SCENA VIII
MARIA, RIZZIO, HENRYK, stojący zawsze za krzesłem Marii, DUGLAS, LINDSAJ.
DUGLAS
uzbrojony sztyletem, chwyta Rizzia za piersi.
Właśnie dziś rano trzymał i wachlarz, i kwiaty,
Z kwiatami i z wachlarzem teraz legnie w grobie.
RIZZIO
Królowo!...
MARIA
powstając.
Stój, Duglasie! Skądże ta odwaga?
Ty w komnacie królowej! Czy gardzisz królową?
Stój! stój! Duglasie, odejdź! Królowa cię błaga.
Nie!... mogę rozkazywać... Precz! Odpowiesz głową!
Rizzio! Chodź do mnie.
DUGLAS
Próżno wołasz go do siebie,
Duglas trzyma go w dłoni, nie uniknie zgonu.
Do Rizzia.
Módl się, za chwilę będziesz lub w piekle, lub w niebie.
MARIA
Duglasie! Precz stąd! Precz stąd! Splamisz stopnie tronu.
Pomyśl! Próżno mnie będziesz błagał przy skonaniu,
Kat ci zerwie ostrogi i twarz splami dłonią;
W obliczu ludu zelży kat na rusztowaniu.
DUGLAS
Próżno grozisz, królowo! Wiesz, że władam bronią.
Skoro Duglas na zamku kaganiec zapali,
Zbiegną się zbrojne tłumy poddanych wasali.
Mam się lękać kobiety? Po co wszczynać boje?
Na tym samym okręcie, na którym miał płynąć,
Odjadę w kraj Francuzów, wnet porzucam zbroję,
Mogę się w ten płaszcz jego jedwabny zawinąć,
Wezmę te strusie pióra, wezmę ten miecz złoty,
Podłego Włocha dobrze wyuczę się roli;
Wnet mnie zgraja francuskich trefnisiów okoli,
Na dworze królów zdradne rozpocznę zaloty;
Będę pierwszym przy ucztą zastawionym stole,
Wkradnę się w łaski możnych — harfiarzem zostanę...
Chyba mnie zdradzi kropla krwi na moim czole,
Lub te szaty splamione, pióra połamane.
Giń, Włochu!... Nie, sztyletem nie mogę uderzyć,
Nigdy nie zabijałem sztyletem.
Odrzuca sztylet.
MARIA
O Boże!
Duglasie! Ach Duglasie! — nie, nie mogę wierzyć,
Żebyś ty go śmiał zabić.
DUGLAS
Przekonam cię może,
Duglas słowy zelżony, mieczem spełnia groźby.
MARIA
Duglasie! Nieszczęśliwa zniżę się do prośby...
Nigdy krwi nie widziałam!... widok mi nieznany!
Oddal — oddal ode mnie te krwawe obrazy!
DUGLAS
Chciałbym, żeby tu były zwierciadlane ściany,
Abyś śmierć jego mogła widzieć tysiąc razy!
Chciałbym, żeby jęk Rizzia echem powtarzany
Zabrzmiał, abyś go mogła słyszeć tysiąc razy!
Niechaj krew jego wsięknie głęboko w te głazy,
Niech zostawi na wieki zbrodni plamę ciemną.
Bierze od Henryka szpadę i przebija Rizzia.
RIZZIO
Mario! och! Mario!... Boże, zmiłuj się nade mną.
Och! och! och!...
Kona.
MARIA
Rizzio!... Boże! Zmiłuj się nade mną.
Stójcie! błagam was — jeszcze jęknął, jam słyszała.
O! Gdyby tu był Henryk!... Tak cicho jak w grobie,
Gdzież Henryk? Henryk! Mąż mój!
HENRYK
nachylając się, cicho.
Jestem tu, przy tobie.
MARIA
odwracając się z wolna.
Był przy mnie? Henryk! Mąż mój? Boże mój!
Pada na poręcz krzesła.
HENRYK
Omdlała.
Wynieście jego zwłoki.
DUGLAS
ponuro.
Przyszedłem zabijać,
Lecz nie wynosić zwłoki — wołajcie grabarzy.
Lindsaj wyciąga trupa z sali i wraca.
HENRYK
do Duglasa.
Duglasie! Straszna teraz bladość twojej twarzy.
Czyliż męstwo rycerza zwykło tak przemijać?
Miałeś wdziać jego szaty?
DUGLAS
Krwią czarną skalane?
HENRYK
Ciebie dręczy zabójstwo?
DUGLAS
zbliżając się, patrzy Henrykowi w oczy.
Henryku! A ciebie?...
Słuchaj! I twoje ręce krwią Rizzia zmazane,
Ty zabiłeś człowieka! I wejdź teraz w siebie?...
Czy miałeś jaki powód zemsty lub urazy?
A jesteś tak spokojny! Patrz, jaka różnica,
Ja pomściłem się czarnej na honorze skazy,
A jestem tak wzburzony! Rozpogódź więc lica...
My się bardzo różnimy — idź teraz do łoża,
Będziesz miał noc spokojną — gdy się zbudzisz rano,
Życzę, aby na niebie powstająca zorza
Ujrzała twarz Darnleja jak dzisiaj rumianą.
Królowo! Przebacz! Przebacz! Idę w kraj daleki,
Wygnaniec, zbójca podły, niosę piętno zbrodni.
Odchodzi.
LINDSAJ
Ci rycerze — imienia rycerzów niegodni.
HENRYK
Słuchaj! Królowa wkrótce otworzy powieki,
Uciekajmy z tej sali.
LINDSAJ
Chodź! Jedźmy na łowy...
HENRYK
Lindsaju! Ty znasz może uczucia królowej?
Będzie mnie nienawidzić?
LINDSAJ
Zbądź niewczesnej trwogi!
Chodź! Chodź, królu! Chodź ze mną, słyszę czyjeś kroki!
Wyprowadza gwałtem ociągającego się króla.