SCENA I
Sala oświecona jak na bal. WOJEWODA, ZBIGNIEW, potem KASZTELANOWA.
WOJEWODA
A przy moździerzach trzymać zapalone lonty.
Waść mi, panie Zbigniewie, synu, zajrzyj w kąty,
Czy wszystko jak potrzeba na królewskie gody1?
Do wchodzącej Kasztelanowej.
Mościa kasztelanowo, mam wielkie powody
Cieszyć się, że cię widzę w zdrowiu i w świeżości.
KASZTELANOWA
Jakże mi pięknie zamek wygląda waszmości,
Co lamp! Co pozłotowin! — A gdzie aści2 żona?
WOJEWODA
Dotychczas nie gotowa i nie przystrojona —
A to mój syn zastąpi ją tu przy asindźce3.
Pójdę tymczasem z wieży zajrzeć na gościńce,
Czy się już król nie toczy po drodze lipowej.
Zbigniewie, atentuj4 się waść kasztelanowej
I baw jaśnie wielmożną.
KASZTELANOWA
do Zbigniewa.
Waść przyjeżdżasz z Padwy?
ZBIGNIEW
Nie, mościa dobrodziejko, już z wojska.
KASZTELANOWA
Doprawdy?
Waść w wojsku?
ZBIGINIEW
Tak, rotmistrzem zostałem pancernym.
KASZTELANOWA
Strzeż mi się waść, bo zaraz zostaniesz niewiernym,
Płochym5 uwodzicielem, jak wszyscy rotmistrze.
ZBIGNIEW
Broń Boże!
KASZTELANOWA
Masz oczęta, co się błyszczą bystrze,
Ale coś trochę mgliste i afekcjonalne6.
I cóż to jest waćpanu... ot, w pancerz cię palnę
Wachlarzykiem i wszystko serduszko wyśpiewa.
Mówże mi co o Włoszech asińdziej.
Słychać zgiełk za sceną.
WOJEWODA
Cholewa!
Panie Cholewa, co tam za wrzask? Panie Chmara!
Mości Chrząstko! Czy wszystkich diabli wzięli? — Wiara!
Szablice dzwonią, trzeba iść pacyfikować.
Wychodzi.