SCENA III

ASTROLOG, PAŹ.

PAŹ

Już wyszedł trefniś — dobrze. Na twoje wezwanie

Stawię się, mądry mistrzu.

ASTROLOG

Słuchaj, paziu młody!

Czy ty kochasz królową?

PAŹ

Skądże to pytanie?

Czy ja kocham królową? Jakież dam dowody?

Kocham ją jako matkę, siostrę, jak anioła.

Taki jestem szczęśliwy! Dzień cały od rana

Przepędzam przy jej stopach — nieraz na kolana

Spadnie mi róża na pół uwiędła z jej czoła;

Nieraz jej twarz ochładzam złocistym wachlarzem,

Twarz spłonioną jasnymi rumieńca szkarłaty15;

Nieraz schylonej kornie przed boskim ołtarzem

Trzymam książkę modlitwy, lub niosę kraj szaty.

Szczęśliwy jestem!

ASTROLOG

Paziu! Nim chwila przeminie,

Masz stanąć u królowej i donieść jej skrycie,

Że człowiek milszy dla niej nad tron i nad życie

Zginie dzisiaj.

PAŹ

Co mówisz? Botwel dzisiaj zginie?

ASTROLOG

z zadziwieniem.

Botwel? Innego miałem w przestrodze na celu.

Paziu! Ja nie myślałam wcale o Botwelu!

PAŹ

z rozpaczą

Więc zdradziłem ją! Boże, w jakąż przepaść wpadłem,

Nie wierz mi! Ona tego sobie nie wyznała,

I mnie się nie zwierzyła — z rumieńca odgadłem.

Jam zbłądził... Nie, Botwela nigdy nie kochała.

Nie wierz mi — niech cię prośba, rozpacz moja wzruszy,

Zatrzymaj wszystko w sobie, czcij honor królowej!

Nie dziw się, całą duszą słuchałem twej mowy,

Cóż dziwnego, że słowo wyrwało się z duszy?

O nieszczęśliwy paziu! Z serca mi wyrwałeś

Najskrytszą tajemnicę — zapomnij! Zaklinam!

Daje astrologowi brylantową sprzączką od kapelusza.

Weź tę sprzączkę — zapomnij!... Czy już zapomniałeś?

Ja nawet uraz moich prędko zapominam,

A ty byś nie zapomniał?

ASTROLOG

Chodź tu, moje dziecię.

Czy myślisz, że nauki spodlić mogą starca?

Królowa mnie łaskami obdarza obficie,

Nie zasłużyłby na nie starzec i potwarca.

Zatrzymaj te brylanty, przebaczam, żeś dawał,

Nadtoś mnie lekko sądził, za mało poznawał?

Patrz na komnatę, oto są królowej dary,

Oto księgi bez ceny — mam złoto, pałace;

Kiedyś wdzięczność zachowam, z darów się wypłacę.

Patrz na te czarnym płynem nalane puchary,

W nich złoto rodzą mojej sztuki tajemnice;

Takiego kruszcu z Peru Hiszpania dostaje.

Ja przed królową większe otworzę skarbnice,

Będzie w nich czerpać, będzie zakupywać kraje.

PAŹ

Lecz któż ma zginąć?

ASTROLOG

Rizzio! Rizzio, w jego serce

Godzą mnogie sztylety — na Rizzia pogrzebie

Jutro płakać będziecie; silni są morderce,

Wiem to z ust ludzkich, w gwiazdach czytałem na niebie.

PAŹ

Ojcze, więc spieszę.

Wybiega.