SCENA V

Sala taż sama. Lech i Sygoń wchodzą.

LECH

Sygonie, człowiek ten nie jest Salmonem.

Przy uczcie jeden mu dał w łeb talerzem:

Ten człowiek — widząc krew cieknącą z czoła,

Zawołał: „Octu!” — Gdyby to był Salmon,

Byłby zawołał: „Szabli!” Wiesz, co myślę?

Już postawiłem go na straży w bramie,

Zmieniwszy zbroję, razem nań wpadniemy;

Jeżeli, zamiast bronić się jak Salmon,

Będzie o życie błagał na kolanach,

Każę go jak psa powiesić i śćwiczyć64.

GONIEC wchodzi.

GONIEC

Lechu! Nowiny są okropne z pola.

Wenedy znów się rzucają do broni.

Lechon, najstarszy twój syn, zostawiony

Na drugiej stronie Gopła ze stu ludźmi,

Wzięty w niewolę.

LECH

Nie mówić Gwinonie!

Ona miłuje bardzo tego syna.

Każ ostrzyć miecze i naprawiać tarcze,

W ostatniej walce dzidami pokłute —

To dobrze, mój Sygonie. Bój zaczęty. —

O! syn mój biedny! — Ale te psy wściekłe

Nie będą śmieli jeńca zamordować? —

Nie mówić tylko nic o tym Gwinonie;

Syna odbiję, nim się ona dowie.

GONIEC

Różne biegają straszne przepowiednie

O przyszłej walce między Wenedami;

Wszystkie te wróżby sieje czarownica

Młoda i piękna, co na łysej górze

Ma wykopany loch, podobny gniazdom

Rzecznych jaskółek.

LECH

Cóż za wróżby, powiedz?

GONIEC

Mówią, że wódz ich będzie miał dwie głowy,

Dwa serca, oczu czworo płomienistych,

Lecz jeden tylko oszczep, jedną tarczę.

LECH

Na Boga! ja mu odetnę dwie głowy,

Ja mu rozrąbię tą szablą dwa serca;

Lepiej by wyszli, gdyby miał dwie tarcze

I dwa oszczepy, a mózg tylko jeden.

GONIEC

Mówią, że walka będzie oświecona

Błyskawicami.

LECH

Dobrze, będzie widno.

GONIEC

Ta czarownica z góry zapowiada,

Że po tej walce, martwych popiołami

Nakryta, za rok porodzi mściciela.

LECH

To przepowiednia nie dla mnie, nie dla mnie —

Nim ten popielnik wyrośnie ohydny,

Ja będę w grobie, a mój syn na tronie.

Ale to wszystko są na dzieci strachy,

I wódz ten z dwoma głowami, i mściciel.

Dosyć! Już ciemno, dosyć już tych bredni!

Bić się będziemy i to jest najlepsza. —

Chodźmy Salmona wypróbować męstwo.

Wychodzą.