SCENA VI
HENRYK, NICK, MORTON.
MORTON
Królu! Racz słuchać, królu! Z ważną wieścią dążę,
Z wieścią... Jestem życzliwy — i myślę szlachetnie.
HENRYK
Któż o tym wątpi?
MORTON
Racz więc posłuchać mnie, książę.
HENRYK
z oburzeniem.
Książe?
MORTON
Królu, racz słuchać!... Nie znajdę wyrazów...
Oto jest pismo, pieczęć przyłożyć kazano.
HENRYK
przegląda pismo.
Coż to? Gdzież moje imię? Z jakich to rozkazów?
Nie! To pomyłka...
MORTON
z uśmiechem.
Tak jest, króla nie wpisano,
Przez pomyłkę zapewne?
HENRYK
Wątpisz o tym, starcze?
Wnet pójdę do królowej, a wszystko przemieni!
Pójdę i wymówkami niewierną obarczę...
Nie, prosić będę... Długo żyjąc oddaleni,
Nie czujemy tak zgodnie jak dawniejśmy czuli;
To prawie moja wina... jakaś zazdrość płocha
Rozdzieliła nas... zdradę podstępni uknuli,
Lecz królowa kochała i teraz mnie kocha.
Gdzie jest Maria?
MORTON
U siebie — Rizzio u niej bawi9,
O zmienienie rozkazu zapewne się wstawi.
HENRYK
gwałtownie.
Ten Rizzio! Rizzio! Wkrótce sięgnie po koronę.
Któż mnie uwolni?
MORTON
Panie! Zdołam to uczynić.
Poświęcę się... Trzeba go o zbrodnię obwinić.
Panie, przyjm zaskarżenie, ja przyjmę obronę,
Zginie.
HENRYK
O nędzny starcze! Tyś dobry do rady!
Chciałbyś w oczach królowej być wolnym od zdrady,
Jak śnieg biało wyglądać, ze krwi obmyć dłonie.
Ja mam stawać przed sądem? W purpurze, w koronie!
Ja, Henryk? Przeciw Rizzia mówić w podłej sprawie?
Ten Włoch nikczemny może w sądzie uwolniony
Znów mi będzie urągał? Nie — ręce zakrwawię,
Bo zgon jego obfite przyniesie mi plony;
Powróci pokój w domu... Tak — ja się namyślę...
Po co myśleć, myślałem, wszystko mam w umyśle
Tak widne jak na niebie, tak czarne jak w piekle.
Myślałem długo, zimno, dziś wypełnię wściekle!
Dziś wypełnię! Nad wieczór już go grób pochłonie,
Grabarze na cmentarzach już dlań kopią doły.
NICK
widząc, że Morton nie może wesołości utaić.
Cóż to? Ty moje dzwonki znalazłeś, Mortonie,
Bo dziś byłeś dowcipny, a jesteś wesoły,
Oddaj mi dzwonki moje — bądź znowu kanclerzem.