VIII.
Na tęczę blasków, które tak ogromnie
Anieli twoi w niebie rozpostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
Patrzący — marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi, Boże!
Pisałem o zachodzie słońca, na morzu przed Aleksandrią.
(A na autografie:)
dnia 20 paździer., dopływając do Aleksandrii 1836.
Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu. Poemat niedokończony
Pieśń pierwsza. Wyjazd z Neapolu
1.
Muzo mdlejąca z romantycznych cierpień,
Przybądź i pomóż!79 Wzywam ciebie krótko,
Sentymentalna, bo kończy się sierpień,
Bo z końcem sierpnia i koniem i łódką
Puszczam się w drogę przez Pulią80, Otranto81,
Korfu82... Gdzie jadę? powie drugie canto83.
2.
Tymczasem pierwsze opowiedzieć musi,
Skąd się wybrałem, po co i dlaczego?
Chrystusa diabeł kusił, i mnie kusi;
Na wieży świata postawił smutnego
Życia nicością, i pokazał wszędzie
Pustynie, mówiąc: „Tam ci lepiej będzie”.
3.
A jednak, gdyby mniej pamięci bolu,
Zachceń i marzeń, a więcej rozsądku:
Toby mi dobrze było w Neapolu,
Gdzie przed oknami na prawym przylądku
Widziałem szare więzienie stolicy,
A zaś Wezuwiusz górą, po lewicy.
4.
Błękitne morze pomiędzy więzieniem
A między górą popiołów i lawy
Czekało ciche, aż góra płomieniem,
A konstytucją buchnie wulkan prawy84.
Tak było niegdyś, nim się na Francuzów
Król i Fra diabeł ruszyli z Abruzów.
5.
To jest za króla ruszał się kardynał,
Za kardynałem fradiabelska banda,
Ta rozgrzeszała, rak czerwony ścinał
W imieniu Boga, Papy, Ferdynanda;
Gdy zaś wyrąbał do Kyrie elejson
Litanią świętych, wyręczył go Nelson.
6.
Mówiłbym dalej, ale Pan Podstoli,
Dziady, a zwłaszcza tych Dziadów część czwarta85,
Uczą porządku w opowiadań roli,
Rysując proste ścieżki. Więc do czarta
Mego pegaza86 wyskoki i liczne
Opowiadania semihistoryczne!
7.
Więc do porządku! A jednak mię boli
Dawać odsyłacz do pana Coletty87,
Gdzie opowiada, jak trup Caraccioli88
Z łańcuchem u nóg na morzu... Niestety,
Przyrzekłem trzymać wędzidło na pysku
Apolinowym89. Lecz powiem w przypisku.
8.
A jeśli drukarz znajdzie, że do treści
Z podróży wątkiem zlewa się przypisek,
To go pod strofą poprzednią umieści,
Zmazawszy parę skrzyżowanych kresek,
I nie dozwoli, by za gwiazdek tropem
Czytelnik gonił z Herszla90 teleskopem.
9.
Przypisek winien być pisany prozą,
Lecz ja nie mogę pisać, tylko wierszem.
Kto by pomyślał, że mnie rymy wiozą,
Że sobie konno usiadłem na pierwszym,
A za inną drugi jedzie krok za krokiem,
Rym z parasolem, z płaszczem i z tłumokiem.
10.
Wierzcie mi jednak, że leksza91 od rymu
(Dla śniegów jechać nie mogłem przez Turyn)
Para mnie gnała z Marsylii do Rzymu;
Do Neapolu zaś przywiózł veturyn.
Carozze jego i cabrioletti92
Zalecam wszystkim — zowie się Paretti.
11.
Zalecam nowy hotelik Vittoria,
Który staremu nie ująwszy sławy,
Tak się podzielił famą93, jak cykoria
Wmieszana zgrabnie do mokańskiej94 kawy.
I marmurami, wygodą i luksem
Ze starym idzie, jak Kastor z Polluksem95.
12.
Zalecam także (zostanę Astolfem96,
Bo mój hipogryf97 staje się skrzydlatym),
Zalecam tobie mieszkanie nad golfem98
Na świętej Łucji; a jeśliś bogatym,
Jeśli ci kura nosi złote jaja,
Mieszkaj przy Villa Reale, na Chiaja99.
13.
Dosyć już, dosyć! Wyznaję ze wstydem,
Że pohamować nie umiejąc weny,
Z wieszcza zostanę prozaicznym gidem100;
Ja, com zamierzał wypłakiwać treny
Nad Caracciolim i kląć Ferdynanda,
Dziś piszę, jaka gdzie stoi lokanda101.
14.
Bo też kto dzisiaj jest na stałym lądzie,
A jutro myśli wędrować po morzu,
A pozajutro jeździć na wielbłądzie,
Nie jedząc mięsa, ani śpiąc na łożu,
Chciałby Europę, co mu z oczu znika,
Unieść jak Jowisz przemieniony w byka102.
15.
Jeśli Europa jest Nimfą103, Neapol
Jest Nimfy okiem błękitnym, Warszawa
Sercem, cierniami w nodze Sewastopol104,
Azow, Odessa, Petersburg, Mitawa105;
Paryż jej głową, a Londyn kołnierzem
Nakrochmalonym106, a zaś Rzym... szkaplerzem107.
16.
Gdzieś porównanie podobne w Szekspirze
Na Niderlandach kończy się zamknięte...
Lecz ja wyjeżdżam pod Golgoty krzyże
Po święte myśli i szkaplerze święte.
Więc przed wyjazdem robię ślub niezłomny,
Że będę nieco zabawny, lecz skromny.
17.
A jeśli kiedy mój przyjaciel Szekspir
Na złą myśl zagna rymy buntownicze,
Położę jakiś suspir albo ekspir108,
Z muzyki znaku milczenia pożyczę
I muzę moją w rymowym balecie
Na zakręconym wstrzymam piruecie.
18.
O Neapolu! ty niepożegnany
Czekasz, aż ciebie pożegnam epicznie.
Jak biała Wenus109, urodzona z piany,
Wyszedłeś z morza zapłoniony110 ślicznie
Skrawymi111 słońca zachodniego łuny,
Cichy, pod górą, co ciska pioruny.
19.
O Neapolu, gdzie jest twoja dusza?
— Bo duszą twoją nie jest ruch i życie!
Patrzę na ciebie z grobu Wirgiliusza112,
A ty na niebie i na fal błękicie
Tak roztopiony w zorzy malowidła
Jak upuszczona na brzeg bańka z mydła.
20.
O Neapolu! wieczorne wyziewy
Twym są rumieńcem, twe dymy są tęczą.
Harmonizujesz się tak jako śpiewy
Z ciszą powietrza, twe dzwony nie jęczą,
A twój domami okryty pagórek
Ma białość lekkich na błękicie chmurek.
21.
Tylko po Chiai i po Margelinie
Idą przeciwne sobie dwa rynsztoki,
Rój mrówek lezie i rząd karet płynie,
Wszystko się rusza. Grób wieszcza wysoki
Właśnie tam stoi, dove fa il torso113
Ulica. Z grobu patrzałem na Corso.
21.114
A choć przejeżdżał w prześwietnej osobie
Królewic mały115, choć mu się rój kłaniał,
Jam się nie skłonił, bom siedział na grobie.
Masztalerz116 jechał i kijem rozganiał
Mrówki117 idące w przeznaczenia drogę
Z królewicami... Gdzie? zgadnąć nie mogę.
22.
Choć bardzo lubię filozofię Kanta118,
Gniewam się na nią, że ludzi nie uczy,
Gdzie iść po śmierci. Wolę piekło Danta119;
Właśnie je czytam podług120 nowych kluczy,
Które przyczyną może będą schizmu121,
Mówiąc, że Dant chciał republikanizmu122.
23.
I w poemacie używał języka
Sekretnych związków. A gdy tajemnicze
Kładł majuskule123, to podług krytyka
Na końcu rymu położone B. I. C. E.
Wcale znaczyło co innego w pieśni
Niż Beatricze124. Wam się o tym nie śni!...
24.
A ja dowodzę, że Dant o kochance
Nie śnił, a jeszcze mniej śnił o Vororcie125
Albo Konwencji126 — i nie topił w szklance
Cesarza Niemców, i w piekła retorcie
Nie smażył rządu lepszego, co przyjdzie,
Jak niegdyś Platon127, kiep128, na Atlantydzie.
25.
Z grobowca wieszcza widzę, jak nad głową
Wulkanu księżyc wysunął się biały,
A u stóp góry Castello dell Ovo129,
Zamek podobny do sterczącej skały,
Gmach, co się trzyma przez królewską wolę
W morzu, jak jaje Kolumba130 na stole —
26.
Sczerniał przy fali migającej złocie,
A gdy na niebie szafirowym ze dna —
Gwiazd zapalonych wychodziło krocie
I z okien zamku błysła gwiazda jedna
Czerwona, rubin zamglonych błękitów,
Siostra błyszczących gwiazd u Karmelitów.
27.
O gladiatory131, wydarci ludowi
W godzinie zgonu i mrący na słomie!
Idę powiedzieć o was Chrystusowi
Pod Jego krzyżem, w Jego męki domie;
Idę zapytać głośno w Oliwecie132,
Gdzie się zbudzicie i zmartwychwstaniecie?
28.
I tam, gdzie Chrystus zapłakał sam w sobie,
Z oliwy bladej gałązki rwać będę,
A jeśli znajdę, że już śpicie w grobie,
Liściami płaczu posypię tę grzędę,
Pod którą będzie cichy sen grobowy,
Kości bez czaszek i trupy bez głowy.
29.
O bracia moi, łańcuchami zbrojni,
O, nie targajcie wy się jak w rozpaczy!
O bracia moi, bądźcie wy spokojni!
Słońce was jutro po kratach zobaczy
Bledszych wilgocią, strawą i myślami,
A ja was żegnam... Niech śmierć będzie z wami!133
30.
Żegnam i ciebie, o garsteczko prochów
Leżąca zawsze pod laurem klasycznym;
Turkot powozów z Pauzylipu lochów134
Woła pod tobą hymnem romantycznym,
Że sława przejdzie, a bryki nie przejdą,
Że ta bryk droga jest wieku Enejdą...
31.
Most pod Tamizą135 jest kupców Iliadą —
I wiele będzie do sprzeczki powodów,
Czy jeden Rotszyld, jak wieszcz nad Helladą,
Czy też brzęczących kompania rapsodów136
Autorem mostu, gdzie w oknach przez szyby
Anglikom się w twarz przypatrują ryby.
32.
Lecz niech mię ciemność Erebu137 ogarnie,
Jeśli okłamię Pauzylipu grotę.
W ciemny korytarz spadają latarnie
Jedna za drugą, jak gwiazdeczki złote.
A tam, gdzie nikną i gdzie ciemność krucza,
Światło dnia wpada jak z dziurki od klucza.
33.
I jeszcze wyżej wzniósłszy się na duchu,
Powie ci muza w opisaniach szczytna,
Że na uwitym z latarni łańcuchu
Zawisła mała gwiazda dnia błękitna,
A w tej gwiazdeczki lazurowym łonie
Rodzą się ludzie, powozy i konie.
34.
Rodzą się, rosną i w latarni błyskach
Idą, większejąc, długim korytarzem.
Jeżeliś nie był w romantycznych spiskach,
A jesteś przyszłych wulkanów malarzem,
Tu, nie lękając się dyb i powroza,
Zbieraj modele, jak Salvator Rosa138.
35.
Lecz chodźmy w miasto! Już księżyc wysoko,
A golf ubrany latarni przepaską.
Stolico! gdzie nikt nie myśli głęboko,
Gdzie zabroniono nawet myśleć płasko,
Niech twój rząd stworzy jakie słowo święte
Na niemyślenie, jak na far niente139!
36.
Dyjogenesów140 lud rynki zasiada.
Czego chcesz? — pyta Wolność lazarona141:
Zejdź z mego słońca — nędzarz odpowiada.
Jeżeli nie ma karlinów142, to skona
Z głodu i pójdzie do łódki, gdzie Charon143
Dusze przepławia... Wolność? czy lazaron?
37.
Wolność!... Już dla niej uszyto symarę144
Z gazet „Giovine Italia”145... Lazaron
Będzie żył, póki ma frutti di mare146,
Niebo błękitne i żółty makaron,
I koszyk, w którym leży jak ostryga.
Pytasz się, co w dzień porabia? Dościga...
38.
A młodzież lepsza, co ma grosz w kieszeni,
Tytuły contów147 i w oknach firanki,
W cieniu dopiero się ledwo zieleni...
Kto temu winien? — Neapolitanki...
One to winne, że się lud nie budzi;
Bo kto z młodzieży umie robić ludzi?...
39.
Ja wiem, że wiele winienem kochance148;
Sama po włosku uczyła mnie czytać,
Improwizować (ale nie przy szklance),
Brwi smutnie marszczyć, we śnie płakać, zgrzytać,
Na Archipelag uciekać po laur
I awantury — jak Korsarz i Giaur149.
40.
Ona uczyła mię chodzić, jak scenarz
(Lepsze niż aktor słowo niech zostanie);
Wmówiła we mnie, że zamiast „Ojcze-nasz”
Lepszą modlitwą... księżyco-wzdychanie;
Dziś mię nawraca bez żadnego skutku
Na katolicyzm... Mam religię smutku.
41.
I odpisałem... Co? już nie pamiętam —
Coś odpisałem, lecz nie tak gorąco
Jak Russo150 ani tak sucho jak Bentham151:
„Jako dwie skały, kiedy je roztrącą
Strumienie rzeki, choć je nurt rozdziera,
Patrzą na siebie niebem” et cetera152.
42.
I znowu wspomnień pieśń dzika, echowa
Zagrała w sercu i łzy moje płyną.
O Ludko!153 dziecka kochanko, bądź zdrowa!...
Jeżeli kiedy pod tą jarzębiną,
Co nieraz kładła koralowe grona
Na twoje włosy, siądziesz zamyślona,
43.
Jeżeli książkę położysz przy sobie,
Jeśli szalona ta pieśń z tobą będzie,
Kart nie odwracaj... bo nim spocznę w grobie,
Będę ci śpiewał jak mrące łabędzie154,
Tak nieśmiertelnym płaczem, że raz jeszcze
Łez brylantowych osypią cię deszcze.
44.
I łzy się żywe rozbiegną po łonie155,
I strumień palce różowe otworzy,
Jeśli spłakaną twarz ukryjesz w dłonie.
Ja wtenczas będę spokojny, jak w zorzy
Gwiazda niknąca blady — lub z obliczem
Pełnym promieni boskich... albo niczem.
45.
Jednak jeżeli Ten, co jest na niebie,
Słyszał o słońca mówione zachodach
Modlitwy moje, wszystkie nie za siebie,
A tak rozlane na świat, jak na wodach
Mórz lazurowych rozlewał się cały
Krąg tonącego słońca — skrawo biały...
46.
Jeśli Bóg wiedział, jak mi było trudno
Do tego życia, co mi dał, przywyknąć
I nie przeklinać... i drogą bezludną
Iść po tym świecie szalonym, i niknąć,
Co dnia myśl jedną rozpaczy zaczynać,
Myślą tą modlić się... i nie przeklinać,
47.
Jeśli i Boga nie zwiodła udana
Spokojność moja, ta Chrystusa szata,
Krwią poplamiona i drugi raz wdziana
Na duszę pełną bólu... i ze świata
Uciekającą na chmurach jesiennych
We dnie tak smutne, jak noce bezsennych —
48.
To mojej duszy dobytej z popiołów,
Da wiele ciszy; i na jaką bladą
Gwiazdę do smutnych krainy aniołów
Przeniesie senną. „Trupi prędko jadą” —
Mówi poeta ballad w Leonorze156,
Więc na niemieckim chciałbym siąść upiorze
49.
I ruszyć w podróż; bo się pieśń przewlecze
Niejedną jeszcze przerwaną ideą.
Jutro kurierem wyjeżdżam do Lecce157,
Jutro więc zacznę śpiewać Odysseą,
Albo wyprawę o Jazona runach158 —
Na nowej lutni i na nowych strunach.
Pieśń trzecia. Statek parowy159
1.
Na morze statek wyleciał parowy;
Wre para, słychać dźwięk żelaza szklanny...
A jako z płaskiej wieloryba głowy
W niebo srebrzyste tryskają fontanny,
Tak spod okrętu młyńskim bita kołem
Wytryska piana, a dym leci czołem.
2.
Jeszcze nie rzucę porównania, chyba
Słów mi zabraknie. Ogień wre zamknięty
W drewniano-smolnym łonie wieloryba,
A jako niegdyś płynął Jonasz160 święty,
W łonie okrętu bez desek i miedzi,
Wesoło, w licznym towarzystwie śledzi,
3.
Zapewne nieraz śmiejąc się z kłopotu
Trafionych fląder, ostryg i czefalów161,
Tak nasz kapitan i wódz paketbotu162
Z pasażerami jak z tłumem wasalów,
Otyły, wesół, dowcipny i mądry
Nas ma za śledzie, ostrygi i flądry.
4.
Tu majtek rudel163 obraca mosiężny.
Dalej zantejski164 sędzia i sędzina,
A między nimi synek niedołężny,
Sędziątko z twarzą zwierzęcą kretyna,
Może przekleństwo jakiego klienta
Ubrane w takie ciało jak zwierzęta.
5.
Zdziwiony patrzy na okręt i twarze,
Nie wie, co znaczą łzy na matki licu,
Nie wie, że przezeń Bóg rodziców karze.
A nam widniejsze góry na księżycu,
Morza przy górach i na morzach statki,
Niż temu dziecku łzy na oczach matki...
6.
Kapitan krzyknął Wirgilem: „Et tantae,
Tantaene divis coelestibus ira?”165
Na to się podniósł graf166 Solomon z Zante,
Poeta grecki; ucho mu rozdziera
Zmiana wyrazów i kradzież średniówek;
Więc chciał poprawić — lecz żałował słówek.
7.
Może też słabość; bo prędko rękoma
Wziął się za serce i na dwóch lokai
Głośno zawołał nazwiskami dwoma;
Bo skoro tylko jeden się narai,
Zaraz poeta na drugiego krzyczy,
Aby wiedziano, że dwóch w służbie liczy.
8.
Wielki poeto! Jako między skały
Rzucony Tytan167, tak ty w puchowniczki
Strącon słabością; a twój surdut biały
I glansowane białe rękawiczki,
I twój z usłużnych lokajów paszalik168
Świadczą, że jesteś coxcomb169 lub migdalik.
9.
„O! znam ja ciebie, której ręka trzyma
Miecz w piorunową uzbrojony jasność;
O! znam ja ciebie, skrwawymi oczyma
Na świat patrzącą, jak na przyszłą własność...”
Z takim to niegdyś do Wolności żarem
Przemówił ów graf — i został Pindarem170.
10.
Gdy go raz wieńcem uwieńczyła oda,
Mówią, że dzisiaj co napisze, spali;
Mówią, że wierszy popalonych szkoda;
Mówią, że wszyscy wieszcze przy nim mali.
Szkoda, że zamiast wiersze chować w szafę,
Czyni z nich co dzień pan graf autodafé171!
11.
Przy tym poecie, co był tak ognistym
Wewnątrz, a z wierzchu drżał jak galareta,
Siedział na środku w krześle rozłożystym
Senator, starzec z twarzą Epikteta172,
Z uśmiechem słodkiej starości na twarzy,
Z podagrą w nogach, z tłumem sekretarzy.
12.
Jeden sekretarz był jak kropla wody
Podobny... Muzo, cyt! niechaj opinia
Żadna i żadnej nie poniesie szkody.
Taki był pokład. Dalej biała linia
Od indywiduów oddzielała masy,
To jest podróżnych, ale drugiej klasy.
13.
Tam pod żelazną kolumną komina
Siedział Grek w czapce czerwonej i Turek,
Wzajemnie dymy rzucając z bursztyna,
A między nimi z tłumoków pagórek
Żółtych i czarnych — a koło tej góry
Kuchnia, kuchciki, kucharze i kury.
14.
Przy piersi matek rozpłakane dzieci,
Przy bokach starców stoją flasze z gliny;
Czasem iskierka czerwona wyleci
Z czeluści statku i pomiędzy liny
Błąka się długo, nim zagaśnie smutna,
Nie doleciawszy pod namiotu płótna.
15.
Nad pierwszą klasą cień i lekkie chłody,
Nad drugą klasą cięży jakaś para
I komin sypie deszczem wrącej wody.
Proszę! za czworo nędznego talara
Można uniknąć piekła... ale za to
W Paryżu nazwą cię arystokratą.
16.
Miło tak płynąć w tym okrągłym świecie
Po morzu cichym, jasnolazurowym.
Wkrótce choroba z pokładu wymiecie
Tłum pasażerów i zostawi zdrowym
Odgłos dalekiej po salonach czkawki,
Rozległy pokład i bezludne ławki.
17.
Cicho. Dzień cały po błękitach bije
Okręt kręconą machinami skrzelą.
Już zbłękitniało Korfu173 — już się kryje;
Już się fortece Santa Maura174 bielą,
A z drugiej strony przedzielona żwirem
Forteca Turków w górach pod Epirem.
18.
Ta ani w buńczuk175 ustrojona koński,
Ani w błyszczące pióro półksiężyca,
Cicha jak kamień; kiedy zamek joński,
By176 ustrojona do ślubu dziewica,
Ma kwiat na głowie, tysiąc iskier w oku,
Bukiet z latarni portowej u boku.
19.
A niech wie każda poetyczna Laura,
Każda sawantka177 z twarzą bardzo bladą
I księżycową, że ta Santa Maura
W starożytności zwała się Leukadą.
I pod błękitnym unosi obłokiem
Skałę wsławioną biednej Safo178 skokiem.
20.
Znałem... lecz, szczęściem, uleczoną z żalu,
Safonę179 bardzo podobną do greckiej.
Ta się, nieszczęściem, kochała w Moskalu,
A Moskal zginął na wojnie tureckiej;
Ta poszła zabrać na warneńskim polu
Zwłoki, a uszy — w Konstantynopolu.
21.
Smutna, ubrana w kwiaty sympatyczne,
Poszła nieszczęsna na brzegi Marmora,
Kędy osobne biuro statystyczne
Liczyło uszy z rana do wieczora
I oddzieliwszy od niezgrabnych zgrabne,
Nizało sztucznie na sznurki jedwabne.
22.
I przyszła sama, smutna jak Armida180,
I rzekła z płaczem: „Oddajcie mi skarby!”
„Jakie?” — rzekł gruby emir181 bej Raszyda.
Chciała powiedzieć, lecz rumieńca farby
Zeszły na twarzy płaczącej dziewczynie,
Bo nie znalazła frazesu w Korynie182...
23.
„Wróćcie mi, wróćcie!” — i znowu zamilka,
Patrząc na skarbów zniżany półpluton.
Zrozumiał emir i dał sznurków kilka,
I gładząc brodę, śmiał się jak bóg Pluton183;
Śmiał się, zważając na prośby szalone
Orfeuszowskie184, co prosił o żonę
24.
I musiał piekłu grać, jak Paganini185,
Na jednej strunie cały płaczu kwartet.
Ale powróćmy do naszej bogini:
Chciała z rozpaczy umrzeć broken-harted186,
Więc wiodła ciągłą z doktorami sprzeczkę
O krwi troszeczkę i jeszcze miseczkę...
25.
Skało Leukady tykająca nieba!
Śmiej się echami grot tłuczonych falą
Z lancetów, mdłości i pigułek z chleba!
Noc bezmiesięczna187 i gwiazdy się palą;
Sam na pokładzie, wichrem bity, blady,
Płynę przy skale nieszczęsnej Leukady.
26.
Piana pod piersi okrętu się garnie,
Stukanie pompy jak dźwięk idzie rymu;
Na maszcie statku błyszczą dwie latarnie
Pod obłokami kirowego dymu;
Zda się, że światła te, zamglone sadzą,
Okręt w krainę piekielną prowadzą.
27.
Te same gwiazdy i ta sama skała,
To samo morze! Lecz gdzież na tej skale
Postać kochanki pogardzonej biała188
Jak drugi księżyc? gdzie? Tu — o dwa cale,
Pod tą podłogą, gdzie lampa się pali,
Safo śpi jakaś sama w kobiet sali...
28.
Raz tylko wyszła na pokład i słońce,
Siadła na ławce, spojrzała w błękity
Tak mglistym okiem, że się zeszły końce
Rzęs długich, czarnych — i wzrok był przykryty
Cyprysem oczu; nie spojrzała w żadną
Twarz na pokładzie. Kiedyś była ładną.
29.
Zniszczył ją smutek. Smutna poszła w ciemność
Na dno okrętu, a z wierzchu mówiono,
Że tę kobietę dręczy niewzajemność,
Że przed miesiącem była mniej niż żoną,
Więcej niż... diabła! niech dokończy zycer189...
Że ją angielski porzucił oficer.
30.
Mój czytelniku, uderz się ty w piersi!
Bądź na pokładzie okrętu w noc ciemną
Przy skoku Safo, a będziemy szczersi.
Ja ci opowiem, jaki cień był ze mną
W ciemnościach nocnych... co ze mną tułaczem
Biegło po morzu z przekleństwy i płaczem.
31.
Sumienie moje niewidome190 światu,
Jak nereida191 wyszło z morza głębi,
Na czole pełne liliowego kwiatu,
I znów jak Wenus na wozie gołębi
Leciało między gwiazd sferami śliczne,
Półchrześcijańskie, półmitologiczne.
32.
Bo przez noc całą tak ciemną i mglistą
Co robić? — serce własne gryźć i kąsać.
Trzeba nareszcie zostać panteistą192,
Poznać się z duszą natury i pląsać
Z czarownicami, co się stają widne193,
Podług strawności piękne lub ohydne.
33.
Ave Maria!194 Już rosy brylanty
Sypią się z nieba i niebo różowe.
Już przypływamy i nad czołem Zanty
Widać fortecy uzbrojoną głowę
W niebie nad miastem. Już wychodzą różni
Na pokład statku zmytego podróżni.
34.
Ten pije kawę, ów rozciąga członki;
Wszyscy się zdają rozrastać jak krzewy.
(Nasze by damy mówiły koronki).
„Bonjour!”195 — tak do mnie akcentem z Genewy
Przemówił młody Zantejczyk, figura
Przez lat dwanaście kształcona na jura196.
35.
Przez lat dwanaście uczona w Genewie,
Z dala od ojca, matki i ojczyzny...
Może, czy wszyscy jeszcze żyją — nie wie,
Może nie pozna pod śniegiem siwizny
Zmienionych twarzy. Nim został studentem,
Jechał, dziś wraca tym samym okrętem...
36.
Te same deski, co go dzieckiem niosły197,
Dziś odnosiły do domu człowiekiem.
Gdyby tak drzewom przypomnieć, że rosły,
Toby się sęki zasklepione wiekiem
Same otwarły, przez kory szczeliny
Niepowstrzymanych łez lejąc bursztyny.
37.
Ale ten człowiek był jako Ilissos198
Pod Atenami — bez fal i bez wody;
I ten sam statek, ten sam „Heptanissos”199,
Co go odnosił w rodzinne zagrody,
Dla niego prostą był tylko machiną,
Na której ludzie za pieniądze płyną.
38.
Z jakiejże gliny byli ulepieni
Ci, co wracając na ziemię ojczystą,
Padali czołem na czoło kamieni,
Całując ziemię chwastami nieczystą,
Zimną... co nieraz, nim usta oddarli,
Na głazach ziemi całowanej marli!...
39.
Ojczyzno moja! może wszyscy wrócą
Na twoje pola, ale ja nie wrócę!
Śmierć — lub to wszystko, co mi losy rzucą200
Na kamienistej drodze życia — płuce
Ogniem pożarte, widziane oczyma
Sny straszne twarzą: wszystko mię zatrzyma!
40.
Wszystko mię wstrzyma w obcej ziemi łonie
Umarłym, może jedną chwilę wcześniej
Niż zmartwychwstanie twoje, o Syjonie201,
Jerozolimo, trapiona boleśniej
Niż gród Chrystusa!... A gdy na twą grzędę,
Ojczyzno, inni powrócą — spać będę.