Pieśń czwarta. Grecja

1.

I zaraz ku nam olbrzym Adamastor202

Wyjechał z Zante na barce trytonów203;

Na głowie swojej miał pomięty kastor204,

Surdut na plecach, parę pantalonów.

Nie epopeją pisząc, nie idyllią,

Powiem, że to był metr205 hotelu „Giglio”.

2.

Stanął i zaczął trwożyć: „O! nie płyńcie

Na greckie brzegi — w Patras206 kwarantana!

Lepiej do mego hotelu zawińcie,

Oberża moja podróżnikom znana!

W Patras musicie dni dziesięć i cztery

Przebyć kwarantan od osp i cholery”.

3.

Chociaż poznałem, że to syn Adama,

Nie Adamastor stał przy nas na łodzi,

Zląkłem się bardziej niż bohater Gama207.

Lecz pomyślawszy, rzekłem: „Nic nie szkodzi —

Płynę do Patras, sam ujrzę w Patrasie,

Czy jaką szkodę poniosę na czasie.

4.

A ty, co trwożysz, maleńki cyklopie208,

Zamiast nas pożreć, zatrzymanych trwogą,

A może miłych jakiej Penelopie209,

Prowadź nas w miasto albo lotną nogą

Spiesząc przed nami, na stołach bez harpii210

Postaw nam zrazów, bifsteku211 i karpi.

5.

Zamiast nas pożreć, my ciebie pożremy,

Jeżeli obiad nie wystarczy głodnym”.

Z taką odprawą oberżysta niemy

Odjechał. Ja zaś z czołem niepogodnym

Jako Eneasz212 modliłem się: „Panie,

Nie daj mi w greckiej siedzieć kwarantanie!”

6.

A potem, wszedłszy na fortecy góry,

Spojrzałem: Zante szmaragdami siana,

W szczerych szafirów oprawna lazury,

Niebem i morzem dokoła oblana,

Taiła mnóstwo domków w głębi łona

Z domkiem poety, hrabi Solomona.

7.

Szczęśliwy! zastał swój ogród i drzewa,

Swoją kanapę i okno na morze,

Swój miły stolik, gdzie pisze i ziewa,

Swoje gazami oskrzydlone łoże;

Może dziś będzie cieszył się lub szlochał,

Patrząc na domek, gdzie kocha lub kochał...

8.

Miło powrócić i usiąść na ławach

Przed własnym domkiem, gdy ucichną gwary,

Gdy nocne świerszcze i koniki w trawach

Zaczną piosenkę nocy, a pies stary

Łapą drzwi chaty zawartej otworzy,

Przyjdzie i u nóg pana się położy.

9.

I myśleć wtenczas! O fale! O fale!

Szumcie wy głucho pod okrętu łonem!

Patrzę na gwiazdy i cygaro palę

I nieraz wielkim rozpaczy pokłonem

Biję przed Bogiem, gdy z chmurnych obsłonic

Błyska... Modlę się... lecz nie proszę o nic.

10.

Miło być także na morzu ozłotnym

Błyskawicami i białym ognikiem;

Miło być także dumnym i samotnym,

I niedzielone mieć uczucia z nikim,

I nad powietrza ulatując ciszę,

Słuchać harf takich, jak ludzie nie słyszą.

11.

Chrystus nas woła: „Wy, którzyście smutni,

Chodźcie na łono Ojca!”... Patrz w błękity:

Oto gwiazd siedem, wszystkie w kształcie lutni213,

Wychodzą z fali tam, gdzie zorzy świty

Mają zabłysnąć. Lutnio ogniem sina,

Na tobie dzwoni północna godzina,

12.

Godzina cicha, tajemnicza, senna,

Na wielkim morzu falą wahanemu;

Oto nad lutnią lśni gwiazda promienna —

Dowiąż gwiazd dziesięć ogniowi złotemu

Okiem i myślą, a z niebios wyleci

Koń, który parska gwiazdami i świeci.

13.

Gdy go raz oko z błękitów wyczyta,

Już go nie straci i myślą nie zmaże.

Na strunach lutni położył kopyta,

W nozdrzach, jak w rumu zapalonej czarze,

Płomyk wytryska wielki, błękitnawy,

Czasem jak w nozdrzach arabskiego krwawy.

14.

Za tymi gwiazdy wychodzi Dyjanna214,

Z gwiazd najświetniejsza, a najmilsza oku,

Gdy ją obleje światłem zorza ranna,

Kiedy w różanym topniejąc obłoku,

Z błękitnej razem staje się zielona

Jak listek, potem, czerwieniejąc, kona.

15.

Lecz kiedy wyjdzie, nim zorzą pobladła,

Zapowiadając prędkie cieniom końce,

Błyśnie ci w oczy jak kawał zwierciadła,

Z którego dziecko rzuci tobie słońce;

A gdy nad smutnym takie blaski roni,

Przywykasz razem do smutku i do niej.

16.

Niebo na wschodzie okrywa purpura,

Potem ją skrawa zastępuje białość,

A róż odcięty jako lekka chmura,

Płynie w błękity... O, klasyczna stałość!

Nieraz widziałem przez ten obłok cienki

Łono sypiącej różami jutrzenki.

17.

I dzisiaj pełna jasnego brylantu,

Rosy, róż pełna, wyleciała do mnie

Z błękitnej fali, sponad gór Lepantu215,

A za nią słońce rozlane ogromnie

Wyszło jak zegar wieczystego czasu

Nad błękitnymi górami Patrasu.

18.

Takie olbrzymie twarze Nibelungi216

W północnych pieśniach opisują. Słońce,

Pierwszy twój promień padł na Missolungi217,

Gniazdo, gdzie niegdyś wolności obrońce

Sto razy większym oparli się siłom,

Kapitulacyj nie biorąc mogiłom.

19.

Jeżeliś widział rząd domków i fraszek218

Poustawianych na dziecinnym stole,

Tak owo miasto. — Cóż to? biedny ptaszek

Leci przez morza lazurowe pole,

I pada przy mnie na ławie, a potem

Kania z ogromnym twardych piór łoskotem

20.

Lecąc, o ławki stuknęła się drewno,

I długo w statku zabłąkana liny

Na morze wyszła z pieśnią płaczu gniewną.

A ja patrzyłem na serce ptaszyny,

Jak biło, jak się układały piórka

Do spokojności... Była to przepiórka.

21.

O Missolungi! czy pieśń moja zdąży

Za pieśnią wieszczów, co sławili ciebie?

O Missolungi!... Jak ta kania krąży

Żelaznym skrzydłem po morzu i niebie,

Jak oczy iskrzą się nad dziobu hakiem!...

Ten biedny ptaszek jest prawie Polakiem.

22.

Dla niego może Kościuszkowskim czasem

Było zniszczenie w Missoslungi gniazda,

A dziś — gdy kania z okropnym hałasem

Piór natężonych, jak lecąca jazda

Kirasyjerów219 na polach Grochowa220

Goniła... Lecisz, ptaszyno? bądź zdrowa!

23.

Lub niech cię kania zje — boś mi przerwała

Do Missolungi już zaczętą odę.

Ta sobie stoi maleńka i biała

Pod górą — patrząc na błękitną wodę,

Jako nad Styksem221 zebrane do kupy

Białe umarłych domków kościotrupy.

24.

Stoi nad brzegiem, nieowiana liściem

Żadnego drzewa, lecz na nią upada

Z gór czatujących nad Lepantu wniściem222

Ciemność i światło, a każda z gór blada

Mgłą błękitnawą, a jedna z gór mroczna,

Jak piramida stoi sześcioboczna.

25.

Tak równe ściany pokazuje słońcu,

Tak równe boki ma cieniem pokryte,

Tak ciężka spodem, tak lekka na końcu

Jako pod niebo ręką ludzką wbite

Z cegieł pomniki... Nim się ten kraj wsławił,

Bóg wielki przeczuł i pomnik postawił.

26.

Nieuwieńczona śniegowymi srebry,

Musi być u stóp śniegiem kości biała.

Gdybyś, Byronie223, był nie umarł z febry,

Ale od bomby, kuli lub kindżała224,

Dałbym tej górze posępnej nazwisko

Grobu twojego — a Parnas225 tak blisko!

27.

I mnie dziś łatwiej wleźć na szczyt Parnasu,

Niż ludziom przebyć przed świętym aliansem

Rów wykopany. Trzeba na to czasu.

Na Parnas będą jeździć dyliżansem

Wieszcze Europy — a republikanie

Za lat dwadzieścia... Kto wie, co się stanie?

28.

Wierzę w respublik ojca jedynego

Robespiera226 (to „Trybuny” wina,

Że został Ojcem). Credo w Mochackiego227,

Rzeczypospolitej jedynaka syna,

Co wielkich marzeń nie przestając snować,

Przez Dyktatora dał się ukrzyżować.

29.

Potem zaś wstąpił do arystokracji

I trzy dni bawił, a po tej troszeczce

Przyszedł w obliczu przyszłej generacji

Sądzić umarłych i żywych w książeczce.

Weń uwierzywszy z dwóch tomów zaczętych,

W emigracyjnych wierzę wszystkich świętych.

30.

I w obcowanie ich ducha z narodem

I w odpuszczenie naszym wodzom grzesznym

I w zmartwychwstanie sejmu pod Herodem228

Obieranego; a gdyby mię śmiesznym

Nie okrzyczano, powiedziałbym, grzeczny,

Że w tego sejmu wierzę żywot wieczny.

31.

Zrobiwszy taki sumienia examen229,

Takie wyznanie, biedny wierszokleta,

Chciałbym dokończyć i dobić... Lecz „Amen”

Uwięzło nagle, jak w gardle Makbeta230.

Zacząłem pisać, teraz z wielką biedą

Biję się w głowę, jak zakończyć Credo231.

32.

Wierzę, że idą ludy jako chmura

Pełna błyskawic na trony zachwiane;

Wierzę, że nawet królewska purpura

Próchnieje w trumnach; wierzę w zatrzymane

Lawy żołnierza, tam gdzie stanął Kokles232;

Wierzę, że Milcjad233 żył i Temistokles234.

33.

Wierzę, że żyje jeszcze dziś Kanaris235,

Bo właśnie teraz wracam z jego domu;

Bo sam widziałem, jak błękitów farys236

Od ogniowego opalony gromu

W Patrasie grecką dowodzi flotyllą,

Wierzę, bo sam go widziałem przed chwilą.

34.

On, co żył niegdyś jako salamandra237

W ogniu brulotów238 — dziś spokojny mieszka

W domku glinianym, jak domek Ewandra239;

Dzikimi chwasty zaplątana ścieżka

Do progów jego prowadzi — przed progiem

Odłam marmuru, co był niegdyś bogiem.

35.

Belek się ledwo dotykały heble,

W ścianach obficiej powietrza niż gliny,

Sosnowe szczeble i niebieskie szczeble,

To jest deszczułki z sosen i szczeliny,

Wiodą na piętro — wejście, pierwsza próba,

Już było dla mnie jako sen Jakuba240.

36.

Sen mi pokazał aż w Litwie niebieską

Niezabudkami241 rzeczułkę242 — przy zdroju

Miejsce kładkową przeskoczone deską,

Zawsze błękitne i zawsze w pokoju,

Dokoła w kalin ustrojone wianki

Było kąpielą gwiazd i mej kochanki243 .

37.

Nie wiem, dlaczego — lecz nieraz w gorąco,

Gdy się na upał zaczynają skarżyć

Świerszcze piosenką po trawach syczącą,

Szedłem na kładkę — czytać albo marzyć.

I tak czytałem niegdyś walkę Greka

Jak dziecko, które czegoś chce i czeka.

38.

Chce z głębi wody ślad srebrzysty dostać

(Rankiem kąpała się Ludka w tej wodzie),

Czeka, czy biała i powiewna postać

(Widać aleje i lipy w ogrodzie)

Może spod wielkiej jarzębiny wstanie

I wyjdzie... Dziwnie uczące czytanie!

39.

I czytam, marząc, jako Ipsylanty244

Zwyciężył — ginął... i dał Grecji brata;

A kiedy czytam, to rosy brylanty

Strząsając, zefir245 po kwiatach przelata

I fale w złote pomarszczywszy prążki,

Przewraca karty welinowe246 książki...

40.

Kartki rozwiane przycisnę kamykiem

I będę czytał. Oto wódz naczelny

Demetrius247, licznym dowodzący szykiem,

A za nim... czarny hufiec nieśmiertelny.

Każdy z nich mocny, każdy bez nadziei...

Skąd są? — powstali z mogił Cheronei248...

41.

Wszyscy — prócz wodza... Ten nie zmartwychwstanie,

Zabity mieczem zgubionej stolicy,

Lecz inne dusze jak w urnowym dzbanie

Chowane w piersiach marmurowej lwicy,

Która im była pomnikiem po śmierci,

Wyszły — i pomnik rozpadł się na ćwierci.

42.

Pierś lwa rosnące roztrzaskały dusze!

I dzisiaj leży na samotnym polu

Jak wielkim prochem rozsadzone kusze;

A głowa pełna przedwiecznego bolu

Padła na ziemię — zda się, że spoczywa,

Wydaną duszą smutna i straszliwa.

43.

Długo Grek patrzał na tę lwicy głowę

Jak na zamilkłe nieszczęściami wróżki.

Snycerz249 dał smutną marmurowi mowę;

Patrząc — słyszałem dwa słowa Kościuszki:

Finis Poloniae250, przechowane w głazie,

Jak łza w kamieniu — albo myśl w obrazie.

44.

O Cheroneo! o Maciejowice!

Cyt... coś białego śród liści jaśnieje...

Ach nie! to tylko białe gołębice

Przez ogrodową leciały aleję...

Chodź znowu, książko na kwiaty rzucona,

Będę znów czytał — to jeszcze nie ona.

45.

Pieniędzy krzyczą — Grek rzuca na szalę

Dyjamentową oprawę pałasza251;

Nie dosyć jeszcze — rzucił miecza stale,

Płaci żelazem... Już Ibrahim basza252,

Jak Nil, co wszystkie wody na świat wyda,

Lub jak waląca się z gór piramida,

46.

Spada na Grecją. — Gdzie są Termopile253,

Po których niegdyś wąż Kserksesa przelazł?

Gdzie są ci ludzie, co żywota chwile

Licząc, nie drżeli — i marli?... Zavellas254

W polach Klissowy z ośmią set człowieka

Zastąpił drogę dwom baszom — i czeka.

47.

Słyszę, jak serce w moich piersiach bije;

Zda się, że patrząc w trup Leonidasa255,

Patrząc głęboko — czekam, aż ożyje —

A wtenczas ani jasnych kwiatów krasa256

Ani lecący aleją gołąbek

Nie obłąkały mych oczu na ząbek.

48.

Lecz wtem nadzieja odbiegła mię wszystka;

Zerwałem różę, co tam kwitła świeża,

I przywiązawszy do każdego listka

Myśl i życzenie, i życie rycerza

I Zavellasa... o szaleństwo młode!

Wszystkie te listki rzuciłem na wodę.

49.

I jeszcze listków zostało mi trocha;

Myśląc, że siane w ziemi nie zakwitną,

Więc jeszcze jeden listek — czy mnie kocha?257

Posłałem falą wędrować błękitną,

I nie wiem, jaki los tamte pochłonął,

Ale ostatni — pamiętam — utonął...

50.

I znowu książkę rozłożyłem białą

I zimne karty zacząłem całować,

Wołając: „Greki, niechaj ginę z chwałą!

Wy mnie nauczcie, jak wrogów mordować,

Jak rzucić drogę marzeń księżycową

Z umarłym sercem i z twarzą surową...”

51.

I marząc o krwi z uczuciem tygrysa,

Stężałem członki, krew czując na licu...

Słyszycie tętent?... to koń Botzarisa258

W obóz turecki leci po księżycu;

A nim się straże obudzone zwarły,

Botzaris w baszy namiot wpadł — umarły...

52.

I odezwały się w górach klasztory,

A nie były to pogrzebowe dzwony,

Które kupuje na śmierć człowiek chory,

Lecz jakieś wielkie pomieszane tony

Płaczu, rozpaczy, wyjące po skałach,

I większej zemsty głos zamknięty w działach.

53.

A wielkie morze, lazurowe morze,

Któremu niegdyś poświęcano w Aulis259

Córy królewskie... Ciebie teraz porze260

Między flotami tureckimi Miaulis261;

Z nim jest drewniana ateńska forteca,

Którą Kanaris brulotem oświeca.

54.

Obydwa płyną uwieńczeni w laury

Wydarte morzu — prędkim idą lotem;

A ów Kanaris zda się jak centaury262

Na pół człowiekiem, a na pół brulotem.

Ten człowiek śmiały i pan dwóch żywiołów,

Którymi niszczy — czy ma twarz aniołów?

55.

Czy pod nim jako pod niebieskim duchem

Cicha się łódka nastąpiona nie gnie?

Czy jego wiosło niesłyszane uchem?

Czy ogień za nim jak pies wierny biegnie?

Jak on wygląda, gdy błękitne morze

Pięć jego czółen oblało w Bosforze?

56.

Sułtan go widzi... lecz zniszczyć niezdolny!

Nie zgasi nawet płomyka w stambulce263

Wodza greckiego.... Oto konik polny

Usiadł przede mną na cichej rzeczułce,

I suszy skrzydeł przeźroczystych szkiełka

Błyszczące w słońcu, by264 tęczy perełka.

57.

I suchą nogą na źdźble żółtej słomy,

Dziecko powietrza, wędruje na łódce

Przez zwierciadlane rzeczułki załomy,

I port w rozchwianej znajdzie niezabudce

Albo popłynie dalej z nurtem wody

Pod brzóz płaczących nachylone chłody.

58.

A kiedy płynął i srebrzystym rysem

Znaczył rzeczułki fale zwierciadlane,

Myśl moja cała z wielkim Kanarisem

Płynęła za nim w kraje malowane

Piękną przyszłością... i widziałem życie

Z twarzą na słońcu — z oczyma w błękicie.

59.

O przyszłość, przyszłość! Jam się tak do ciebie

Uśmiechał dzieckiem: — ty z taką światłością_

Dni moje siałaś jak gwiazdy na niebie!

A moje smutne dzisiaj... jest przyszłością.

Kwiat spodziewany na wątłej łodydze

Życia mojego — rozwinął się... Widzę...

60.

Co? Jeszcze w myślach owa przeszła chwila,

Jeszcze marzone dawniej Greków twarze,

Jeszcze Kanaris na słomce motyla,

Jeszcze nad księgą leżę, jeszcze marzę...

I chciałbym cały włosem się osłonić

Nad dawną księgą — i dawne łzy ronić;

61.

I być zbudzonym — jak dawniej — nad rzeką,

Gdy na aleje złote słońce spadło,

Kiedy słyszany jakiś głos daleko

Wołał jak echo; gdy w rzeki zwierciadło

Patrząc — patrzałem na twój wzrok uroczy265,

Nie śmiejąc prosto patrzeć... w twoje oczy.

Pieśń piąta. Podróż konna

1.

Czytałem kiedyś wielkie porównanie...

Jak wystawiony na niebieskie rosy

Pielgrzym, gdy ze snu głębokiego wstanie,

Listek uwiędły, co mu spadł na włosy,

Odrzuca z czoła — takeś Ty skaliste

Nakrycie grobu precz odrzucił, Chryste!266

2.

Lecz kiedy przyjdzie zmartwychwstanie ludu,

Kiedy się skończy sen pełny omamień,

Jakiegoż trzeba będzie wtenczas trudu,

Aby odwalić nasz grobowy kamień?...

Ów marmur, pełny naszych cierpień rytych,

Na którym modlą się dzieci — zabitych?

3.

Patrząc na oczy pełne błyskawicy,

Na czoło króla płomieni brązowe,

Pytałem znanej już mu tajemnicy,

Bo sam odwalał kamienie grobowe

Z grobu uśpionej głęboko ojczyzny;

Musi znać leki — bo zna wszystkie blizny.

4.

Pytałem Greka, ale w nim już nie ta

Z kradzionym ogniem pierś Prometeusza.

Moje pytanie było jak Hamleta267

Metafizyczne słowo — czy śni dusza?

Kładzione zawsze na grobach od wieka,

Nierozwiązane dotąd przez człowieka.

5.

Chciałem mu nadać wielkość Waszingtona,

Moim pytaniem na zbawcę pasować;

Bo też mu złotych brakło milijona,

A mógłby spalić Stambuł, zamordować

Tylu wezyrów, tyle krwi wytoczyć,

Że sułtan miałby gdzie pióro umoczyć

6.

I czym podpisać na wolność firmany268,

I Kanarisa odesłać z krainą

Temistoklesa, przez drewniane ściany

Zdobytą269. Dzisiaj Rigny270 — Navarino

Kanarisowi wykradły jak Paris

Helenę sławy. — Czy cierpi Kanaris?

7.

Nie wiem... Czy orzeł kiedy myśli o tem,

Że kiedy w zimie słońce zda się nisko,

Mógł o południu natężonym lotem

Dolecieć — patrząc oczyma w ognisko

Niebieskich krain? Myśl głupia dla ludzi,

Lecz może dręczyć orła, co się nudzi...

8.

Ale powtarzam, myśl głupia dla świata

Mogła się przyśnić orłowi na skale,

Lub temu z ludzi, co jak orzeł lata...

Dosyć! — cygaro hawańskie zapalę

Tym i strofami, które nie są odą

I do niczego mądrego nie wiodą.

9.

I właśnie takie ciężkie i nietrafne

Z ust wychodziły moich parabole,

Kiedy żądałem, by słowa jak Dafne271,

W laur przemienione, kładły się na czole

Zapomnianego przez ludzi Greczyna;

Lecz że świat taki — to nie moja wina.

10.

Może bym także chciał (to wszystko mary),

By jaki człowiek, spotkawszy w ulicy

Moją figurę... włożył okulary...

Po diabła nosić sławę w tajemnicy?

Cieszył się Dante, gdy przekupka rzekła:

„Patrzcie! ten człowiek dziś powrócił z piekła”.

11.

Ja bardzo lubię sławę popularną,

Lękam się bardzo wymuskanej sławy;

Dlatego każę na bibułę czarną

Bić nowe dzieło — gołe, bez oprawy;

I wyjdzie na świat książeczka pokorna,

Jak gdyby spod pras Bogumiła Korna272.

12.

O moja głupia Muzo, zapominasz

Uszanowania winnego księgarzom!

Ja nie znam Korna... mówią, że luminarz273...

A zaś skład jego podobny cmentarzom,

Gdzie sobie cicho autorowie leżą,

Co lato ziemią przysypani świeżą.

13.

A czasem zajrzy Bogumił na cmentarz,

Patrząc, czy kiedy nie zjadł się w letargu

Jaki kalendarz albo elementarz;

A kogo kocha — tego na świat targu

Drukiem prowadzi... i stawia za kratą,

Wieńcząc go świeżą laurową erratą.

14.

O mój księgarzu wrocławski, o Kornie,

Dokończ tej strofy!.... Dalibóg, zaczęta

I pindarycznie274, żywo i wytwornie,

Lecz moje pióro nigdy nie pamięta

O drugim wierszu... wbrew dawnej przestrodze:

„Nim pierwszą stawisz, myśl o drugiej nodze”.

15.

Tak chciał Feliński275: wiersz skomponuj drugi,

A potem pierwszy dosztukowuj zgrabnie;

A będą mocne — i łańcuch się długi

Nie przerwie nigdzie, nigdzie nie osłabnie;

Na takim niańki uwiązani pasie

Chodzą dawniejsi wieszcze po Parnasie.

16.

Lecz ja... Dobranoc!... Jutro zorza złota

Ujrzy mię w siodle i na Rossynancie276,

Tam, gdzie Cerwantes, autor Donkiszota,

Utracił rękę. — Mój obraz w Lepancie

Będzie odbijał się tak lazurowie

Jak cień Quichota w Cerwantesa głowie.

17.

Naprzód malować trzeba kawalkadę,

Która się brzegiem Lepantu pomyka.

Guid277 jedzie przodem, a ja za nim jadę...

Lecz wam opiszę pierwej przewodnika,

Który albańskie rozwiawszy wyloty,

Jechał na koniu gdyby motyl złoty.

18.

Na kapeluszu słomianym miał mycę,

Do roziskrzonych podobną płomyków,

Ze sztuki płótna marszczoną spódnicę;

Gadał mozaiką dziesięciu języków;

Śmiał się jak dziecko, a dzieckiem był prawie,

Śpiewał, jak polny konik śpiewa w trawie.

19.

Twarz jego młodą gdzieś widziałeś we śnie,

Może na jakim widziałeś rysunku,

Gdzie młody Greczyn, wysłany za wcześnie

Z ojcowskiej chaty w wojennym rynsztunku,

Patrzy na Turków oczyma tygrysa...

Na litografii zgonu Botzarisa.

20.

Są twarze w ludach powszechne. C’est tout clair278

Tłumaczyć przyczyn byłoby to wstydem;

Wreszcie opisze go wam książę Pückler279

Muskau, co z naszym podróżował guidem

I pokazywał swą karykaturę

Grekom, wylazłszy na Parnasu górę;

21.

Który się nie kładł spać, aż biła czwarta:

Który chciał ogród założyć niemiecki

W guście angielskim tam, gdzie była Sparta;

Dla Bawarczyków pozawieszać niecki,

By się hojdając280, z krainy Likurga281

Mogli przenosić myślą — do Strasburga;

22.

Który — to zawsze mówię o tym księciu —

Niechaj pamięta autor o autorze —

Który zasnąwszy wieczór w przedsięwzięciu,

Zbudzony... spytał się: „W jakim kolorze?”

A rząd bawarski, myśląc o sadzonym

W Sparcie ogrodzie, powiedział: „W zielonym...”

23.

Który się na to obraził... i chwilę

Zastanowiwszy się — po kilku chwilkach

Tak zadrżał gniewem, że wszystkie motyle

Na kapeluszu siedzące na szpilkach

Zaczęły spadać i kłuć w nos Ottona282.

O zemsto... mówią, żeś słodka — ty słona,

24.

Zwłaszcza, gdy ciebie Pückler w sól attycką283

Całą osypie... i da na zabawkę

Figurę wroga — pod Momusa284 mycką,

Osolonego solą jak pijawkę;

Tak się zapewne kręcić i wić będzie

W dziele... pan Otton... na króla urzędzie.

25.

Lecz kłaniaj za to ogrodowi w Sparcie;

Ziemia gruzami pozostanie skalna...

Sparta zostanie na światowej karcie

Spartą... historia straci naturalna285

Na jakim kwiatku, co ma kształt pantofli,

Lub na rodzaju spartańskich kartofli.

26.

Adieu286, Pücklerze, bo mi nie do uszu

Twe imię, w rymów sadzone ogrodzie;

Podróżuj w twoim wielkim kapeluszu,

Co tak wygląda jak żagiel na wodzie,

W górach jak tarcza okrągła Pelida287,

Nad ruinami bogów... jak egida288...

27.

Bądź zdrów! — a jednak miałbym prośbę małą

Do waszej Mości książęco-autorskiej,

Ażebyś także moje grzeszne ciało

Na koniu skreślił — na szkapie cecorskiej289...

Tak musiał niegdyś Żółkiewski290 ponury

W trzy dni po zgonie straszyć grzeszne ciury291...

28.

„Trudno znać siebie” — powiada przysłowie,

A ja powiadam: trudniej widzieć siebie

Przez te szkła biedne, które w naszej głowie

Oprawił Stwórca, kryjąc się na niebie

Tak, że choć błękit przenikniecie do dna,

Skryta wam jedna rzecz... widzenia godna....

29.

A druga także rzecz bardzo ciekawa

Dla nas — my sami... także nam ukryta;

Szczęściem, że wierne zwierciadło i sława,

Często niewierna, wszak wiecie — kobieta,

Dopomagają nam szkłem i umysłem

Patrzeć na siebie... i są szóstym zmysłem.

30.

Dlatego bardzo i gorąco żądam

Widzieć się kiedy w gazet artykule

Takim, jak jestem albo jak wyglądam...

Tymczasem muszę całą ziemską kulę

Przebiegać sobie samemu nieznany

Z twarzy i z głowy.... niewymalowany.

31.

Szczęśliwy Józef Poniatowski292 (czyli

Szczęśliwy, gdyby nie umarł), że widzi

Siebie samego w najciekawszej chwili

Na każdej ścianie. A niech nikt nie szydzi

Z tej strofy, bo ją skończy myśl Solona293:

„Nie mów, że człowiek szczęśliwy — aż skona”.

32.

Zaprawdę, ja wam powiadam, co rzekły

Przede mną usta filozofów wielu,

Że... Lecz nadzwyczaj staję się rozwlekły,

Więc nic nie powiem — i prosto do celu

Nie zatrzymany strofą ni morałem,

Na moim koniu biednym pędzę czwałem.

33.

Hop! hop... jak upiór... obracam tak nogi,

Że kwadratowe tureckie strzemiona

Kolą w bok konia jakoby ostrogi,

A moja szkapa z wiatrami puszczona

Pędzi, jak gdyby czuła żłób koniczyn;

Lecz wtem... zwolniłem kroku... dla trzech przyczyn.

34.

Primo: towarzysz mój (a tu mi skłonno

Aż do łez, pomnąc na konia strukturę),

Był jako człowiek, który idzie konno;

A kiedy biedne zwierzę szło pod górę

I chociaż mogło iść o własnej mocy,

Jeździec udzielał mu swych nóg pomocy.

35.

I tak się razem nieśli. O widoku

Rozczulający! łez nie pojmie profan.

A jako niegdyś w błękitnym obłoku

Sokrata skreślił błazen Arystofan294

Latającego po niebieskim sklepie295

Na żółwia nogach, w szyldkretu296 czerepie,

36.

Tak ja po greckich w gimnazjum naukach

Mógłbym podobną ubawić was sceną,

Wymalowawszy na głębokich jukach

Ukochanego filozofa Zeno297...

Który w tej chwili przez niemożność skoku

Był pierwszą z przyczyn, że zwolniłem kroku.

37.

Druga z tych przyczyn była także cnotą

Filantropiczną: właściciele koni

Za kochanymi końmi szli piechotą.

Jeden, jak Turek, miał turban na skroni,

Drugi, jak ojciec podobny do syna,

Belwederskiego miał twarz Apolina.

38.

Trzecią z tych przyczyn, dla których wstrzymana

Wietrzność mojego była wiatronoga:

Oto że nagle ja i karawana

Przyszliśmy, gdzie się zakończyła droga

Przeszkodą — wprawdzie dla Mojżesza małą:

Z tej strony morzem, a z tej strony skałą.

39.

Więc wszystkich świętych wezwawszy i biesa,

Rzucam się w morze... Czy w cuda wierzycie?

Z fali strącona ręka Cerwantesa,

Jak cień wielkiego nosa na suficie

Wyszła, figowe pokazując godła

Światu — a mnie zaś przez fale przewiodła.

40.

I opryskani falą o brzeg bitą,

Na popas w małym stanęliśmy khanie298;

Tam z głową senną, cieniem drzew nakrytą,

Inni spoczęli przy chruścianej ścianie,

A ja, niespity napojami maku299,

Znalazłem grotę w rododendrów300 krzaku.

41.

Na samej wstążce srebrzystego żwiru,

Co się nad morzem pod krzakami winął301

Jak sztuczna biała oprawa szafiru,

Spocząłem... i wzrok na błękicie zginął

I myśl smutniejsza przyszła mnie kołysać

Niż myśli, które chcę i mogę pisać.

42.

Smutne! Myślicie, że grzechów siedmioro

Przyszło mię dręczyć lub łza emigranta?

Nie! — Ach, myślałem, że już madreporą302

Stało się ramię biednego Cerwanta,

Ramię nieszczęsne, które zaczynało

Czuć, że się jakiś duch oblekał w ciało...

43.

I urodzony w Cerwantesa głowie

Będzie radością wstrząsał wszystkie nerwy;

Ramię, co było w romansu połowie,

Potem doznało takiej wielkiej przerwy,

Jak kiedy zabrzmi trąb dziesięć tysięcy,

Potem milczenie... nic nie słychać więcej.

44.

Dziwnie utracić jaki ciała członek

I myśleć potem, że już leży trupem,

Że już w nim żadna z kosteczek ni z błonek

Nie myśli o nas... i stała się łupem

Robaków — a zaś dusza pełna sromu303

Do ciaśniejszego przeniosła się domu.

45.

Dziwnie być musi płakać nad cząsteczką

Własnej mogiły i czyśćca męczarnie

Od niej odwracać... bo jeszcze jest sprzeczką,

Czy dusza za nas płaci solidarnie,

Czy członek, co się na ciała pogrzebie

Nie znajdzie, w piekle zapłaci za siebie...

46.

A tu bym bardzo mądrze i głęboko

Dowiódł... że kiedy nasz Zbawiciel kazał

Wyłamać rękę lub wyłupić oko304,

Więc... trzeba, abym tę strofę przemazał,

Bo jej dokończyć, jak chcecie, nie mogę,

Bo osiodłany koń... i ruszam w drogę.

Pieśń szósta. Nocleg w Vostizy

1.

Dalej, mój koniu! powoli — dość czasu —

Krajograficznie strofami wyłożę,

Jaka mię droga prowadzi z Patrasu.

Po prawej stronie góry, z lewej morze,

Za morzem znowu i skały i góry,

Nad nimi niebo błękitne bez chmury.

2.

Nie ma tu ziemia czego złożyć w stercie;

Koń dzwoni w głazy, depce chwast, dziewanny;

Czasem po drodze w rozłożystym mircie

Widać rudery tureckiej fontanny,

Gdzie w kamień woda płacząca nie tętni,

Na które patrząc... nawet Grecy smętni.

3.

Taka głęboka przy fontannach cisza,

Tak ciemne mirty... i tak liściem szumią

Nad fontannami jak pacierz derwisza305.

Cały ten smutek błękitami tłumią

Wody Lepantu i z czystego nieba

Patrzące czoło (jestem w Grecji) Feba306.

4.

Ani po drogach bawiącej się dziatwy,

Ani człowieka w polu, ni na drodze;

Czasem szumiącym lotem kuropatwy

Porwą się w stado... tuż przy konia nodze

I padną blisko...i znów cisza wielka...

Jaskółek żadna nie wyśle ci belka...

5.

Niebo, tych czarnych gwiazdek pozbawione,

Wdzięcznie błękitne... zda się, że nad smętnym

Krajem przeszłości — leży zamyślone

Jakim obrazem dawnym i pamiętnym

Tylko samemu Bogu, co w nim duma.

Kraj ten zniszczyła tak wolności dżuma307...

6.

Ząbek się lasu dopiero wyrzyna;

Małe sosenki jako pszczoły brzęczą

Jedwabnym kolcem... Jeżeli masz syna,

A twego kraju ludzie nie zamęczą:

Może zobaczy Grecją pełną krasy,

Ubraną w ludzi szczęśliwych — i w lasy.

7.

Ale my, dzieci nieszczęścia, stąpamy

Po głazach, chwastach i ruinach — głuchych;

My się przez wielkie pustynie wołamy

W ciszy bezludnej. My przy źródłach suchych

Szukamy wody, spaleni zarzewiem.

Gdzie będą szukać naszych mogił? — Nie wiem.

8.

Gdy tak myślałem, mrok osłonił szary

Przybywających wreszcie do Vostizy308.

Tu jeszcze pomnik turecki, dąb stary,

Na podniesieniu z głazów przy ulicy

Siedział spokojny. O tej to godzinie

Turek tu niegdyś pił dymy w bursztynie309.

9.

Lubiłem lipę, co nad sławnym Janem310

Cień rozstrzelony zbierała pod siebie

I co rok miodu obdarzała dzbanem

Niewymyślnego w żądzach i w potrzebie,

Co była drugim poety mieszkaniem,

Głośna słowików — szpaków narzekaniem,

10.

Pod którą nieraz błyszczał dzban na stole,

Co tak wysoko niosła czoła wianki,

Jakby ze dworu wyglądała w pole

Na przyjazd pana lub pańskiej kochanki,

Co nad szmerami słodkich ust dziewicy

Szumiała cicho, pełna tajemnicy.

11.

Ta lipa dla nas, jak Partenon311 grecki,

Ma pełno smutku niewymówionego.

Stanąłem, patrząc na ów dąb turecki;

Smucił mię także — lecz nie wiem dlaczego;

Bezużyteczny liściami i chłodem,

Oko zadziwia wielkim pnia obwodem.

12.

Pień jego w sobie ma siły potęgę

I wielki smutek starości... i żałość

Nad tymi, co go znali... Stone-henge312

Zaniesie myśli w olbrzymią zuchwałość

Tytanów313 dawnych... W tej świątyni progu

Myślisz o człeku, co ją siał... i Bogu.

13.

O mój turecki dębie, dębie stary!

Ty mi cudownym wyrosłeś kościołem;

Tutaj się mogą modlić wszystkie wiary,

Tu wszyscy ludzie bić ugiętym czołem.

Lubię cię, dębie wyniosłego czoła,

Z liściem rozwianym jak skrzydło anioła.

14.

Szczęśliwi ludzie, których anioł dzierży

W swojej opiece! Szczęśliwe te kraje,

Co mają drzewa — na miejscu oberży —

Siane po łąkach, gdzie płaczą ruczaje;

Wędrowiec staje, gdzie kwiatów najwięcej...

Nagle krzyknąłem: „Do kroćset tysięcy

15.

Milionów!...” tu mi kochany Eurypid314

Słowo „Eumenid”315 dał do wykrzyknika;

A mój towarzysz rzekł: „Mais c’est insipide316

Spać tu... w tej klatce... co ma kształt kurnika;

Comment, Giuliano?317 — tak się zwał nasz sługa —

W Vostizy musi być oberża druga!”

16.

Non c’è318 — rzekł sługa. — „Więc spać tu — na ziemi?

Wszak to nie ściany, lecz z łuczywa319 krata,

Pajęczynami wybita czarnymi”.

A ja dodałem: „Jak horyzont świata

Zawarty320 zewsząd... bez okien, którędy

Dusza by mogła wyjść za zmysłów błędy...”

17.

I zakończyłem słowami: „Daj świecy!”

„Świecy? — rzekł kompan — wszak tu wiatr zagasi

Słońce w lichtarzu, księżyc w szabaśnicy321!”

Rzekłem: „Giuliano, hej! tho se mu krassi...322

Gorzkie jak piołun — niech Bóg będzie z nami!

Jest co jeść? — nie ma... więc tho se mu psami!

18.

To się po grecku znaczy: „daj mi chleba!”

Przyniósł... postawił... i znowu zapytał

Bardzo układnie: „Czego panom trzeba?”

A gdym na chlebie zębami pozgrzytał,

Zdjęty przeczuciem nieszczęśliwych wróżek,

Nie spodziewając się, wołałem: „Łóżek

19.

I światła!” Tu jak na biegunie

Północnym ciemno — i wiatr wszędy świszcze;

Pusto jak w zgniłym orzechu świstunie...”

Tu mój towarzysz rzekł: „Więc ja przepiszczę

Na hebanowym moim flażolecie323

Tę noc, przepędzę ją najlepiej w świecie”.

20.

I już wyciągnął wiatrobrzmiący bardon324;

Lecz ledwie zaczął, dmuchnąwszy w otwory,

Przegrywać — jakiś głos: „I beg you pardon

But I don’t like the music, I am sorry325

Z prawej się strony wydobył przez kratki:

Anglik zamknięty był do drugiej klatki.

21.

I była Babel326 okropna języków,

Aż wreszcie jakaś Opatrzności ręka

Zesłała parę płonących knocików

I dwa napięte jak struny krosienka;

To były łóżka... Jeśli kto nie wierzy,

Tłumaczę jaśniej: to, na czym się leży.

22.

Ach! leży tylko! — bo wszystkie zefiry

Zbiegły się do nas i wiatr z nami pląsał,

A dar krosienek... jako Dejaniry327

Koszula — gdzie się go dotkniesz, tam kąsał.

Ach, jam się dotknął — i ogień mię złapał,

I byłem w piekle; mój towarzysz chrapał.

23.

Są chwile w życiu, w których człowiek zda się

Samemu sobie bardzo poetycznym:

Na skały igle328, na ruin terasie —

W usposobieniu umysłu vehmicznym329

Kiedy głos przeczuć bardzo głośno gada

Trzykrotnym głosem: „Biada! biada! biada!”

24.

Gdy patrzy w słońce o zachodzie krwawsze,

Kiedy się żegna z kim i przy miesiącu330

Mówi z westchnieniem głębokim: „Na zawsze!”

Gdy przy dognanym zeskoczy zającu,

Dobędzie noża — i obcina skoki.

Gdy nań piorunem strzelają obłoki;

25.

W chwili, gdy skończy szkoły i nauki,

Gdy go za rękę uściśnie sam rektor;

Gdy go mianują sędzią; gdy go wnuki

Obsiądą; gdy kraj obroni jak Hektor331

Albo gdy myśli o zbawieniu Lachów;

Gdy wygra partią bilardu lub szachów;

26.

Albo gdy idzie sam w nocy na cmentarz

I na kochanki usiądzie mogile...

Albo gdy mówi doń kto: „Czy pamiętasz

Paryż?...” — Są różne poetyczne chwile:

Kiedy na przykład w towarzystwie znanym

Siądziesz pośrodku — na cenzurowanym...

27.

Albo gdy ciebie nazwą obskurantem332,

To jest, że możesz zgasić oświecenie;

Albo gdy jesteś dział asekurantem333

I w napoljońskie wierząc przeznaczenie,

Słuchasz bez drżenia kul lecących świstu;

Gdy „Comte”334 przeczytasz na kopercie listu;

28.

Gdy... i tam dalej. Z tych miłości własnych

Żadna nie przyszła do snu mię kołysać.

Przy dwóch światełkach jak gwiazdy niejasnych

Chciałem z krosienek moich wstać i pisać,

Czekając zorzy różowego świtu,

Wtem deszcz... w tej klatce nie było sufitu...

29.

I zawołałem: „Ty śpisz, Eneaszu335,

A tu deszcz na nas... leje się z dachówek!”

Wnet rozbudzeni oba na poddaszu,

Więcej do czynu sposobni niż słówek,

Wściekać się więcej zdolni niż łzy ronić,

Przemyślaliśmy, jak i gdzie się schronić.

30.

Szczęściem, że w ścianie uwitej z sośniny

Po obu stronach były dwie framugi —

Ach, nie framugi — zaczęte kominy!

Więc ja jak krótki, mój kompan — jak długi,

Oba jak dłutem z marmuru wycięci

W niszach przeciwnych — kto by rzekł, że święci.

31.

Przy naszych nogach zapalone lampy,

Ręce złożone na piersiach pobożnie.

Każdy z nas biały, jak w operze Zampy336

Wiedźma z marmuru — bardzo nieostrożnie

Pierścionkiem złotym za żonę pojęta,

Lub jak niewiasta Lotowa337 w sól ścięta,

32.

Lub jak mumija w ścianie piramidy...

Niech porównania dalej lecą kłusem.

Byliśmy, jako ów posąg Tetydy338

Zakryty wody srebrzystej obrusem,

Stojący sucho w wodnej samołówce339,

Który czytelnik ujrzy w Sofijówce340.

33.

Tu, wychyliwszy głowę, mój towarzysz

Głosem żałosnym rzekł: „Czy żyjesz?” — „Żyję” —

A on mi znowu rzekł: „O czym ty marzysz?”

A ja mu rzekłem, że się nie ukryje

Żadna zasługa — pod żadną przeszkodą;

Ja mówię pacierz... Bóg słyszy pod wodą.

34.

Cnota skarb wieczny, cnota klejnot drogi341

Nie spali ogień... a kompan: „Nie słyszę;

Woda tak szumi, już mokre mam nogi...”

A ja mu na to: „Cierp, a ja opiszę

Nasze cierpienia ściągnięte bez winy

I przedam wiernie córkom Mnemozyny342...

35.

I kiedyś w późne wieki... wstanie mściciel

I tu postawi hotel, mości panie!

Tu, na tym miejscu, gdzie teraz Jan Chrzciciel

Mógłby duszeczki kąpać jak w Jordanie;

Tu, gdzie stoimy — ja ci przepowiadam,

Że stanie hotel... tu, gdzie w nurty padam,

36.

W nurty natchnienia, myśląc o żegludze

Dawnych rycerzy — Eneja — Ulissa343...”

A mój towarzysz rzekł mi: „Ja się nudzę,

Stojąc w tej niszy jak kozacka spisa344;

Wyznaj, że Grecja — c’est ennuyeux en diable345

Ja cały mokry — mais c’est insupportable!346

37.

Nie masz zegarka? Ja mój do kompasu

Zregulowałem... tam na łóżku leży”.

A ja mu na to: „Mamy dosyć czasu!

Nim Febus we drzwi Aurory347 uderzy,

Gadajmy sobie o czym pożytecznym,

Lub o zbawieniu... lub o ogniu wiecznym...

38.

Albo śpiewajmy sobie kontredansy348

Tańczone dawniej — ja dyszkantem349 wlekę —

Albo ci powiem powieść Sancho Pansy350

O trzystu owcach wiezionych przez rzekę...

Ty licz, ja będę tron mówcy dziedziczył;

Jeśli chcesz, ty mów... a ja będę liczył.

39.

Czy znasz Byrona? — nie?... To wielka szkoda!

Mógłbyś się teraz przenieść w ideały;

Czajld Harold351 niegdyś był w Grecji... Ta woda

Łóżka nam porwie srebrzystymi wały...

Czy znasz Platona352?... przyszło mi do głowy

Zaczęcie jednej Sokrata rozmowy:

40.

«Chodźmy — rzekł — w klonu szerokiego cieniu

Na pochylonej odpocząć murawie;

Oba zanurzmy tu stopy w strumieniu;

Jak tu cień miły, jak tu świerszcze w trawie

Śpiewają słońcu!...» Dalej w mowie walnej

Sokrat piękności daje idealnej

41.

Rysy, granice — i w mgliste przezrocze

Obwija posąg cudownego wdzięku,

A strumień żywy stopy mu łaskocze...”

Tu nasz Giuliano z latareńką w ręku

Wszedł... i zobaczył... nasze dwie figury,

Jak dwa posągi oprawione w mury,

42.

Z lampami w nogach... Rzekłem: „Pigmalionie353,

Jeśli z posągów chcesz mieć żywych ludzi

Przynieś parasol!” — Tak przez wodne tonie

Przeszliśmy oba — a jeśli was nudzi

Ta pieśń, pomyślcie, że jest to obrazem

Greckich oberży... łóżek — i nas razem.

Pieśń siódma. Megaspileon klasztor

1.

Wiem, że ze śmiechu przeskakiwać w smutek

Jest wielkim błędem... Charakteru wina,

A raczej nerwów rozkiełznanych skutek,

Brak sentymentu — że w trop Lamartina354

Idąc, nie łączę w pieniach — o, herezja!

Trzech westchnień ciągłych: „Miłość! Bóg! Poezja!”

2.

Miłość od Boga staje się odporem —

Spytaj się o to panny... (Choło)niewskiej,

Co rządzi młodych panienek klasztorem —

Miłość (prócz czystej miłości niebieskiej)

Wprowadza dusze w jakiś grzeszny zamęt.

Nie wolno kochać, jak Święty Sakrament —

3.

Lecz pierwsza miłość — pierwsza, platoniczna...

O, wstaw się za mną, o Najświętsza Panno!

Ty jesteś taka na obrazach śliczna —

Widziałem Ciebie dziś — pod tęczą ranną,

Nad błękitami Lepantu, w niebiosach,

W tęczy, na chmury rozpłakanej włosach...

4.

Poezja także często walczy z Bogiem;

Chybabyś pisał ciągle o myślistwie,

Jak Pan Tadeusz355 obeznany z rogiem.

Bóg Lamartina jest w złym towarzystwie;

Chrystusa trzeba dać do takich kmotrów356,

Byłby znów Chrystus między dwojgiem łotrów.

5.

Więc rozwiązawszy tak dobrze zawiłość

Teologiczną, przyjmuję za godło

Tych kart — Poezją, Chrystusa i Miłość —

I to mię będzie teraz ciągle wiodło

Z góry na górę, od boru do boru —

Do Megaspilion357 na tę noc klasztoru.

6.

A ty, Poezjo, nie bądź więcej mniszką,

Ale opowiedz, jak szedłem wysoko

Nad przepaściami zawieszoną ścieżką,

Jak coraz dalej posyłałem oko

Za laurem pięknie kwitnącym pode mną,

I za otchłanią mórz błękitnie ciemną,

7.

Jak o południu cień kolczatej gruszy

Osłonił całą podróżnych gromadę,

Jak ciernia krzaki, które wiatr wysuszy,

Dały nam ognie w oczach słońca blade,

Jak źródło w naszym zajęczało dzbanie,

Jakeśmy orłów słyszeli krakanie...

8.

A morze jasnym wabiące lazurem

Daleko od nas — szukane oczyma —

Za gór przebytych błysnęło się murem

Przez dwie szczeliny maczugą olbrzyma

Albo Rolanda358 rozcięte zamachem.

Powietrze cząbrów359 poiło zapachem...

9.

A teraz myślę, jak z liter i cyfer360

Ułożyć oczom klasztor Megaspilion,

Klasztor, gdzie niegdyś bronił się Lucyfer

Mahometowi — tak długo jak Ilion361

Albo jak nasza piękna Częstochowa,

Kulami ryta — cudem boskim zdrowa...

10.

Zjeżdżaj na koniu w dolinę głęboką.

Góra zielona... wjeżdżaj na tę górę

Ślimaczą drogą... teraz podnieś oko!

Gdzie patrzysz? wyżej!... tam — tam — aż pod chmurę.

O! jaki widok!... Skała rośnie złota

Z arabeskowym rysunkiem Callota362.

11.

Z łona zielonych krzewin i cyprysów

Wyrasta ścianą prostopadłą skała

Porysowana jak mnóstwem napisów

Mnóstwami domków — a jaskółka śmiała,

Ów miły piastun wieśniaczy i boży,

Tak nie przylepi gniazd i nie ułoży.

12.

Cała budowa jako wachlarz płaska,

Jeden ma tylko bok i jedno lice,

A wytnij sobie z jakiego obrazka

Całą niemieckich miasteczek ulicę,

Niechaj mur jeden jednostajnie siny

Nosi te domki — krużganki, kominy,

13.

I galeryjki, i sine okienka,

I domki wczora tynkowane świeżo,

Niechaj to wszystko różnorodnie wsięka

W jedną podstawę — pożegnaj się z wieżą

I z dzwonnicami, któreś sobie roił,

A jeśliś domki pobudował, spoił

14.

I sobie całą ułożył strukturę —

Zanieś to wszystko — wyobraźni okiem —

Na szmaragdową cyprysami górę,

Przylep do skały... jeszcze pod obłokiem,

Na samym szczycie, gdzie głazu ułomek

Postaw forteczkę... i jaskółczy domek...

15.

Niech dym, co mnichów kominami goni,

Framugę sadzy zrobi nad klasztorem,

Niech się to wszystko kiedyś Turkom broni,

Niech teraz będzie spokojne wieczorem,

I zda się lekkim pajęczyny włóknem,

W promieniach słońca jasne każdym oknem.

16.

Niechaj to wszystko razem się pokaże

Nad głową twoją — i za drzewy znika,

I znów jak dziewic szpiegujące twarze,

Gdy z poza liści śledzą wędrownika

I same także śledzone ciekawie,

Znów błyska, znika — i śni się na jawie:

17.

A będziesz widział — nie widzisz?... więc próżno!

Ja doskonalej nie opiszę rymem...

Trzeba, ażebyś wziął sakwę podróżną,

Mój czytelniku, i został pielgrzymem;

Inaczej z wielką litością i żalem

Będę o tobie myślał — w Jeruzalem.

18.

Tymczasem... co to... wieczorny skowronek

Śpiewa nad nami w obłoków błękicie?

Nie, to klasztorny na krużgankach dzwonek

Już zapowiedział pielgrzymów przybycie.

Widzę na ganku dzwoniącego mnicha,

Znów karawana idzie w górę cicha...

19.

Oczy po takim ciągłym wniebowzięciu

Patrzą w obłoki... a klasztor przed nami,

A mnichów trzystu sześćdziesięciu pięciu

W błękitnych szatach, z czarnymi brodami,

Snuło się w słońca złotego odbłysku

Jak rój komarów lub mrówki w mrowisku,

20.

Lub jak rój pszczelni — bo tak doskonale

W plastrze tynkowym porobił komory,

Tak poświdrował korytarze w skale,

Wiszącym domkom takie dał podpory,

Tyle zapasów nagromadził w doły,

Że Bóg się spyta: „Ludzie wy? czy pszczoły?

21.

Czy jakie inne i mniejsze robaki,

Co w przylepionym na skale listeczku

Nagromadziliście wina, tabaki363,

Cnót po troszeczku, grzechów po troszeczku,

Czekając jasnej zmartwychwstania chwały,

Gdy cicho listek odedrę ze skały.

22.

I wy myślicie, że ja wam przepuszczę,

Patrząc na tynku odpadłego łatę,

Na korytarze wasze — co jak bluszcze

Idą na skałę kręte, węzłowate —

Na źródło wasze cudowne, na składy?

O moje małe bezpłciowe owady!

23.

Wy, którzy świecę zapalacie jasną,

Gdy pielgrzym kładzie grosz swój do skarbony,

Nie obrazowi — lecz na miłość własną

Rzucając blaski — wy, kraczące wrony,

W kraju bezpłodnym i pięknego nieba,

Gdzie się i modlić — lecz i orać trzeba!

24.

A taż to beczka? (to wszystko Jehowa

Mówi do mnichów tam, gdzie sąd ich czeka,

A ja powtarzam tylko Boże słowa)

Ta beczka, votum chorego człowieka,

Którą dał biedny — ach, nie mnie, Jehowie,

Lecz wam — za cudem odzyskane zdrowie...

25.

I wasze głupstwo, żeście się chwalili

Z takiego daru, i wasza ciemnota,

Życie podobne do próżniackiej chwili,

I wasza grubość chłopska — nie prostota,

I wasze kłamstwa cudów... i tam dalej...

Weź, Lucyferze... niech ich piekło spali...”

26.

Tu się jednego twarz archimandryty364

Odwróci z jednym mnichów pokoleniem

I rzeknie Bogu: „Nasz dom, niezdobyty

Ibrahimowym365 mieczem i płomieniem,

Zniszczyłeś, Boże... a Lucyfer dumny,

Żeś odkrył pełne prochem — grzechów trumny —

27.

A ślad na skale gmachu — jak na belce

Znak skruszonego gniazdeczka jaskółek,

A pomyśl — kiedyś zatrwożony wielce

W naszym klasztorze lud znalazł przytułek,

Wtenczas widziałbyś — dla mrących z przestrachu

Aniołem stróżem każdy kamień gmachu.

28.

I gmach się wtenczas cały w lud zamienił,

Jak twój tron jasny mieni się w aniołów;

Tak wiele duchów zebrał i spromienił

W twoje podnóże... i do naszych stołów

Siadało wiele... nas, mnichów niegodnych,

Lecz wiele sierót płaczących i głodnych...

29.

I w nocy pełnej pioruna i błysku

Sam szedłem — własne zapalić szpichlerze,

Co pod nogami na skały urwisku

Stały, ubrane w cyprysowe wieże;

I zapaliłem... i przy tym pożarze

Widziałem w dole białe Turków twarze.

30.

Potem z klasztoru patrzaliśmy, mnichy,

Na mur poryty ognistymi rysy,

Na nasz dom własny... już jak węgiel lichy,

I na stojące w płomieniach cyprysy,

Jak ci szatani, co tam — widzisz, Boże —

Stoją przy piekła płomiennym otworze.

31.

Niejeden mrący, spragniony i ranny —

W ostatniej chwili usłyszał nad sobą

Płacz... brylantowej cudami fontanny,

Otworzył usta — westchnął — i był z Tobą...

Źródło, że wiecznie płakało nad ludem

Żywych i mrących — nazwaliśmy cudem”.

32.

Wtenczas przytomny obronom szlachetnym,

Na potępienie mnicha rzekłem z boku:

„A owa, owa — w tysiącznym ośmsetnym

Trzydziestym szóstym (nie mylę się) roku,

Dnia trzynastego września (tak mi świeża

Data i dzień ten) — dana mi wieczerza?

33.

Sam ją kazałeś zastawić na stole

I sam przyszedłeś, o archimandryto,

Cieszyć się, patrząc, jak mię w gardło kole

Kość twoich garnków, twego chleba żyto —

Mszcząc się, że paszport wydała mi Francja,

Że czczę papieża... Lecz gdzie tolerancja?...

34.

Czyliż dlatego, że wam do kościoła

Przysłano z Moskwy obraz Nikołuszki366?”

Tu mnich uleciał na skrzydłach anioła,

A ja na łonie tureckiej poduszki

Budząc się, widma spłoszyłem niesforne.

Słońce błyszczało przez szyby klasztorne.

35.

Lubię, gdy cichy promień słońca strzeli

W ciemną altanę lub na sklep, gdzie prix fixe367

Błyszczą klejnoty, lub do księżej celi

Złotym promieniem lecąc na krucyfiks —

Albo na rzymskich kościołów mozaiki,

Lub na błękitny dym rzucony z fajki.

36.

Lubię, gdy pada promień złotolity

Na siwe włosy starego żebraka

Albo na czoło umarłej kobiety,

Albo na skrzydła pływające ptaka

Albo na róże, co wysoko niosą

Jesienne czoła błyszczące się rosą.

37.

Lubię, gdy pada z chmur na odsłonioną

W pochmurnym rynku statuę Kopernika368,

Lubię, gdy pada w nasze ciemne łono

I znów z człowieka robi słonecznika,

Za światłem życia obracając twarzą

Myśli marzące... póty, póki marzą.

38.

W komnacie mniszej, otoczonej wkoło

Rzędem tureckich sof kwiecistej barwy,

Promień słoneczny padł na moje czoło

I snów zwichrzone rozpędziwszy larwy,

Rozwinął znowu moje myśli senne

Na życie marzeń mglistych... całodzienne.

Pieśń ósma. Napoli di Romania369

1.

Spocząłem wreszcie... Przeklinam podróże!

Cztery dni konno... po chwastach i skałach,

Aż się Neapol włoski w miniaturze370

Znalazł na Morza Egejskiego wałach...

— — — — — — — — — — — —

— — — — — — — — — — — —

2.

Gdzie nasz Neapol — i morze, i ganek,

Skąd widać było dwa białe miesiące371,

Skąd widać było wybrzeże — i wianek

Białych żagielków, i światła płonące

Pod żagielkami — gdzie ostrygi szare

Ze srebrną piersią — i frutti di mare?

3.

Gdzie na wybrzeżu sklepik przy sklepiku,

Żagiel przy żaglu, przy świetle światełko,

I tych światełek na brzegu bez liku,

A każde swoje białe ma skrzydełko,

Jakby gwiazdeczek jakich nowych plemię,

Które skrzydłami Bóg przysłał na ziemię.

4.

Czarowny widok — czarowne wieczory!

Ciebie zachwycał zgiełk ludzi i tęcza,

W jaką się ludzkie wiązały kolory

Nad błękitnawym morzem w pół obręczą.

Jam patrzał w księżyc — co lotem aniołów

Puszczał się w błękit — z mogiły popiołów.372

5.

Dziwnie dziś jestem w mieście — miniaturze

Znanego tobie Neapolu. Domy

Zaległe tutaj ponad morskie wzgórze,

Forteca wyszła na szczyt skały stromej,

Mniejsza zaś druga w otchłań lazurową

Weszła się kąpać — jak Castel dell’Ovo373 .

6.

Morze błękitne — i góry z mgłą siną,

Lecz nie tak ścięte jako cukru głowa

Ani jak krater...374

— — — — — — — — — —