SCENA I

Teatr wystawia mieszkanie astrologa. Wśród sali stół zarzucony księgami; teleskopy w oknach obrócone Da niebo.

ASTROLOG

sam.

Nicość nauki — gorzki owoc doświadczenia!

Myśleć, zgłębiać, i potem wszystkiemu nie wierzyć;

Dręczyć się, żeby okraj swych marzeń rozszerzyć,

Czytać w gwiazdach! — sąż one księgą przeznaczenia?

Przeznaczenie!... szaleństwo walczyć z przeznaczeniem!

Ty, coś ręce zakrwawił, podnieś czoło blade!

Przeklinaj los, lecz przestań dręczyć się sumieniem,

Gwiazdy winne, że knułeś cudzą śmierć lub zdradę,

W kolebce byłeś takim jak dzisiaj zbrodniarzem,

Z pokarmu matki ssałeś dni strute zgryzotą!

Ty, co posiadłeś cnoty, umierasz nędzarzem,

Przestań się dręczyć — cnota twoja nie jest cnotą.

O! Gdybyś w późnej chwili, na śmiertelnym łożu,

Uznał ten błąd — tę nicość cnoty bez zasługi.

Dręczyłeś się — i po co? Po świata bezdrożu

Szedłeś samotny nędzarz... Jestże więc świat drugi?