XXVIII

„Stój! stój! Nie szukaj tej kobiety, ojcze.

Od innych ciosy okropne, zabójcze,

Lecz od niej gorsze ja rany poniosłem.

Ona zrobiła, że śmierć kraju zniosłem.

Anioł piękności i wróg nieodstępny,

Stała, gdy z hańbą walczyłem posępny.

Com cierpiał w sobie i com czuł — nie czuła,

Co w sercu moim zmartwychwstało — struła,

Aż przyszło wreszcie, że dziś, jędza blada...

Lecz z tego niechaj ona się spowiada,

To na jej sercu, to je kiedyś zrani —

Patrz! ja ten ogród zasadziłem dla niéj,

Te drzewa, łąki, tam niby w obłędzie

Strumienie i na błękitach łabędzie,

I ta z marmuru Karary łazienka,

To dla niej... Patrzę i serce mi pęka;

Bo to zostanie po mnie wszystko — długo...

O! gdybym to mógł jaką krwawą strugą

Zalać i zniszczyć, i duszę wyzionąć,

I z zamkiem, i z nią, i z wszystkim utonąć;

Zostawić gruzy leżące na pował,

Których by człowiek nie znał, nie żałował,

Nie myślał o mnie tu błądząc, nie gadał,

Że tutaj zdrajca chodził, dumał, siadał,

Tu się śmiał z Boga, a tutaj łzy ronił;

A tu się w grocie kaskadą zasłonił

Bojąc się słońca, co tę ziemię złoci,

I żył jak węże w zimnie i w wilgoci.