XVIII

I niedługo potem wracają z miasta, gdzie wszystko zostało przypieczętowane. Porządną umowę zrobili u Żyda adwokata, ale bo też kosztowała aż dwieście koron. I o tym niech pan pamięta, wielmożny panie, i żeby tamto też było wpisane... Wiadomo, chłop jest w sprawach majątkowych ostrożny, nie da się, bratku, oszukać. I o tym trzeba pamiętać, że Hafii zapisuje się połowę majątku w Rybarach... Dobrze, powiada adwokat, zamieścimy taką klau-zu-lę. A więc świetnie, bratku, i to także już jest. A potem wszyscy się pod umową podpisali: Juraj Hordubal — trzy krzyżyki, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Stary Manya — trzy krzyżyki. A Michał Manya, z kwiatkiem u kapelusza, pyszni się i ogromnie ważnie podpisuje się pełnym nazwiskiem. Maria, z męża Janosz, w jedwabnej chustce na głowie i Szczepan ubrany odświętnie... Czy jeszcze kto podpisuje? E, chyba nie, bo Djula musi pilnować koni, a w dodatku jest jeszcze niepełnoletni. Więc gotowe, moi panowie, i życzymy wam dużo szczęścia. Dwie setki kosztowało. Ale robota porządna, bo i klau-zu-la tam jest.

A potem wszyscy garną się do karczmy, żeby oblać interes. Bez wielkiego namysłu Hordubal zaczyna tykać starego Manyę, a nawet pokłócili się obaj, jak to już bywa między krewniakami. A teraz jedź, Szczepanie! Szczepan chciałby sobie pogadać z Hordubalem jak z ojcem, ale czy z nim można? Siedzi na wozie, obiema rękami trzyma się drabiny, oczy nakrył brwiami, a każde słowo trzeba z niego wyciągać. Ej, takie to i zaręczyny, myśli Szczepan. Ciężko jest gadać z gospodarzem.

Niedługo wjeżdżają do Kryvej, a konie pędzą cwałem z miarowym postukiwaniem podkowami. Juraj Hordubal podnosi oczy i nagle z ręką nad głową zaczyna strzelać palcami, śpiewa i pokrzykuje wesoło jak w ostatki. Pijany chyba; oglądają się ludzie, że Hordubal Amerykanin tak się rozruszał. Na nawsiu91 pełno jest dziewcząt i parobków, więc trzeba jechać stępa. Juraj wstaje, obejmuje Szczepana za ramię i zwracając się z wysokości wozu do ludzi, woła:

— Dopieroż wiozę sobie zięcia! Hej, hej!

Szczepan stara się strząsnąć z ramienia rękę Juraja i mówi:

— Cicho, gospodarzu!

Hordubal ścisnął go za ramię tak mocno, że Manya omal nie krzyknął z bólu.

— Uważajcie! — wrzeszczy Juraj. — Mam zięcia dla Hafii, obchodzimy zaręczyny!

Szczepan wali konie biczem, złości się i w gniewie zagryza wargi aż do krwi.

— Opamiętajcie się, gospodarzu, jesteście pijani!

Z turkotem i zgiełkiem wjeżdża wóz na podwórko zagrody Hordubala. Juraj wypuszcza z rąk ramię Szczepana i staje nagle cichy i poważny.

— Przeprowadź konie! — rozkazuje sucho. — Spociły się.