XXIX

„Miłość ojczyzny — o! to słońce świetne

Dla serc, co dumne, sieroce, szlachetne,

Całe się czystym miłościom oddadzą.

Jako żurawie, co łańcuch prowadzą,

Świetniejsze serca wylatują przodem;

Umrą — ich duchy lecą przed narodem,

Ich wrzask, ich imię, ich lament to hasła.

Gdy matka po nich zapłakana wrzasła,

Ojczyzna cała słyszy, leci, mści się;

W gołębiach wtenczas są serca tygrysie.

Umrą wygnani — to naród wysyła

Posłów zapraszać, niech wróci mogiła.

A choćby nawet zapomnienie, nędza,

Jednego pacierz nad mogiłą księdza

I wieczna cisza w grobie niepłakanym.

O! ja zazdroszczę tym czystym, nieznanym,

Ja, co się aż tam, aż do słońca darłem —

O czemu ja też dzieckiem nie umarłem!?

Czemu!?... Ach wtenczas, księże, nie dla sławy,

Lecz przyleciałem był raz na bój krwawy,

Ażeby umrzeć. — Na Boga żywego,

Ja bym się teraz nie miał chełpić z czego...

Szyki się biły pod Maciejowicą26,

Wleciałem ściśle zamknięty przyłbicą;

Dziwny był ubiór, ale to miał zyskiem,

Że nie witano mię zdrajcy nazwiskiem,

Wreszcie i harmat zakryłem się błyskiem;

I smutny w sobie wpadłem we krwi morze.

Słyszałeś o tym żelaznym upiorze?

Długo to było między ludźmi sporem,

Kto był tym w ogniu rąbiącym upiorem.

O śmierci! ludzi tysiącznych morderca!

Nie chciałaś wtenczas tej krwi, tego serca.

Lont nie chciał harmat przede mną zapalać;

Kule się bały we krwi mojej zwalać,

Lecz omijały świszcząc koło ucha;

Miecz mój po kaskach dzwonił jak miecz ducha.

Los miał okropną zbawić mię bezczelność,

Jam był ubrany w straszną nieśmiertelność.

Jaka w tym wola boska, nie odgadnę

I nie chcę myśleć — lecz gdy myślę, bladnę.

Sam na tym polu, gdzie psów wściekłych kupa,

Na koniu, na kształt siedzącego trupa,

Gdy z ciał wychodził obłok krwawy, dymny,

Gdy księżyc wschodził straszny, blady, zimny,

Stałem; wtem jeden z niedomarłych, blisko,

Wymówił moje przeklęte nazwisko;

Schylam się z konia — patrzę: krwią się broczy,

I krew mi swoją ten człek rzucił w oczy...

Dobyłem miecza — o! nie bladnij, księże —

Choć syknął na mnie ten gorzej niż węże,

Chociaż mię taką pieczęcią naznaczył,

Jam go nie dobił — alem nie przebaczył.