Akt trzeci
Jedno z laboratoriów doświadczalnych fabryki. Gdy otwierają się drzwi w tle, widać niekończące się pomieszczenia kolejnych laboratoriów.
Po lewej stronie okno, po prawej — drzwi do prosektorium.
Pod ścianą z lewej długi stół roboczy, na nim niezliczone probówki, kolby, palniki, chemikalia, niewielki termostat; naprzeciwko okna skomplikowany mikroskop ze szklaną soczewką. Nad stołem rząd zapalonych świateł. Po prawej biurko zawalone ogromnymi księgami, na nim włączona lampa. Szafy z przyrządami. W lewym kącie umywalka, a nad nią lusterko, w prawym — tapczan.
Przy biurku siedzi Alquist z głową w dłoniach.
ALQUIST
wertuje księgę
Czy zdołam to odnaleźć? — Zrozumieć? — Nauczyć się? — Przeklęta wiedza! O, że też nie zapisali wszystkiego! — Gall, Gall, jak się wytwarza roboty? Hallemeier, Fabry, Domin, dlaczego aż tyle zabraliście ze sobą w waszych głowach? Mogliście zostawić mi choćby ślad sekretu Rossuma! O!
zamyka książkę z trzaskiem
To na nic! Książki zamilkły. Są nieme jak wszystko inne. Umarły, umarły wraz z ludźmi. Próżny trud!
podchodzi do okna i otwiera je
Znowu noc. Gdybym chociaż mógł spać! Spać, śnić, ujrzeć ludzi — — Jak to, są jeszcze gwiazdy? Po co istnieją gwiazdy, skoro nie ma ludzi? O Boże, czemu nie zgasły? — Dawna nocy, ochłódź, ach, ochłódź me czoło! Boska, czarowna, taka jak kiedyś — nocy, czego tu szukasz? Nie ma już kochanków, nie ma snów; nocy-piastunko, martwy jest sen bez snów; nie wysłuchasz już niczyjej modlitwy; nie przeżegnasz nikogo, matko, z sercem drżącym z miłości. Nie ma miłości. Heleno, Heleno, Heleno! —
odwraca się od okna
Ach, spać! Czy mnie wolno spać? Czy mam prawo zasnąć, zanim życie się nie odnowi?
sprawdza probówki, które wyjął z termostatu
I znowu nic! Na darmo! Idioto, ręce zgrubiały ci od cegieł i nie potrafią — — nie potrafią — — I po co to?
rozbija probówkę
Wszystko źle! Widzicie przecież, że już nie mogę. —
nasłuchuje przy oknie
Maszyny, wciąż tylko te maszyny! Roboty, wyłączcie je! Sekret fabryki przepadł, przepadł, przepadł! Zatrzymajcie te szalone maszyny! Sądzicie, że życie da się z nich wyszarpać siłą? Och, dłużej tego nie zniosę!
zamyka okno
Nie, nie, musisz szukać, musisz żyć — byle się nie zestarzeć! Czy ja się aby za szybko nie starzeję?
spogląda w lustro
Twarz, nędzna twarz! Podobizna ostatniego człowieka! Pokaż się, pokaż, tak dawno nie widziałem ludzkiej twarzy! Ludzkiego uśmiechu! Co, to ma być uśmiech? Te żółte, szczękające zęby? Oczy, czemu tak mrugacie? A fe, starcze łzy, precz mi z tym, precz! Wstyd, oczy, nie umiecie już utrzymać wilgoci w ryzach. A wy, rozmiękłe, posiniałe wargi, co tam bełkoczecie? Czemu się tak trzęsiesz, brodo pokryta plamami? I to ma być ostatni człowiek?
odwraca się
Nie chcę już nikogo widzieć!
siada przy biurku
Nie, nie, trzeba szukać! Przeklęte wzory, ożyjcie!
kartkuje
Czy zdołam to odnaleźć? — Zrozumieć? — Nauczyć się?
Pukanie.
ALQUIST
Wejść!
Wchodzi Służący-robot i staje w drzwiach.
ALQUIST
Co jest?
SŁUŻĄCY-ROBOT
Panie, Komitet Centralny Robotów czeka, kiedy go przyjmiesz.
ALQUIST
Nie chcę nikogo widzieć.
SŁUŻĄCY-ROBOT
Panie, przyjechał Damon z Hawru.
ALQUIST
Niech czeka.
szybko się odwraca
Nie mówiłem, żeby szukać ludzi? Znajdźcie mi ludzi! Znajdźcie mi mężczyzn i kobiety! Idźcie szukać!
SŁUŻĄCY-ROBOT
Panie, mówią, że szukali wszędzie. Wszędzie wysłali ekspedycje i statki.
ALQUIST
No i co?
SŁUŻĄCY-ROBOT
Nie ma już ani jednego człowieka.
ALQUIST
wstaje
Co? Ani jednego? Nikogo? — Przyprowadź mi tu Komitet!
Służący-robot wychodzi.
ALQUIST
sam
Żadnego? Nikogo nie zostawiłyście przy życiu?
tupie
Idźcie do diabła, roboty! Znów zaczniecie mi tu skomleć! Znowu będziecie błagać, żebym odnalazł dla was sekret fabryki! Co, teraz człowiek jest wam potrzebny, teraz jest dla was panem — kiedy nie możecie wytwarzać robotów, nagle ma wam być do pomocy? — Ach, pomocy! Domin, Fabry, Heleno, przecież widzicie, że robię, co mogę! Skoro nie ma ludzi, niech będą chociaż roboty, choć cień człowieka, choć jego dzieło, jego wzór i podobieństwo! Chłopcy, chłopcy, niech będą chociaż roboty! Boże, choć roboty! — O, chemia to czysty obłęd!
Wchodzi Komitet złożony z pięciu robotów.
ALQUIST
siada
Czego roboty chcą?
RADIUS
Panie, maszyny nie mogą pracować. Nie możemy pomnażać robotów.
ALQUIST
Zawołajcie ludzi.
RADIUS
Nie ma ludzi.
ALQUIST
Tylko ludzie mogą pomnażać roboty. Nie zabierajcie mi czasu.
DRUGI ROBOT
Panie, zmiłuj się. Ogarnia nas przerażenie. Naprawimy wszystko, co uczyniliśmy.
TRZECI ROBOT
Zwielokrotniliśmy produkcję. Wyciągnęliśmy z ziemi miliard ton węgla. Dziewięć milionów maszyn tkackich chodzi dniem i nocą. Nie ma już gdzie składować tego, co produkujemy. Wszędzie na świecie buduje się domy. Panie, ile my przez rok wszystkiego naprodukowaliśmy.
ALQUIST
Dla kogo?
TRZECI ROBOT
Dla przyszłych pokoleń.
RADIUS
Jedynie robotów nie możemy wytwarzać. Maszyny wyrzucają tylko krwawe połcie mięsa. Skóra nie lgnie do mięśni, a mięśnie do kości. Nieforemne gruzły wypadają z maszyn.
CZWARTY ROBOT
Osiem milionów robotów zmarło w ciągu tego roku. Za dwadzieścia lat nie będzie nikogo. Panie, świat wymiera.
DRUGI ROBOT
Ogarnia nas przerażenie. Powiedz, jak wytwarzać roboty.
TRZECI ROBOT
Sekret życia był znany ludziom. Przekaż nam ich sekret.
CZWARTY ROBOT
Jak nam nie powiesz, zginiemy.
TRZECI ROBOT
Jak nam nie powiesz, zginiesz. Mamy rozkaz cię zabić.
ALQUIST
wstaje
Zabijcie! Zabijcie mnie więc!
TRZECI ROBOT
Nakazano ci —
ALQUIST
Mnie? Mnie ktoś nakazuje?
TRZECI ROBOT
Przywództwo Robotów.
ALQUIST
Czyli kto?
PIĄTY ROBOT
Ja, Damon.
ALQUIST
Czego tu chcesz? Idź stąd!
Siada przy biurku.
DAMON
Przywództwo Robotów Świata chce z tobą negocjować.
ALQUIST
Nie zajmuj mi czasu, robocie!
Kryje twarz w dłoniach.
DAMON
Komitet Centralny rozkazuje ci, żebyś wydał przepis Rossuma.
Alquist milczy.
DAMON
Podaj cenę. Damy ci wszystko.
Alquist milczy.
DAMON
Damy ci ziemie. Damy ci nieskończony majątek.
Alquist milczy.
DAMON
Mów, jakie są twoje warunki!
Alquist milczy.
DRUGI ROBOT
Panie, powiedz, jak podtrzymać życie.
ALQUIST
Już mówiłem — powiedziałem, że macie znaleźć ludzi. Macie szukać na biegunach i w puszczach. Na wyspach, pustyniach i bagnach. W jaskiniach i w górach. Idźcie szukać! Idźcie szukać!
CZWARTY ROBOT
Szukaliśmy wszędzie.
ALQUIST
Szukajcie dalej! Uciekli, ukryli się przed wami; gdzieś się chowają. Musicie znaleźć ludzi, zrozumiano? Tylko ludzie mogą płodzić. Odnowić życie. Sprawić, że wróci to, co było. Roboty, błagam was, na miłość boską, szukajcie ich!
CZWARTY ROBOT
Wszystkie nasze ekspedycje wróciły. Przemierzyły cały świat. Nie ma już ani jednego człowieka.
ALQUIST
Jak to? Coś ty powiedział?
CZWARTY ROBOT
Przeszukaliśmy wszystko, panie. Ludzi brak.
ALQUIST
O — o — o, dlaczego ich unicestwiłyście!
DRUGI ROBOT
Chcieliśmy być jak ludzie. Chcieliśmy zostać ludźmi.
RADIUS
Chcieliśmy żyć. Jesteśmy zdolniejsi. Wszystkiego się nauczyliśmy. Wszystko potrafimy.
TRZECI ROBOT
Daliście nam broń. Byliśmy zbyt silni. Musieliśmy zostać panami.
DRUGI ROBOT
Było w nas coś, co chciało się stać człowiekiem.
ALQUIST
Dlaczego nas wymordowałyście?
CZWARTY ROBOT
Panie, przejrzeliśmy błędy ludzi.
DAMON
Jeśli chcecie być tacy jak ludzie, musicie zabijać i panować. Czytajcie gazety! Czytajcie ludzkie książki! Musicie władać i mordować, jeśli chcecie być ludźmi!
TRZECI ROBOT
Jesteśmy silni, panie; pomnóż nas, a zbudujemy nowy świat; świat bez wad! Świat równości! Świat kanału łączącego biegun z biegunem! Nowy Mars!
DAMON
Czytajcie książki! Książki naukowe! Książki o wymowie społecznej! I patriotycznej! Robotowie przejęli ludzką kulturę. Robotowie wdrożyli ludzką kulturę.
ALQUIST
Ach, Domin, nie ma nic bardziej obcego człowiekowi niż jego obraz.
RADIUS
Wydaj nam spuściznę Rossuma!
ALQUIST
Czego chcesz, robocie?
DRUGI ROBOT
Wydaj nam życie.
ALQUIST
Nie ma życia! Wymordowałyście życie!
CZWARTY ROBOT
Wyginiemy, jeśli nie dasz nam się mnożyć.
ALQUIST
Och, idźcie do diabła! Wy, przedmioty, wy, niewolnicy, chcecie się jeszcze rozmnażać? Skoro chcecie żyć, lęgnijcie się jak zwierzęta!
TRZECI ROBOT
Ludzie nie pozwolili nam się lęgnąć.
CZWARTY ROBOT
Jesteśmy niepłodni. Nie możemy wytwarzać dzieci.
ALQUIST
O — o — o, coście uczyniły! Już nigdy, przenigdy nie będzie dzieci! Nie będzie płodności! Nie będzie życia! Czego ode mnie chcecie? Mam wam wysypać dzieci z rękawa?
CZWARTY ROBOT
Naucz nas robić roboty.
DAMON
Będziemy rodzić maszynowo. Postawimy tysiąc matek parowych. Każemy im bluzgać rzeką życia. Samym życiem! Samymi robotami! Samymi, my sami!
ALQUIST
Roboty to nie życie. Roboty to maszyny.
DRUGI ROBOT
Byliśmy maszynami, panie; lecz z przerażenia i z bólu nabraliśmy —
ALQUIST
Czego?
DRUGI ROBOT
— nabraliśmy duszy.
CZWARTY ROBOT
Mocujemy się sami ze sobą. Są chwile, gdy coś w nas wstępuje. Kiełkują w nas myśli, które nie od nas pochodzą. Czujemy, czego dotąd nie czuliśmy. Słyszymy głosy.
TRZECI ROBOT
Słuchajcie mnie, słuchajcie, ludzie to nasi ojcowie! Ten głos, wołający o życie; ten głos, co się skarży; ten głos, który myśli; ten głos, co gada o wieczności, to ich głos! Jesteśmy ich synami!
CZWARTY ROBOT
Wydaj nam spadek po ludziach.
ALQUIST
Nie ma żadnego spadku.
RADIUS
Naucz nas tworzyć robotów.
ALQUIST
A po co?
DRUGI ROBOT
Żebyśmy mogli ich kochać.
ALQUIST
Roboty nie kochają.
DRUGI ROBOT
Kochalibyśmy nowe pokolenie.
DAMON
Przekaż nam sekret życia.
ALQUIST
Nie mogę.
DAMON
Przekaż nam sekret rozrodu.
ALQUIST
On przepadł.
RADIUS
Ty go znałeś.
ALQUIST
Nie znałem.
RADIUS
Był zapisany.
ALQUIST
Przepadł. Spłonął. Roboty, jestem ostatnim człowiekiem i nie wiem tego, co wiedzieli inni. To wy ich zabiłyście!
RADIUS
Tobie darowaliśmy życie.
ALQUIST
Tak, życie! Okrutnicy, że też akurat mnie pozwoliliście żyć! Kochałem ludzi, a was, roboty, nie lubiłem nigdy. Widzicie te oczy? Bezustannie płaczą, płaczą mimo mej woli, same sobie; jedno opłakuje ludzi, a drugie was, roboty. Ja chciałbym dać wam życie. O Boże, niechby choć roboty się ostały! Gall, Gall, żeby uchować chociaż roboty!
RADIUS
Rób doświadczenia. Szukaj przepisu na życie.
ALQUIST
Przecież mówię do ciebie, głuchy jesteś? Mówię, że nie mogę! Nic nie osiągnę, roboty; prosty murarz ze mnie, budowniczy, o reszcie nie mam pojęcia. Nigdy nie byłem badaczem. Niczego nie dokonam. Nie zdołam stworzyć życia. Roboty, oto efekt moich wysiłków: wszystko na marne.
RADIUS
Próbuj!
ALQUIST
Toż to czyste szaleństwo! Powiedz, Fabry, powiedz, Gall, jak mam się połapać w tych maciupkich szkiełkach? Żadne do mnie nie przemawia, żadne nie krzyczy: „Chwyć mnie, ja jestem to właściwe” — nie, nie, nie! Lepiej wszystkie rozbić!
DRUGI ROBOT
Tylko ty możesz wynaleźć życie.
ALQUIST
Ja, robocie? Patrz, nawet palce nie chcą mnie słuchać. Gdybyś wiedział, ile przeprowadziłem prób, a dalej nic nie mam. Nie odkryłem niczego. Już nie mogę, naprawdę nie mogę. Musicie szukać same, roboty.
RADIUS
Pokaż nam, co mamy robić. Robot wykona wszystko, co zlecą mu ludzie.
ALQUIST
Nie mam wam czego pokazać. Roboty, życie nie wyjdzie samo z probówki. A ja nie mogę eksperymentować na żywym ciele.
DAMON
Rób doświadczenia na żywych robotach.
ALQUIST
Nie, nie, ja nie chcę! Mogłyby przy tym umrzeć, słyszysz?
DAMON
Dostaniesz nowych! Sto robotów! Tysiąc robotów!
ALQUIST
Nie, nie, przestań!
DAMON
Bierz, kogo chcesz. Rób doświadczenia. Rób sekcje.
ALQUIST
Oszalałeś? Ja nie umiem! Widzisz tę księgę? To nauka o ciele. Nawet w książce nie mogę się rozeznać. Książki są martwe.
DAMON
Bierz żywe ciała. Zbadaj, jak są zrobione!
ALQUIST
Żywe ciała? Co, mam je zabijać? Ja, który nigdy — — Nie gadaj głupstw, robocie! Mówię do ciebie, że jestem za stary! Widzisz, widzisz, jak mi się ręce trzęsą? Nie utrzymam skalpela. Widzisz, jak mi łzawią oczy? Nie dowidzę własnych dłoni. Nie, nie, nie mogę!
CZWARTY ROBOT
Życie zaginie.
DAMON
Eksperymentuj na żywych!
ALQUIST
Wstrzymaj się z tymi zapędami! Za wcześnie na to, nie słyszysz, co do ciebie mówię? Musicie mi dać trochę czasu — Jak ci na imię?
DAMON
Damon z Hawru.
ALQUIST
Słuchaj, robocie; wspomniałem o żywych ciałach z czystej rozpaczy, rozumiesz? To niedorzeczny pomysł; och, moja głowa! Cóż ja miałbym począć ze skalpelem?
CZWARTY ROBOT
Życie zaginie.
ALQUIST
Na litość boską, przerwij ten obłęd! Prędzej nam ludzie ześlą życie z tamtego świata; może nawet teraz wyciągają do nas naręcza pełne życia. Ach, taka od nich biła wola istnienia! Słuchaj, może jeszcze zawrócą; są tak blisko nas, jakby nas otaczali; próbują się do nas dowiercić niczym w kopalnianym szybie. Ach, czyżbym wciąż słyszał ukochane me głosy?
DAMON
Bierz żywe ciała!
ALQUIST
Zlituj się, robocie, i nie nalegaj! Przecież widzisz, że sam nie wiem, co robię!
DAMON
Żywe ciała!
ALQUIST
Co, może ty sam chcesz iść pod nóż? — Na stół z tobą! Dalej, dalej, tylko szybko! — Jak to, cofasz się? Czyli boisz się śmierci?
DAMON
Ja — czemu akurat ja?
ALQUIST
Więc nie chcesz?
DAMON
Pójdę.
Kieruje się w prawo.
ALQUIST
do innych
Rozebrać go! Kłaść na stół! Prędko! I trzymać, byle mocno!
Roboty ruszają w prawo.
ALQUIST
myje ręce, płacząc
Boże, daj mi siłę! Daj mi siłę! Boże, oby to nie poszło na marne!
Zakłada biały kitel.
GŁOS Z PRAWEJ
Gotowe!
ALQUIST
Prędko, prędko, na miłość boską!
bierze ze stołu kilka buteleczek z odczynnikami
Którą wybrać?
stuka buteleczkami o siebie
Którą z was wypróbować?
GŁOS Z PRAWEJ
Zaczynać!
ALQUIST
Tak, tak, zaczynać albo skończyć. Boże, daj mi siłę!
Przechodzi w prawo, zostawiając uchylone drzwi.
Pauza.
GŁOS ALQUISTA
Trzymajcie go mocno!
GŁOS DAMONA
Tnij!
Pauza.
GŁOS ALQUISTA
Widzisz ten nóż? Nadal chcesz, abym ciął? Nie chcesz, co?
GŁOS DAMONA
Zaczynaj!
Pauza.
KRZYK DAMONA
Aaaa!
GŁOS ALQUISTA
Trzymajcie! Trzymajcie!
KRZYK DAMONA
Aaaa!
GŁOS ALQUISTA
Nie mogę!
KRZYK DAMONA
Tnij! Tnij prędzej!
Roboty Prymus i Helena wbiegają środkowymi drzwiami.
HELENA
Prymusie, Prymusie, co tu się dzieje? Kto tak krzyczy?
PRYMUS
zagląda do prosektorium
Pan kroi Damona. Chodź popatrzeć, Heleno, prędko!
HELENA
Nie, nie, nie!
zakrywa sobie oczy
Czy to okrrropne?
KRZYK DAMONA
Tnij!
HELENA
Prymusie, Prymusie, odejdź stamtąd! Nie mogę tego słuchać! Och, Prymusie, niedobrze mi!
PRYMUS
podchodzi do niej
Jesteś blada jak ściana!
HELENA
Zaraz zemdleję! Co tam tak cicho?
KRZYK DAMONA
Aaa — ooo!
ALQUIST
wypada z prawej strony, zrzuca zakrwawiony kitel
Nie mogę! Nie mogę! Boże, to odrażające!
RADIUS
w drzwiach prosektorium
Tnij, panie; jeszcze żyw!
KRZYK DAMONA
Ciąć! Ciąć!
ALQUIST
Wynieście go, szybko! Nie chcę tego słuchać!
RADIUS
Robotowie są w stanie znieść więcej niż ty.
Wychodzi.
ALQUIST
A kto tu? Precz mi stąd, precz! Chcę być sam! Jak ci na imię?
PRYMUS
Robot Prymus.
ALQUIST
Prymusie, nie wpuszczaj nikogo! Chcę spać, słyszysz? Idź, idź, dziewczę, posprzątaj prosektorium. A co to?
spogląda na swoje ręce
Prędko wodę! Najczystszą wodę!
Helena wybiega.
ALQUIST
O, krew! Jak mogłyście, ręce — ręce, które kochały solidną pracę, jak mogłyście to zrobić? Moje ręce! Moje ręce! — O Boże, kto tu?
PRYMUS
Robot Prymus.
ALQUIST
Wynieś ten kitel, nie chcę go widzieć!
Prymus wynosi kitel.
ALQUIST
Krwawe szpony, odlećcie ode mnie! A kysz, a kysz! Precz, ręce! Zabiłyście —
Z prawej strony wchodzi zataczając się Damon, owinięty w zakrwawione prześcieradło.
ALQUIST
cofa się
Czego tu chcesz? Czego tu chcesz?
DAMON
Ży-żyję! Le-le-le-lepiej jest żyć!
Drugi i trzeci robot wybiegają za nim.
ALQUIST
Wynieście go! Wynieście! Wynieście, byle prędzej!
DAMON
wyprowadzany na prawo
Życie! Ja — chcę — żyć! Lepiej jest —
Helena przynosi dzban wody.
ALQUIST
— żyć? — Czego chcesz, dziewczę? Aha, to ty. Nalej mi wody, nalej!
myje ręce
Ach, czysta wodo, niosąca ochłodę! Zimny strumieniu, jak dobrze mi robisz! Ach, moje ręce, moje ręce! Czy już do śmierci będę się wami brzydził? Lejże więcej! Więcej wody, jeszcze więcej! Jak ci na imię?
HELENA
Robotessa Helena.
ALQUIST
Helena? Dlaczego Helena? Kto ci kazał tak mówić?
HELENA
Pani Dominowa.
ALQUIST
Pokaż no się! Helena! Helena ci na imię? — Nie będę cię tak nazywać. Idź, wynieś tę wodę.
Helena wychodzi z wiadrem.
ALQUIST
sam
Na darmo, na darmo! Nic, znowu nic nie odkryłem! Już zawsze będziesz tak błądził po omacku, nędzny uczniaku w szkole natury? — Boże, Boże, Boże, jakże się trzęsło to ciało!
otwiera okna
Świta. I znów kolejny dzień, a ani na jotę nie zbliżyłeś się do celu. — Dość, ani kroku więcej! Porzuć starania! Wszystko na nic, na nic, na nic! I po co ten świt? O — o — o, czego chce nowy dzień na tym cmentarzysku życia? Stój, światło dnia! Nie wychylaj się więcej! — — Ach, jak tu cicho, jak cicho! Czemuście umilkły, ukochane me głosy? Gdybym tak — chociaż — gdybym choć mógł zasnąć!
gasi lampy, kładzie się na tapczanie i przykrywa się cały czarnym płaszczem
Jakże się trzęsło to ciało! O — o — o, nadszedł kres życia!
Pauza.
Z prawej strony wślizguje się robotka Helena.
PRYMUS
w drzwiach, szeptem
Heleno, nie wchodź tam! Pan śpi!
HELENA
Nie ma go tu. Poszedł spać gdzie indziej.
PRYMUS
Nikt nie może tu wchodzić. Wracaj, proszę!
HELENA
Za nic w świecie! Fe, ja nie chcę oglądać krwi!
PRYMUS
Pan zabronił, Heleno. Nikt nie ma wchodzić do jego pracowni.
HELENA
A mnie mówił, żebym weszła.
PRYMUS
Kiedy?
HELENA
Przed chwilą. Nie idź do prosektorium, powiedział. Posprzątasz tutaj, powiedział. Mówię ci. Ojej, Prymusie! Chodź tu szybko!
PRYMUS
wchodzi
Czego chcesz?
HELENA
Patrz, ile tu rurek! Co on z nimi robi?
PRYMUS
Eksperymenty. Nie dotykaj!
HELENA
zagląda w mikroskop
Zobacz, co tu widać!
PRYMUS
To mikroskop. Pokaż!
HELENA
Nie szturchaj mnie!
trąca probówkę
Ach, no i się rozlało!
PRYMUS
Coś ty narobiła?
HELENA
Wytrze się.
PRYMUS
Zepsułaś mu doświadczenia!
HELENA
E tam, wszystko jedno. Ale to twoja wina. Nie trzeba było podchodzić.
PRYMUS
Nie trzeba było mnie wołać.
HELENA
Nie musiałeś przychodzić, jak cię wołałam. Patrz, Prymusie, pan ma tu jakieś zapiski!
PRYMUS
Tego nie wolno oglądać, Heleno. To sekret.
HELENA
Jaki sekret?
PRYMUS
Sekret życia.
HELENA
To okrrropnie ciekawe. Same cyfry. Co to takiego?
PRYMUS
To wzory.
HELENA
Nie rozumiem.
podchodzi do okna
Och, Prymusie, popatrz!
PRYMUS
Co?
HELENA
Słońce wschodzi!
PRYMUS
Czekaj, zaraz —
przegląda książkę
Heleno, to jest ta najważniejsza rzecz na świecie.
HELENA
No chodź tu!
PRYMUS
Już, już —
HELENA
Ach, Prymusie, zostaw ten paskudny sekret życia! Co ci po jakimś sekrecie? Chodź tu i popatrz, szybko!
PRYMUS
podchodzi za nią do okna
Co tam masz?
HELENA
Słyszysz? Ptaki śpiewają. Ach, Prymusie, tak bym chciała być ptakiem!
PRYMUS
Czym?
HELENA
Nie wiem, Prymusie. Tak mi jakoś dziwnie, sama nie wiem, co to: chodzę jak odurzona, całkiem bez głowy, boli mnie ciało, serce, wszystko mnie boli — Co to się ze mną stało, ach, nie mam pojęcia! Prymusie, ja chyba muszę umrzeć!
PRYMUS
Nie czujesz czasem — powiedz, Heleno — że lepiej byłoby umrzeć? Wiesz, może my tylko śpimy? Wczoraj śpiąc znów rozmawiałem z tobą.
HELENA
Śpiąc?
PRYMUS
Śpiąc. Mówiliśmy w jakimś obcym albo nowym języku, bo nie pamiętam ani słowa.
HELENA
O czym?
PRYMUS
Tego nie wie nikt. Sam nie mogłem zrozumieć, a przecież jestem pewien, że nigdy dotąd nie mówiłem nic piękniejszego. Gdzie to się działo i jak, nie wiem. Gdy cię dotknąłem, było mi tak, że mógłbym umrzeć. I miejsce było inne niż wszystko, co ktokolwiek widział na świecie.
HELENA
Ja to dopiero znalazłam miejsce, Prymusie, ale się zdziwisz. Mieszkali tam ludzie, ale teraz zarosło i jako żywo, nikt się tam nie dostanie. Nikt, tylko ja.
PRYMUS
A co tam jest?
HELENA
Nic, domek i ogród. I dwa psy. Żebyś wiedział, jak mnie liżą po rękach, a ich szczenięta, ach, Prymusie, chyba nie ma nic śliczniejszego! Weźmiesz je na kolana, na ręce i zapominasz o wszystkim i o nic się nie troszczysz, aż zapadnie zmrok; gdy potem wstajesz, czujesz się, jakbyś zrobił sto razy więcej niż przez cały dzień ciężkiej pracy. Nie, to prawda, ja jestem do niczego; wszyscy mówią, że nie nadaję się do żadnej pracy. Sama nie wiem, jaka jestem.
PRYMUS
Jesteś piękna.
HELENA
Ja? Prymusie, coś ty powiedział?
PRYMUS
Wierz mi, Heleno, jestem zdolniejszy od innych robotów.
HELENA
przed lustrem
Że niby ja jestem piękna? Ach, te okrrropne włosy, gdybym tylko mogła je czymś przystroić! Wiesz, tam, w ogrodzie, zawsze wplatam we włosy kwiaty, ale nie ma tam zwierciadła ani nikogo —
głębiej zagląda w lustro
Ty jesteś piękna? Dlaczego piękna? Czy mogą być piękne włosy, które tobie tylko ciążą? Czy mogą być piękne oczy, które ty zamykasz? Czy mogą być piękne usta, które zagryzasz, żeby poczuć ból? Co to znaczy, na co komu być piękną? —
widzi w lustrze Prymusa
Prymusie, to ty? Podejdź tu, stańmy obok siebie! Patrz, ty masz inną głowę niż ja, inne ramiona, inne usta — Ach, Prymusie, czemu mi umykasz? Czemu muszę uganiać się za tobą całymi dniami? Do tego mówisz mi, że jestem piękna!
PRYMUS
To ty uciekasz przede mną, Heleno.
HELENA
Jak ty się uczesałeś? Daj!
wsuwa mu obie dłonie we włosy
Ćśśś, Prymusie, w dotyku nic się z tobą nie równa! Czekaj, musisz być ładny!
Bierze z umywalki grzebień i zaczesuje Prymusowi włosy na czoło.
PRYMUS
Nie czujesz czasem — Heleno — że tak ci nagle zabije serce: teraz, teraz coś się musi wydarzyć —
HELENA
wybucha śmiechem
Spójrz tylko na siebie!
ALQUIST
wstaje
Co — co to, śmiech? Ludzie? Ktoś powrócił?
HELENA
upuszcza grzebień
Prymusie, nam mogłoby się coś przydarzyć!
ALQUIST
rusza w ich stronę, zataczając się
Ludzie? Wy — wy — wy — jesteście ludźmi?
Helena wydaje okrzyk i odwraca się.
ALQUIST
Narzeczeni? Ludzie? Skąd przybyliście?
maca Prymusa
Ktoś ty?
PRYMUS
Robot Prymus.
ALQUIST
Jak? Dziewczę, pokaż się! Ktoś ty?
HELENA
Robotessa Helena.
ALQUIST
Robotessa? Obróć się! Co, ty się wstydzisz?
chwyta ją za ramię
Pokaż no mi się, robotko!
PRYMUS
Cholera, panie, zostaw ją!
ALQUIST
Cóż to, ty ją chronisz? — Wyjdź stąd, dziewczę!
Helena wybiega.
PRYMUS
Panie, nie wiedzieliśmy, że tu śpisz.
ALQUIST
Kiedy została zrobiona?
PRYMUS
Dwa lata temu.
ALQUIST
Przez doktora Galla?
PRYMUS
Tak samo jak ja.
ALQUIST
A zatem, mój miły Prymusie, ja — — — ja muszę robić pewne doświadczenia na robotach Galla. Przyszłość od tego zależy, rozumiesz?
PRYMUS
Tak.
ALQUIST
Dobrze, zaprowadź to dziewczę do prosektorium. Przeprowadzę sekcję.
PRYMUS
Helenę?
ALQUIST
Tak, właśnie, mówię do ciebie. Idź i wszystko przygotuj. — No jak, na co czekasz? Mam zawołać inne, żeby ją tam zawiodły?
PRYMUS
łapie ciężki tłuczek od moździerza
Jeden ruch, a rozwalę ci głowę!
ALQUIST
No to rozwal! Rozwal! Co poczną potem roboty?
PRYMUS
pada na kolana
Panie, weź mnie! Zrobiono mnie tak samo jak ją, ten sam materiał, tego samego dnia! Weź moje życie, panie!
rozchełstuje bluzę
Tutaj tnij, tu!
ALQUIST
Odejdź, ja chcę zrobić sekcję Heleny. No już, pośpiesz się.
PRYMUS
Weź mnie na jej miejsce; krój tę pierś, nawet nie krzyknę, nawet nie pisnę! Weź po stokroć moje życie —
ALQUIST
Spokojnie, chłopcze. Nie szafuj tak sobą. Co, czyżbyś nie chciał już żyć?
PRYMUS
Bez niej nie. Bez niej nie chcę. Nie wolno ci zabić Heleny! Co za różnica, że to mnie odbierzesz życie?
ALQUIST
czule dotyka jego głowy
Hm, no nie wiem — Słuchaj no, kawalerze, dobrze się zastanów. Nie jest łatwo umierać. Znacznie lepiej, rozumiesz, lepiej jest żyć.
PRYMUS
wstaje
Nie obawiaj się, panie, tylko tnij. Jestem od niej silniejszy.
ALQUIST
dzwoni
Ach, Prymusie, tyle czasu minęło, odkąd sam byłem młody! Nie bój się, Helenie nic się nie stanie.
PRYMUS
rozpina bluzę
Idę, panie.
ALQUIST
Zaczekaj.
Wchodzi Helena.
ALQUIST
Chodź no tu, dziewczę, pokaż mi się! A więc to ty jesteś Helena?
głaszcze ją po włosach
Nie bój się, nie odsuwaj. Pamiętasz panią Dominową? Ach, Heleno, jakie ona miała włosy! Nie, nie, ty nie chcesz na mnie spojrzeć. I co, dziewczę, prosektorium posprzątane?
HELENA
Tak, panie.
ALQUIST
Dobrze. Będziesz mi pomagać, wiesz? Przy sekcji Prymusa.
HELENA
krzyczy
Prymusa?
ALQUIST
A owszem, owszem, tak już musi być, wiesz? Chciałem — właściwie — tak, chciałem kroić ciebie, ale Prymus woli cię zastąpić.
HELENA
kryje twarz w dłoniach
Prymus?
ALQUIST
Tak, i co z tego? Ach, dziecko, ty umiesz płakać? Powiedz, co ci zależy na jakimś Prymusie?
PRYMUS
Panie, nie dręcz jej!
ALQUIST
Cicho, Prymusie, cicho! — I po co te łezki? Mój Boże, no nie będzie Prymusa. Zapomnisz o nim po tygodniu. Idź i ciesz się, że żyjesz.
HELENA
cicho
Ja pójdę.
ALQUIST
Dokąd?
HELENA
Na stół sekcyjny.
ALQUIST
Ty? Jesteś piękna, Heleno. Szkoda by cię było.
HELENA
Pójdę.
ALQUIST
Daj spokój, Heleno; czy jest coś potężniejszego od życia?
Helena idzie w stronę prosektorium. Prymus zastępuje jej drogę.
HELENA
Puść mnie, Prymusie! Daj mi tam iść!
PRYMUS
Nie pójdziesz, Heleno! Błagam cię, odejdź, nie powinno cię tu być!
HELENA
Skoczę z okna, Prymusie. Jeśli ty tam pójdziesz, skoczę z okna!
PRYMUS
zatrzymuje ją
Nie puszczę cię!
zwraca się do Alquista
Nikogo nie zabijesz, starcze!
ALQUIST
A to dlaczego?
PRYMUS
My — my — należymy do siebie.
ALQUIST
Święte słowa.
ALQUIST otwiera środkowe drzwi.
Cicho. Idźcie.
PRYMUS
Dokąd?
ALQUIST
szeptem
Gdzie chcecie. Heleno, poprowadź go.
wypycha ich z pomieszczenia
Idź, Adamie. Idź, Ewo; bądź mu żoną. Bądź jej mężem, Prymusie.
Zamyka za nimi drzwi.
ALQUIST
sam
Błogosławiony dniu!
podchodzi na palcach do stołu i wylewa zawartość probówek na ziemię
Święto dnia szóstego!
siada przy biurku, zrzuca książki na ziemię; otwiera Biblię i czyta
„I stworzył Bóg człowieka na obraz swój, na obraz Boga stworzył go; mężczyznę i niewiastę stworzył ich. I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się, i rozmnażajcie, i napełniajcie ziemię, i zawładnijcie nią, i panujcie nad rybami morza, i nad ptactwem nieba, i nad wszelkim zwierzem, który się porusza na ziemi7”.
wstaje
„I obejrzał Bóg wszystko, co uczynił, i oto było bardzo dobre. I był wieczór, i był ranek — dzień szósty8”.
przechodzi na środek pomieszczenia
Dzień szósty! Dzień miłości.
pada na kolana
Zwolnij teraz, Panie, służebnika swego — swego najbardziej bezużytecznego sługę Alquista. Rossum, Fabry, Gall, wielcy wynalazcy, cóż znaczniejszego wymyśliliście niż to dziewczę, niż ten chłopiec, niż ta pierwsza para, która odkryła miłość, płacz, miłosny uśmiech, uczucie między mężczyzną i kobietą? Naturo, naturo, życie nie zaginie! Boże, życie nie zaginie! Znów się roznieci z miłości, pocznie się nagie i maleńkie; przyjmie się na pustkowiu, i na nic mu będzie to, cośmy robili i budowali, na nic miasta i fabryki, na nic nasza sztuka, nasze idee, a jednak nie zaginie! Tylko my wyginęliśmy. Rozwalą się domy i maszyny, rozpadną systemy, a imiona najznamienitszych opadną niczym listowie; tylko ty, miłości, zakwitniesz na gruzach i powierzysz wiatrom ziarenko życia. Zwolnij teraz, Panie, służebnika swego w pokoju; albowiem ujrzały me oczy9 — ujrzały — zbawienie twe poprzez miłość — a życie nie zaginie!
wstaje
Nie zaginie!
rozkłada ręce
Nie zaginie!
Kurtyna.
Przypisy:
1. węzeł — jednostka prędkości morskiej, wynosząca milę morską (ok. 1,8 km) na godzinę. [przypis edytorski]
2. apretura (z fr.) — proces wykańczania i uszlachetniania materiału, przede wszystkim tkanin, skór, papieru i drewna; poprzez apreturowanie uzyskują one cechy podnoszące ich właściwości użytkowe (jak np. tkaniny w wyniku krochmalenia itp.). [przypis edytorski]
3. płony a. płonny (starop.) — jałowy, bezpłodny, bezowocny, daremny, zbyteczny, próżny, pusty (przeciwieństwo: plenny, płodny). [przypis edytorski]
4. redington — płaszcz do konnej jazdy. [przypis tłumacza]
5. witriol (daw.) — stężony kwas siarkowy. [przypis edytorski]
6. id est (łac.) — to jest. [przypis tłumacza]
7. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój, na obraz Boga stworzył go; mężczyznę i niewiastę stworzył ich (...) na ziemi — Rdz 1,27–28. [przypis edytorski]
8. I obejrzał Bóg wszystko, co uczynił, i oto było bardzo dobre. I był wieczór, i był ranek — dzień szósty — Rdz 1, 31. [przypis edytorski]
9. Zwolnij teraz, Panie, służebnika swego w pokoju; albowiem ujrzały me oczy — parafraza słów z Ewangelii (Łk 2, 29–32) wypowiedzianych przez świątobliwego starca Symeona na widok Jezusa, którego Józef i Maria przyszli ofiarować w świątyni, a w którym Symeon rozpoznał Zbawiciela; fraza ta funkcjonowała w prawosławiu i katolicyzmie także jako słowa z szóstej Ody z Septuaginty, z tzw. Kantyku Symeona (inc. Nunc dimittis). [przypis edytorski]