XXVII

„Nie uniewinniam ja siebie, o księże!

Jakie mię gryzły tu w tej piersi węże,

Jakie po nocach walki obłąkane

Z pamięcią, dumą, zaczęte, wytrwane,

Aż sumnieniowi25 uczyniłem zadość:

Świadczą te oczy, te czoło, ta bladość.

O! trzeba było siadać nad mym łożem,

Gdy we śnie serce mi coś pruło nożem;

Gdy się budziłem w noc bezksiężycową

W ciemności, ze krwi piorunem nad głową

Albo widm okiem do łoża przybity,

Zimny, i łzami, i potem okryty,

Nie wiedząc, czemu serce drży boleśnie.

Mówią, żem chodził po pałacu we śnie,

Nie wiem, lecz nieraz, gdy sen ciężki spadał,

Możem wstał, chodził, płakał, jęczał, gadał,

Możem z krwi rękę o rękę ocierał,

Możem zabijał i trumny otwierał,

Możem się dzielił z kim jaką mogiłą,

Nie wiem: — bo o tym mi się wszystkim śniło...

I nawet dzisiaj na mnie krew czerwona

Na głowie... Gdzie jest moja druga żona?...