SCENA VI

Dziedziniec w zamku LECHA. Ślaz przy bramie. — Noc.

ŚLAZ

Trzeba Salmoństwo to skończyć... dalibóg!

Salmoństwo moje bardzo niebezpieczne

I różnych rzeczy wymaga — na przykład:

Odwagi. Gdybym wiedział, że ze zbroją

Spadają na mnie takie obligacje,

Byłbym nie tykał jej... ani tych rzeczy,

Które rycerza są... Co widzę? Chryste!

Pan mój dawniejszy prosto w bramę dąży.

Wyda się kłamstwo... po radę do głowy...

Słychać stukanie do drzwi. — Ślaz otwiera drzwi i ujrzawszy ŚWIĘTEGO GWALBERTA zatrzymuje go halabardą u wejścia.

Ktoś ty?

ŚWIĘTY GWALBERT

Domowi temu niosę pokój.

ŚLAZ

A więc nie wejdziesz, my żyjemy z wojny.

ŚWIĘTY GWALBERT

Puść mnie do Lecha, puść, mężny rycerzu,

Niech cię Spiritus Sanctus65... O! pohańcze!

Mówię ci, puść mnie, bo ci spadnie głowa.

Ty się wielkiemu sprzeciwiasz cudowi;

Dziś nad jeziorem, równa gołębiowi

Białością, cała powietrzem tęczowa,

Z gwiazdy sinymi, matka Chrystusowa

Pokazała się — ukląkłem, a ona:

„Idź, bo stary Derwid kona,

Córka jego, mój gołąbek,

Z bolu umiera”.

Tak mówiąc, w tęczy się rąbek

Owinęła postać święta,

I uniosła ją anielska sfera

Z tęczą, z gwiazdami, z tysiącem promieni.

ŚLAZ

Czemuś nie nabrał tych gwiazd do kieszeni?

Mógłbyś zapłacić teraz odźwiernemu.

ŚWIĘTY GWALBERT

Zapłacić? święci nie płacą.

ŚLAZ

Czemu?

ŚWIĘTY GWALBERT

Bóg daje wszystko temu, kto jest z Bogiem.

Ale nie trzymaj mnie przed zamku progiem,

Twój upór sługę mego przypomina.

ŚLAZ

Co to za człowiek był?

ŚWIĘTY GWALBERT

At, łajdaczyna!

ŚLAZ

Gdzież jest?

ŚWIĘTY GWALBERT

Już teraz diabeł wziął do piekła.

ŚLAZ

Już w piekle?

ŚWIĘTY GWALBERT

W piekle.

ŚLAZ

Hum... dobra nowina.

ŚWIĘTY GWALBERT

Miałem łajdaka sługę, skradł mi wszystko

I spalił czaszkę wielkiego olbrzyma,

Z której ja sobie uczyniłem celę:

Tak że w tej czaszce, gdzie niegdyś mieszkały

Bogi Walhalli66, teraz się świeciła

Czystość dziewicza w gwiaździstej koronie

I odzywała się czysta modlitwa.

ŚLAZ

To jakiś sługa niewierny!

ŚWIĘTY GWALBEBT

Bies sługa!

Teraz ja myślę, że to sam Lucyfer

Podjął się u mnie służby i oszukał.

Lecz nie przełamie diabeł mocy Boga,

Ani piekielne pokusy przemogą. —

Jeżeli jeszcze ten diabeł bezwstydny

Jest w ludzkiej skórze, to pod dyscypliną...

Lecz zdaje mi się, że to nie był diabeł,

Rycerzu, on był na diabła za głupi.

ŚLAZ

na stronie

Wolałbym, żeby trzymał się był o mnie

Pierwszej opinii. — Ach! Ach! myśl szczęśliwa!

Przemienię tego siwosza w Salmona.

głośno

Chodź tu, staruszku święty!

ŚWIĘTY GWALBERT

Dzięki Bogu,

Poganin zaczął już przezierać w światło.

Nazwał mnie świętym, do chrztu niedaleko.

ŚLAZ

na stronie

Ja ciebie ochrzczę, dalibóg, że ochrzczę!

Usalmonuję ciebie.

głośno

Przewielebny,

Już noc, Lech teraz śpi.

ŚWIĘTY GWALBERT

Pokaż mi drogę,

Ja go obudzę.

ŚLAZ

Pomyśl! — To lew srogi,

Gotów się rzucić na ciebie i pozrzeć67.

ŚWIĘTY GWALBERT

Więc mi to będzie wieniec męczennika.

ŚLAZ

Staruszku, ty masz oczy bazyliszka

W świętym czerepie, mnie oczarowałeś.

Już gotów jestem zaraz zejść ze straży,

Choć za to można jak nic zgubić głowę,

Lecz na usługi twoje jestem gotów.

ŚWIĘTY GWALBERT

Uczyń to, uczyń, a nagroda w niebie.

ŚLAZ

Więc mi oddadzą w niebie moją głowę?

Ja wcale innej nie żądam nagrody,

Ja moją głowę bardzo kocham, cenię;

Jeśli przyrzekasz, że jak głowę stracę,

To ją odzyskam, pójdę budzić Lecha.

ŚWIĘTY GWALBERT

Przeczuwasz prawie święte pismo boże.

Kto tutaj, mówi Chrystus, straci duszę,

A straci dla mnie, to duszę swą zyska.

ŚLAZ

Ale nic Chrystus nie mówi o głowie?

ŚWIĘTY GWALBERT

Głowa jest niczym, gdzie chodzi o duszę.

ŚLAZ

Kiedy nic Chrystus nie mówi o głowie,

To dla mnie wcale nie ma bezpieczeństwa,

Ja wolę głowę niż duszę.

ŚWIĘTY GWALBERT

Nędzniku!

Ja ci dowiodę, że światowe szczęście...

ŚLAZ

Ty mi dowodzisz, a twój Derwid ginie.

Lepiejże moją zbroję weź na siebie

I postój za mnie na straży przy bramie,

To pójdę, Lecha obudzę i wrócę.

ŚWIĘTY GWALBERT

Rycerzu, daj mi zbroję i zbudź Lecha.

ŚLAZ

Stójże tu stary, dzida w ręce prawej

Przeciwko wrogom, tak... hełm na łysinę.

na stronie

A terazże mu zamknąłem przyłbicę.

Jeśli otworzy, będzie mądry.

głośno

Stój tu...

Jeśli spytająć68: „Kto?” — odpowiedz: „Salmon”.

Ja jestem Salmon... Za chwilę powrócę.

Wykrada się za bramę zamku i ucieka.

ŚWIĘTY GWALBERT

w zbroi, chodząc wielkim krokiem

Więcże69 to, Boże, i w rycerskim stanie

Dobrzy są ludzie, dobrzy, choć poganie.

Otóż włożyłem rycerską kolczugę,

Najświętsza Panno, patrz na twego sługę.

Oto jak rycerz spod twojego znaku,

Jak nowy olbrzym Gedeon70 w szyszaku,

Trąbą mi teraz tylko walić mury

I piorunować grzeszniki i króle.

Cóż to za zbrojni ludzie z latarniami?

Lech i Sygoń z latarniami, zbrojno.

LECH

Tu był na straży Salmon.

ŚWIĘTY GWALBERT

Jestem Salmon.

LECH

Sygonie, patrzaj na tego człowieka.

Jeśli to Salmon, to się znów odmienił.

To jakiś możny jest czarownik. Mówisz,

Że jesteś Salmon; Salmon straci głowę,

Jeśli się wyda, że nie jesteś Salmon.

ŚWIĘTY GWALBERT

O! nieba... jestem Salmon.

LECH

Patrz no, Sygoń,

Włos mu wygląda siwy spod szyszaka,

Króciutkie nogi w łapciach spod puklerza,

To jakiś możny diabeł, możny diabeł. —

O! czarowniku, jeżeliś ty Salmon,

Po śmierci w ciało ubrany diabelskie,

To na kawałki potnę twoje ciało,

Aż dusza twoja w ogniu gorejąca

Nie będzie miała w co się ubrać — broń się!

Napada z mieczem.

ŚWIĘTY GWALBERT

O! panie! ja nie Salmon!

LECH

Któż ty taki?

ŚWIĘTY GWALBERT

Nazywają mnie powszechnie Gwalbertem,

Świętym Gwalbertem. Otwórzcie przyłbicę,

Bo ja nie umiem tej klatki otworzyć...

LECH

To tak jak tamten. Wymówka ta sama.

Nędzniku, wziąłeś na się inną postać;

Przebiegły jesteś... włos ci czarny zbielał;

Jam ciebie chudym widział przed godziną,

Teraz żołądek masz pełny i może

Płonących węgli masz pełny żołądek.

Na Boga! czarów nie będę igraszką...

Do mnie, rycerze!

Klaszcze, wchodzi kilku z rycerstwa.

Weźcie tego diabła. —

Sygoń, niech rzucą go wężom, do wieży.

ŚWIĘTY GWALBERT

Święta Maryjo! Broń twojego sługi.

Żołnierstwo wynosi ŚWIĘTEGO GWALBERTA, który krzyczy i wyrywa się. Sygoń wychodzi za nimi. Na krzyk starca wbiega Gwinona.

GWINONA

Co to jest za zgiełk? co to są za krzyki?

LECH

Kazałem wężom rzucić czarownika.

Ten Salmon, żono, to był zły duch mocny.

GWINONA

Węże niegłodne, dziś jadły człowieka.

Sygoń wraca.

LECH

Sygonie! Cóż to, powróciłeś blady?

SYGOŃ.

Panie! powracam znad wężowej wieży.

GWINONA

I tam widziałeś poszarpane członki71

Człowieka w paszczy wężowej trzeszczące?

I tam słyszałeś gadzin smętne świsty?

I tam widziałeś jęczącą dziewczynę,

Która nad straszną wieżą nachylona,

Jak słowik, gdy się na węża zapatrzy,

Skrzydełek tylko lekkiem trzepotaniem

Okazywała strach?

SYGOŃ

Ja tam widziałem

Rzecz, która ludzkie przechodzi umysły.

Przy wieży biała księżycem dziewica

Siedzi, na harfie grająca; a przy niej

W krąg stoją węże tak wyprostowane,

Jak morska fala wzdęta nad dziewczyną;

Ona te węże czarodziejską pieśnią

Zaczarowane trzyma i spokojne;

Ale już widać, że jej białe ręce

Mdleją na strunach, że się pieśń zakończy

Z życiem harfiarki w głodnych wężów paszczy.

GWINONA

Więc wieża, gdzie ten stary człowiek?...

SYGOŃ

Pusta.

Spoczywa w głębi i śpi Derwid stary.

Bo wszystkie węże, pieśnią wywabione,

Są słuchaczami córki.

GWINONA

Zwyciężyła!

Dobądźcie z wieży starego Derwida.

O! głupie węże! o! przeklęte gady!

Córce odebrać harfę i wypędzić.

Derwida zamknąć w podziemne ciemnice;

Czego nie zrobił wąż, dokażę głodem.

Czy go nakarmi córka, zobaczycie.

SYGOŃ

A z tym Salmonem co zrobić?

LECH

Zamknąć go

W jednym więzieniu z Derwidem... zamorzyć;

Oba są warci zgonu, czarownicy.

Wychodzą.

CHÓR DWUNASTU HARFIARZY

O! święta ziemio polska! arko ludu!

Jak zajrzeć tylko myślą, krew się lała.

W przeszłości słychać dźwięk tej harfy cudu,

Co wężom dała łzy i serca dała.

Słuchajcież wy! gdy ognie zaczną buchać,

Jeżeli harfy jęk przyleci z dala,

Będziecież72 wy jak węże stać i słuchać?

Będziecież wy jak morska czekać fala,

Aż ścichnie pieśń i krew oziębnie znowu

I znów się staną z was pełznące węże?

Aż rzucą was do mogilnego rowu,

Gdzie z zimnych jak wy serc się hańba lęże73?

Już czas wam wstać!

Już czas wam wstać i bić, i truć oręże.