SCENA II

Sala w zamku Lecha. Lech, Gwinona, RYCERZE.

LECH

Na Boga! bądźże80 cierpliwą! na Boga!

Mój oddział jeszcze z podjazdu nie wrócił.

GWINONA

Ty gadasz! a tam mój syn roztargany?

O! straszna! głupia jest cierpliwość twoja!

Jak nienawidzę w ludziach cierpliwości!

Często im wcale czekać nie potrzeba,

Ale dlatego, że ktoś prosi: „śpiesz się”,

To oni różne wynajdują zwłoki,

Aby pokazać wyższość i rozwagę,

I nad palącym się sercem panować.

Lechu! czy wiesz ty, ile chwil potrzeba,

Aby zabito bezbronnego jeńca?

Dziwna cierpliwość! okropna cierpliwość!

O! Lechu, jeśli mój syn biedny zginie,

To w dzień i w nocy będę ci krzyczała:

Tyś syna twego zabił cierpliwością!

Ja wtenczas będę w wyrzutach cierpliwą,

Cierpliwie będę ci kąsała serce;

We mnie ty zbrzydzisz cierpliwość; — O! kacie,

O! kacie twego nieszczęsnego syna!...

Ach! Boże, daj co gryźć mojemu sercu,

Bo ja bym teraz serce męża gryzła.

Ja wiem, co powiem: Lechu! — jesteś tchórzem!

LECH

Tchórzem nie jestem.

GWINONA

Więc ojcem nie jesteś!

Czymże ty jesteś? — kawałkiem żelaza?

LECH

O! tego nadto! — nadto! — Ty dotychczas

Byłaś w domostwie samowładną panią.

Jam ci ulegał, bojący się wrzasku,

Ty napełniałaś mój dom okrucieństwem.

Na Boga, już mi to się wreszcie nudzi.

Rycerzy moich garsteczka maleńka,

Podjazdem i te siły rozerwane;

A ci Wenedzi z dwunastu się krain

Zeszli i całe okrywają pole.

Tam są olbrzymie Scyty, co krew piją

W człowieczych czaszkach, wyznawce Odyna;

Tam są Letoni, co na hełmach noszą

Rogi żywemu wyrwane turowi;

Tam jest Mazonów lekkie pokolenie,

Co głowy jako szczygły ubierają

W czerwoną krasę i pomiędzy hełmy

Migocące się niosą pióra pawie;

Nad tymi tłumy dwunastu Harfiarzy;

Nad harfiarzami straszna prorokini,

Na samym szczycie ludzkiej piramidy

Błyskawicami gadająca — a ja

Z rycerzy garstką mam wstąpić w mrowisko?

Ja, co te ludy chcę wyciąć do szczętu?

Nie czekać, aż mi w noc błyskawicową

Z nieba lejące pomogą pioruny?

Szalona jesteś — szalona, kobieto!

GWINONA

O! widzę, że już ciebie nie przełamię!

Widzę już! widzę mego syna trupem!

LECH

Syn twój powróci, syn powróci, nie płacz.

GWINONA

O! jużem ja go teraz opłakała.

O! rozpacz! rozpacz!... o! rozpacz! on skonał.

Lilla Weneda wchodzi bez wianka liliowego na głowie.

LILLA WENEDA

Królowo! ojca mego nakarmiłam.

Mój ojciec do mnie należy, królowo!

Widzisz, powracam bez kwiatów, bez wieńca,

W lilijach było mego ojca życie;

Ja życie ojca przyniosłam na głowie,

Jego zbawieniem ukoronowana.

Nie wierzysz? Spytaj każdego Weneda;

Lilije wodne nas od głodu bronią,

Ilekroć zboże roku nie dotrzyma.

Ty nie wiedziałaś, że ten wieniec biały

Zdziecinniałemu będzie piersią matki,

Że on go będzie ssał, śmiał się i płakał,

Podnosząc puste powieki do nieba,

Bogu dziękował za córkę i kwiaty.

O! teraz ojciec mój! — jam go zbawiła.

Lechu, słyszałeś, jaki był warunek?

Nie pozwól, królu, żonie łamać wiary.

GWINONA

Patrz! patrz! patrz! ona ojca wybawiła

I tu mnie przyszła zagłuszyć radością;

A kiedy ona mówiła o ojcu,

To ja nieszczęsna myślałam o synie81;

A kiedy ona lała łzy rozpaczy,

To ja nieszczęsna krwią płakałam w sercu. —

Weź ojca swego! weź! — ja potrzebuję

Nauczyć teraz was wszystkich litości.

Ja bym głaskała ręką wasze tury,

Prosząc o łaskę ich nad moim synem;

Ja bym szczepiła wasze kwaśne grusze

Miodem litości — a sosen szumowi

Dałabym matki głos, jęki i prośbę.

O, każcie tutaj starca przyprowadzić,

Ja go odeślę ojcem memu dziecku.

Rycerzy kilku wychodzi.

LILLA WENEDA

Pani! ty dobra jesteś, o! ty dobra.

Już ja nie powiem, żem ojca zbawiła;

Ale, że ty mi dałaś mego ojca.

Obaczysz! jak to serce drży z radości

Temu, kto biednym ludziom dopomoże.

Derwid wchodzi i RYCERZE.

Ojcze, wracamy do nas — ta królowa

Dała mi ciebie. Ojcze, chodź na słońce,

Bądźcie mi zdrowi, królu i królowo,

Chodź, ojcze! — Bądźcie zdrowi! bądźcie zdrowi!

DERWID

Córko! a moja harfa?

LILLA WENEDA

O! królowo!

Widzisz, mój ojciec cały drży z radości.

Aleś ty pewnie, pani, zapomniała,

Że ci nie może dziękować oczyma,

Więc ja za niego leję łzy — i jeszcze

Za ojca mego muszę być natrętną:

Ja ciebie proszę, wróć mu harfę złotą,

Którą mój ojciec miał od swego ojca;

O! wróć mu, pani, tę harfę! o! wróć mu!

GWINONA

Przynieście harfę, którą ja kazałam

W cedrowej skrzyni uśpić rozpłakaną.

LILLA WENEDA

Ojcze, ty harfę mieć będziesz.

DERWID

Oddała?...

GWINONA

na stronie do LECHA

Widziałeś, Lechu, gdy wspomniał o harfie,

To z jego powiek wybiegły czerwone

Dwie łzy, ogromne łzy — czy uważałeś?

To były straszne łzy...

LECH

I cóż, kobieto?

GWINONA

Co?... nie rozumiesz... Córka albo harfa

Zostanie tutaj zakładnicą... widzisz,

Ten człowiek musi wybrać między dwiema,

A ja w zakładzie wezmę rzecz wybraną:

Rozumiesz? Gdyby nie te łzy czerwone,

Anibym kiedy była pomyślała,

Że tu jest wybór.

LECH

Już widzę, już widzę.

GWINONA

Milcz.

do Derwida

O! Derwidzie, czy Wenedzi macie

Nienasycone serca? Przed godziną,

Wiercony srogim głodem aż do kości

Byłbyś poprzestał na kawałku chleba...

Lecz teraz, w miarę łask żądania rosną,

Dałam ci wolność, tyś harfy zażądał —

A otrzymawszy wszystko, będziesz mścił się...

DERWID

Każ odprowadzić mnie więc do więzienia;

Trupi82 się nie mszczą.

GWINONA

O! twardy człowieku,

Nigdyż twe serce przede mną nie zadrży?

DERWID

Wyjm je i zobacz.

GWINONA

Ja ci daję wolność...

DERWID

I chcesz tu z króla uczynić żebraka?

Już mnie z postaci masz prawie żebrakiem,

Jeszcze chcesz serca mego żebraniny?

Na moje ciało ty liczysz zgrzybiałe,

Na me kolana ty rachujesz drżące,

Że mnie przed tobą powalą?... Nie, jędzo!

Nie! nie! nie!... Córko, daj mi rękę... Jędzo!

Przed tobą skonam stojąc i zastygnę,

Wtenczas twe dziecko mnie paluszkiem trąci

I padnę... padnę... ale pókim żywy,

To jestem równy tobie... król i człowiek.

GWINONA

do wnoszących harfę

Postawcie przy nim bliżej harfę złotą,

Niechaj się na niej oprze ręką drugą.

Stawiają harfę przy Derwidzie. Starzec jedną rękę na harfie, drugą kładzie na głowie córki.

Widzisz, ta harfa równa córce wzrostem;

A gdyś w niewoli był, obie zarówno

Płakały... obie jak córki... O! teraz

Wybierz pomiędzy płaczkami, Derwidzie,

I niech wybrana idzie z tobą w lasy,

A druga córka twoja odrzucona

Ze mną zostanie... i będzie zakładem.

DERWID

Córko! co ona mówi?

LILLA WENEDA

Ojcze drogi,

Ta pani harfę ci oddaje złotą.

DERWID

Tę harfę?

LILLA WENEDA

Ojcze, harfę.

DERWID

Już oddała?

To chodźmy, córko.

LILLA WENEDA

do GWINONY

Pani, ja powrócę,

I będę twoją niewolnicą... Ojcze!

Chodźmy już.

GWINONA

Harfę porzucasz, Derwidzie?...

LILLA WENEDA

Nie mów tak głośno — jam cię zrozumiała.

Okropną jesteś — zlituj się nade mną.

Jeśli mnie żywą chcesz mieć, to nie żądaj

Mieć porzuconą przez własnego ojca.

Serce mi pęknie i będziesz tu miała

Trupa, nie córkę, o! bo w moim sercu

Jest tyle złotych strun, jak na tej harfie,

Lecz wszystkie pękną od razu z boleści

Jednym wyrazem ojcowskim stargane —

I nad nim także litość miej, i nad nim!

Proszę cię, sroga, miej i nad nim litość!

GWINONA

Będzieszli83 zawsze jak mała ptaszyna

Skrzydełkiem w oczy bić błyszczące węża?

Jeślim wyrzekła — to chcę. Kto mi wzbroni

Spróbować serca ojcowskiego? I tu

Usprawiedliwić siebie, żem je gryzła?

Wytłumacz ojcu sama, czego pragnę.

LILLA WENEDA

O, nielitośna! — Ojcze, ta królowa

Oddaje tobie tylko jedno dziecię.

Ty wybierz sobie dziecko, które śpiewa,

A zostaw dziecko, które tylko płacze...

Ja wiem, że ty mnie kochasz, ojcze drogi,

Lecz nie wybieraj mnie, bo nieszczęśliwy,

Jeżeli zechcesz o nieszczęściu śpiewać,

To znajdziesz we mnie tylko echo płaczu,

A w harfie echo nieśmiertelne. Ojcze,

Wybierz, co kochasz, a to, co odrzucisz,

Kochaj...

DERWID

Niebiosa! — córko, gdzie ty jesteś?...

Ja kocham moją córkę. — O! gołąbku,

Chodź i ślepego prowadź. Córko — prowadź

I wyjdźmy prędzej stąd. — Córko, a harfa?

LILLA WENEDA

O! harfa skarży84 się, żeś ją opuścił.

Trąca o struny.

DERWID

Harfa się skarży na mnie?

LILLA WENEDA

Ojcze, jęczy.

DERWID

Jęczy!... Gdzie moja harfa?... czy to mara,

Czy to duch mojej harfy rozpłakanej

Stoi przede mną w promieniach; i skrzydła

Roztworzył, jakby z płaczącymi jęki

Już odlatywał do nieba... Ha!...

Lilla znów porusza struny.

I znów.

Słyszycie! harfa jęknęła... słyszycie?

O! dajcie, niech ją obejmę w ramiona!

Dajcie! to córka królów rozpłakana.

Chwyta harfę, obejmuje i ucieka z nią.

Gdzie drzwi? — rycerze, gońcie mnie z mieczami!

O! ja tej harfy nie dam... Harfy nie dam!

Pada piersią na harfie.

LILLA WENEDA

Widzicie! ręce pokrwawił na strunach.

Wstań, dobry ojcze. — O! patrzcie! o patrzcie!

Usta położył na strunach, całuje,

A te niedobre struny i niewdzięczne

Usta mu krwawią. — O! struny! o! struny!

Wy nie jesteście córkami. — Królowo,

Widzisz, mój ojciec wybrał; lecz jeżeli

Myślisz ty, pani, że ja teraz płaczę

Dlatego, że mnie ojciec mój porzucił:

O! bądź przeklęta za tę myśl! — To radość

Wyrywa z oczu moich łzy, to radość.

Niechaj nikt ojca mojego nie sądzi.

Dzisiaj karmiony starzec lilijami

Mnie tak całował w usta i we włosy,

I do mnie tak się przytulał rozpacznie,

Jak się do harfy odzyskanej tuli.

A że ja płaczę, to tylko dlatego,

Że przypominam ojca pocałunki

W ciemnym więzieniu... i łzy moje głupie

Pytają same serca, czemu płacze.

GWINONA

Odedrzeć85 starca od harfy.

LILLA WENEDA

podnosząc ojca

Widzicie,

On już łagodny jak baranek.

GWINONA

Starcze!

Syn mój najstarszy, Lechon, syn mój drogi,

Jest niewolnikiem twoim, a ta harfa

W zakładzie, moją będzie niewolnicą,

Aż mi żywego wrócisz syna.

DERWID

Harfa?

Ja stąd bez harfy nie wyjdę.

LILLA WENEDA

O! pani!

Więc jeszcze raz się rzucę na kolana

I będę ciebie prosiła ze łzami:

Oddaj mu harfę... a mnie weź. Czy myślisz,

Że twego syna, jeśli jeszcze żywy,

Ten starzec nie da za córkę? O! pozwól!

Niech tylko mego ojca odprowadzę,

On ślepy — tylko odprowadzę ojca,

A sama wrócę; a że ja powrócę,

To niech ci harfa ta będzie zakładem.

Ale przysięgnij, że za niewolnicę

Królewnę — harfę wypuścisz z niewoli;

A gdy przysięgniesz, to ja pewnie86 wrócę.

Bo cóż mi teraz życie! Cóż mi życie!

O! ty wiesz sama, że ja pewnie wrócę.

GWINONA

Jakiż mi zakład z córki niekochanej?

LECH

Na Boga! dosyć, Gwinona! już dosyć!

Ta córka warta dziesięciu Lechonów.

Przysięgam, jeśli z Lechonem powróci,

To weźmie harfę, Lechona i moje

Błogosławieństwo; jeśli wróci sama,

To i tak za nią, przysięgam na Bogi!

Oddasz kawałek płaczącego drewna.

GWINONA

Słyszysz? jak mówi mój mąż, tak się stanie.

LILLA WENEDA

Dzięki wam! dzięki! — Ojcze, dziś wieczorem

Harfę ci twoją postawię do grania.

Ty wiesz, ja dotąd nigdy nie skłamałam.

A teraz — o, królowie: do widzenia.

Przyjdzie po harfę Lilla niewolnica. —

Chodź, dobry ojcze.

DERWID

A harfa?

LILLA WENEDA

Ta idzie

Za nami, ojcze.

do Lecha

Szlachetny rycerzu!

W twoim więzieniu został smętny starzec,

Także niewinny.

Odchodzi z ojcem.

LECH

Ha... to ten czarownik.

Sygonie, każ go wypuścić na wolność.

W ludziach anielstwa tyle, że nie można

Traktować jak psów... wypuścić go z wieży.

A teraz chodźmy stroić się do walki.

Wychodzi.

GWINONA

Połóżcie harfę w skrzyni cedrowej — ta harfa

Dla mnie jest teraz Lechonem... Nie kładźcie

W tej trumnie z drzewa harfy... bo pomyślę,

Że syn mój drogi, Lechon, w trumnie leży;

A jeśli stanie się jakie nieszczęście

Z moim kochanym dzieckiem, to przypomnę

Tę harfę w trumnie i będę myślała,

Że sama syna położyłam w trumnie.

Natura może stąd wziąć pochop87 i to

Wtrumnienie harfy strasznie naśladować

Rzeczywistością. — Wynieście ją za mną. —

Okropny zachód słońca — i te mury

Zdają się krwawe od promieni. — Gryfie,

Dziś w nocy będzie burza — chmury warczą.

Wy się będziecie dziś bić ostatecznie.

Wychodzą.