5

Znikła — słychać tylko burze

W głębi Dniepru — i szum piasków;

Lecz mgła spływa — spływa w chmurze

Zabłąkanych kilka blasków

*

I rozbite mgły zwierciadła,

Wiatr przybliża, zmniejsza, zmniejsza —

Lśni Rusałka, lecz pobladła,

I pobladła — i smutniejsza —

*

Potem rzekła: „O mój miły,

Żegnam ciebie, ginę — ginę,

Jak mnie z wiatrem mgły rozbiły,

Tak w uściskach się rozpłynę.

*

„Prosisz, błagasz nadaremno,

Próżno czekasz na tej skale:

Lecz chodź ze mną! lecz chodź ze mną!

Droga do mnie przez te fale.

*

„Mgły tu zimne ale jasne;

Gdy i ciebie mgła okryje,

Patrz, mój luby — teraz gasnę,

W twych uściskach znów ożyję.

*

„Sokół żywy, chart twój żywy.

Z tobą razem jak z sokołem,

Pójdę błądzić nad te niwy,

Nad dymiących chat padołem:

*

„Pójdę z tobą — tak w mgłę ciemną

Osłoniona, jak w krysztale.

O chodź ze mną! o chodź ze mną!

Droga do mnie przez te fale”.

*

Hetman kochał — obłąkany,

Hetman kochał — ogniem płonął;

Z progu spojrzał w Dniepru piany,

Padł do fali — i zatonął.

*

Gdy go skryły burz odmęty,

Potrzaskały w proch granity;

Duszę zbawił obraz święty:

Krzyż na piersiach miał wyryty.

*

Od grzechowej zmazy czysty,

Już ulata w nieba stropy;

Za nim wzleciał sokół mglisty —

Chart Rusałki rzucił stopy.

*

A Rusałka, nad ostrowy

Sama jedna — we łzach woła:

„Kiedyż! kiedyż Hetman nowy

Da mi serce, psa, sokoła!” —

*

Pieśń kona z echem — i wnet jałowe,

Dzikie domysły urosły w gminie:

Więc Hetman kocha fali królowę?

Na oślep leci w przepaść i ginie?

Zawsze samotny — zawsze nie z nami;

Gdzieś na cmentarzach, nad mogiłami.

Ciszej! — tam zachód krwawy, ponury,

Ozłocił stepy, jary i chmury:

Zagasa słońce — słychać jak z dala,

O brzegi bije spieniona fala.

Ciszej! — tu smutne mogił wybrzeże.

Oto ostatnie zachodu blaski,

Złocą wichrami burzone piaski;

Złocą trzy cerkwi posępne wieże,

Co nad brzeg Dniepru wybiegły stromy,

I tysiąc grobów, gdzie przez wyłomy

Posępne trumien wieka świeciły.

O! dzika Siczy! twoje mogiły

Z piasku uwiane, a grób tak kruchy

Gdy pod przechodnia zapadnie nogą:

Potem w mgłach srebrnych płynące duchy,

Wczorajszych mogił znaleźć nie mogą.

Tam białą postać słońce oświeca.

Łatwo z wybladłej odgadnąć twarzy,

Że to posępna mogił dziewica,

Że to siczowych płaczka wyspiarzy.

Stała na wieku spróchniałej truny19,

A wiatr jej czarne unosił włosy

I wzruszał wianku srebrne piołuny,

I róże wianku lśniące od rosy.

Mówią, że niegdyś płaczka ta miała

Czoło wesołe, lica różane;

Lecz przymuszona płakać, płakała —

I dzisiaj zmysły ma obłąkane

Zmyślonym płaczem i we łzach oczy.

To Hetman Żmija na cmentarz kroczy.

Stanął na grobie, rzekł: „Witaj, Xeni!

Witaj, o sławna płaczko pogrzebu!

Ty nas modlitwą polecasz niebu!

Przez ciebie pieśnią w grobie uśpieni,

Sen mamy cichy, gdy zbroja rdzawa,

Zimną się rosą ziemi napawa.

Straciłem dzisiaj ptaka i charta,

Wierni mi byli — i tym boleśniej:

Jeżeli zgraja twych pieśni warta.

Chart mój i sokół wart także pieśni:

Śpiewaj nad nimi”. — „Bluźnisz, mój miły!

A ja do takich próśb się nie zniżę.

Czujesz to zimne tchnienie mogiły,

Słyszysz! jak skrzypią spróchniałe krzyże?

Jak z dzikim wrzaskiem rybitwa biała

Ponad błękitną falą się wiesza?

Pieśń moja smutna — gdybym śpiewała,

Wszystkie te dzikie głosy pomiesza.

Ciszej!” — Lecz Hetman nie słuchał mowy,

Wzrok miał ponury. — Pomiędzy trzciny

Lśni Dniepru fala i próg dnieprowy.

Wśród skał posępnych fale się zwarły —

Na skałach dzikie rosły kaliny,

I mech czerwony, i sosny karły.

Na progi czajka z falami leci

I już zawisła ponad urwiska,

A w czajce dwoje płynęło dzieci.

Łódka z pianami w głazy się wciska,

A pod nią otchłań pieni się, burzy —

Te dzieci połkną dnieprowe fale!

Młodsze chwyciło za kwiecie róży,

Co się po nagiej zwieszała skale;

I padło w przepaść z gałązką kwiatu.

Starsze po sosnach pnie się na głazy,

Na próżno ręce podaje bratu —

Słyszy huk fali i obłąkane,

Mając na ustach modlitw wyrazy,

Rzuca się z krzykiem w przepaść i pianę. —

I nic nie wyszło z fal tajemnicy,

Nic, z głębokiego serca Hetmana.

Dłoń swoją oddał w ręce dziewicy:

Ta zachmurzona i pomieszana,

Wiodła go w cerkiew. — W cerkwi tak ciemno!

Posrebrza szyby księżyc na nowiu;

Serce przenika trwogą tajemną

Szyba brzęcząca w ramach z ołowiu;

I przez otwarte dachu szczeliny,

Wglądały z kwiatem drżące kaliny.

„Xeni” rzekł hetman „co to się znaczy?

Słyszę jęk smutny i płacze rzewne:

Czy to jest nocne pienie puchaczy?

Czy to chorągwie wzruszasz cerkiewne,

Że się bez wiatru smutnie kołyszą?”

— „Luby! chorągwie spokojnie wiszą,

Może je wzrusza tchnienie mogiły.

Czego się lękasz — czego? mój miły!

Chodź za mną”. Zdjęła lampę z ołtarza,

Weszli w podziemnych lochów zakręty.

O! jak tu głucha cisza przeraża,

Tu połamane Turków okręty;

W spróchniałych deskach, w zbroje przybrani

Leżą dokoła śpiący hetmani.

A jako kazał obyczaj grecki,

Każdy miał w ręku święte obrazy:

Na nich tajemne modlitw wyrazy,

Usta przymknięte, w nich piastr turecki.

Xeni do małej zbliża się truny;

I strasznie drżała ręka dziewicy,

Gdy podnosiła czarne całuny,

Splamione gęsto łzami gromnicy.

O nieba! dziecię pod całunami,

Piękne i żywe. — Xeni pobladła,

I przed hetmanem, zalana łzami,

Klasnęła w dłonie — do nóg upadła.

„Mój luby”, rzekła, „to dziecię — dziecię!

Teraz się w ciemnych grobach ukrywa.

Luby, niech pop nas połączy skrycie,

Pop moim ojcem. — Ja nieszczęśliwa!

Łzy moje płyną na wzgardę światu.

Gdy plotę z polnej róży zawoje,

Wnet drżące liście padają z kwiatu.

Wszystko usycha, wszystko — co moje!

Świat mi szyderczym śmiechem przygania.

Zlituj się, luby —” Lecz próżne słowa,

Już wyszedł Hetman — śmiech obłąkania

Połknęła w ziemi cisza grobowa.