SCENA I

Galeria z arkadami otworzonymi na ogród. KRÓL, WOJEWODA.

KRÓL

Mój mości wojewodo! To rzecz nie do wiary,

Paź napadnięty.

WOJEWODA

Niech mnie położą na mary,

Jeśli ja co rozumiem, Najjaśniejszy Panie,

W tej gmatwaninie.

KRÓL

Niech to już tak i zostanie.

A waszeć, wojewodo, nie wdawaj się w śledztwo.

WOJEWODA

Co? Miłościwy panie, moje tu ślachectwo

Na szwank jest wystawione, assasynium47 w domu.

KRÓL

No, przecież się nie stało wielkie zło nikomu,

Paź tylko przywileju wietrznika48 nadużył

I oberwał, mospanie, to, na co zasłużył;

Dobrze mu tak, niech ładnym się oczkiem nie wabi.

No — cóż tak, wojewodo, dumasz?

WOJEWODA

Wabik babi,

Ten paź, może się strasznie oparzyć. Mopanek

Niechaj się strzeże, niech tu nie szuka kochanek.

Mój dom nie jest...

KRÓL

I cóż tak drzesz pas złotolity?

WOJEWODA

Więc pazik szukał tutaj po nocy kobiety?

KRÓL

Wojewodo, ja nie wiem.

WOJEWODA

Miłościwy panie,

Pozwól mi — pójdę — ranne zastawić śniadanie.

KRÓL

Dajem wam wszelką wolność.

Wojewoda odchodzi.