SCENA V
Pokój jak w trzecim akcie przemieniony na kaplicę. — KRÓL stoi na stopniach ołtarza — Kilku KSIĘŻY. Potem WOJEWODA, AMELIA, potem ZBIGNIEW.
KRÓL
A! To, święci ojcowie, jakby powieść gminna,
Mury jęczą — trudno tu strachom nie dać wiary...
Coś mi się bardzo kręci wojewoda stary.
Żona jego zniknęła — może tu zamkniona.
Wojewoda wchodzi z Amelią
WOJEWODA
A ot mi, królu, zmartwychwstała żona.
KRÓL
Lecz tam jęk słychać było, przeniknął mi kości.
A, panie wojewodo, gdzie jest syn waszmości?
WOJEWODA
Nie wiem!
Wchodzi Zbigniew.
A ot i Pan Bóg zesłał mego syna.
KRÓL
To rzecz dziwna! Ojcowie święci, to kraina
Zaczarowana — duchy wywołane stają.
Mury te, wojewodo, dziwne rzeczy tają,
Rozkazujemy zaraz tę ścianę rozwalić.
WOJEWODA
Wolałbym, miłościwy panie, zamek spalić,
Za mur ten nie zajrzawszy — lecz gdy taka wola...
Panie Chmara, rozbić mur... Panie Chmara, hola!
Krzyknij mi tam na ludzi, niechaj przyjdą z młoty72.
Lecz, miłościwy panie królu, ten skarb złoty
Będzie należeć do mnie... cały skarb cacany —
Bo to skarb przez małżonkę moją pochowany.
KRÓL
Rozbić mur.
Ludzie rozwalają mur, jeden z księży wchodzi do alkowy.
Cóż tam?
KSIĄDZ
Jakiś człek bez zmysłów leży.
KRÓL
Wynieść go tu!
WOJEWODA
Lecz, królu, on do mnie należy.