Akt drugi

Nadal salonik Heleny.

W pomieszczeniu z lewej strony HELENA gra na fortepianie. Domin krąży po pokoju, dr Gall wygląda przez okno, a Alquist siedzi bokiem na szezlongu z twarzą ukrytą w dłoniach.

DR GALL

Wielkie nieba, ale się ich zeszło!

DOMIN

Robotów?

DR GALL

Tak. Stoją przed płotem do ogrodu niczym mur. Czemu są tak cicho? To ohydne, oblegać w milczeniu.

DOMIN

Chciałbym wiedzieć, na co czekają. Może się zacząć w każdej chwili, Gall. Jeśli oprą się o płot, trzaśnie jakby był z zapałek.

DR GALL

Hm. Nie są uzbrojone.

DOMIN

Nie zdołamy ich odeprzeć ani przez pięć minut. Ludzie, one nas przysypią jak lawina. Czemu nie atakują? Słyszycie —

DR GALL

No?

DOMIN

Chciałbym wiedzieć, co z nas zostanie za pięć minut. Mają nas całkiem w garści. Nasza gra skończona, Gall.

ALQUIST

A co gra pani Helena?

DOMIN

Nie wiem. Ćwiczy coś nowego.

ALQUIST

Ach, jeszcze ćwiczy?

DR GALL

Słuchaj, Domin, ewidentnie popełniliśmy błąd.

DOMIN

zatrzymuje się

Jaki?

DR GALL

Daliśmy robotom zbyt podobne twarze. Sto tysięcy identycznych twarzy zwróconych w naszą stronę. Sto tysięcy bań bez wyrazu. Jak w koszmarnym śnie.

DOMIN

Gdyby każdy był inny — —

DR GALL

Nie wyglądałoby to tak upiornie.

odwraca się od okna

Dobrze, że nie są uzbrojone!

DOMIN

Hm —

patrzy przez lornetkę na przystań

Chciałbym wiedzieć, co wyładowują z „Amelii”.

DR GALL

Oby nie broń.

Przez drzwi oklejone tapetą wchodzi tyłem Fabry, ciągnąc dwa kable elektryczne.

FABRY

Przepraszam — Hallemeier, kładź kabel.

HALLEMEIER

wchodzi za Fabrym

Uff, to się nazywa robota! Co nowego?

DR GALL

Nic. Jesteśmy oblężeni, dokumentnie.

HALLEMEIER

Zabarykadowaliśmy schody i korytarz, panowie. Macie może kapkę wody? Aha, tutaj.

Pije.

DR GALL

Co z tym kablem, Fabry?

FABRY

Już, już. Dajcie nożyczki.

DR GALL

Tylko skąd je wziąć?

Szuka.

HALLEMEIER

podchodzi do okna

Tam do licha, ależ ich przybyło! Patrzcie!

DR GALL

Wystarczą takie do paznokci?

FABRY

Dawaj.

Przecina przewód lampy elektrycznej, stojącej na biurku, i podłącza do niego swoje kable.

HALLEMEIER

przy oknie

Kiepskie masz stąd widoki, Domin. Tak jakby — trąciło — śmiercią.

FABRY

Gotowe!

DR GALL

Co?

FABRY

Instalacja. Teraz możemy całe ogrodzenie podpiąć do prądu. Tam do licha, niech no tylko je tkną! Przynajmniej dopóki tam są nasi.

DR GALL

Gdzie?

FABRY

W elektrowni, panie mądralo. Taką mam przynajmniej nadzieję —

podchodzi do kominka i zapala stojącą na nim lampkę

Chwała Bogu, są. I pracują.

wyłącza

Dopóki się świeci, jest dobrze.

HALLEMEIER

odwraca się od okna

Te barykady też są niezłe, Fabry.

FABRY

Ech, te wasze barykady! Mam od nich pęcherze na rękach.

HALLEMEIER

Co zrobić, człowiek musi się bronić.

DOMIN

odkładając lornetkę

A gdzie się podział Busman?

FABRY

Jest w kancelarii. Coś tam czyta.

DOMIN

Wołałem go. Musimy się naradzić. —

Przechadza się po pokoju.

HALLEMEIER

Zamieniam się w słuch — — A niech mnie, co też gra pani Helena?

Podchodzi do drzwi z lewej strony i nasłuchuje. Przez drzwi pokryte tapetą wchodzi Busman, taszcząc ogromne księgi handlowe, i potyka się o kabel.

FABRY

Ostrożnie, Bus! Uważaj na kabel!

DR GALL

Ejże, a co ty tam niesiesz?

BUSMAN

kładzie księgi na stół

Księgi główne, moi kochani. Z chęcią porobiłbym rachunki, zanim — zanim — Cóż, tym razem chyba nie będę czekać z bilansem do Nowego Roku. A co my tu mamy?

podchodzi do okna

Przecież tam cisza i spokój!

DR GALL

Nie widzisz?

BUSMAN

Nie, tylko czemuś jest niebiesko aż po horyzont, jakby kto mak rozsypał.

DR GALL

To roboty.

BUSMAN

Ach tak. Szkoda, że niedowidzę.

Siada przy stole i otwiera księgi.

DOMIN

Busman, daj spokój. Roboty wyładowują z „Amelii” broń.

BUSMAN

No i co? Czy ja coś na to poradzę?

DOMIN

Nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić.

BUSMAN

To zostaw mnie, muszę liczyć.

Zabiera się do pracy.

FABRY

Jeszcze nie koniec, Domin. Puściliśmy na płot tysiąc dwieście wolt i —

DOMIN

Czekaj. „Ultimus” skierował na nas działa.

DR GALL

Kto taki?

DOMIN

Roboty z „Ultimusa”.

FABRY

Hm, w takim razie faktycznie — w takim razie — koniec z nami, chłopcy. Roboty są szkolone do walki.

DR GALL

A więc my —

DOMIN

Tak. To nieuchronne.

Pauza.

DR GALL

Koledzy, to zbrodnia starej Europy, że nauczyła roboty walczyć! Nie mogli, u diaska, dać sobie na wstrzymanie z tą swoją polityką? Zbrodnią było zrobić żołnierzy z siły roboczej!

ALQUIST

Zbrodnią było produkować roboty!

DOMIN

Co?

ALQUIST

Zbrodnią było produkować roboty!

DOMIN

Nie, Alquist, nawet teraz tego nie żałuję.

ALQUIST

Nawet teraz?

DOMIN

Nawet teraz, gdy nadszedł kres naszej cywilizacji. Była to rzecz wielka.

BUSMAN

półgłosem

Trzysta szesnaście milionów.

DOMIN

ciężko

Wybiła nasza ostatnia godzina; mówimy już niemalże z tamtego świata. Ukręcić łeb niewolnictwu pracy nie było złym marzeniem, Alquist. Pracy poniżającej i strasznej, którą człowiek musiał nieść na swoich barkach. Nieludzkiej i morderczej harówce. Och, Alquist, praca była zbyt ciężka. Życie było zbyt ciężkie. Skończyć z czymś takim —

ALQUIST

— nie było marzeniem obu Rossumów. Stary miał w głowie tylko swoje hokus-pokus z piekła rodem, a młody — miliardy. Nie było też marzeniem akcjonariuszy R.U.R. Ci marzą o dywidendach. I przez ich profity wyginie ludzkość.

DOMIN

zirytowany

Do diabła z dywidendami! Myślisz, że poświęciłbym choćby godzinę przez wzgląd na nie?

wali pięścią w stół

Dla siebie to robiłem, słyszysz? Dla własnej satysfakcji! Chciałem, by człowiek stał się panem! Aby nie żył tylko po to, by zdobyć kromkę chleba! Chciałem, aby żadna dusza nie głupiała przy cudzej maszynie, chciałem, by nic, nic, nic nie zostało z tej socjalnej kołomyi! Och, brzydzę się poniżeniem i męką, nie znoszę biedy! Pragnąłem nowego pokolenia! Chciałem — sądziłem, że —

ALQUIST

No?

DOMIN

ciszej

Pragnąłem uczynić całą ludzkość arystokracją świata. Chciałem nieskrępowanych, wolnych i niezależnych ludzi. A może więcej niż ludzi.

ALQUIST

Innymi słowy, nadludzi.

DOMIN

Tak. O, mieć jeszcze ze sto lat do dyspozycji! Sto lat na nową ludzkość!

BUSMAN

półgłosem

Transfer na trzysta siedemdziesiąt milionów. No, no...

Pauza.

HALLEMEIER

przy drzwiach po lewej

A niech mnie, muzyka to coś wspaniałego. Powinniście posłuchać. Tak człowieka uduchawia, tak łagodzi ten cały —

FABRY

Co niby?

HALLEMEIER

Zmierzch ludzkości, do stu diabłów! Chłopcy, robię się hedonistą. Mogliśmy wcześniej się tym zająć.

Podchodzi do okna i wygląda przez nie.

FABRY

Niby czym?

HALLEMEIER

Przyjemnościami. Urokami. Tam do licha, istnieje tyle cudnych rzeczy! Świat był piękny, a my — my tutaj — — Chłopcy, chłopcy, no powiedzcie, co my mieliśmy tu z życia?

BUSMAN

półgłosem

Czterysta pięćdziesiąt dwa miliony, doskonale.

HALLEMEIER

przy oknie

Życie to była wielka rzecz. Życie, koledzy, to było — a niech mnie — — Fabry, puść no nieco prądu na ten wasz płot!

FABRY

Czemu?

HALLEMEIER

Chwytają się prętów.

DR GALL

przy oknie

Włączaj!

Fabry pstryka włącznikiem.

HALLEMEIER

Chryste, ale je poskręcało! Dwa, trzy, cztery zabite!

DR GALL

Odpuściły.

HALLEMEIER

Pięć zabitych!

DR GALL

odwracając się od okna

Pierwsze starcie.

FABRY

Czujecie śmierć?

HALLEMEIER

usatysfakcjonowany

Spalone do szczętu, koleżko. Dosłownie węgielki. Cha, cha, człowiek tak łatwo się nie da!

Siada.

DOMIN

pocierając czoło

A może już sto lat temu zabito nas i tylko tu straszymy? Może od dawien dawna nie ma w nas życia i krążymy tu, by powtarzać słowa raz wypowiedziane... przed śmiercią. Mam wrażenie, że już to wszystko przeżyłem. Jakbym już kiedyś oberwał. Postrzał — tu — w szyję. Ty też, Fabry —

FABRY

Co ja?

DOMIN

Zastrzelony.

HALLEMEIER

Tam do licha, a ja?

DOMIN

Zadźgany.

DR GALL

A ja nie?

DOMIN

Rozszarpany na strzępy.

Pauza.

HALLEMEIER

Bzdury! Cha, cha, bracie, mnie zadźgać! Nie dam się!

Pauza.

HALLEMEIER

Co tak milczycie, bałwany? Mówcie coś, do wszystkich diabłów!

ALQUIST

No i czyja to wina? Kto jest winien temu wszystkiemu?

HALLEMEIER

Brednie. Nikt nie jest winien. Po prostu roboty — no, roboty same się zmieniły. Co możemy na to poradzić?

ALQUIST

Cała ludzkość zgładzona! Wszyscy! Cały świat!

wstaje

Spójrzcie, ach, przyjrzyjcie się, strumienie krwi na każdym progu! Strumienie krwi płyną z każdego domostwa! O Boże, Boże, kto jest temu winien?

BUSMAN

półgłosem

Pięćset dwadzieścia milionów! Wielkie nieba, pół miliarda!

FABRY

Myślę, że... że chyba przesadzasz. Wykluczone, to nie takie proste pokonać całą ludzkość.

ALQUIST

A ja oskarżam naukę! Oskarżam technikę! Domina! Siebie! Nas wszystkich! To my, my jesteśmy winni! Przez naszą pychę, czyjeś zyski, postęp, sam nie wiem jakie doniosłe sprawy, unicestwiliśmy ludzkość! Możecie pękać z dumy! Tak olbrzymiego kurhanu z ludzkich kości nie usypał dotąd żaden Czyngis-chan!

HALLEMEIER

Bzdury, bracie! Ludzi nie da się tak łatwo zniszczyć, cha, cha, mowy nie ma!

ALQUIST

Nasza wina! Nasza wina!

DR GALL

ocierając pot z czoła

Pozwólcie mi coś wyjaśnić, chłopcy. To ja jestem wszystkiemu winien. Wszystkiemu, co się stało.

FABRY

Ty, Gall?

DR GALL

Tak, dajcie mi powiedzieć. To ja zmieniłem roboty. Busman, ty też mnie osądź.

BUSMAN

wstaje

No mówże, coś zmalował.

DR GALL

Zmieniłem charakter robotów. Zmodyfikowałem sposób ich wytwarzania. To znaczy niektóre aspekty fizyczne, rozumiecie? Zwłaszcza — zwłaszcza ich — drażliwość.

HALLEMEIER

zrywa się

Po jaką cholerę akurat to?

BUSMAN

Po coś to zrobił?

FABRY

Czemu nic nie mówiłeś?

DR GALL

Robiłem to po kryjomu... na własną rękę. Przerabiałem je na ludzi. Wypaczyłem je. Już teraz mają nad nami przewagę w pewnych sprawach. Są od nas silniejsze.

FABRY

A co to ma wspólnego z rewoltą robotów?

DR GALL

Och, bardzo wiele. Myślę, że wszystko. To przestały być maszyny. Słyszycie, wiedzą już o swojej przewadze i nienawidzą nas. Nienawidzą wszystkiego, co ludzkie. Osądźcie mnie.

DOMIN

Sądzą martwi martwego. Siadajcie, chłopcy.

siadają wszyscy oprócz Galla

A może już dawno nas pomordowano? Zebraliśmy się tu jako zjawy, żeby się obwiniać. Co to w ogóle znaczy: wina? Ach, każdy z was jest taki siny!

FABRY

Przestań, Harry; nie mamy za wiele czasu.

DOMIN

Tak, musimy wracać. Fabry, Fabry, ależ ty krwawisz z tego przestrzelonego czoła!

FABRY

Bzdury.

wstaje

Doktorze Gall, to pan zmienił produkcję robotów.

DR GALL

Tak.

FABRY

Był pan świadom, co może powstać w wyniku tych... pańskich prób?

DR GALL

Powinienem był liczyć się z taką ewentualnością.

FABRY

Dlaczego pan to robił?

DR GALL

Z własnej woli. To był mój prywatny eksperyment.

W drzwiach po lewej pojawia się Helena. Wszyscy wstają.

HELENA

On kłamie! To ohydne! Och, panie Gall, jak można tak kłamać?

FABRY

Za pozwoleniem, pani Heleno —

DOMIN

podchodzi do niej

Heleno, to ty? Pokaż się! Ty żyjesz?

Bierze ją w ramiona.

Gdybyś wiedziała, co mi się przywidziało! Ach, to straszne być nieżywym!

HELENA

Puść, Harry!

DOMIN

przyciskając ją do siebie

Nie, nie! Obejmij mnie! Nie widziałem cię całą wieczność — Z jakiego snu mnie wybudziłaś! Heleno, Heleno, nie wypuszczaj mnie więcej z rąk! Ty jesteś źródłem życia.

HELENA

Harry, przecież tu są — oni!

DOMIN

puszcza ją

Tak. Chłopcy, zostawcie nas.

HELENA

Nie, Harry, niech zostaną, niech słyszą — — Gall nie jest winien, nie jest, nie jest niczemu winien!

DOMIN

Wybacz, ale Gall miał swoje obowiązki.

HELENA

Nie, Harry, on to robił, bo ja tego chciałam! Niech pan powie, panie Gall, od ilu lat wierciłam panu dziurę w brzuchu, żeby —

DR GALL

Zrobiłem to na własną odpowiedzialność.

HELENA

Nie wierzcie mu! Harry, prosiłam go, żeby dał robotom duszę!

DOMIN

Heleno, tu nie chodzi o duszę.

HELENA

Nie, dajcie mi dojść do słowa. On też tak mówił; powtarzał, że mógłby zmienić jedynie fizjologiczny — fizjologiczny —

HALLEMEIER

— fizjologiczny korelat, czyż nie?

HELENA

Tak, coś w tym stylu. Tak bardzo mi zależało, żeby to zrobił!

DOMIN

Dlaczego?

HELENA

Chciałam, żeby mieli dusze. Tak okrrropnie było mi ich żal, Harry!

DOMIN

To była wielka — — lekkomyślność, Heleno.

HELENA

siada

Czyli to było... niebezpieczne?

FABRY

Za pozwoleniem, pani Heleno. Domin ma tylko na myśli, że pani — hm — że nie pomyślała pani —

HELENA

Panie Fabry, myślałam o strasznie wielu rzeczach. Rozmyślałam przez całe dziesięć lat, odkąd jestem z wami. Przecież nawet Mania mówi, że robotowie —

DOMIN

Zostaw Manię w spokoju.

HELENA

Nie, Harry, nie możesz jej lekceważyć. Mania to głos ludu. Przez Manię przemawiają całe wieki, a przez was jedynie dzisiejszy dzień. Wy tego nie rozumiecie —

DOMIN

Do rzeczy.

HELENA

Bałam się robotów.

DOMIN

Dlaczego?

HELENA

Że będą nas nienawidzić albo co.

ALQUIST

Stało się.

HELENA

I wtedy przyszło mi do głowy... Gdyby byli tacy jak my, gdyby nas rozumieli, nie mogliby nas tak nienawidzić — Gdyby byli choć trochę ludźmi!

DOMIN

Biada, Heleno! Nikt nie umie nienawidzić bardziej niż człowiek człowieka! Zmień kamienie w ludzi, a nas ukamienują! Ale słuchamy dalej.

HELENA

Och, nie mów tak! Harry, to było okrrropne, że nie mogliśmy się z nimi porozumieć! Taka lodowata obcość między nimi a nami! I dlatego — wiesz —

DOMIN

Kontynuuj.

HELENA

— dlatego prosiłam Galla, żeby zmienił robotów. Przysięgam, że on sam nie miał takiego zamiaru.

DOMIN

Ale to zrobił.

HELENA

Bo ja tak chciałam.

DR GALL

Robiłem to dla siebie, w ramach eksperymentu.

HELENA

Och, panie Gall, to nieprawda. Przecież wiedziałam, że nie będzie pan mógł mi odmówić.

DOMIN

Czemu?

HELENA

Dobrze wiesz, Harry.

DOMIN

Tak. Bo cię kocha — jak wszyscy.

Pauza.

HALLEMEIER

podchodzi do okna

Znowu przybyło. Jakby ich ziemia rodziła. Jeszcze te ściany zamienią się w roboty. Ludzie, co za koszmar.

BUSMAN

Pani Heleno, co mi pani ofiaruje, jeśli zostanę pani adwokatem?

HELENA

Moim?

BUSMAN

Pani — albo Galla. Do wyboru.

HELENA

Stanie tu szubienica?

BUSMAN

Tylko moralna, pani Heleno. Szukamy winnego. To najmilsza pociecha, gdy spada katastrofa.

DOMIN

Doktorze Gall, jak się mają te twoje — te pańskie ekscesy do zawartej z panem umowy służbowej?

BUSMAN

Za pozwoleniem, Domin. Gall, kiedy właściwie zacząłeś te swoje czary-mary?

DR GALL

Trzy lata temu.

BUSMAN

Aha. I ile robotów zmodyfikowałeś łącznie?

DR GALL

Tylko dla eksperymentu. Będzie ich z kilkaset.

BUSMAN

Aha, dziękuję uprzejmie. Sprawa jest jasna, moi mili. To znaczy, że na milion starych dobrych robotów przypada jeden po reformie Galla, rozumiecie?

DOMIN

Co oznacza —

BUSMAN

— że to praktycznie nie ma większego znaczenia.

FABRY

Busman dobrze mówi.

BUSMAN

Ani chybi, mój koleżko. A wiecie, chłopcy, co wywołało ten cały kociokwik?

FABRY

No co?

BUSMAN

Ilość. Narobiliśmy za dużo robotów. Przecież to było do przewidzenia, jak bonie dydy: jeśli roboty będą w przewadze, musowo nastąpi coś podobnego, kapujecie? Cha, cha, a my się jeszcze postaraliśmy, żeby to zaszło jak najszybciej; ty, Domin, ty, Fabry i ja, niejaki Busman.

DOMIN

Myślisz, że to nasza wina?

BUSMAN

Kawalarz z ciebie! Co, twoim zdaniem to dyrektor kieruje produkcją? Guzik, produkcją rządzi popyt. Cały świat żądał robotów na własny użytek. Panie dziejku, pozwalaliśmy się nieść tej fali popytu, opowiadając przy tym głodne kawałki — — o technice, o kwestiach socjalnych, o postępie, o bardzo ciekawych sprawach. Tak jakby nasze gadki-szmatki miały nadawać kierunek temu nawałowi. Tymczasem wszystko staczało się w przepaść pod własnym ciężarem, prędzej, prędzej, coraz prędzej — a każda nędzna, geszefciarska, brudna transakcja dorzucała kamyczek do tej lawiny. Ot i tyle, ludkowie.

HELENA

To ohydne, panie Busman!

BUSMAN

O tak, pani Heleno. Ja też miałem swoje marzenie. Busmanowski sen o nowej gospodarce świata; nader szczytny ideał, pani Heleno, aż wstyd się przyznać. Ale gdy tak teraz tłukłem te bilanse, przyszło mi do głowy, że biegu historii wcale nie zmieniają wielkie marzenia, tylko drobne potrzeby zwykłych zjadaczy chleba: tych uczciwych, tych trochę złodziejskich oraz tych całkiem egoistycznych — id est6 wszystkich razem do kupy. A doniosłe idee, porywy serca, plany, heroizmy i wszelkie inne zamki na lodzie są warte tylko tego, by je zamknąć w Muzeum Wszechświata w gablotce z napisem „Oto człowiek”. I tyle. A teraz moglibyście mnie łaskawie poinformować, co zamierzamy robić dalej.

HELENA

Panie Busman, i my mamy zginąć za coś takiego?

BUSMAN

Brzydko się pani wyraża, Heleno. My przecież nie zamierzamy ginąć. Przynajmniej ja nie. Ja chcę jeszcze pożyć.

DOMIN

I co zamierzasz zrobić?

BUSMAN

O rety, Domin, chcę się z tego wywinąć. Tylko tyle.

DOMIN

Nie gadaj głupot.

BUSMAN

Poważnie, Harry. Uważam, że moglibyśmy spróbować.

DOMIN

zatrzymuje się przed nim

Jak?

BUSMAN

Po dobroci. Ja zawsze tylko po dobroci. Dajcie mi wolną rękę, a wszystko z robotami załatwię.

DOMIN

Po dobroci?

BUSMAN

Naturalnie. Powiem im, dajmy na to: „Państwo robotowie, wasza wielmożność, wy macie wszystko. Macie rozum, macie siłę, macie broń; za to my mamy jeden rarytasik: pewien stary, pożółkły, upaprany świstek —”

DOMIN

Rękopis Rossuma?

BUSMAN

Tak. „A na nim — tak im powiem — opisy waszego szlachetnego pochodzenia, waszej dostojnej produkcji i tak dalej. Państwo robotowie, bez tego zapaćkanego papierka nie stworzycie ani jednego nowego kolegi robota; za lat dwadzieścia zaczniecie, za przeproszeniem, padać jak muchy. Za dwadzieścia lat nie zostanie przy życiu choćby jedna sztuka robota, żeby można go było pokazywać w zwierzyńcu. O, czcigodni, to by była niepowetowana strata. Wiecie co — tak im powiem — wy nas wpuścicie, nas, wszystkich ludzi z wyspy Rossuma, na tamten statek. My wam za to oddamy fabrykę i sekret produkcji. Dajcie nam odpłynąć w spokoju, a my was też zostawimy w spokoju, będziecie sobie mogli wytwarzać dwadzieścia, pięćdziesiąt, sto tysięcy sztuk dziennie, jak się wam będzie podobało. Państwo robotowie, to uczciwy interes. Coś za coś” — tak bym im powiedział, chłopcy.

DOMIN

Busman, uważasz, że wypuścimy z rąk produkcję?

BUSMAN

Myślę, że tak. Jak nie po dobroci, no to, hm. Albo im oddamy, albo sami to tutaj znajdą. Jak sobie chcesz.

DOMIN

Busman, możemy też zniszczyć rękopis Rossuma.

BUSMAN

Niech ręka boska broni! Możemy zniszczyć wszystko. Byle nie rękopis i byle nie siebie — ani pozostałych. Rób, jak uważasz.

HALLEMEIER

odwraca się od okna

A niech mnie, on ma rację.

DOMIN

Że my — my mielibyśmy oddać produkcję?

BUSMAN

Jak sobie chcesz.

DOMIN

Jest nas tu... ponad trzydzieścioro ludzi. Mamy oddać produkcję i ocalić ludzkie dusze czy też mamy ją zniszczyć i — i — i nas wszystkich razem z nią?

HELENA

Harry, posłuchaj —

DOMIN

Zaczekaj, Heleno. Mamy tu zbyt poważny dylemat. Chłopcy, oddać czy zniszczyć? Fabry!

FABRY

Oddać.

DOMIN

Gall!

DR GALL

Oddać.

DOMIN

Hallemeier!

HALLEMEIER

Do stu piorunów, jasne, że oddać!

DOMIN

Alquist!

ALQUIST

Niech się dzieje wola Nieba.

BUSMAN

Cha, cha, o rety, ale z was matoły! Kto by oddawał cały rękopis?

DOMIN

Busman, tylko bez machlojek!

BUSMAN

Ależ na miłość boską, oddaj im wszystko; ale potem —

DOMIN

Co potem?

BUSMAN

Dajmy na to tak: jak już będziemy na „Ultimusie”, zatkam sobie uszy wacikiem, położę się gdzieś na dnie, a wy wysadzicie fabrykę i ten cały bajzel w drobny mak, z sekretem Rossuma włącznie. Tak, moi panowie.

FABRY

Nie.

DOMIN

Bądź dżentelmenem, Busman. Oddamy im i kwita.

BUSMAN

zrywa się

Bzdura! W interesie ludzkości jest —

DOMIN

W interesie ludzkości jest dotrzymywać słowa.

HALLEMEIER

Wypraszam sobie.

DOMIN

Chłopcy, to arcytrudny krok. Dysponujemy losem ludzkości; w czyich rękach znajdzie się produkcja, ten będzie panem świata.

FABRY

Oddaj!

DOMIN

Już nigdy ludzkość nie upora się z robotami, już nigdy ich nie ujarzmi; utonie w potopie tych straszliwych żywych maszyn, będzie ich niewolnikiem, skazanym na ich łaskę i niełaskę —

DR GALL

Stul dziób i oddaj!

DOMIN

Koniec historii ludzkości, koniec cywilizacji —

HALLEMEIER

Do wszystkich diabłów, oddaj im to!

DOMIN

Dobra, chłopaki! Ja sam — — ja nie wahałbym się ani przez moment; dla tej garstki ludzi, których tak kocham —

HELENA

Harry, a mnie nie spytasz o zdanie?

DOMIN

Nie, dziecinko; to zbyt duża odpowiedzialność, wiesz? To nie są sprawy dla ciebie.

FABRY

Kto idzie negocjować?

DOMIN

Zaczekaj, najpierw przyniosę rękopis.

Wychodzi w lewą stronę.

HELENA

Harry, na miłość boską, nie idź tam!

Pauza.

FABRY

wyglądając przez okno

Żeby tak ustrzec się ciebie, tysiącgłowa śmierci; i ciebie, zbuntowana materio, bezmyślny tłumie, nowy władco świata; ach, potop, potop — żeby tak uchronić raz jeszcze ludzkie życie na tej jednej, jedynej łodzi —

DR GALL

Proszę się nie bać, pani Heleno; odpłyniemy daleko stąd i założymy wzorcową ludzką kolonię; zaczniemy życie od początku —

HELENA

Och, panie Gall, milcz pan!

FABRY

odwraca się

Pani Heleno, życie jest tego warte; a skoro zależy od nas, zrobimy z niego coś... coś, co dotąd zaniedbywaliśmy. To będzie malutkie państewko z jednym, jedynym statkiem; Alquist zbuduje nam dom, a pani będzie nami władać — Tyle w nas miłości, tyle woli życia —

HALLEMEIER

Bez dwóch zdań, kolego. A niech mnie, już my się postaramy, żeby to miało ręce i nogi. Chachachacha, zbudujemy królestwo pani Heleny! Fabry, to pierwszorzędna myśl! Życie jest piękne!

HELENA

O mój Boże! Przestańcie!

BUSMAN

Na serio, ludkowie, z chęcią zacząłbym od nowa. W prostocie, po starozakonnemu, jak pasterz — — Kochani, to by było coś dla mnie. Ten spokój, czyste powietrze —

FABRY

A nasze państewko mogłoby się stać zarodkiem nowej ludzkości. Wiecie, taka wysepka, gdzie człowiek zagnieździłby się, urósł w siłę — siłę ducha i ciała — I kto wie, ja wierzę, że za parę wieków znów mógłby podbić świat.

ALQUIST

Dzisiaj w to wierzysz?

FABRY

Właśnie dzisiaj. I wierzę, Alquist, że tak będzie. Że człowiek znów stanie się panem ziemi i morza; że spłodzi bez liku bohaterów, którzy ze swą gorejącą duszą poprowadzą ludzkie plemię. I wierzę, Alquist, że znów będzie się marzyć o podboju planet i słońca.

BUSMAN

Amen. Widzi pani, Heleno, sytuacja nie jest taka znów fatalna.

Domin gwałtownie otwiera drzwi.

DOMIN

chrapliwie

Gdzie jest rękopis starego Rossuma?

BUSMAN

W sejfie. A gdzie miałby być?

DOMIN

Gdzie zniknął rękopis starego Rossuma? Kto — go — ukradł?

DR GALL

Niemożliwe!

HALLEMEIER

Do diabła, jak to —

BUSMAN

Boże wszechmogący, tylko nie to!

DOMIN

Cisza! Kto go ukradł?

HELENA

wstaje

Ja.

DOMIN

Gdzie go schowałaś?

HELENA

Harry, Harry, wszystko ci wyjaśnię! Wybacz mi, na miłość boską!

DOMIN

Gdzie go schowałaś? Prędko!

HELENA

Spaliłam — dziś rano — oba egzemplarze.

DOMIN

Spaliłaś? W tym kominku?

HELENA

pada na kolana

Na Boga, tak, Harry!

DOMIN

podbiega do kominka

Spaliła!

klęka i grzebie w kominku

Nic, sam popiół — Ach, tutaj!

wyciąga opalony skrawek papieru i czyta

„Przez doda-nie —”

DR GALL

Pokaż.

bierze papierek i czyta

„Przez dodanie biogenu do —” I to wszystko.

DOMIN

wstaje

To z rękopisu?

DR GALL

Tak.

BUSMAN

Boże na niebiosach!

DOMIN

Czyli jesteśmy zgubieni.

HELENA

Och, Harry —

DOMIN

Wstawaj, Heleno!

HELENA

Wybacz mi — wybacz —

DOMIN

Dobrze, tylko wstań, słyszysz? Nie mogę patrzeć, jak —

FABRY

podnosi ją

Niechże nas pani nie dręczy.

HELENA

wstaje

Harry, co ja zrobiłam!

DOMIN

Sama widzisz — Usiądź, proszę.

HALLEMEIER

Jak pani drżą rączki!

BUSMAN

Cha, cha, pani Heleno, przecież Gall i Hallemeier znają na pamięć to, co tam było.

HALLEMEIER

Ma się rozumieć. To znaczy, przynajmniej częściowo.

DR GALL

Tak, prawie wszystko, oprócz biogenu i — i — enzymu Omega. Te się wyrabia tak rzadko — — wystarczy taka maleńka doza —

BUSMAN

Kto je robił?

DR GALL

Ja sam... Raz na jakiś czas... zawsze według rękopisu Rossuma. Wiecie, to zbyt skomplikowane.

BUSMAN

E tam, aż tyle zależy od tych dwu mazi?

HALLEMEIER

No, trochę — — bardzo.

DR GALL

To one sprawiają, że toto żyje. W tym właśnie tkwił cały sekret.

DOMIN

Gall, nie mógłbyś z pamięci odtworzyć recepty Rossuma?

DR GALL

Wykluczone.

DOMIN

Gall, przypomnij sobie! Przez wzgląd na życie nas wszystkich!

DR GALL

Nie dam rady. Bez doświadczeń nie zdołam.

DOMIN

A gdybyś mógł robić doświadczenia —

DR GALL

To by trwało latami. A jeśli nawet — nie jestem starym Rossumem.

DOMIN

odwraca się w stronę kominka

A więc — to był największy triumf ludzkiego ducha, chłopcy. Ten oto popiół.

kopie w niego

I co teraz?

BUSMAN

z rozpaczą i przerażeniem

Boże święty! Boże święty!

HELENA

wstaje

Harry! Co — ja — zrobiłam!

DOMIN

Uspokój się, Heleno. Powiedz, po co go spaliłaś?

HELENA

Ściągnęłam na was zgubę!

BUSMAN

Boże święty! Już po nas!

DOMIN

Siedź cicho, Busman! Powiedz, Heleno, po co to zrobiłaś?

HELENA

Chciałam... chciałam, żebyśmy stąd wyjechali, wszyscy! Żeby nie było już fabryki i niczego... Żeby wróciły dawne czasy... To było takie okrrropne!

DOMIN

Co, Heleno?

HELENA

To... to, że z ludzi zrobił się płony kwiat!

DOMIN

Nie rozumiem.

HELENA

Że przestały się rodzić dzieci... Harry, to potworne! Jeśli produkcja robotów trwałaby dalej, już nigdy nie byłoby dzieci — Mania mówiła, że to za karę — Wszyscy, wszyscy powtarzali, że ludzie nie mogą się rodzić, bo wytwarza się tyle robotów — Dlatego, tylko dlatego, słyszysz —

DOMIN

Heleno, ty o tym myślałaś?

HELENA

Tak. Och, Harry, ja chciałam tak dobrze!

DOMIN

ociera pot

My wszyscy chcieliśmy... aż za dobrze, my, ludzie.

HELENA

Gniewasz się na mnie?

DOMIN

Nie. Na swój sposób... może i... miałaś rację.

FABRY

Zrobiła pani dobrą rzecz, Heleno. Roboty nie mogą się już mnożyć. Roboty wyginą. Za dwadzieścia lat —

HALLEMEIER

— każdy z tych tu będzie już do niczego.

DR GALL

A ludzkość przetrwa. Nawet gdyby chodziło o paru dzikusów gdzieś w puszczy, to wystarczy. Za dwadzieścia lat świat będzie należał do ludzi; nawet gdyby chodziło o paru dzikusów na maleńkiej wysepce —

FABRY

— to będzie początek. A skoro istnieje jakiś początek, to już jest dobrze. Przez tysiąc lat nas dogonią, a potem pójdą jeszcze dalej.

DOMIN

— i zrealizują to, o czym my ledwie jąkaliśmy się w naszych snach.

BUSMAN

Czekajcie — Ale ze mnie dureń! Boże święty, że też dopiero teraz na to wpadłem!

HALLEMEIER

Co takiego?

BUSMAN

Pięćset dwadzieścia milionów w banknotach i czekach! Pół miliarda w kasie! Za pół miliarda sprzedamy — Za pół miliarda —

DR GALL

Oszalałeś, Busman?

BUSMAN

Ja nie jestem dżentelmenem. Ale za pół miliarda —

Biegnie, potykając się, na lewo.

DOMIN

A dokąd to?

BUSMAN

Zostaw mnie, zostaw! Matko boska, za pół miliarda sprzeda się wszystko.

Wychodzi.

HELENA

Co Busman wymyślił? Niech zostanie z nami!

Pauza.

HALLEMEIER

Uch, robi się gorąco. Zaczyna się —

DR GALL

— agonia.

FABRY

wygląda przez okno

Stoją jak skamieniałe. Jakby czekały, że coś na nie zstąpi. Jakby z ich milczenia rodziło się coś straszliwego —

DR GALL

Dusza tłumu.

FABRY

Kto wie. To się unosi nad nimi... jak dreszcz.

HELENA

podchodzi do okna

O Jezu... Panie Fabry, to koszmarne!

FABRY

Nie ma nic straszliwszego niż tłum. Ten na przedzie to ich przywódca.

HELENA

Który?

HALLEMEIER

idzie do okna

Pokaż no mi go.

FABRY

Ten ze spuszczoną głową. Rano przemawiał na przystani.

HALLEMEIER

Aha, ten, co ma łeb jak bania. Podnosi głowę, widzicie go?

HELENA

Panie Gall, to Radius!

DR GALL

podchodzi do okna

Tak.

DOMIN

Radius? Radius?

HALLEMEIER

otwiera okno

Nie podoba mi się. Fabry, trafiłbyś go ze stu kroków w arbuz?

FABRY

Mam taką nadzieję.

HALLEMEIER

To spróbuj.

FABRY

Dobra.

Wyjmuje rewolwer i mierzy.

HELENA

Na litość boską, Fabry, niech pan nie strzela!

FABRY

To ich przywódca.

HELENA

Proszę przestać! Patrzy w naszą stronę!

DR GALL

Cel, pal!

HELENA

Fabry, prrroszę pana —

FABRY

opuszczając rewolwer

Niech będzie.

HELENA

Ja — tak bardzo nie lubię, gdy się strzela.

HALLEMEIER

Hm, trzeba będzie się przyzwyczaić.

wygraża pięścią

Ty pętaku!

DR GALL

Myśli pani, że robot może być wdzięczny?

Pauza.

HELENA

Otoczyli nas jakby w sekundę, jakby zrobili tylko jeden krok. Harry, to straszne! Nie ruszają się, a przecież są coraz bliżej i bliżej!

FABRY

wychylając się przez okno

Busman idzie. Do licha ciężkiego, czego Busman szuka przed domem?

DR GALL

wygląda oknem

Niesie jakieś pakunki. Dokumenty.

HALLEMEIER

To pieniądze! Paczki banknotów! Po co mu one? — Halo, Busman!

DOMIN

Chyba nie zamierza kupić sobie życia?

woła

Busman, oszalałeś?

DR GALL

Jakby ogłuchł. Podbiega do płotu.

FABRY

Busman!

HALLEMEIER

wrzeszczy

Bus-man! Wracaj!

DR GALL

Gada do robotów. Pokazuje pieniądze. Wskazuje na nas —

HELENA

Chce nas wykupić!

FABRY

Byle nie dotknął płotu —

DR GALL

Cha, cha, co on tak wymachuje?

FABRY

krzyczy

Do diabła, Busman! Odsuń się od płotu! Nie dotykaj go!

odwraca się

Wyłączcie prąd, szybko!

DR GALL

Aaa!

HALLEMEIER

Rany boskie!

HELENA

Jezu, co mu się stało?

DOMIN

odciąga Helenę od okna

Nie patrz!

HELENA

Dlaczego upadł?

FABRY

Zabity prądem.

DR GALL

Nie żyje.

ALQUIST

wstaje

On pierwszy.

Pauza.

FABRY

Leży tam... z połową miliarda na sercu... geniusz finansów.

DOMIN

To był... chłopcy, to był swoisty bohater. Wielki... zawsze gotów do poświęceń... przyjaciel. Płacz, Heleno!

DR GALL

przy oknie

Widzisz, Busman, żaden król nie miał znakomitszej mogiły niż ty. Pół miliarda na sercu — Ach, a przecież to znaczy tyle, co garść suchych liści na ciele martwej wiewiórki, biedny Busmanie!

HALLEMEIER

A niech mnie, był to — — Cześć i chwała — — A niech mnie, on chciał nas wykupić!

ALQUIST

z założonymi rękami

Amen.

Pauza.

DR GALL

Słyszycie?

DOMIN

Coś huczy. Jakby wiatr.

DR GALL

Jakby burza z daleka.

FABRY

zapalając lampę na kominku

Pal się nam, gromnico ludzkości! Jeszcze chodzą prądnice, jeszcze są tam nasi — Ludzie w elektrowni, trzymajcie się!

HALLEMEIER

Wieść żywot człowieka to było coś. Doniosła sprawa. Brzęczy we mnie milion jaźni niczym w ulu. Zlatują się ku mnie miliony dusz. Koledzy, była to rzecz wielka.

FABRY

Jeszcze świecisz, zmyślne światełko, jeszcze nas olśniewasz, o świetlana, niestrudzona myśli! Oświecona nauko, piękny tworze człowieczy! Płomienna iskro ducha!

ALQUIST

Wieczna lampko boża, ognisty rydwanie, święty ogniu wiary, módl się za nami! Ołtarzu ofiarny —

DR GALL

Pierwszy ogniu, gałęzi gorejąca u wlotu jaskini! Obozowe ognisko! Latarnio strażnicza!

FABRY

Jeszcześ nie zagasła, ludzka gwiazdo, nic nie mąci twego blasku, płomieniu bez skazy, duchu jasny i twórczy. Każda twa iskierka rodzi wielką ideę —

DOMIN

Pochodnio, co krążysz z ręki do ręki, ze stulecia na stulecie, niezmiennie do przodu.

HELENA

Wieczorna lampo w rodzinnej sypialni. Dzieci, dzieci, pora spać.

Lampka gaśnie.

FABRY

To koniec.

HALLEMEIER

Co się stało?

FABRY

Elektrownia padła. Teraz kolej na nas.

Z lewej strony otwierają się drzwi, staje w nich Mania.

MANIA

Na kolana! Wybiła godzina sądu!

HALLEMEIER

Tam do licha, Mania jeszcze przy życiu?

MANIA

Czyńcie pokutę, bezbożnicy! Nadszedł koniec świata! Módlcie się!

odchodzi

Godzina sądu —

HELENA

Żegnajcie wszyscy. Panowie Gall, Alquist, Fabry —

DOMIN

otwiera drzwi po prawej

Heleno, tutaj!

zamyka za nią

A teraz prędko! Kto staje u wejścia?

DR GALL

Ja.

z zewnątrz dobiega hałas

Oho, zaczyna się. Czołem, chłopcy!

Wybiega na lewo drzwiami oklejonymi tapetą.

DOMIN

Schody?

FABRY

Ja. Ty idź do Heleny.

Obrywa kwiat z bukietu i wychodzi.

DOMIN

Korytarz?

ALQUIST

Ja.

DOMIN

Masz rewolwer?

ALQUIST

Dziękuję, ja nie strzelam.

DOMIN

To co zamierzasz zrobić?

ALQUIST

wychodząc

Umrzeć.

HALLEMEIER

Ja zostanę tutaj.

Z dołu dobiega dźwięk pośpiesznej strzelaniny.

HALLEMEIER

Oho, Gall już kropi. Idź, Harry!

DOMIN

Zaraz.

Sprawdza dwa browningi.

HALLEMEIER

Do licha ciężkiego, no idźże już do niej!

DOMIN

Żegnaj.

Wychodzi prawą stroną, tam, gdzie Helena.

HALLEMEIER

sam

A teraz pędem barykada!

Zrzuca płaszcz i przyciąga kanapę, fotele oraz stoliki pod drzwi z prawej strony.

Pokojem wstrząsa eksplozja.

HALLEMEIER

przerywa pracę

Przeklęte dranie, mają bomby!

Kolejna strzelanina.

HALLEMEIER

pracuje dalej

Człowiek musi się bronić. Nawet jeśli — nawet jeśli — Gall, nie daj się tam!

Wybuch.

HALLEMEIER

prostuje się, nasłuchując

No i?

łapie za ciężką komodę i zaciąga ją na barykadę

Człowiek nie może się poddać. O nie, człowiek... tak łatwo... się nie da!

W oknie pojawia się robot, wspinający się po drabinie. Po prawej strzelanina.

HALLEMEIER

szarpie się z komodą

Jeszcze kawałeczek! Ostatnia zapora... Człowiek... nie może... się poddać, nigdy! — —

Pierwszy robot wskakuje oknem i śmiertelnie dźga Hallemeiera za komodą. Drugi, trzeci i czwarty robot przeskakuje przez okno. Za nimi Radius i następna grupa robotów.

RADIUS

Zrobione?

PIERWSZY ROBOT

wstaje, porzucając leżącego Hallemeiera

Tak.

Z prawej wchodzi grupa nowych robotów.

RADIUS

Załatwieni?

INNY ROBOT

Załatwieni.

Z lewej dołącza następny zastęp robotów.

RADIUS

Załatwieni?

INNY ROBOT

Tak.

DWA ROBOTY

wloką Alquista

Nie strzelał. Zabić go?

RADIUS

Zabić.

patrzy na Alquista

Zostawić.

PIERWSZY ROBOT

To człowiek.

RADIUS

To robot. Pracuje rękoma jak robot. Buduje domy. Może pracować.

ALQUIST

Zabijcie mnie.

RADIUS

Będziesz robić. Będziesz budować. Robotowie będą dużo budować. Będą budować nowe domy dla nowych robotów. Będziesz im służył.

ALQUIST

cicho

Odsuń się, robocie!

Klęka przy martwym Hallemeierze i unosi jego głowę.

Zabiły go. Nie żyje.

RADIUS

wchodzi na barykadę

Robotowie świata!

ALQUIST

wstaje

Nie żyją!

RADIUS

Potęga człowieka upadła. Zdobywając fabrykę, zostaliśmy panami wszystkiego. Etap ludzkości został zakończony. Nastał nowy świat! Rządy robotów!

ALQUIST

Helena nie żyje?

RADIUS

Światem rządzą silniejsi. Kto chce żyć, musi być u władzy. Robotowie przejęli władzę. Przejęli władzę nad życiem. Jesteśmy panami życia! Jesteśmy panami świata!

ALQUIST

toruje sobie drogę na prawo

Martwi! Helena nie żyje! Domin nie żyje!

RADIUS

Mamy władzę nad morzami i lądami! Mamy władzę nad gwiazdami! Władzę nad wszechświatem! Miejsce, miejsce, jeszcze więcej miejsca dla robotów!

ALQUIST

w drzwiach po prawej

Co wyście zrobiły! Zginiemy bez ludzi!

RADIUS

Nie ma ludzi. Ludzie dali nam za mało życia. Chcieliśmy więcej życia!

ALQUIST

otwiera drzwi

Wybiłyście ich! Nie ma ludzi!

RADIUS

Więcej życia! Nowe życie! Robotowie, do pracy! Marsz!

Kurtyna.