ZMIANA I

Przy chałupie popa. Noc oświecona pożarem. Wchodzi SEMENKO z CHŁOPAMI.

SEMENKO

Hej, świat smutku trumnica!

Pod czerwonym pożarem,

Serca nasze pod strachem,

Duchy nasze pod czarem.

Gonta327 się nam pokazał

Przy pożarnej pochodni;

Zabełkotał językiem

Taj, wprost piszow do Kodni.

Trzeba, pany sotniki,

Jeszcze siekier spróbować,

Jeszcze raz przeciw czarom

I krwią się rozczarować328.

Jutro ja, gospodarze,

Przypnę czapline pióro,

A popi błahocześni

Niech wystąpią z proskurą329,

Niech nakarmią jak na śmierć

Krwią Chrysta umęczoną.

Taj, znów łysną330 siekiery

Na pożarach czerwono...

I budem331 ludźmi — Ojce...

CHŁOP

A szczo bude332 z tą szlachtą?

SEMENKO

Rizat’! Taj że bude strach to

Na te pany333; dworów blisko

Takie czarne cmentarzysko,

Kędy żywe trupy stoją

Dzidami wsparte pod boki.

Niechaj się zaniespokoją334

I otworzą trakt szeroki,

Stumilowy trakt czerwony;

Gdzie jak spotkasz gród kamienny,

To uderzy w głośne dzwony

I rozpuści włos płomienny

I żydowskim płaczem wrzaśnie;

A jak chluśniem krwią, to zgaśnie

I przycichnie by mogiła.

Strach, panowie gospodarze,

Strach to cała nasza siła.

Szczob335 my mieli czortów twarze,

A z płomieni złotych kryła336,

Hej...! A głos z szatańskich krzyków,

Rękawice jak z krwawników,

Piersi czarne i czuhunne337,

Myśli gromkie i piorunne;

Tak świat nasz...! Idte sotniki338!

Zabawcie’ś... jaką igraszką,

Bo ja dziś żonaty z Laszką,

Chciałby tę noc jak słowiki

Przepędzić na miłosnych gruchawkach...

Czekać mnie, dolawszy dzbanka.

Chłopi odchodzą. — Semenko stuka do chaty... i wchodzą na scenę dwie POPADIANKI339 w zielonych sukniach, w złotych kokosznikach340.

SEMENKO

Hej, siostry! A cóż ta szlachcianka?

POPADIANKA

Ani usiądzie na ławkach,

Ani chce pogadać z nami.

SEMENKO

Jakże ona rubinami

Mogłaby wam co polecić?

Ustom takim tylko świecić

I palić się, i wyjadać

Serce z piersi, oczy z powiek;

Lecz nie jęczeć ani gadać,

Bo jękną — to skona człowiek!

Bo poproszą — w ogień skoczy!

Może was o co jej oczy

Prosiły?

POPADIANKA

Na nic nie patrzy.

SEMENKO

Jakżeby te oczy — ognie

Patrzały, duszy nie zjadłszy?

Człowiek się, bywało, wzmognie

Na moc, na jedno spojrzenie...

Taj te oczy, jak kamienie

Szmaragdowe, gdy w nich błyśnie!

Ona z wami tak umyślnie

W słowach i spojrzeniach skąpa;

Po spojrzeniach waszych stąpa,

A po słowach waszych lata;

Aż ta sczarowana chata

Mej rusałce, mej dziewczynie,

W pałac srebrny się przekinie341,

W zamek z pawich piór i złota...

Czy się ona nie kłopota342

O co, siostry?

POPADIANKA

Ciągle wzdycha.

SEMENKO

Ach! To uschnie od wzdychania,

Jak od wonności usycha

Kwiat, aż zbędzie malowania343

I pomięte liście zrzuci...

To wzdychaniem się wynuci

Z całej pieśni, z serca głębi

I serduszko swe zaziębi,

I wyszepce słodkie słowa.

Dajcież mi ją, bo gotowa,

Trwogą zaniespokojona,

Westchnąć z serca tak, że skona.

Popadianki wyprowadzają SALOMEĘ z chaty.

SALOMEA

Ach! jak straszno! Czy gdzie gore?

Czy to ty, panie Semenko?

Ach! bez męża mi nieskore

Płyną i smętne godziny...

Często posunięty ręką

Zegareczek u dziewczyny

Ukraca długą tęsknotę...

Ale choć ja słońce złote

Posuwałam serca biciem,

Choć księżyc wszedł nad futory,

Psy się odezwały wyciem,

Choć mruczą gdzieś senne znachory344,

Nie słyszę mojego pana.

Ach! jaka ja jestem biedna!

W chacie chłopskiej sama jedna!

Wraz po ślubie zapomniana

I opuszczona po ślubie...

Ja tak tajemnic nie lubię...

Zawsze z ludźmi żyłam szczerze...!

Powiedz, kiedyż mię zabierze

Mój mąż od tych popadianek?

SEMENKO

Nie wiem, panno.

SALOMEA

To ty może

Której z tych dziewcząt kochanek?

SEMENKO

Brat.

SALOMEA

Ach! to ja się założę,

Że ci one nie do duszy.

SEMENKO

Hej! a to czemu, panienko?

SALOMEA

Bo każda z nich tak się puszy,

Humor mają kwaśny, dumny.

Gdyby mnie dotknęły ręką,

Myślałabym, że już leżę

Na marach345... Ja tobie szczerze

Mówię, gdzie pop, tam i trumna.

Ale nie myśl, że ja dumna,

Lub z prostoty waszej szydzę,

Albo się chłopami brzydzę.

Ja, bywało, pieśni wasze

I wieczornic słucham lubo346;

Bywało, świecę zagaszę,

Wyjdę nocą na poddasze

I tam, jak za serca zgubą

Tęsknię, słysząc na torbanie

Śpiew i tańców tupotanie;

To mi i zapachy leśne

I te głosy lecą dźwięczne;

Od smętności aż miesięczne,

Z wesołości — aż bolesne;

A od krzyków, niby wściekłe,

A od ech, długie, rozwlekłe,

A czasem czyste jak ślozy347,

Jak szkło, na serce się leją.

To czasem się mgły odwieją

I odwiną srebrne brzozy,

I pokażą mi z kolorów

Wstążek girlandę upiorów

Lecącą... Czasem z kurhanu,

Kiedy się futrem otulę,

Patrzę, jak wy na Trzy Króle348

Święcicie wodę Jordanu349.

Gdzieś, na srebrnym, rzecznym lodzie,

Co błyszczy, by350 złota blacha,

Pop wasz trojgiem świateł macha,

Ogniem rzuca po narodzie;

Z trzema płomieniami w dłoni

To wstanie, to się pokłoni,

To się pokłoni, to wstanie,

Aż z wody ognia dostanie

Zagaszoną wprzódy świécą;

I ten ogień mu rozchwycą,

Rozniosą wnet na różany

Lód, pomiędzy tulipany

Z chorągwi, gdzie mi w pamięci

Jeszcze dzisiaj widni Święci,

Na dnach złotych malowani,

I te popy...

SEMENKO

Jak szatani.

SALOMEA

Nie, Semenko, każda wiara

Prowadzi ludzi do Boga.

Tatko mówi: świat to mara!

A dobrodziej: śmierci trwoga.

Taj my, bywało, we dworze,

Kiedy okna śnieg zawali,

Przy tatku kolędowali

W srebrne Narodzenie Boże.

Jak pośród małej stajenki

Pastuszkom strzygącym runo351

Zjawiło się pańskie łuno352,

Płomień przezroczysty, cienki,

Od złota rubinów żywszy;

I pastuszki oświeciwszy,

Takiem353 je natchnął weselem,

Że wybiegli, o dzieciątku,

Co miało być Zbawicielem,

Rozpytując się354 po drodze.

A potem, w jakimże kątku,

Na jakiej oni podłodze,

Na jakich prześcieradełkach,

Różach, rubinach, perełkach,

Narcyzeczkach i bławatkach,

Przy jakichże biednych świadkach,

W żłobeczku małym przed matką

Znaleźli Pańską Dziecinę!

Ach! gdy nam zaśpiewał tatko,

Że znaleźli, to mnie, małą dziewczynę,

Łzy zalały, dreszcz radosny przechodził,

I krzyczałam: «Chrystus Pan się narodził!»

I krzyczałam, i klaskałam tak w ręce:

«Chrystus Pan się narodził w stajence!».

A dziś, Boże! cóż ze mną się dzieje?

SEMENKO

Co mi ten kur ranny pieje?

Ot, nie mogę od łez... Słuchaj panna...

SALOMEA

Ach! ja, by355 świeża dziewanna,

Obrastałam w kwiatki złote,

A dziś porzuciłam cnotę.

Bóg wie, co to jeszcze będzie!

Co się ze mną jeszcze stanie...!

Te wspomnienia, śpiewające łabędzie...

Wchodzi LEON z kością trupią w ręku, ścigany przez kilku chłopów.

Co to jest? W brudnym żupanie

Mój mąż... w błocie cały, bez szabli?

SEMENKO

Czy go wypuścili diabli?

LEON

Ty podły zbójco! gałganie!

Chłopie! napadłeś mię w lesie,

Wyrąbałeś mi szwadrony,

Wiozłeś rannego w kolesie356,

Gdzie jęczał szlachcic czerwony,

Gorącą mię krwią oblewał

I pode mną jak trup ziewał.

Jeńcem jestem, więc nie będę się targał,

Lecz ci powiem wprost w oczy, żeś szelma!

Żeś liberię357 moją krwią zaszargał!

Że ten szlachcic, co w oczach ma bielma,

To twój... Krwią cię on swoją zaleje,

Kiedy staniesz przed Boga jasnością.

Ot, wy katy! rzezunie! złodzieje!

Ot ja wolny... I trupią wam kością

Dam ostatnią i krwawą naukę...

Łby wam podłe na miazgę potłukę!

Tę kość w moim ręku Bóg zapali

Jako piorun i będę was gromił,

Aż się cmentarz pode mną zawali...

SEMENKO

Ot się Laszok358 na krew połakomił.

Hej... pokornie ja proszę waszmości.

Daj mi z żonką noc przepędzić359 miodową.

LEON

Ot ja przy tej trupiej kości,

Ty przy szabli — a tam purpurową

Błyskawicą pożary nam świecą;

Tu się tłuczmy, aż łby nasze polecą

W drobne drzazgi do błyskawic — i znikną.

SEMENKO

do chłopów.

Hej! parobki...

Chłopi chwytają Leona za ręce.

LEON

mocując się z chłopstwem

Włosy wszystkie mi wstaną,

Wszystkie jak gadziny sykną,

Wszystkie jako węże świsną,

Wszystkie jak pioruny błysną.

A choć członki skrępowane

W rękach u czarnych rzezuni.

To cię włosami dostanę,

Bo się mój włos rozpioruni,

Powietrzem ciebie doleci

I na węgiel czarny spali,

A paląc, twarz ci oświeci,

Abyśmy się raz spotkali,

Nim się napotkamy w niebie,

Raz jak trupy spojrzeli na siebie.

Bóg to widzi, że nie chcę żywota,

Ale śmiercią chcę twej śmierci, gałganie!

Chcę do mogilnego błota

W robaków i krwi bluzganie

Zaciągnąć ciebie za włosy,

Zęby tobie wszczepić w gardło,

Gryźć się z tobą jak połosy,

Aby się na nas podarło

Ubranie nasze cielesne,

A członki same bolesne

Po stepie skakały jak żmije.

Ja cię prosto nie zabiję,

Za króla złoto i srebro;

Ale cię kiedyś za żebro

Odwinięte, kościo-pióre,

Siekierą tak odwalone,

Że ma zawiasami skórę,

Powieszę jak żywą wronę!

Jak ty, krwawy pastwicielu!

Na jednym obywatelu

Stawszy się piersi felczerem,

Usta mu zrobiłeś zerem

I straszną krwawą pustoszą,

A ze skór odartych skrzydła,

Które go w niebo unoszą

I pół ludzkiego straszydła

Panu Bogu teraz jawią

I pośród aniołów stawią,

Strasznym go czyniąc aniołem;

Otóż ja pod twojem czołem,

Jeśli się żywi spotkamy,

Wygryzę takie dwie jamy,

Aby w nie mózg wolno ściekał,

Jak ty woskiem powypiekał

U tych dwóch, co na wznak leżą

Kłębiąc się w krwi jak delfiny,

I bluzg roztopionej cyny

Na piersiach mają odzieżą,

Krzyżem i srebrną kałużą,

Pod którą ciało się dymi.

Więc ja cię, gadzie olbrzymi!

Nim cię duchy przenaturzą

W psa i obłok z krwawej pary

W żebrach ci porobię szpary

I te znituję360 ołowiem;

A jeśli kiedy odpowiem

Przed Bogiem, to wiem, że nie za to.

SEMENKO

Ty mój dobrodziej...! Ty chatą

Obdarzył mnie i połonką361

I znitował mnie z tą żonką,

Która mi tu pachnie rajem.

Taj przyszedł... co? z korowajem362

Na wesele twego sługi?

Gdzie krew, to jak wina strugi,

Gdzie mogiły jak wyprawa,

Księstwo całe, ziemia krwawa;

A pieśń na te zaślubiny

To wasze straszne łaciny,

To wasz smętny pacierz laszy363,

Co mi głupie chłopstwo straszy,

Wyjąc w nocy po mogiłach.

Szczob ty był lwem? przy lwich siłach,

To by wczora z twymi pany

Bił się niepardonowany364

I krwią las ojcowski zrosił,

A u siekier się nie prosił,

Tego był, co dziś, humoru.

Gdyby ty był człek honoru,

To by swą kochankę cenił

I sługi z nią nie ożenił,

Wypaliwszy wstydu znamię.

SALOMEA

Leonie, mów mu, że kłamie.

SEMENKO

Ja twój mąż...

SALOMEA

Leonie drogi,

Czemu ty patrzysz pod nogi?

Podnieś oczy, w oczach siła.

LEON

Trzeba, abyś uwierzyła

W smoki, że na złocie siedzą

A pisklęta własne jedzą;

W gadziny słońcem rozgrzane,

Ciałami własnych rodziców

Na stepach powypasane;

W upiory, co od księżyców

Wziąwszy gust do krwi czerwonej,

Częściej spowinowaconej365

Pragną, niż obcą się mażą.

Gdy cię te wszystkie przerażą

Monstra, chodzące w purpurze,

Czyniące przeciw naturze,

By własnej dogodzić strawie,

Wierz we mnie... i bądź w obawie,

Czy ja nie gorszy niż one...

SALOMEA

Zdrapał rany... ach! utonę

W tej krwi...

SEMENKO

Weźmijcie366 ją, siostry.

A ciebie, paniczu, ostry

Topór albo kosa skosi,

Albo miłość jej od śmierci wyprosi.

Popadianki wnoszą do chaty Salomeę. Semenko za Leonem, prowadzonym na cmentarz przez chłopy367, wychodzi.