XII

Od dawna wieści są i poszept głuchy,

Że z grafem jakieś są po nocach duchy.

Raz go widziano, jak przez zamku cienie

Wodził za sobą dwa ciche płomienie,

Skrawe, czerwone, piekielne straszydła,

Mające oczy i włosy, i skrzydła.

Ścigany przez nie wybiegał z komnaty

Tylnymi drzwiami na ogród, na kwiaty;

I raz go z wody wydobyła zgraja;

Było to, mówią, w dzień trzeciego maja.

Widziano, jak biegł przez łąkę w zawody,

Ognie go, mówią, zagnały do wody.

Widziano, jak się topił cały blady:

Skądże ta rozpacz? i te ognioślady?

Gdy ziemia w nowe kwiaty się ustraja,

Gdy wszystko ciche w dzień wiośniany maja?

A już to od lat wielu takie rzeczy;

Nikt nie przysięgnie i nikt nie zaprzeczy,

Wszyscy się boją wierzyć w takie dziwo.

W młodości, słychać, zgrzeszył bardzo krzywo,

Dlatego piorun za nim się pomyka,

Owiewa skrami, straszy, lecz nie tyka,

Tylko grobowym okrąży zapachem,

Aby go zabić krwią albo przestrachem.

A mówiąc o tym ludzie z twarzą bladą

Dodają: Człowiek ten przewinił zdradą

I sam się dzisiaj chce karać za zbrodnie,

Sam przyzwał piekieł czerwone pochodnie;

A kiedy przyjdą i nad łożem staną,

On się nakrywa chustą krwią zbryzganą;

W tej chuście niegdyś mu kozacka spisa13

Podała w nocy sąd na infamisa14,

Gdy kraj zdradzony już był i rozdarty.

Ta chusta i te pargaminu15 karty

Leżą przy łożu koło puginału16

Niech Bóg go broni w rozpaczy od szału!

Biada! o biada, gdy przy łożu siędzie17

Śmierci przyczyna i śmierci narzędzie.

To dość dla serca, co się samo dręczy —

Widm nie potrzeba — sumnienie wyręczy.

A rzecz straszniejsza! sumnienie Wacława

Nabyło nawet nad uśpionym prawa;

On w nocy wstaje i z otwartym okiem

Po zamku chodzi niesłyszanym krokiem;

Czasem pochodnią sobie świeci nocną;

Oczy otwarte, wyiskrzone mocno;

Lecz jakby co się roiło w zrennicy18,

Ani w nich mgnienia, ani błyskawicy,

Ani się światła bliskiego przelękną:

A gdy się wpatrzą w co — zda się, że pękną.