Polowanie pod pieśnią
Znaczący rozkaz naziemnej kancelarii:
wabić kuropatwy w poszukiwaniu żeru,
zadawać im karmę, a będą się dalej pierzyć
wracając z nocnego żerowiska.
Bo nim dojdzie do pielęgnacji lęgu, łania,
czujna przewodniczka chmary, zobaczy
w zaroślach człowieka nieuzbrojonego.
I ruszy oczniak9 — pierwsza licząc od róży10 odnoga
i opierak trzecia licząc od róży odnoga,
odnoga bojowa w czas cichego rykowiska
w obawie przed wilkami i wielkim upałem.
Poranny zlot zmartwi się obciętą przez kulę sierścią
a na głos wydry pociągną za rzemień psy.
Zwietrzą trop odzieży niedźwiedzia.
Ogół norm moralnych zaostrzy szable
na chmarę pustorożców11, za którą
niezmiennie podąży odpędzany towarzysz.
Ale zamiłowani w polowaniu
nie uczczą należycie na rogach i trąbkach
padania w ogniu, ustaloną melodią.
Umilkną na dźwięk czterech części
pieśni tokującego głuszca w swobodnym wykonaniu,
gdy ten europejski przedstawiciel grzebiących,
głuchy na wszystko prócz dzikiej miłości
swego ciemnego gatunku, zejdzie spokojnie
z drzewa noclegowego.
Wtedy też karawan pełen martwych zajęcy
przewróci się w miejscu grząskim, gdzie leżą
nielotne kaczki i stare, wyliniałe cietrzewie,
jagnięta muflonów i młode daniele.
I nim wypełni się huczka12 i parkotnia13
skończą się nieludzkie toki — dobrym trofeum.
Wtedy król polowania, lękający się ukąszenia,
na własne oczy zobaczy, jak wędrowny jeleń
i towarzyszący mu jarząbek niosą w ciemnościach
cierń iglicy.
Książka i błąd jak sakrament
Nieziemski widok wiosennego nieba
obejmuje podwórko, morze i wysypisko.
Kometa zawraca.
Krzywo przysięgasz
i giniesz pod Hastings14.