Rozdział dwudziesty siódmy

jako Hieronim do baraniej woli przybył i jak nauczycielem w szkole tamtejszej został.

Pan w pięknej delii203 oraz młoda pani

Bardzo do siebie byli przywiązani,

Przed rokiem bowiem ledwo lub

Mniej nieco — wzięli z sobą ślub.

Pan był dziedzicem licznych posiadłości

Cum krzakis, boris204 i czynszowych włości,

Ale swój pański trzymał dwór

W Baraniej Woli do tych pór.

By mu się żona w domu nie nudziła,

W sąsiedztwie wizyt musiał składać siła205,

Jeżdżąc to blisko, to znów w dal,

Chociaż mu koni było żal.

I dziś, gdy w boru mieli tę przygodę,

Z balu wracało to małżeństwo młode,

Kiedy z gęstwiny nagle zbój,

Cugle chwyciwszy, krzyknął: «Stój!»

Zaraz furmana cisnęli o piasek,

Zaczem podniosła pani srogi wrzasek,

Zwłaszcza że z zbójów jeden tuż

Z szyi jej łańcuch ściągał już.

Krzyczy więc pani, co ma gardła: «Rety!»

Pan skoczył wtedy ze stopni karety

Broniąc się zbójom, co miał sił,

Lecz bez pomocy padłby był.

Taką powieścią skracając swą drogę,

Tulił pan drżącą dotychczas niebogę,

A zaś Hieronim tak był rad,

Jakby narodził się na świat.

I on powiadał też państwu nawzajem,

Jakowym kształtem albo obyczajem

Dotąd na bożym świecie żył

I jak mu los przeciwny był.

Tak z górki prędko, a w piasku powoli,

Aż do Baraniej dobili się Woli,

W który Hieronim wpadłszy kraj

Myślał, że mu się otwarł raj.

Odzież, honory i traktament206 wszelki,

Tytuń, wędliny i wina butelki,

Co tylko wypić mógł i zjeść —

Miał więcej, niż podobna znieść.

Tak spoczywając przez tygodni parę,

Mile wdzięczności przyjmował ofiarę,

A zaś na przyszłość przyrzekł pan

Przystojny mu obmyślić stan.

Traf zdarzył właśnie, że w tamtejszej szkole

Zmarł nauczyciel po długim mozole;

Tej kolatorstwo207 że pan miał,

Mógł dać prezentę, komu chciał.

W pierwszej uczono abecadła klasie,

Sylabizować z wolna w drugiej zasię,

A ten, kto umiał czytać druk,

Wychodził z niej jak biały kruk.

Wszelką sposobność zaś do głębszej wiedzy

Rozumnie z swojej oddalił pan miedzy,

Bo chłop uczony — każdy wie —

Hardy i krnąbrny robi się.

Kalendarz nawet jeśli czytać umie

I swój katechizm mały gdy rozumie,

Tą chamską, twardą głową swą

Już myśli, że jest Bóg wie co.

Od tych mądralów uchowaj nas, Boże!

Wnet się na pańskie spóźnia, krzywo orze,

A z dziesięciną, z czynszem, to

Zaraz zatargi jakieś są.

Miał nauczyciel, prócz kilku talerów,

Brać mytem masło, jaj kopę208 i serów,

Kur, kaczek, gęsi także w bród,

Stancję, paliwo, grzyby, miód.

Toż na rok nowy, gdy szedł gratulować,

Zwykł go pan także czymś niczymś darować,

I na obiedzie zostać się

Mógł, jeśli miejsce było gdzie.

Tak zaszczycony pańskim zaufaniem,

Z krząkaniem chłopów i w głowę drapaniem,

Objął Hieronim urząd ów,

W Baraniej Woli siadłszy znów.

Z początku wprawdzie godność ta nie tyle

Cieszyła mistrza i nudów miał chwile,

Kiedy w zakute głowy te

Wkładać mu przyszło A B C.

Gdy jednak rano czyli też wieczorem

Miał swą wygodę i korzyść ze dworem,

Gdy mógł tam smaczno jeść i pić,

Wnet postanowił belfrem być.

Owszem, gdyby tak nadal zostać miało,

Zamknąć karierę na tym chciał już całą,

Baraniej Woli żywot swój

Dając i zacnej pracy znój.

Lecz że to umysł nad miarę był czynny,

Przedsięwziął szkole kierunek dać inny,

Gdyż wiele starych błędów tam

W naukowości znalazł sam.

Zaczął z chłopami wnet deliberować209,

Jak szkołę ową trzeba zreformować.

Nie wyszło jednak dobro stąd,

Tak reform zgubny bywa prąd.