SCENA I
Pokój ciemny — okno jedno z kratami — AMELIA sama, potem Chmara.
AMELIA
Z wszystkich nędz — najstraszniejsze ludzkie zapomnienie.
O! Jak posępnie błyszczą księżyca promienie!
Już druga noc, jam ani godziny nie spała.
CHMARA
wchodząc z wody dzbankiem i z chlebem.
Czy pani będzie jadła?
AMELIA
Nie.
CHMARA
Pani płakała?
AMELIA
Nie. Czy nikt się nie pytał ciebie, panie Chmara,
Jak ja się mam?
CHMARA
Nikt, pani.
AMELIA
I nikt się nie stara
Za mną? Nikt się nie wstawia? Czy jegomość w zdrowiu?
Powiedz, że tu od tego na dachu ołowiu
Zimno mi, ja mam febrę68.
CHMARA
Czy przysłać doktora?
AMELIA
O! Nie, jeszcze nie jestem ja śmiertelnie chora,
Tylko mi zimno. Czy tu ksiądz nie przyjdzie do mnie,
Ksiądz spowiednik?
CHMARA
Pan się dziś rozgniewał ogromnie
Na panicza, godzinę się kłócili z synem.
AMELIA
Ach!
CHMARA
Panicz się za księdzem ujął kapucynem,
Lecz bardzo było trudno dojść do ładu z panem,
Wreszcie zezwolił. Oto chleb i woda z dzbanem.
Niech się pani posili, wszystko dobrze będzie.
Przypomniały dziś panie panu dwa łabędzie,
Co przypłynęły po żer aż pod okno szklane,
Pan je chciał spłoszyć.
AMELIA
Moje łabędzie kochane.
CHMARA
Pan je chciał spłoszyć, nawet już ze strzelby mierzył,
Ale pan Zbigniew ręką po lufach uderzył
I nabój poszedł na wiatr. Jegomość już wzdycha;
Wczoraj ledwo przy stole wziął się do kielicha,
Nie mógł dopić i ryknął jak lew — wstał od stołu
I chciał odbić alkowę... ba — pańskiemu czołu
Coś cięży, coś dolega — wstyd samego siebie.
Ja go znam — on się prędzej pod zamkiem zagrzebie,
Niż przyzna się do żalu, to panisko dumne,
Ja go znam, taki dzieckiem był i pójdzie w trumnę.
Ja go znam, to dotkliwy jest pan na honorze.
AMELIA
Panie Chmara, acana słowo wiele może.
Proś acan jegomości i nalegaj na to,
Aby zajrzał w alkowę.
CHMARA
Juściż, całe lato
Nie przejdzie tak, wypłynie na wierzch tajemnica,
Ale teraz nie można.
AMELIA
Czemu?
CHMARA
Tam kaplica,
Gdzie był pokój imości, ołtarz gdzie alkowa.
Królisko się tam ciągle z brewiarzem chowa.
Wpadł w religijny afekt i sprowadził popów69
Unitów70.
AMELIA
Panie Chmara, zbierz ty kilku chłopów.
Pójdź w nocy, każ rozwalić mur, pan się przekona,
Że niewinną posądził, że ja wierna żona.
Ty nawet panu wielką uczynisz przysługę.
CHMARA
Ale, pani, tam człowiek jest — ja w tę framugę
Zajrzałem, stał tam blady jak trup.
AMELIA
Matko Boska!
Czy to jest urok jaki! Panno Częstochowska!
Czy jaki zły duch ludziom tym pokazał lice.
Człowieku, ty widziałeś szatana źrenice,
Błyszczące się w ciemności po nad mojem łożem.
Idź precz! Idź, jesteś kłamcą.
Chmara wychodzi.