SCENA VII
MARIA, RIZZIO.
RIZZIO
Jakież mam składać dzięki? Widzę cię, królowo!
U stóp twoich przepędzę ostatnią godzinę,
Każdą chwilę bym życia okupił połową.
Mario! Jakżem szczęśliwy! Ja jutro odpłynę,
Ale to jutro, jutro, to kres zbyt daleki.
O pani! Mario moja! Tak się szczęściem łudzę,
Jak gdyby wieczór szczęścia miał trwać długie wieki.
O! Kiedyż z zachwycenia, ze snu się przebudzę?
MARIA
Serce mi ogarnęła tęsknota nieznana,
Wesołość nawet twoja smuci mnie, przeraża.
RIZZIO
Królowo! Co ja powiem, niech cię nie obraża.
Zawsze bym tu pozostał do jutra, do rana,
Na jutro Duglasowi dałem przyrzeczenie,
Że się z nim widzieć będę, dotrzymałbym słowa.
MARIA
Rizzio... to być nie może?
RIZZIO
Zamiaru nie zmienię.
Ale to nadto smutna na dzisiaj rozmowa.
Pani! Aż do szaleństwa jestem dziś wesoły,
O moim oddaleniu myślałem z uśmiechem.
Słyszę! Słyszę śpiew Tassa powtarzany echem,
Zda mi się, że już płynę na łonie gondoły21
Czarnym wybitej kirem, jak na łonie trumny;
Okna pałaców długim świecą się szeregiem,
Ścieląc po wodzie jasne światłości kolumny;
Łódź moja płynie szybko, płynie z fali biegiem;
A nade mną, daleko, na błękicie ciemnym
Posępnym światłem księżyc roztacza się złoty,
I w duszy czuję dzikie uczucie tęsknoty;
Dla serca trawionego ogniem niewzajemnym
Potrzeba takich cierpień, niech się karmi łzami.
MARIA
O! Rizzio, serce twoje niewesoło marzy,
Póki jesteśmy młodzi, wszystko jest przed nami.
RIZZO
Za mną wszystko zostało. Uśmiech mojej twarzy
Jeśli kiedy rozkwitnie, prędko, prędko skona!
Można za szkłami różę rozkwiecić w jesieni,
Lecz jakże będzie smutna, blada, wysilona.
Ale po co się smucę? wszystko się odmieni!
Powrócę kiedyś! Wrócę! Czemuż bym nie wrócił!
Czemu?... Świat jest przepaścią, kto się w przepaść rzucił,
Może nigdy nie wrócić... Nie, to niepodobna22,
Ja będę kiedyś w Szkocji, w tych samych komnatach,
Sala ta, co się smutkiem wydaje żałobna,
Zabrzmi znów wesołością, rozjaśnią się mury
Tłumem zamaskowanych dworzan w jasnych szatach.
MARIA
O Rizzio! Patrzaj! Patrzaj na ten dwór ponury,
Tu niewinne zabawy lud grzechami zowie;
Szemrać będą dworzanie.
RIZZIO
z wzrastającą wesołością.
Szmer zgłuszą oklaski,
Połowa nawet dworzan może przyjść bez maski,
Gdy który spyta: „Znasz mnie?” każdy mu odpowie:
„Nie znam cię, masko”, ani zbłądzi w odpowiedzi.
Ten, kto się śmieje, zawsze płaczących zwycięża.
Młodzież francuska tłumem ten zamek odwiedzi,
Wtenczas szczęśliwy!...
Słychać szczęk broni.
MARIA
Słyszysz! Jakiś szczęk oręża?
RIZZIO
O nie, to moja harfa wisząca na ścianie,
Tknięta powiewem wiatru, smutnym jękła brzmieniem.
Harfo! Przyjmuję z czuciem twoje pożegnanie,
Ty mnie jedna tak żegnasz, smutno i z westchnieniem.
MARIA
z niespokoynością.
Lecz gdzież się paź mój bawi?
RIZZIO
Pani, rozjaśń czoło!
Niech ja zastąpię pazia. — Całe moje życie
Nie byłem tak szczęśliwy, szczęśliwy jak dziecię.
Siada na małym stołku pazia, u stóp Marii.
Siądę przy twoich stopach... Jak mi tu wesoło!
Nie chciałbym teraz umrzeć.
MARIA
O! Co ci się marzy?
Umrzeć tak młodo, z sercem tak pełnym nadziei.
RIZZIO
Nadziei? Chciałem na twej wyczytać ją twarzy;
Czytałem wszystkie, wszystkie uczucia z kolei —
Nadziei tam nie było... Pani! Nie chmurz lica,
Niech paź z twarzy królowej gniewu nie wyczyta,
Paź dziecko, z wody chciałby dostać twarz księżyca...
Pani! Piękny ci wieniec we włosach rozkwita,
Daj mi róż kilka.
MARIA
Rizzio! Na co ci te kwiaty?
RIZZIO
We Włoszech, na ołtarzów święconym marmurze
Zawieszę ten dar drogi, nad złoto bogaty,
Pokazywać je będą, patrzcie! Oto róże
Marii23 Stuart Szkockiej, anioła w koronie.
MARIA
dając mu kwiaty.
Nie odmówię twej prośbie, lecz zamiaru bronię,
Weź te kwiaty, lecz kwiaty niegodne ołtarza.
Henryk wchodzi tajemnymi wschodami i staje za krzesłem Marii niepostrzeżony.
RIZZIO
Pani! Jestem twym paziem — Paź ciebie zaklina,
Daj mu ten wachlarz, powiew twojego wachlarza
Ma jakąś woń czarowną, woń, co przypomina
To gór szkockich powietrze; nieraz w kraj daleki
Przyniesie zapach róży, co ciebie otacza,
Wtenczas zamknę na chwilę złudzone powieki,
Marzyć będę...
MARIA
z uśmiechem.
Królowa paziowi przebacza;
Rizzio nie śmiałby do niej użyć takiej mowy.
Paziu! Czy mi nie zechcesz korony zdjąć z głowy?
Dobrze, żeś nie zapragnął purpurowej szaty!
Dobrze, żeś na wachlarzu przestał.
Daje mu wachlarz.
RIZZIO
Dzięki tobie!