kości warzyłam na polu,
Mózg gotował się w czaszkach człowieczych
I wilgotna kość jęczała na ogniu.
Słuchająca wrzasku tych umarłych,
Pomazałam krwią zamknięte oczy...
I nagle! —
Widmo straszne wyszło z ognia do mnie
I zawiodło mnie na walkę duchów.
Słuchajcie! —
Wódz dwie głowy miał: wtem jedna głowa
Oczy nagle jako trup zawarła88,
Spadła na nią iskra piorunowa;
I ta głowa smętna, już umarła,
Jęła89 smutnie mówić z drugą, żywą,
Aż skry zjadły jak smolne łuczywo
Rozpłakaną tułowu koronę.
I spojrzałam w drugą walki stronę,
Odwróciwszy się jak od gasnącej główni
Od półmartwej osoby.
I tam stali ludzie w szyku, równi,
Równi, zimni, biali jako groby,
Miecz je walił, gdy piorun był niemy,
Czasem walił piorun i miecz razem.
Wtem ktoś cicho wykrzyknął: „Giniemy!”
I tysięcy sześć — nietkniętych żelazem —
Sześć tysięcy bez ducha upadło,
Jakby je kto struł. — Nadeszłam z nożem —
Otworzyłam jeden tułów trupowy,
I znalazłam, że w nim serce zbladło
I tak trzęsło się jak liść olchowy:
Więc plunęłam temu sercu w usta
I rozcięłam drugą pierś dla ptaków;
Lecz znalazłam w niej kłębek robaków
Zamiast serca.. I pierś trzecią rozdarłam
I spojrzałam w nią... lecz była pusta!
I nie było w niej serca! Jak chusta
Zbladłam we śnie i we śnie umarłam,
Widząc, że w niej serca nie było!
HARFIARZ
Cóż to znaczy?
ROZA WENEDA
Nad naszą mogiłą
Wejdzie słońce, lecz nie mówcie ludowi.
Dwunastu Wodzów wchodzi do groty. Wszyscy różnie ubrani. Jedni na hełmach turze, drudzy jelenie mają rogi, u innych tylko pióro pawie lub czaple. Pancerze z siatki lub z łuski. Miecze olbrzymie w rękach.
ROZA WENEDA
Oto wodze są. — Cóż, piorunowi?
Wiele ludu?
WÓDZ
Dwanaście tysięcy.
ROZA WENEDA
Pijcie z czaszek tych i bladej śmierci
Urągajcie się, pijąc; niech wyje.
WÓDZ
Cóż ci mówiły wróżby?
ROZA WENEDA
Jeśli podczas walki
Ojciec mój z harfą złotą na kamiennym tronie
Zagra pieśń, ową straszną pieśń, od trzech pokoleń
Niesłyszaną; to przy nas zwycięstwo.
WÓDZ
Twój ojciec
I harfa jego złota w niewoli.
ROZA WENEDA
Bez wiary! —
Ojciec mój na tronie czarnym stoi
Za swą harfą, jak za słońcem czerwonym.
Każdy harfy ton jak rycerz w zbroi
Na rumaku wybiega szalonym;
Jako rycerz-duch głos każdy leci
I obala z rumakami rycerzy.
Ile strun, tyle wężów wybieży90
Z harfy ojca i oczyma zaświeci,
I skrzydłami ognistymi okręci
Wojsko Lecha.
WÓDZ
Gdzież wódz jest dwugłowy?
ROZA WENEDA
Nie wierzycie mi, ludzie przeklęci?
Rzućcie czary te w krąg Derwidowy.
W kręgu trupich głów wodza postawię.
WÓDZ
Nie uwierzym, aż ujrzym oczyma.
ROZA WENEDA
Ty, co nosisz złote piórko pawie,
Migocące od pierwszych błyskawic,
Odwal kamień, ten kamień olbrzyma. —
Cóż? Nie możesz? — Więc dwanaście prawic
Niech ten kamień odwali — choć ruszy.
WODZE
Nie możemy.
ROZA WENEDA
Więc rękami go duszy
Ja podniosę — i niech idzie do piekła.
WODZE
Cudy! słowo zaklęte wyrzekła
I ten kamień wstał.
Roza Weneda wchodzi, odwaliwszy kamień, do podziemnego lochu i wyprowadza Lelum i Polelum, przykutych za ręce łańcuchem do siebie.
ROZA WENEDA
I wódz się zjawił.
Patrzcie! łańcuch, co ręce pokrwawił,
Z dwóch uczynił jednego człowieka...
Chodź tu między czaszki, wodzu blady,
Bo już piorun niespokojny szczeka...
Włożę wam zbroję.
Kładzie na czoła braciom dwa hełmy i złączonych razem uzbraja jak jednego rycerza... Tarcza olbrzymia na ręku Lelum zawieszona obu braci zakrywa. Polelum w prawą rękę, wolną od łańcucha miecz bierze. — Roza Weneda, zawieszając tarczę, mówi do Lelum:
Ty będziesz bronił swego brata tarczą.
do Polelum
Ty go zakryjesz miecza błyskawicą...
Biada, kto swego nie dopełni! biada!
Jesteście jednym rycerzem, mścicielem;
A gdy nie będzie was, to jęk żałosny
Przeleci wieki i zwiąże imiona.
Jęk jeden będzie po dwu zgonach waszych;
Po waszych sercach roztrzaskanych w piersi
Jedna zostanie żałość w tej ojczyźnie,
Nierozróżniona, jako w sercu matki. —
Krwi! krwi ofiarnej!
POLELUM
Weź z mojego łona.
ROZA WENEDA
Tu krwi potrzeba obcej, z niewolnika.
Wchodzi do lochu i wyprowadza na scenę LECHONA.
To syn królewski. Patrzcie, jaki blady.
LECHON
Zlitujcie wy się, ludzie, mej młodości!
Ta grota pełna przerażeń i wasze
Twarze są blade i przygotowane
Do zemsty. Wiem ja, że wy macie prawo
Mścić się nade mną i odebrać życie:
Lecz gdyby tutaj była moja matka,
Królowa dumna i sroga kobieta,
Ona by was tu przekonała łzami,
Że ja potrzebny jestem na tym świecie
Jak słońce, księżyc — jej i wam potrzebny,
Że wam śmierć moja na nic się nie przyda,
A życie moje jeszcze może zdać się. —
Nie zabijajcie mnie, nie zabijajcie!
Król wasz u mego ojca niewolnikiem,
Za syna swego ojciec odda króla;
Za mój włos każdy da wam ziemi włokę —
A patrzcie, jakie ja mam gęste włosy,
Matka je moja nieraz całowała.
Czy tu nikt nie ma matki?... A więc jeszcze
W sierotach większa być powinna litość.
ROZA WENEDA
Krwi tej nie wezmę — za podła. Idź jęczeć91!
Wpycha Lechona do lochu.
Czerwieńszą znajdę krew w sercu gołębia.
Ślaz wchodzi prowadzony przez dwóch wenedyjskich rycerzy.
Cóż to za człowiek?
ŚLAZ
Ja tu dobrowolnie
Przychodzę, proszę wierzyć — dobrowolnie.
ROZA WENEDA
Lechitą jesteś?
ŚLAZ
O! gdyby nie respekt
Dla was, rycerze, i dla tej mocarki,
Wziąłbym pytanie za obelgę. Mówcie
Że ja pies — dobrze; mówcie, że ja sowa —
Dobrze; mówcie, że bocian — doskonale! —
Lecz mówić, że ja Lechita! — mnie? — w oczy! —
Gdybym nie mienił to być uchybieniem,
Plunąłbym w oczy temu, kto zapytał,
Czy ja Lechita. — Cóż to? czy mi z oczu
Patrzy gburostwo, pijaństwo, obżarstwo,
Siedem śmiertelnych grzechów, gust do wrzasku,
Do ukwaszonych ogórków, do herbów?
Zwyczaj przysięgać in verba magistri92?
Owczarstwo? — czy to wszystko mam na twarzy?
Jeśli tak, wodą mnie zlejcie gorącą,
Niechaj oblezie ze mnie pierwsza skóra.
ROZA WENEDA
Milcz.
do Wenedów
Gdzie pojmaliście tego człowieka?
RYCERZ WENED
Dążył od strony Lechitów i wiele
Okropnych rzeczy w drodze opowiadał.
On widział króla naszego Derwida
Zamęczonego, siostrę twą zabitą.
ROZA WENEDA
do ŚLAZA
Piekielny! Kłamiesz.
ŚLAZ
Klnę się na te czaszki,
Ja sam wrę zemstą, ja sam zemstą płonę;
Dajcie mi w ręce cokolwiek, miecz, rożen,
Pierwszą broń dajcie, a ja mścić się będę.
szlochając
Ten król szanowny! ten starzec sędziwy!
Ta niebotyczna królewna!... miecz dajcie,
Jeśli potrzeba wodza — będę wodzem;
Jeśli człowieka tylko trzeba — jestem;
Jeśli tygrysa, adsum93; jeśli księdza —
Do usług; jeśli Ganimeda94 — zgoda.
ROZA WENEDA
Mówisz o zemście?... tu zemsta pod ziemią.
Bierze nóż i wchodzi do lochu, gdzie Lechon zamknięty.
POLELUM
Lelum, noc bliska.
LELUM
Umarła — słyszałeś.
Cicho, mój bracie, zda mi się, że duch jej
Tu, na łańcuchu stoi między nami
I lekką śmierci dłoń na głowy kładnie.
Czy ty nie czujesz umarłej dotknięcia?
Ona tak pójdzie z nami w bój okropny
I serca nasze przejrzawszy do głębi,
Pogardzi, jeśli serca zadrżą strachem.
O! Lillo! tobie ślubuję dziś duszę!
Ducha ty weźmiesz95 ulatującego.
O! śmierci! śmierci! krwawej śmierci Boże!
Jakże to łatwo być odważnym w boju!
Nieszczęśliwego Bóg nie zrobi tchórzem.
Gdzie są harfiarze? niech idą za nami
Z harfy96 złotymi... nie trzeba harfiarzy!
Umarli lepiej widzą i śpiewają
Tę pieśń o sercach strzaskanych boleścią,
O ściętych mieczach i zgasłych nadziejach.
Oni jedynie wiedzą, ile warte
Życie człowieka, ile ulatuje
Ludzkiego szczęścia w czerwonych płomieniach,
Które trzaskają ciało bohatera.
Już o umarłych tylko dbam i Boga,
O nic na ziemi.
Roza Weneda wychodzi z lochu z dymiącym się nożem.
ROZA WENEDA
Patrzcie! nóż czerwony
W sercu Lechona był... patrzcie, czerwony,
Pomażę sobie brwi tą krwią — zobaczę
Dusze umarłych... i wy zobaczycie...
Tam w szczerwienionej ciemności powinni
Zjawić się krwawi: król harfiarz z dziewczyną —
Lecz kto przemówi do umarłych, skona...
Wchodzi Derwid i Lilla Weneda.
Widzicie! o! widzicie, idą trupy!
Ja wywołałam je spod ziemi — przyszli.
LILLA WENEDA
Przyprowadziłam wam ojca z niewoli.
Oto wasz ojciec.
DERWID
Cóż to? nie poznali?
Posadź mnie, córko moja, na kamieniu,
Cóż? — nie poznali!
ROZA WENEDA
Bez harfy przyszedłeś...
DERWID
Niebiosa!
zrywając się
O! ja przyszedłem bez oczów!
Wydarte moje oczy płakać będą,
Jak się dowiedzą o tym. — O! gadzino,
Czy ty się z harfy mojej urodziłaś,
Że ty mnie witasz tak? — Lilla, daj rękę,
Prowadź mnie dalej.
LILLA WENEDA
Gdzie, ojcze?
DERWID
Do wężów,
Które ty pieśnią tak ułaskawiłaś,
Że mi nie będą gryzły serca.
LILLA WENEDA
Ojcze!
DERWID
Gadzina córka; gdy mi darto oczy,
Myślałem, że ta córka wydrze oczy
I włoży w moją czaszkę swoje oczy:
A teraz widzę, że mi wydrze serce
I włoży w swoje piersi puste. — Harfo!
Ty jesteś harfą bez strun! czarownico!
Tak witać ojca? Kiedym tu przychodził,
Skakały na mnie psy, wyjąc z radości;
A ty, jako kruk, widząc te czerwone
Oczy, zaglądasz w nie i głodnym dziobem
Wyjadasz mi łzy czerwone, ostatnie.
O! Bogdaj pierwszy z tych piorunów złotych
Pomścił się za mnie...
ROZA WENEDA
O! Bogdaj mnie piorun!...
Bo ty bez harfy przyszedłeś, o, królu!
I dziś upadniesz na stos — bez królestwa.
LILLA WENEDA
Nie, on zwycięży dziś, bez młodszej córki.
Ale przez córkę młodszą dziś zwycięży...
Widzisz, płaczący usiadł na kamieniu
I duma jako stary bocian ślepy.
Bądź ty mu córką. Niech kto pójdzie za mną
I złotą harfę przyniesie...
ROZA WENEDA
Co mówisz?
Harfę odzyskasz... jak?
LILLA WENEDA
Za harfę złotą
Sama się oddam Lechom... i zostanę...
ROZA WENEDA
Więc idź... bo harfa zwycięży.
LILLA WENEDA
O! siostro,
Jeśli chcesz harfy — i mnie pragniesz widzieć
Żywą... Lechona mi daj, niewolnika!
Za mnie królowa wydać obiecała
Harfę — a moje życie da za syna.
ROZA WENEDA
Więc zginęliśmy, bo Lechon zabity.
do Ślaza
Kłamco ohydny! Rzucić go ze skały.
LILLA WENEDA
Nie plamcie wy krwią tej godziny smętnej
I mej śmiertelnej koszuli... Ten człowiek
Niech idzie ze mną po harfę.
ROZA WENEDA
Co mówisz?
Ty nie odważysz się wrócić do Lecha.
LILLA WENEDA
O! siostro moja, jam się obeznała
Ze śmiercią; wierzaj, ja wam harfę przyszlę,
Mówisz, że harfa ta wam da zwycięstwo? —
O! zwyciężajcie i bądźcie szczęśliwi! —
Klęka przed ojcem.
Ojcze! błogosław mi — może nie wrócę —
Ale ci lutnię twoją przyszlę złotą;
A jeśli jaka struna z najmaleńszych
Zajęczy, kiedy zagrasz pieśń tryjumfu,
Pomyśl, że struna ci ta przypomina
Najmłodsze dziecko i uderz ją ręką,
Niechaj nie płacze.
Wstaje i do Ślaza mówi.
Chodź ze mną, człowieku,
Chodź! chodź! pójdziemy po harfę.
Wychodzi ze Ślazem.
ROZA WENEDA
Zwycięstwo!!!
Ten starzec usnął, córki swojej płaczem
Ukołysany — patrzcie! Cóż jest ojciec!!!
Nieście spiącego na tron Derwidowy.
Zwycięstwo! Sto serc ludzkich — za zwycięstwo!
Wychodzą.
CHÓR DWUNASTU HARFIARZY
O! ileż trzeba ofiar! ile jęku!
Nim zemsty straszna noc jak piorun błyśnie!
Oto zwycięstwa moc w gołąbki ręku;
Tu wodza rąk dwie bratnich łańcuch ciśnie;
Tu król, co jękiem harf zwyciężyć mniema
I głośniej grać — niż mrący ludzie jęczą;
Tu wróżka z krwią na rzęsach stoi niema
I słucha, jak na mieczach miecze brzęczą;
I widzi strasznych czynów ludzkich końce,
Przeczuwa boży sąd. — A gdy noc głucha,
To z wiary mrącym ludziom robi słońce,
Woła piorunów, patrzy, jak biją — i słucha.