Teogonia

Gdyście mi zastąpili słońce pośród drogi,

Myślałem, że jesteście jakie greckie Bogi:

Tak wam dobrze obojgu wyjść z tęczowej bramy

Na śćmione oczy wieszcza!... Ani mię te plamy

Zastanowiły, które ty, biedna dziewczyna,

Jakby jaka brzoskwini173 albo żurachwina174

Masz od mrozu. — W aniołach nie trza budzić sromu175:

Nie spytałem: «A na coś na mróz wyszła z domu?

Na co po cierniach biegłaś, świecąca owieczka? —

Patrz — wełnęć oskubały»... Nie — bo ty chłopeczka;

Choć niby pani stroisz w jedwab swoje ciałko,

W szatach ci ciasno — w myślach twych powietrznych miałko.

Ciebie śmiech prosty, prosty kwiat piękniejszą czyni:

Pół chłopka, a napoły ty żytnia Bogini.

Co więcej, mimo grzechy i cielesne kały,

Dusza w tobie — muzykant niby doskonały —

Jakiejś cudownej pieśni niebiańskiej dogrywa;

Słyszy ją — kto przy tobie spocznie i spoczywa.

A kiedym patrzał w oczy — coś w twojej źrenicy

Błysnęło niby słońce w oczach gołębicy:

Tak że pomimo świata rozbojów i złości,

Stoisz dotąd jak posąg biały niewinności.

Taka ty... a nie mniejszą pięknością przy tobie

Świeci twój brat — w piekielnej po słońcach żałobie

Głęboki smutnik... wielki zamyśleniec — dumny,

Który chce po naukę koniecznie do trumny;

Ani wie, że się schodzą dwóch żywotów końce,

A czasem między nimi jest grzmot albo słońce!...

Takich was dwoje mając dorodnych przed sobą:

Pozwólcie, że się trzecią sam wliczę osobą

Między was — a w Chrystusa postawiwszy słowie

Duchy nasze wświęcone — posłucham, co powie....

Zaprawdę, nieraz wasze rozwidniłem lice,

Rozwidniwszy wam którą globu tajemnicę:

Stwór świata — albo rajski dzień — albo ów wieczny

Cel świata: dzień ostatni, globowy, słoneczny;

Pokazywałem drogi do niego wiodące,

Słońca ojce — i matki naszych ciał: miesiące;

Światłoście w Duchach czyniąc ku temu sposobne,

Aby nas w syny boże i Bogu podobne

Przemieniły... a z myśli chciałem dostać ruchu,

Ażeby światłem Ducha — zabić ogień w Duchu!...

Nie wiem, czy jaki skutek miały te namowy —

I ów świat złoty Ducha, kraj sokratesowy,

W który wiodłem... przed wami idąc w święte cele

Jak skrzypek, który wiejskie prowadzi wesele.

Lecz wczesna ta wesołość i wiejska prostota

Dla was, coście świetnego form blaskami złota —

Szychem myśli — rozumu oślepli połyskiem:

Dla was ten mądry — na świat kto patrzy z utyskiem.

Więc i moje wesele — spokój — przeszły mimo,

Jako około kwiatów powarzonych zimą;

Anioł wiosny przechodzi, a wyście zostali,

Pytając: «Skąd my przyszli? czemuśmy płakali?

Dlaczego bez Ojczyzny żywot nasz przeminął?...

Dlaczego ten nam żyje zły — a tamten zginął,

Który był dobry?...» Duch was przerażał rozumny,

Wszystko wiedzący: — a nic poza końcem trumny...

Sami nareszcie wiedzą bogaci — bez pracy

Piękni, pytaliście się: „Dlaczego my tacy?...»

Pozwólcież mi, że niby wielki budowniczy

Wezwę tę trójcę Ducha, co w nas teraz krzyczy

O sprawiedliwość bożą... I każę, by święta

Rzuciła się aż w straszne globu fundamenta...

I tam wprzód, nim dosięgnie formy ludzkiej szczytów,

Leżała na łożysku stopionych pirytów,

Gdzie płomień — grzmot — lawina leje się i smoła,

Aż ją tam który anioł do formy zawoła...

Lecz nie!... Na to by trzeba niewymowne męki

Opowiadać — więc z rajskiej wywiodę jutrzenki

Trzy święte Duchy nasze, formą je odzieję

I spróbuję, azali całe świata dzieje

Tej prawdy z rozkręconych nie dadzą łańcuchów:

Że są przez Duchy nasze i dla naszych Duchów!...