AKT III
W domu Regimentarza. Wchodzą REGIMENTARZ, SAWA i KSIĘŻNICZKA.
REGIMENTARZ
Czas teraz, mospanie256 Sawo,
Czynnie zająć się wyprawą
I buntowi uciąć głowę.
Czas pokazać w ciemnym jarze
Wielkie miecze koralowe,
Jak dawni regimentarze
Ukraińscy i podolscy.
Czas pokazać, żeśmy polscy
Posiadacze tej krainy,
Choć bez hełmów i kirysów257;
To wszakże nie do pierzyny
Tylko i nie do kieliszka;
Ale naszych cór, narcysów,
Na świętego klnę Franciszka!
Nie damy chłopom za żony.
Syn mój, wziąwszy dwa szwadrony,
Przed nami zamiata pole
I pewnie się na rosole
Rusałczanym nie rozpieści...
A sądzę, że lada chwila
Od Gruszczyńskiego nam wieści
Nadlecą — pewnie się stary
Na erudycją258 wysila
A szablicą259 przygasza pożary.
Do księżniczki.
Ty zaś, moja piękna Parko260,
Wiń nam żywota przędziwo261.
Gdybyś była sprawiedliwą,
To bym cię regimentarką
Ogłosił na kraj okolny262,
Gdy sam jako hetman polny
Po rosie w pole wyjadę...
Ale panienka ma wadę!
Ma wadę; pierścionki gubi...
Kto taką stratną poślubi,
To kiep263...
KSIĘŻNICZKA
spozierając264 spod oka na Sawę.
Czy słyszy pan Sawa?
REGIMENTARZ
On się jeszcze rozpoznawa265,
Ale nie zna się na tobie,
Boś ty mu ni siostra, ni żona...
Cóż? tęskno ci bez Leona?
Ślubny wam dzień przyozdobię
I wyjaśnię wam świetlicę
Łbami Kozaków na tyce.
KSIĘŻNICZKA
Tateczku... A czy pan Sawa
Będzie pochodnią w lichtarzu266?
REGIMENTARZ
gładząc ją pod brodę
Cóż to, mój regimentarzu?
Jaka ty już w myślach krwawa!
Ledwo dzisiaj na urzędzie
A już rączki masz łabędzie
Zajęte głów zdejmowaniem?
KSIĘŻNICZKA
Owszem, chciałabym rozdawać.
REGIMENTARZ
Cicho! Bądź z uszanowaniem...
Widzisz, Sawo, te ptaszęta
Trzeba śmieszkami napawać.
Na żartach się nie poznawać;
To one swem267 świegotaniem268
Przez różne szpaczków talenta269
Smętny czas, grożący nocą,
Żywo po anielsku złocą,
I zdaje się, gdy świegocą,
Że ta ziemia cała gajem
Zielonym, gwiazdą i rajem;
Gdzie za teatru kurtyną
Ludzie lepsi za kraj giną.
Wchodzi PAFNUCY z pałaszem Gruszczyńskiego w ręku.
Cóż to znowu za szlachcic obdarty?
PAFNUCY
Od Gruszczyńskiego przychodzę.
REGIMENTARZ
A Gruszczyński?
PAFNUCY
Pozostał na drodze.
REGIMENTARZ
Powiedz wszystko i bądź z nami otwarty;
Tobie z oczu nieszczęście wyziera.
Umarł starzec? czy umiera?
Czy przez chłopstwo gdzie w sztuki rozdarty?
PAFNUCY
Jasny panie, posłuchaj cierpliwie
A uderzę ci chrapliwie
(Tak, że zadrży serce mężne)
W nieszczęścia trąby mosiężne.
Wczoraj, panie, po twym liście
Otrzymanym starzec biały
Ruszył się jak lew ogniście,
Gotów targać świat w kawały.
«Co, ja tchórz?» — krzyczał — «ja, stary
Rotmistrz270 służący za Sasów?
Mnie każą wychodzić z lasów?
W twarzy i w gestach Regimentarza widać zadziwienie.
Ciągnąć przez lochy i jary?
Gdzie ledwie węże się toczą
Po kwiatach wstążką błękitną?
Gdzie rzezunie nas otoczą,
Z gór wystrzelają, w pień wytną
I głowy nasze na tykach
Postawią żonom przed oczy...»
Tak krzyczał, a na uboczy271
Przy gwiazdach, wielkich świecznikach
Srebrnych, które ogonami
W niebie wisiały nad nami,
Zwierzyć się przede mną szukał
Z omenów272, jak mu do dworku
Po trzykroć Chrystus zapukał
We drzwi, dwakroć we śnie zastał,
A raz zastał na paciorku;
Tak, że po stukaniu nastał
Wielki strach, i czeladź273 cała,
Matka, nawet dzieci drobne,
Owo stuknięcie żałobne,
Groźne, po którem nastała
Cisza w domu i na dworze,
Wzięli za stuknięcie boże.
«Jakoż — mówił do mnie stary —
Była to dla mnie nauka,
Abym poszedł pod sztandary,
Bo Pan do drzwi moich puka,
Pokazuje w kraju łodzi
Tonące ludzie w rozpaczy;
I sam w domek zajrzeć raczy,
Sam po rycerza przychodzi».
«Jakoż» — mówił — «mam ufanie,
Że na werbunku274 nie zginę».
To, jaśnie wielmożny panie,
Z jego ust słyszałem wczora275,
Potem swoję276 mi dziewczynę,
Służkę u twojego dwora277,
Polecił: i wnet z lewady
Pod rosę i księżyc blady
Ruszyliśmy, czyniąc pilny
Marsz, ażebyśmy o wschodzie
Przeszli cicho jar mohilny,
I o irdynieckim brodzie278
Zachwycić mogli gdzie wieści...
Rano... (Ach, panie! w boleści
Mówić nie mogę!) nad rankiem,
Pod brzóz już ostatnich wiankiem
Jeszcze się zatrzymał stary,
Jeszcze mi tam swoje mary,
Swoje sny i wizje chore,
Oraz starca Wernyhorę
Z wróżbą o dwóch chorągiewkach
Przypomniał. A w leśnych drzewkach
Był dziwny z powieścią związek,
Jakieś szeptanie gałązek,
Szmery stłumione półgłośne;
Jakby śpiewania żałośne
Przez duchy tych drzew czynione
Na kwietnem279 lewad wybrzeżu,
Jakby po starym rycerzu
Jakieś głosy utęsknione,
(Które jeszcze w uchu słyszę)
Radzące staremu na ciszę
I spoczynek... Wtem z rozłogów280
Podniosło się słońce złote,
Na kształt mojżeszowych rogów
Ubrane w ogniste słupy;
I wiodło nas na robotę
Mieczową, którą już kupy
Kawek i wron, i szulaków281,
Zwite koło naszych znaków
Czarną koroną piekielną,
Okrakały za śmiertelną.
Rota282 za rotą sprawieni,
Wszyscy dobrzy przyjaciele,
Jechaliśmy — on na czele
Z chorągwią... I w jar ów głuchy
Pełny deszczowych strumieni,
A po ścianach czarny, suchy,
Bokami słońcu zakryty
Wjechaliśmy, tak że słońce
Ozłociło nasze kity
I same sztandarów końce:
A ciemność jaka w kościołach
Panuje, grobowej bliska,
Na naszych leżała czołach;
Gdyśmy przez te uroczyska
Ciągnęli, żując myśli surowe;
I tylko kopyt iskrzyska,
Gdyśmy podkowa w podkowę
Za naszym wodzem lecieli,
Albo blask od karabeli283,
Swoje ognie piorunowe
Na ciemne jary te kładły;
Jakby tam furie284 u skały
Z ognistymi prześcieradły285
Na nasze ciała czekały,
Tych ludzi mających ginąć
Gotowe w płomień owinąć.
Około dziewiątej rano
Przyjechaliśmy nad duże
Serca wód, wielkie kałuże,
Stawek, gdzie nam po kolano
Woda oraz grząskie błoto
Lgnące pętało rumaki...
Tam starzec z chorągwią złotą,
A za nim pomniejsze znaki
Wbrodziły... A wody śpiące
W srebrne się wielkie miesiące
Rozeszły; jakby, o panie!
Niosąc nasze pożegnanie
Ojczyźnie gdzieś stojącej na brzegu...
Bo wtem, nie strzegąc szeregu
Ładu i żadnej komendy,
Przyszedłszy nie wiedzieć którędy,
Pokazał się lud gruszczyniecki.
Ci się wężowymi stecki286
Zlewali z gór na Polaków;
Ci się z jałowcowych krzaków
Ukazali, strasznej cery
Podpiłej... sinozielonej.
Rzekłbyś, że na ziemi onej
Jałowców ciemne ogrojce287
Przeradzają się w siekiery,
W noże i w spisy288, i w zbójce289...
Że te straszne jaru ciemnie
Całe się krwią zarumienią,
I wyreżą się wzajemnie290,
I w dwie mogiły zamienią...
Że ze srebrnego jeziorka
Zrobi się teatrum291 nowe,
Na którem śmierć jak aktorka
Swe tragedie purpurowe
Będzie odgrywać w ciemności;
Krwawe sztandary pozwiesza,
Ludzką kość do wilczej kości,
Ciała ludzkie z psimi ciały292
Ohydną ręką pomięsza;
I temu, co trupy wskrzesza
A niebios jest gospodarzem,
Takim okropnym cmentarzem
Ta ohydna monarchini,
Mająca świat w panowaniu,
Przy wiekuistem293 wskrzeszaniu
Litość albo strach uczyni
I horror... Pierwszy Gruszczyński,
Obejrzawszy gór załogę
I cały lud ukraiński,
Któremu nie mógł podołać,
Kazał długo i na trwogę
Żałośnie w trąby zawołać;
A dotąd nie wiem, na kogo
Wołał — trąb serdeczną trwogą
I tem tak żałosnem graniem?
Bo mu góry z urąganiem
Odpowiedziały o męstwie
Próżnem294, gdzie moc taka wroga...!
Więc sądzę, że Pana Boga
O swojem295 niebezpieczeństwie
Trąbami on zawiadamiał;
Więc sądzę, że pierwej duchy
Na powietrzu gdzieś rozgramiał
I bił o anielskie słuchy
I był w niebie, nim na świat powrócił,
Porwał sztandar i na wrogi296 się rzucił.
I z białą głową odkrytą
Leciał gnany naszym gwarem
I krzykiem... (a nie słowiczy
To głos, kiedy szlachta krzyczy,
Pędząc zbrojna do ataku!)
Już wódz na czele orszaku
Dobył się z grząskiego błota,
Już koń się wspinał na brzegu,
Już chorągiew wielka, złota
Burczała, już rąbać zaczynał
I powietrze już zarzynał
Jęczące od szabli zamachu.
Wtem stanął i bladość strachu
Twarz mu oblała i rosła,
Z ust próżne wypadły dźwięki,
Sztandar złoty wypadł z ręki,
Miecz na tasiemce zawisnął;
A krew, co się wprzód podniosła
Tak, że rumieniec wytrysnął,
Wróciła trwożna do łona,
I bladość straszna, zielona,
Bladość, co nigdy na Lachu
Nie występuje — ohydna!
Bladość, która w nocy widna
Na złodzieju, bladość strachu
Zielona i ołowiana,
Pierwszy raz wtenczas widziana
Przeze mnie na polskiej twarzy,
Przeraziła nas husarzy
I mróz nam przeszedł przez kości.
Bośmy się zlękli bladości
Takiej czarnej, ołowianej,
Na twarzy wodza widzianej.
Bo ta przy srebrnym warkoczu
Twarz biała jak u komety,
Bo w twarzy te węgle oczu,
W oczach te wzroku sztylety
I krwią, i ogniem czerwone,
Gdzieś na powietrzu utkwione,
Wylatujące z rozłogu,
Gdzieś utkwione... jakby w Bogu,
Dziś widzę...
Teraz was proszę
Jeszcze o chwilę cierpliwą,
Bo starca pałasz przynoszę;
Więc i mękę jego żywą
Mymi słowy wszczepić muszę
Jego mścicielowi w duszę.
Niech tego ojca obraza
Przejdzie w serce, w dłoń człowieka;
Niech ten kawałek żelaza,
Który rdza wieków powleka,
Znajdzie tu ręce gorące.
I niech te umierające
Stare tureckie turkusy,
Gdy je polskie ręce chwycą,
Znów swe oczy rozbłękicą.
Niech tej klingi297 kolor rusy298,
Gdy nią człowiek krzyż uczyni,
Znów swoję twarz rozrubini,
Jak piorun polskich pałaszy,
I świat krzyżem czerwonym przestraszy.
REGIMENTARZ
Zawiesiłeś nas ciekawych
Nad przepaścią pełną strachu
I widm jak upiory krwawych.
PAFNUCY
Mówiłem wam, że w zamachu
Szabli, lecąc na gromady,
Starzec, stanął... Stał się blady,
Głuchy, jakby skamieniony299,
Wysoko gdzieś zapatrzony,
Jak na kruki, jak na wrony,
Na słońce i na niebiosa,
Na anioły i na Boga.
A na niego szedł las wroga,
Gromada spis złotowłosa;
Las niby jakiś bez liści,
Który słońce rozogniści300
I na wierzchołkach oświeci;
Las w środku pełny zamieci
Od mgieł zawiany posępnych;
Las tajemnic niedostępnych
Z girlandą ognia na głowie;
A w tej girlandzie, o! Boże!
Słuchajcie, mości panowie!
I dajcie też Wernyhorze
Świadectwo, że widzi, co gada:
Pośród spis dwoje główeczek.
Jedna i druga tak blada,
A tak utkwione na tyce,
Że z tych dwojga dzieciąteczek
Były dwie płonące świéce301
I dwa umarłe księżyce
Śród straszliwego ogrojca;
Dwie główki ścięte po szyje,
Szły prosto, prosto na ojca,
Jakby wiosenne lilije302
Na krwawym zabójcy grobie;
Zda się, ucieszone obie
Tem wielkiem303 egzaltowaniem,
Tym powietrznym mogilnikiem304,
Tą wolnością i lataniem;
Tem żelazem, co w nie tonął,
I z główek wyszedł ognikiem
I palił się na wietrze i płonął
Jako świętych serduszek oferta.
Kto wam to lepiej naczerta,
Nie wiem? Do ojca szły ręki,
Niby żebrać o niebieskie zasiłki;
A ja sądzę, że mogiłki
Prosiły go i trumienki...
Lecz on! Gdy te dziatki ścięte
Ujrzał... i te spis wierzchołki!
I wprzód pomyślał: aniołki!
A potem: że wniebowzięte,
A potem: że już zarżnięte,
Pomyślał... To, mości panowie,
Włos mu biały wstał na głowie;
W zupełne wpadł obłąkanie,
Pokazał na te świeczniki,
Ręką nam pokazał na nie
I bełknął: «Moje chłopczyki»,
I nic nie mógł mówić więcéj305,
Bo w usta mu sto tysięcy
Pereł upadło... A wtedy
Jeden z nas krzyknął: «Mospanie!
Na potem domowe biedy!
Na potem po dziatkach płakanie!
Teraz wrogom stawmy czoło,
Nim otoczą nas wokoło
I wytną na tej moczarze...»
To rzekł ów głos, a zaś starzy husarze
Pewni byli, że im zemstę poruczy306.
Ale starzec cały w gniewie
Krzyknął: «Któż to mię tu uczy?
Czy to wasz komendant nie wie,
Skąd mu brać w rozpaczy radę?
Oto mój tu pałasz kładę» —
Rzekł i rzucił ten miecz goły —
«Tu mi stać, bo ja pojadę
Po dziatek moich popioły,
Po te krwawe jarzębiny
I po domowe nowiny.
Choćbym miał przed moje chłopy
Rzucić się, lizać im stopy,
To wyproszę je od krzyża
Te główki, które wiatr piecze;
Wszakże to resztki człowiecze!
Których świętościom ubliża
Pogrzeb taki bez szacunku,
Takie urąganie z ciałek,
Taki mięsiwa kawałek;
Ten z boskiego wizerunku
Łachman zatknięty na dzidę
I na strach pokazywany,
Oczom ludzkim na ohydę,
Berberysem krwi skąpany,
Którego kruk Kozakom zazdrości».
To rzekł i pełen żałości
Pojechał... I wnet go czernie
Oblazły wkoło jak mrówki.
Z gestu widać, że niezmiernie,
O swoje maleńkie główki
Starzec prosząc, spuścił z tonu,
Z gestu widać i z pokłonu,
Że pokorę wielką kłamał,
Że zupełnie się tam złamał
Ów szlachcic pod ręką bożą.
Podjechałem wtenczas bliżéj307
I słyszałem, że go trwożą
Główek tych niezdjęciem z krzyży
I pogrzebem ich nieświętym,
O domie mówią wyrżniętym,
O krwi, mordach, o płomieniu;
Nareszcie o żony zlężeniu308
I powiciu szczenięcia.
Wtenczas rękę jak do cięcia
Podniósł z miecza obnażony,
I cały wstydem czerwony...
Bo i starość ma wstyd swój dziewiczy
I pudorem309 się różanym maluje,
Gdy kto świętość jej roztajemniczy,
Krzyknął: «Hycle! pomorduję!
Wytnę w pień! szelmy! gadziny!
I nieba fundament siny
Krwią czarną waszą zamażę!
Gdzie szabla? Gdzie moi husarze...?»
Krzyknął obłąkany cały;
Obejrzał się... i stał się biały
Jak trup... Łzawić się zaczął i ślinić,
I ogłupiał, i nie wiedział, co czynić.
Wtenczas jeden sotnik310 stary
Rzekł do niego: «Hej, Lachu i kumie!
Wydaj rozkaz, szczob tyje huzary311
Ze szkap zlazły, taj w jeziorka się szumie
Nie kąpały, a na łaskę zdały się...»
Słysząc to, oczy tygrysie,
Jasne, starzec w chłopy wlepił
I oczyma ich oślepił,
Jakby słońcami tej ziemi,
Słońcami obłąkanymi
We krwi, w płomieniach i w grozie,
I rzekł: «Więc mię na powrozie
Jak psa, pany gospodarze,
Wiedźcie przed moje husarze,312
Gotowe niosąc siekiery.
A jako znacie, żem szczery,
Tak i przed śmiercią nie zdradzę,
A wam szlachtę tu sprowadzę
I pod siekierami będę
Ostatnią dawał komendę».
To rzekł: a jemu pod boki
Włożywszy mordercze piki313,
Tak, że zdawał się wysoki,
Jako dawne męczenniki314,
Jak Chrystusowe sztandary,
Zbliżać się ku nam ów stary:
Chłopstwo go tak, pewne zdrady,
Wiodło przed własne szeregi.
Ale oczy, nasze szpiegi,
Poznały, że starzec blady
Z chłopstwem się czarnem315 nie kuma,
Ale żywota ostatki,
Swój dwór wyrżnięty i dziatki
Bogu na ofiarę składa
I sam też o palmach duma.
Lecz męczeńskich... O czem chłopstwa gromada
Nie wiedziała, nie znając Jezusa.
Jakoż śród tych dzid obrusa,
Jak na chuście Magdaleny,
Słońce tej okropnej sceny,
Słońce jasne, jego głowa
Spokojna a purpurowa
Od męki cierniów serdecznych,
Jakoby w kręgach słonecznych
Dziś mi przed oczyma staje.
Dał znak, by ucichły zgraje
I zamodlił się sam w sobie...
Nagle! W tem sercu, w tym grobie
Całej nieszczęsnej rodziny
Jakieś głosy wielkie, mężne,
Jakoby trąby mosiężne
Z Jozafatowej doliny316
Zagrały... I będzie słynąć
Ta komenda w okropnym parowie
Zatrąbiona: «Mościwi panowie!» —
Wrzasnął — «Za ojczyznę ginąć!
Ja trup...!» To nam starzec krzyknął,
Jakby groźna trąba sądna,
I okrwawił się, i z oczu nam zniknął.
I zaczęła się walka nierządna317,
Bośmy z furią szatańską mścicieli
We łzach ślepi i na oślep lecieli.
REGIMENTARZ
Mniejszym stawią318 u ludów posągi.
U nas tylko powiedzą po wiekach:
Taki ojciec! Taki rycerz był ongi!
A husarze?
PAFNUCY
Na chłopskich zasiekach319
Dali gardło; kilku tylko zostało,
I ci wstydzić się muszą żywota.
REGIMENTARZ
Kto tak gada jak ty, ten niemało
Musiał czynić?
PAFNUCY
Późniejsza robota
To pokaże, czy ja pański robotnik.
REGIMENTARZ
Któż ty jesteś...?
PAFNUCY
Stary dziwak, samotnik,
Bez przyjaciół...
REGIMENTARZ
To nieprawda, mospanie,
Bo ja jestem twój przyjaciel i w stanie
Dać za ciebie i gardło, i rękę...
PAFNUCY
O Gruszczyńskiego panienkę
Proszę, jako opiekun sieroty...
REGIMENTARZ
Gdzie Sałynka320?
KSIĘŻNICZKA
Ach! Dębu wywroty
Czasem łamią i róże podleśne!
REGIMENTARZ
Co mi wróżą te słowa boleśne321?
KSIĘŻNICZKA
Kochany mój opiekunie,
Utraciliśmy Salunię.
Zniknęła dzisiaj ze dworu,
Jakby na nią ojciec krwawy
Rzucił kontusza rękawy
I do anielskiego choru322
Na srebrne łabędzie stawy,
Gdzie przy harfach grają dusze,
Zaciągnął. Może toż ona,
Jako listek w zawierusze
Z ziemi lekko podniesiona
Duchową z rodzeństwem współką323,
Jak w jesieni listek klonu,
Co się wydaje jaskółką,
Lub jako listek jesionu,
Co się zdaje gwiazdą złotą,
Widząca się na świecie sierotą,
Jak ton zlewa się do tonu,
Jako ognik do ogników,
Za duszami nieboszczyków
Poleciała.
REGIMENTARZ
Kontrefekcie324
Szpaka, mów mi bez ogródek.
Ta panienka na respekcie
Dla wielu mi dziś pobudek
Droga — niech prawdy się dowiem.
KSIĘŻNICZKA
na stronie.
Cóż ja mu nieszczęsna powiem?
Domysłów mu nie wyjawię.
REGIMENTARZ
W krwawej nas trzymasz obawie.
KSIĘŻNICZKA
Śniła mi się Dejanirą
Porwaną, a potem śniła
U dziada ze srebrną lirą,
Jakoby brzoza pochyła
Dumająca nad dumkarzem;
Potem gwiazdą nad cmentarzem.
REGIMENTARZ
Tu o sny nie chodzi wcale.
KSIĘŻNICZKA
Więcej nie wiem nic prócz plotek.
REGIMENTARZ
Mów je.
KSIĘŻNICZKA
Czy ja kołowrotek?
REGIMENTARZ
Waćpanna mi za zuchwale
Odpowiadasz. Tutaj chodzi
O cześć młodziutkiej dziewczyny,
O cześć szlacheckiej rodziny,
O mój dom, któremu szkodzi
Ten rapt325, trafiwszy się u mnie.
KSIĘŻNICZKA
A waćpan mię też za dumnie
Pytasz się.
REGIMENTARZ
Rzecz tego warta.
KSIĘŻNICZKA
z gniewem
Dziewczyna twoja rozdarta
Przez lwa... Miej to, czegoś pytał...
Odchodzi.
REGIMENTARZ
Gdyby to prawda!
SAWA
na stronie.
Zazgrzytał.
REGIMENTARZ
Ha! Gdyby to prawda była,
Że mój Lew... To być nie może!
Wchodzi CHŁOP ukraiński.
CHŁOP
Panycz mię z listem przysyła.
REGIMENTARZ
Czy zdrów...? Nim ten list otworzę.
Pytam czy zdrów? Słyszysz, chłopie?
CHŁOP
Tak, panie.
REGIMENTARZ
Co znaczy: tak, panie?
Oczy w tobie groźne topię;
Odpowiadaj na pytanie.
CHŁOP
Panicz ranny.
REGIMENTARZ
A gdzie leży?
CHŁOP
W mohiłach.
REGIMENTARZ
Czy ty pijany?
CHŁOP
Panicz żywcem pogrzebany.
Do Regimentarza, który rękę podnosi do bicia.
Tak; niechaj mię pan uderzy...
Cóż ja winien...? Chłopstwo męczy panicza.
REGIMENTARZ
Tego chłopa weźcie z mego oblicza,
Bo mię jego twarz czarna przestrasza...
Hura, pany! do pałasza!
W mojem326 dziecku ratować skrę duszy.
SAWA
Tego trzeba, aż szlachcic się ruszy
I zupełnie pałasza dobędzie.
Wychodzi.
PAFNUCY
sam
Ach! Ukrainy nie będzie!
Bo ją ludzie ci na mieczach rozniosą.
Ach! róż polnych z jasną rosą
Zabraknie, bo je ludzie ci kochankom rozdadzą.
Ach! dumy w grobach ucichną!
Bo się pieśni do polskich już rycerzy uśmiechną.
Ach! koniec Ukrainie!
Bo się sztandar szlachecki na kurhanach rozwinie.
Odchodzi.