SCENA V
ASTROLOG, BOTWEL.
BOTWEL
zamyślony.
Czemuż wszedłem w te progi? Muszę być szalony?
Obaczyć przyszłość? Zajrzeć w dno prawdy kielicha?
Przyszłości mi nie kryją nadziei zasłony,
Lecz przed śmiercią zasłona mgły tajemna, cicha;
Śmierć we mnie uśmiech budzi; zasłona odkryta
Może zgasi ten uśmiech?... I czegoż żądałem!
Tak, kto wie, co ten starzec z duszy mi wyczyta?
Może mi to odkryje, czego sam nie śmiałem
Dotąd odkryć przed sobą? Przepaść mi odkryje;
Nad brzegiem się obudzę i w otchłań się rzucę.
Zgłębić przyszłość! Niech tylko obecność16 przeżyję!
I czegoż tu przyszedłem? Tak — wrócę się — wrócę.
Nie, już się stało, tak jest, stało się, zostanę.
Starcze, czytasz w przyszłości?
ASTROLOG
Gwiazdami pisane
Zgłębiłem tajemnice.
BOTWEL
Powiedz mi więc szczerze,
Czy wierzysz w twe wyroki?
ASTROLOG
Wierzę, jak w śmierć wierzę.
BOTWEL
Nigdy nie mylą?
ASTROLOG
Nigdy.
BOTWEL
Marność nauk świata!
Dziś rzeczywistość płonne zawiedzie rachuby.
Czy długo ja żyć będę?
ASTROLOG
Trzy lata.
BOTWEL
ze wzgardą.
Trzy lata?
Kres nadto oddalony, błąd twój nadto gruby.
Trzy dni dla mnie za wiele — trzy lata? Daremnie.
Widzisz mnie, astrologu, na wybladłej twarzy
Gorzki uśmiech i wzgarda, nie patrz, co jest we mnie,
Któż się we wnętrze grobu zaglądać odważy?
Nie zniszczyły mnie zbrodnie, jest to sytość życia;
Gorące serce wrzało we mnie od powicia,
Teraz jestem znużony — zimny — umrzeć muszę.
Pokazuje truciznę w kryształowym naczyniu
Patrz — oto jest trucizna, a przeszkody — żadne;
Tylko stałość twych mądrych przepowiedzeń wzruszę?
Cóż, jeśli ją wypiję i u nóg twych padnę?
Od długich bolów krótkim uwolnię się bólem.
Umieram...
ASTROLOG
bierze go za rękę i prowadzi do stołu gdzie leża, horoskopy.
Nie, żyć będziesz trzy lata, Botwelu.
Patrz, co pisały gwiazdy — będziesz królem...
BOTWEL
Królem?
Co mówisz? Będę królem! Do takiego celu
Dążyć z nad brzegu grobu? Miałem zasnąć w grobie.
Będę królem... Kląć ciebie? Czy dziękować tobie?
Nie wiem... powiedz mi, starcze, powiedz, czy na tronie
Spokojniej jest niż w grobie? Ten wszystko pochłonie.
Może późniejsze życie gorzki owoc wyda?
I po cóż? Po co ścigać tak znikomą marę?
Wypiję tę truciznę... nie, rozbiję czarę —
Ale po co rozbijać — może mi się przyda?
W taką drogę iść trzeba z obfitym zapasem...
Wszak nieraz we śnie złotą koronę widziałem?
Wygrałeś, astrologu! Żyć będę!...
ASTROLOG
Wygrałem.
BOTWEL
Idę do celu... nie chce umierać przed czasem.
Prowadź mnie, astrologu, w wysokie komnaty
I pokaż mi władnące moim losem światy...
Wychodzą.