AKT IV

Obóz polski... z dala widać okop czworogranny368, oświecony wewnątrz przez chłopskie ogniska... z bukietem lip i cerkwią. — Wchodzi REGIMENTARZ z garstką SZLACHTY zbrojnej.

REGIMENTARZ

Przed nami, mości panowie,

Serce buntu, gniazdo chłopie.

Oto w piaskowym okopie

Siedzą dymami nakryci.

I gdyby o jeńców zdrowie

Nie dbać, że będą zabici,

Nim się wedrzemy na wały,

Dawno bym polnymi działy369

Zagrał śmiertelnego marsza.

Ale już drużyna starsza

Zaczyna z nami układy,

I ciągle lirowe dziady

Włóczą się niby upiory,

Tych kruków negocjatory370,

Kawałki ludu chodzące.

Dawniej to, bywało, dziady

Szlachectwu dobrze życzące

Nieraz brano do porady

I przychodzili zgarbieni,

Zasiadali rzędem w sieni,

Lub na dziedzińcu pod drzewem;

I tam sobie lirnym śpiewem

Jak kawki, bywało, gwarzą.

Aż pan dziecko wyśle z groszem,

Z pełnym obwarzanków koszem;

To dziecinie błogosławią,

Obrazkiem nieraz obdarzą,

Albo coś o przodkach prawią

Dziwne i ciemne powieści,

Co się potem śnią w nocy dziecięciu.

To, bywało, ze czterdzieści

Dziadów, o wiosny poczęciu,

Schodziło się nam do domu.

Mój ojciec, niech mu Bóg świeci!

Polecał nie lada komu

Karmić te dawnych stuleci

Chodzące żywe kroniki,

Ale zawsze nas chłopczyki

Posyłał. Nie wiem dlaczego,

Dziś ten afekt ojca mego

Dla dziadów w myślach mi stoi?

Czy to, że dusza się boi

O syna i przeczuć słucha,

I ojca też jako ducha

O świętą pomoc uprasza;

Czy też, że dziwnie myśl nasza

Z wiatrem bożym się odmienia,

Raz pełna w sobie płomienia,

Pewna szczęśliwego skutku...

To znowu, trumnica smutku,

Dusza... niespokojna, trwożna,

Jako ślimak w skorupie ostrożna.

Wchodzi SAWA w sukmanie diaczka371 ruskiego z wertepem372 pełnym jasełek373 na plecach.

Cóż tam, Sawo? czy dobrze wertepem

Oszukałeś to chłopstwo pijane?

Czy im ciągnie jaka pomoc stepem?

Czy widziałeś cmentarze rumiane

Jeńców krwią? Czy mój Lew jeszcze dycha?

SAWA

zrzucając sukmanę.

Dajcie mi pierwej z kielicha

Pociągnąć nieco węgrzyna374.

REGIMENTARZ

Widziałżeś mojego syna?

SAWA

Zdrów.

REGIMENTARZ

Czy dociągnie do nocy?

SAWA

Dęby przetrwa... On pełen jest mocy!

Cóż za myśli twe, Regimentarzu?

REGIMENTARZ

Więc byłeś na tym cmentarzu?

Ach, opowiedz, na coś patrzał oczyma.

SAWA

Dawno już, mości panowie,

Od Drewiczam się nauczył

Podstępów, różnych maskarad.

Więc i teraz z tym wertepem

Na plecach, udając diaczka,

Takem dobrze odgrał rolę,

Że jedne tylko sokole

Oczy na mnie się poznały.

Skoro tylko pociemniały

Czarne lipy nad cerkiewką,

Wszedłem na wał raźnie, krewko,

Na wał, gdzie przy kołowrocie

Dawniej żebrak lub Cyganka

Siedzieli... A dziś w ciemnocie

Straszna krwi hospodarzanka375,

Rzeź czerwona, stoi w dymie

Pędzonym od Zaporożów376.

Bo te zbrodnie tak olbrzymie,

Ta góra węży i nożów377,

Nożów, które w Boga imię

Poświęcone śród rozruchów,

Mają zaciętą naturę,

I okropną świętość duchów;

Bo ten, który mogił górę

Olśnia378, lecz nie wypogodzi

Księżyc... i sam przestrach czuje,

Bo z jednego trupa schodzi

I na drugiego wstępuje.

Bo jedną porzuci głowę

I zdejmie z niej białe skrzydło,

I znów drugie koralowe

Odkrywa we krwi straszydło,

Gdzie w ranach jak ślepy brodzi.

Wszystko to na myśl nawodzi

Tę marę wpół obłąkaną,

Niegdyś przed rzezią widzianą,

Na cmentarzach i kurhanach,

W ludzkich ślinach i psich pianach

I zgniliznach i w zamachu

I w zgrzytaniach, i w tęsknotach.

Bo przy ukraińskim strachu

Zawsze w miesięcznych pozłotach

Stoi smutek... W sercu boli

I myśl puszcza w lot sokoli.

Z takim to smutkiem a zręczne

Oczy posławszy za szpiegi

Na ciemne wzgórze miesięczne

I krwią zroszone mogiły,

Aby mi tam wypatrzyły

Na razie ratunku brzegi,

Wszedłem, strachu będąc blisko,

Na to ciemne uroczysko

Z krzyżami... I tam ujrzałem,

Że pomiędzy żywem379 ciałem

Niektóre resztki z krwawników,

Ciała smętne nieboszczyków

Leżały, a w oczach próżnych

Nie tylko że blakło życie,

Lecz na miesiąca odbicie

Nie było szkieł; więc się blaski

Po krwawnikach gdzieś kałużnych

Błąkały i szły w roztrzaski,

W garście złota, w kwiaty cudu,

Które pewnie wzroki ludu,

Co na krwi kałużach wiszą

Obłąkane strachu snami,

Nazwą krwi tulipanami

I Rusałkom je przypiszą,

Widząc kwitnące śród cieni...

Wszedłszy tam, gdzie mgła jesieni

Mży, a liść lipowy cięży

I na miesiącowych strunach

Kładzie swoje czarne plamy;

Gdzie gałęzie, jak kłąb węży

Lecących z piekielnej bramy,

Matki, przy synach ksykunach

Zatrzymały się i leżą

Na ogniach, jak na piorunach,

Panując nad horodyszczą380,

A patrzą, gdzie żądłem uderzą

I na serce trupów świszczą;

Spostrzegłem drugi ponury

Tłum, co śmierci się spodziewa,

A czasami jeniec który

Odetchnie śmierci ciężarem,

A czasem który zaśpiewa,

A czasem jęknie nad żarem;

Albo ci nagle spod nogi

Zawoła kamień czerwony:

«Ratuj, Panie Jezu drogi!»

A drugi: «Bądź pochwalony!»

I tak to robactwo w próchnie

Szepce; aż z krwawych rozcieków

Straszniejsza głowa wybuchnie

I krzyknie: «Na wieki wieków!»

I wszystko na chwilę uciszy.

Tam śród pjanych towarzyszy

(Miałem go prawie pod ręką)

Twój sługa siedział Tymenko,

Skarżąc się chrapliwie z gardła,

Jak człowiek, co ma suchoty,

Że małżonka mu umarła,

Że go z tą czernią kłopoty

Już do syta udręczyły,

Że, ot — wyjdzie na mogiły,

Każe rżnąć obywateli,

Krwawym się przypatrzy pluchom;

A potem na wiwat duchom

I diabłom w łeb sobie strzeli

I kopnąwszy o płomienie,

Jak szatan światem pomiota.

Spojrzałem: a odurzenie

I niepamięć, i zgryzota,

Żył posiniałych napięcie,

Owo straszne przedsięwzięcie

Pisały na jego twarzy...

Wtenczas ja, mając na straży

I pieczy jeńców żywoty,

Teatr mój łojówką złoty

Na srebrnej kurhanów darni

Odkryłem, mości panowie.

I na ciemnych mogił głowie

Zjawiłem w mojej latarni

To, o czem, jak wiecie sami,

Śni się nam pod mogiłami.

I tak to Betlejem złote,

Oświecone... gwiazdą było

Rozlewającą tęsknotę,

Słońcem myśli zakrwawionych;

Bo niektórym o domach mówiło,

O dzieciąteczkach straconych,

O śpiewanych gdzieś kolędach

I o tych żywota biedach,

Co dopiero przed śmiercią są widne.

Wtem, o panie, na ohydne

Cmentarze i uroczyska,

Pod ciemne lip wężowiska,

Od kurhanów na kurhany...

Wiodąc świateł złotych roje,

Przez miesiąca ołowiany

Blask... sunąc chorągwi tęcze

Na wieczności gdzieś pokoje

Snujący złote obręcze

Wąż... pogrzeb wiosczany, lichy,

Pachnący czarnym jałowcem

Wszedł i rzucił nad grobowcem

Trumienkę bez żadnej pychy,

Ale ubraną w kielichy

Narcysowe i w konwalie;

Jasną... bo w niej anielica

Ubrana jak na batalie

Z piekłem, w słonecznoście lica

I w niewinności ubiory,

I w te ostatnie kolory

Śmiertelnej podobne zorzy,

W ostatni rumieniec przedboży,

Leżała.

A skoro mary

Wstąpiły na cmentarzysko,

Ruszył się Gruszczyński stary,

Prawdziwe dla mnie zjawisko

Krwawego spod grobu trupa,

Za którym czarna wron kupa

Upędza się, goni i wrzeszczy.

Przybiegł, obaczył te mary

I... jak dąb, co w sobie zatrzeszczy,

Powieje liścia sztandary,

Pokłoni się światu — i runie,

Tak on na tej białej trunie381,

Gniotąc narcysowe pączki,

Leżał, głową powalony

Na obrazek umarłej i rączki.

Z drugiej strony zaś syn twój szalony,

Z równą, zdaje się, żałością

Przybliżał się z trupią kością,

Białą, w ręku podniesioną,

I z taką twarzą szaloną,

Że strach nam serca zamroził;

Bo zdało się, że obłokom,

Gwiazdom, latającym smokom,

Chimerom, aniołom groził;

Że oczyma niebo ranił

I tą kością szatanom hetmanił.

Nie wiedziałem, co wszystko to znaczy,

Aż twój syn padł na kolana

I w piekielnika rozpaczy

Zaczął siebie sam przeklinać.

«Dajcie» — krzyknął — «nóż starcowi!

Jeśli kto tu ma zarzynać?

Jeśli wy zarżnąć gotowi

I oblać się juchą382 krwawą?

To on większe ma tu prawo

Mścić się... bom uwiódł mu dziecko

I to dzieciąteczko cudze

Darowałem memu słudze,

Zrobiłem córką zbójecką;

Tak że ją rozpacz rozdarła

I oto leży umarła,

Jasna jak zwiędłe lilije,

Ludowi temu w podziwie.

Niechaj starzec mnie zabije

A uczyni sprawiedliwie.

Puśćcie! Proszę was z litości,

Jeśli nie chcecie dać noża,

Ja mu pożyczę tej kości;

I będzie jak ręka boża,

Którą ja zgonem uświęcę,

Jak dłoń boża, w ojca ręce

Jak grom... »Tu przerwał Gruszczyński,

Równie zdając się szalony:

«Co to za szatan czerwony» —

Krzyknął — «ów człowiek przede mną?

Czy jaki duch ukraiński

Z szatą gwiaździstą i ciemną,

Który mi tu płakać broni?

I stoi z piorunem w dłoni?

Z włosów swych uczynił gady,

Grożąc mojej córce bladéj383,

Która jest aniołów panią;

I nie daje mi iść za nią,

Sił ostatecznych pozbawia

I krzyżem drogę zastawia;

O! bo tam krzyż z wielką gwiazdą» —

— Krzyknął, biorąc nas za świadki —

«Na nim pelikana gniazdo

Karmiącego krwią swe dziatki;

A z Chrystusa krew wytryska

Coraz jaśniejsza i bledsza.

Aniołkowi śród powietrza

Lejąca się w puchar złoty.

O! Chrystus i różne zjawiska

Jawią mi się śród ciemnoty

I przejęty jestem trwogą;

Ja nie mogę zabijać nikogo...»

Tu mu głos twojego syna

Przerwał: «Jeśli widzisz Pana,

To Pan mię pewno przeklina;

Bo dusza zaturbowana

W oczach moich teraz stoi

I nie widzi, i Boga się boi».

Tak ci gadali do siebie

Przez trumienkę otworzoną

Gdzie z narcysową koroną

Będąca na swym pogrzebie

Srebrna dusza pewnie onych

Mów się przelękła szalonych.

I od takiej świata lutni,

I od takich męki krzyży

Uciekała coraz smutniéj384,

Uciekała coraz wyżéj385...

I nie mogłem się obronić,

Aby nad nią łez nie ronić.

Nie zatrzymać w myśli rysów,

Nie żałować tych narcysów...

Co się z tymi ludźmi stało

Dalej? Panie, nie wiem wcale.

Bo mię jeden z brodą białą

Dziad w wielkim duchu i szale

Uderzył tam po ramieniu

I nazwawszy po imieniu,

Odwiódł od umarłej dziewki

I od obłąkanych ludzi

Do jednej pustej cerkiewki,

Gdzie... co mówił... to wam uszy utrudzi,

Bo wy gadek nie znacie stepowych.

REGIMENTARZ

Ach, rzeczy piekielnie nowych

Powieść twoja pełna, Sawo...

Mój syn z tą kością plugawą?

Mój syn mówisz, wariatem?

A starzec nie chciał być katem,

Pomnący na pokrewieństwo

Przyjaźni, co nas łączyła;

A może też przez szaleństwo,

A może wzgarda to była

W szatę szaleństwa ubrana,

Ach! i tak zamaskowana

Zdała się tobie wariacją?

Ach! przed tym okopem klęczę

klęka

Jak przed kalwaryjską stacją

I do Pana mego jęczę

W ufności i w krwawym żalu.

Mogiło! krwawy koralu!

Krwią mego dziecka oblana!

Patronuj za mną do Pana!

Przemów krwi modlitwą ciemną!

Niech się zlituje nade mną!

Cóż to jest...? Ktoś na okopach?

Pokazuje się na okopie w powietrzu mglistem386 GRUSZCZYŃSKIEGO DUCH.

DUCH

Gońcie! bo na czarnych chłopach

Krew nasza...! Powietrze rwiemy!

Gońcie! bo poszalejemy!

Bo nam na błękitach krwawo!

REGIMENTARZ

Czy widzisz go?

DUCH

Sawo! Sawo!

Znika.

REGIMENTARZ

Czy go słyszysz?

SAWA

Wernyhora

Prawdę zapowiedział wczora;

Ten krzyk, to jest nasze hasło...

REGIMENTARZ

Powietrze czerwone zgasło

I zniknął ten człowiek stary,

Skrwawiony.

SAWA

Czekano tej mary

Na Ukrainie u ludu...

REGIMENTARZ

Nie ma w tem żadnego cudu.

Gruszczyński o pośpiech woła...

Każ uderzyć do kościoła

Z hakownic387... Aż srebrne gonty388

Polecą na dachu zrębie

I pierzchną niby gołębie

Chmurą białą... niby świstki,

Na których nasze afronty389

Spisane...

SAWA

Lub jako listki

Ruszone z białych narcysów...

REGIMENTARZ

Hej, Oreł... Burkę z tygrysów...

I szablę... Do szturmu, panowie!

Kto żyć będzie, ten jutro rozpowie

O dzisiejszej godzinie kobiétom390...

Reszta szablom i końskim kopytom.

Wychodzi za nim Sawa i cała szlachta.