SCENA II

BOTWEL, PAŹ.

PAŹ

Szukam ciebie, Botwelu — wszystkie zwiedzam strony,

A ty w murach zamkowych, w królowej ogrodzie?

BOTWEL

Chciałem się tu orzeźwić przy wieczornym chłodzie!

PAŹ

O! Prawda, jak tu miło? W tym lesie topoli

Kwiaty milszą tchną wonią — i wszystko rozkwita.

Lecz najpiękniejsza róża w pałacu ukryta,

Chcesz ją widzieć?

BOTWEL

Co mówisz! Królowa zezwoli?

PAŹ

Zezwoliła!

BOTWEL

Widzieć ją! Kiedy?

PAŹ

Za godzinę.

BOTWEL

Sama ci to mówiła?

PAŹ

Spełniam jej rozkazy.

BOTWEL

O gwiazdo! Świeć mi, gwiazdo! Na morze wypłynę,

Niech łódź moję strzaskają wodokryte głazy,

Nie dbam o nic, zaczęły sprawdzać się wyroki.

PAŹ

Panie! Panie! Rozpogódź ten smutek głęboki,

Strwożyć możesz królową tych nieszczęść widziadłem,

A cień twojego czoła na jej czoło spadnie.

BOTWEL

z ironią.

Co? Rozpogodzić czoło, paziu? To tak snadnie18.

Idę, całą godzinę strawię19 przed zwierciadłem.

To łatwo twarz ułożyć. Uśmiech gorzki twarzy

Nie jest owocem cierpień! Igraszka dziecinna.

Twarz moja była niegdyś jak dziecka niewinna,

Będę się śmiał jak dziecko, co o świecie marzy.

O! Paziu, łatwo zatrzeć na czole te rysy?

Tak jak na pergaminie zaloty pisane

Można przemazać! Zetrzeć, nowe kłaść napisy.

Przemażę pismo czoła — zniknie przemazane.

Bywaj zdrów!

Odchodzi.

PAŹ

Jak gorzkimi przeraził mnie słowy;

Spieszę teraz do Rizzia z rozkazem królowej.

Wybiega.