SCENA VI

CIŻ SAMI, MAZEPA wyprowadzony z alkowy przez księdza.

KRÓL

Co to znaczy? Mój własny paź — to pan Mazepa.

WOJEWODA

Fortuna mi, jak widzisz, królu, daje ślepa

Twego pazia za trupa.

KRÓL

Ocucić go winem.

Na Boga! Wojewodo, z twoim panem synem

Odpowiecie przed sądem i przed trybunały!

WOJEWODA

To mi więc, mości królu, jest krok nazbyt śmiały

Zabić cudzołożnika?

KRÓL

Rzecz się ta wyświeci73...

Gościnny mi się wcale74 zdaje dom waszeci!

Panie Mazepo, cóż się waćpanu wydarza?

MAZEPA

Mości królu, wychodzę z pod tego ołtarza

Jak Lazarus75, rzecz całą jak była odsłonię,

A przynajmniej, że honor tej pani obronię,

Która niewinnie męża posądzenie znosi.

Potem paź, kogo trzeba pokornie przeprosi,

A komu trzeba — mignie pod oczy żelazem.

Wyprawiony przez ciebie, panie mój, z rozkazem,

Wziąwszy za nadrę76 listy, groźby i odprawę,

Musiałem tu załatwić honorową sprawę...

W pojedynku zaś owym, przez traf oczywisty,

Przeciwnik mi otworzył szablą twoje listy,

A ja w otwarte, jak paź ciekawy...

KRÓL

Mazepo!

MAZEPA

Listy te były takie, żem się tu na ślepo

Wrócił do zamku. — Króla chcąc uniknąć twarzy,

Wkradłem się do ogrodu, nie spotkałem straży,

I długo ważąc w myślach owego wieczora,

Kogo by w mojej biedzie wziąć za protektora,

Albowiem mnie to srogie groziło więzienie,

Wpadłem, bo tak nieszczęsne chciało przeznaczenie,

Do pustego pokoju tej pani. — Wtem słyszę,

Ktoś nadchodzi — osób dwie — kilka słówek piszę

Na wachlarzu jejmości o prezencji77 własnej,

Potem z trwogi do ciupy tej wpadam niejasnej

I zapuszczam firanki. — Moja dotąd wina! —

Z wojewodzicem była to wojewodzina.

Jużem chciał łeb wychylić jak ryba z niewoda78,

Gdy oto wpada z ludźmi zbrojny wojewoda,

Krzyczy, grzmi, wietrzy — zwietrzył mnie za tą firanką;

Już miałem wyjść i moją szabelką acanką

Drogę sobie otworzyć i wrota kozacze...

Lecz słucham — ona, panie miłościwy, płacze;

Ona, kiedy mąż wrzeszczy i tupce ciemięga,

Na krzyżu mu najświętszym Chrystusa przysięga,

Że mnie w alkowie nie ma. — Jakże tu wyjść było?

Przysięgła — jam się kurczył i serce mi biło:

Już myślałem, że burzę przeczekam bez szwanku79.

Wtem wojewoda ludzi zawołał z krużganku...

Przyszli — ja słucham — włosy mi wstają na głowie,

Każe mnie kamieniami zawalić w alkowie...

Walą głazy — ja słucham — stosują do węgła...

Lecz jakże było, królu, wyjść? — ona przysięgła!

Tej kobiecie by nigdy wtenczas nie wierzono...

Nie wyszedłem. Lecz jakże drżało moje łono,

Gdy usłyszałem już mur rosnący przede mną.

Zamurowali... Ciszę uczułem podziemną...

W oczach stanęły różne młodości obrazy,

Wyciągnąłem przed siebie ręce, czuję głazy

Zimne, nieporuszone... zacząłem żałować,

Że się tak marnie dałem żywcem zamurować...

I zdjął mnie strach, o głodzie pierwsza myśl nadbiegła;

Gdzie zajrzę, ciemność; czego się dotknę, to cegła.

I zdjął mnie strach i strach mi był bratem do końca.

Nie wiem wiele tych godzin minęło bez słońca,

Jużem się rezygnował na wszelkie boleści,

Wtem słyszę, coś nade mną jęczy i szeleści;

Szukam, przebiegam ręką drżącą czarne ściany,

Znalazłem... to kanarek był zamurowany

I zdychający z głodu. — Te skargi pisklęce,

Trzepotanie się jego, gdy konał na ręce,

Taką mnie zdjęły zgrozą, że padłem bez ducha.

KRÓL

Byłbyś tam waszeć zamarł jak w bursztynie mucha,

Gdyby nie ja. — Nad czymże dumasz, wojewodo?

Nie widzimy, aby to było z jaką szkodą

Waścinego honoru, że ten świszczypała

Zmartwychwstał.

WOJEWODA

Co?

KRÓL

Ta rzecz się przez omyłkę stała.

Paź mówi prawdę, mógłbym pokazać te listy,

A obaczyłbyś Waćpan, że miał zamiar czysty,

Że pragnął owszem honor waściny ocalić.

WOJEWODA

Na Boga! To mnie, królu, na nic się nie żalić?

Być ukontentowanym, z hańbą zostać wiecznie...

Nie prawdaż?

KRÓL

Ja tu hańby nie widzę.

WOJEWODA

To grzecznie!

To, miłościwy panie, dowód twojej łaski...

Więc ty hańby nie widzisz? Ja stawiam zatrzaski

Na wilka, a złowiłem wróbla i czyżyka;

Pokój chcę zamurować — i cudzołożnika

Zamurowałem. — Smutny to wypadek, panie! —

A teraz niech się ze mną wola boska stanie;

Ale ja tego pazia już mam i nie puszczę.

KRÓL

Co? I ty śmiesz?...

WOJEWODA

Gdy jeleń wejdzie w moją puszczę,

To, mości królu, jeleń mój, ja dobrze strzelam.

Ja tu was teraz starą męką rozweselam.

Śmiejcie się! I ty, żono, śmiej się, pókiś żywa...

KRÓL

Cóż to za zemsta w starym twarda i straszliwa!

MAZEPA

Chodzi mi o tę panię, co u waszej mości

Nie znajduje obrony, ani też litości...

Cóż pocznie tu obelgom na zęby wydana?

Oto miłościwego mi zaklinam pana,

Aby temu, co powiem, chciał dodać powagi

Królewskim przyzwoleniem. Oto jest miecz nagi,

Na tym pałaszu honor niewiasty spoczywa:

Kto śmie ją lżyć, niech szabli z jaszczura80 dobywa,

Ja żądam sądu Boga.

KRÓL

Zezwalamy z żalem.

WOJEWODA

dobywając szabli.

Chodź się bić!

KRÓL

Ty sam, starcze?

WOJEWODA

Ja będę rywalem

Tego gacha, co broni niewiernicy sprośnej;

A jużby też był Pan Bóg bardzo nielitośny,

Gdybym ja go nie zabił.

ZBIGNIEW

Ojcze, zdaj to na mnie;

Lecz jeżeli ja zginę, to wtenczas przynajmniej

Uwierz ty w jej niewinność... Niechaj żyje błoga,

Krwią ludzką od potwarzy broniona przez Boga.

Przyrzekasz mi? Tu boski cios nie może minąć...

Przyrzekasz mi?

AMELIA

do wojewody.

Nie pozwól mu iść, on chce zginąć.

WOJEWODA

Precz! On zwycięży — a ty...

Odpycha ją.

No, synu, do szabli!

Zbigniewie! Ot mi teraz szepcą jakby diabli,

Że ty się pomścisz za mnie. Czy czujesz to w sobie?

Jeśli nie, to zostań.

ZBIGNIEW

Nie myślę o grobie!

To za wcześnie, za wcześnie. Cóż, panie Mazepo,

Co się tak mamy rąbać i może na ślepo

Przy księżycu, albo li przy pochodni blasku;

Proponuję broń palną. Miejsce w bliskim lasku...

Czekam na pana.

MAZEPA

Chodźmy!

ZBIGNIEW

A ha, mości panie!

Nim się tu z nami wola Pana Boga stanie,

Jako rycerz osoby, której cześci bronisz,

Warto, że się jej kornie do kolan ukłonisz,

Że ciebie i obrończą broń pobłogosławi...

WOJEWODA

Paź przed nią?...

ZBIGNIEW

Jeśli winna, to pazia odprawi

Z błogosławieństwem zguby... Bóg winnym nie sprzyja.

Mazepa klęka przed Amelią, która stoi nieruchoma.

WOJEWODA

do Amelii.

Słyszysz! Błogosławieństwo waćpani zabija,

Błogosław go! Cóż, martwa jak kamień, daj rękę!

AMELIA

wyrywając rękę Wojewodzie.

Czemu mnie waćpan ciśniesz?

Błogosławiąc Mazepę.

Na Chrystusa mękę,

Bądź błogosławiony. A tamten? A drugi?...

WOJEWODA

Tamtego błogosławił ojciec... Hej! Niech sługi

Wyjdą w las z pochodniami; poświecić synowi.

ZBIGNIEW

Niech nikt nie idzie za mną.

WOJEWODA

do Zbigniewa.

Zamorduj! — strach mrowi

Przenika mnie... Zamorduj! — mierz w serce głęboko.

Zbigniew całuje ojca w ręką i daje znak Mazepie, Wychodzą oba,