ZMIANA I
Las dębowy oświecony księżycem, między drzewami palą się ognie, i żołnierze polscy gotują strawę... albo czyszczą konie. Wchodzą na scenę STARY GRUSZCZYŃSKI i pewien wojak PAFNUCY.
GRUSZCZYŃSKI
do obozujących.
Na tej się leśnej lewadzie87
Rozłóżmy, mości panowie,
Miesiąc do snu ludzi kładzie...
Trzeba dbać o koni zdrowie
I od rosy strzec pałaszy88;
Zgotujcie jaglanej kaszy,
Zaśpiewajcie hymn powstański89;
A śpiewem na Anioł Pański
Zakończyć tę wieczernicę...
I sza! noc przepędzić cicho,
Bo po lasach nie śpi licho
I można bez ostrożności
Zobaczyć swój łeb na tyce...
Bo to wojna bez litości,
Z orłami biją się krucy90.
Wchodzi na scenę.
Mości wojaku Pafnucy,
Siądźmy tu na osobności,
Muszę pomówić z waćpanem.
Siadają.
PAFNUCY
Słucham, stary mój kolego.
GRUSZCZYŃSKI
Więc bez eksordu91 żadnego,
Jak gdybyś był kapelanem,
(Co być bardzo może... bo się
Dominus vobiscum92 niby
Przebija w acana głosie)
Powiem ci, że jakieś grzyby
Smutku na sercu mi rosną.
Oto, panie, z przeszłą wiosną,
Gdy biły trąby wojackie,
Na hasło konfederackie93
Nie poszedłem... Tak to bywa,
Że starość radzi leniwa
A potem żal człowiekowi.
Bar upadł! Bar upadł, mocanie!
Zaufali Chrystusowi
A upadli...!
PAFNUCY
Na kolanie
Pokutuj waść za te słowa.
GRUSZCZYŃSKI
Świątynia to purpurowa
Pokuty — pierś moja stara,
W której się serce rozpara94
Na wszystkich szwach, krwią lejące:
Bo serce było gorące,
Jak zwyczajnie w starym Lachu,
Ufne... A teraz w przestrachu
Do chmur wygląda nieśmiało,
Pod bicz ofiaruje ciało
A jednak, ptaszyna licha
W piersi mojej ledwo żywa
O odwrócenie kielicha
Modli się95. Bo kto używa
Żywota obok potoku,
Którym sprawy boże płyną,
Kto chce spokojny z rodziną
Swoją kość gdzieś gryźć na boku,
Wiejskich kosztować słodyczy,
Choć się nie policzą ludzie,
To się Bóg z takim policzy...
A już wspomniałem podobne
Aści96 o posępnym cudzie,
Który mi rodzinę drobną
Nastraszył... Rzecz niesłychana!
PAFNUCY
Chrystus do domku waćpana
Zapukał...?
GRUSZCZYŃSKI
Trzy razy! Trzy razy!
PAFNUCY
Mocanie, to są rozkazy,
Którym oprzeć się nie można.
GRUSZCZYŃSKI
Toż widzisz mię waść97 na koniu,
Choć rodzina o mnie trwożna,
Żona w ciąży — na ustroniu
Dom obok czarnego lasu.
A kiedym siadał na bryczkę
A dzieci aż pod kapliczkę
Biegły za mną, to się z pasu98
Irysowego widomie99
Odkryła jasność na domie100,
Na którą dziatki101 łakomie
Patrzały102, aż zdjęte strachem
Krzyknęły, że widzą nad dachem
Jakąś nową tajemnicę,
Jakąś gorejącą świécę103,
Co je bardzo niespokoi104,
Bo nad samym domem stoi,
Jak krwawe serce z płomyków.
Na co ja patrząc, zmaluchlał105
I z dziatkami razem struchlał
Bo nad domem nieboszczyków
I nad chatą ludzi chorą
Często takie światła gorą.
PAFNUCY
Pan Bóg litośniejszy bywa.
GRUSZCZYŃSKI
Toć106 ja ufam, i leniwa
Dusza się krzepi nadzieją.
Wszakże gdybym tu ja zginął,
A duchy świecy nie zwieją
Z dworku, gdzie mi wiek przeminął
Tak słodko przy mej rodzinie,
Gdziem ja miał ojcowskie graty
Jeszcze wzięte na Turczynie,
A pod dąb mój rosochaty107
Wodził gości... i pił kawę
W dawnych, starych roztruchanach108,
Pacierz mówił na kolanach,
Córkom gotował wyprawę;
Jeśli to wszystko pójść musi
Z wiatrem... pomnij o Salusi,
Bądź dla niej jak ojciec szczery
I groźny jak ojciec drugi.
Bo to skrzydlate chimery109
Gotowe złotymi cugi110
Przybyć po nią z pieśnią słodką
I dzieciątko moje ciche,
Jakby jaką drugą Psyche111,
Zrobić maleńką szczebiotką,
Którą za skrzydełka złote
Strzepotane Kupid112 chwyci.
A potem, gdy się nasyci,
To wypędzi na ciemnotę,
Rzuci gdzie jak dzban rozbity.
Pamiętaj! To dziecko krwiste,
Oczęta ma przezroczyste,
Zielone, jak selenity113;
A zdają się na zuchwałość
Podwodzić szatańskie wzroki114...
A taka płci115 wielka białość!
A takie gorsu116 uroki!
Że się boję o nią — boję!
Bardzo boję!
PAFNUCY
Bądź spokojny.
GRUSZCZYŃSKI
Powiedz, że ja przy niej stoję
Zawsze... choćbym pozbył ciała;
To w anielską palmę zbrojny
Stanę... I będzie słyszała,
Jeśli się złego dopuści,
Mój głos z piekielnej czeluści
Wołający.
PAFNUCY
Nie wróż smutnie.
GRUSZCZYŃSKI
Bo to widzisz, po tych dworach
Są Włochy117 dzwoniące w lutnie,
Ubrane w różnych kolorach,
Niby diabli w opalowych
Zbrojach... a wewnątrz zepsuci;
Ci dziewczątek świeżych, zdrowych
Szukają... żądłem je wabią,
Aż ptaszeczek im w gardło się rzuci.
A są jeszcze sztuką babią
Zajęte stare matrony118,
Co porzuciły robrony119
I kornety120... A te dziecku,
Już ubrane po niemiecku,
Straszne czasem dają rady.
Gdy je widzę w strusich kitach,
Chodzące prawdziwe gady,
To bym się na tych kobiétach121
Pastwił! Szelmy niegodziwe!
Prawdziwie są diablą milicją.
Wchodzi KOZAK regimentarski.
Skąd ty, Kozak?
KOZAK
Z ekspedycją
Od dworu.
GRUSZCZYŃSKI
Czemu twe ślipie122
Takie jasne? Takie krzywe?
Czy się spił na jakiej stypie?
KOZAK
Witrom123 spity.
Odchodzi. Gruszczyński obraca się ku ogniowi i list czyta.
PAFNUCY
Co się zdarza
Waćpanu? Bledniesz, czytając.
GRUSZCZYŃSKI
Pieczęć jest regimentarza,
Lecz list...? Czy on urągając124
Pisał? Czy był śmierci blisko?
Hej, rozpalić tam ognisko!
Niech lepiej te charaktery125
Wyczytam...
PAFNUCY
Nie zmieniaj cery.
GRUSZCZYŃSKI
Mocanie! Pies pod podwórzem
Nieraz lepiej traktowany!
Patrzaj! Nazywa mię tchórzem!
Na czyste Chrystusa rany,
Którym ja się krwią zadłużył,
Klnę się... Powiada, żem stchórzył,
Żem zleniwiał, że... sto beczek
Krwi mojej na ludzi tych głowie!
Piszą, żem z chłopami w zmowie.
Że... Będę mały człowieczek
Nie człowiek, jeśli przebaczę!
PAFNUCY
Daj aść126 — niech ja list zobaczę.
Bierze list.
To ręka i styl jest sługi.
GRUSZCZYŃSKI
Na pieczęć patrz! Krwawe strugi
Acherontu127 z ognia i krwi!
Na te słowa marszczę brwi
I trzęsę światem... Ja tchórz!
Otóż to tak, ludziom służ.
Nocuj w lesie pod namiotem,
To cię obrzucają błotem!
Otóż to tak z ludźmi tymi
Nowego serca i wiary!
Kazali ciągnąć w te jary128,
Ciemny komin, loch na ziemi;
Gdzie wiem, że pewna zasadzka
I cała czerń hajdamacka
Zasadzona.
PAFNUCY
Więc im szczerze
Odpisz... Ja z listem pojadę.
GRUSZCZYŃSKI
Ja mazałbym po papierze?
Ja...! Oskarżony o zdradę
Nie krwią, życia fundamentem
Bronił się...? Lecz atramentem
I piórem z gęsi ogona?
Nie, mocanie! Krew czerwona!
Ten mózg pod chłopów obuszkiem129!
Mózg i krew ta na ich głowy.
A potem duch purpurowy
Z rozdartą piersią nad łóżkiem!
I niech im Pan Bóg da zdrowie.
Ja tchórz... Na koń! Do szabel, panowie.
Wybiega i widać go ruszającego obóz.
PAFNUCY
sam.
O! Wielki Boże! Sprawdzać się zaczyna
Domowi temu wróżona ruina,
I Chrystusowe do drzwi zapukanie
Karcące, późne krwi ofiarowanie,
Spełni się jako straszliwa nauka
Dla czekających, aż Pan Bóg zapuka.
Leniwy starzec był, teraz ognisty.
Więc choć to pewno zmyślone są listy,
Teraz go w małej mogile położą
Za to, że wzgardził wielką sprawą bożą.
Lecz sądy boże są nieprzewidziane!
Cokolwiek będzie, piersią przy nim stanę.
Wychodzi.