Rozdział dziewiąty
jak chiromacji44 i kunsztu świadoma cyganka Urgalinda o radę co i jak czynić z Hieronimem pytana była.
Zaledwie radni owi, z Panem Bogiem,
Poza Jobsowym znaleźli się progiem,
Los zdarzył — mniejsza skąd i gdzie —
Cyganka tędy wlokła się.
Ta ród swój wiodła z starego plemienia,
A Urgalinda było jej z imienia,
Egipt — ojczysty był jej świat,
A matkę na stos powiódł kat.
Cyganka z ręki tak umiała czytać,
Że dość ją było o przyszłość zapytać,
Aby być pewnym, co się ma
Stać za lat tysiąc albo dwa.
Niejednej z dziewcząt już przepowiedziała,
Że za mąż pójdzie lub tak coś bez mała,
A czy to będzie Franz, czy Fryc,
Wróżyła jakby nigdy nic.
Toż synowcowi, co czekał na spadek,
Ciężki ze stryjem wróżyła przypadek
Albo chorobę, albo śmierć
I schedę45 całą, pół lub ćwierć.
Gdy ją o wróżbę pytał mąż, znudzony
Nazbyt już długą wiecznością swej żony,
Z ręki widziała radość tuż,
Jak gdyby wdowcem został już.
Gdy bawidamek szukał u niej rady,
Olejków dusząc wonią i pomady,
Zaraz wróżyła, że na lep
Złapie się wdówka, co ma chleb.
Więc jako pieśni co najsłodsza zwrotka,
Mowa jej ludziom taka była słodka,
A tak umiała skręcić ją,
Że czy w tą stronę, czy też w tą.
Wróżby jej różne były wedle pory:
Żołnierzom kulka, a pannom amory,
Golcowi46 zasię złota w bród,
Dewotkom — jasność rajskich wrót.
Z tak wielkim kunsztem i inne posiadła:
Przy wróżbach zawsze coś niecoś ukradła,
Pędząc, jak mogła, żywot cny
W czas czy to dobry, czy też zły.
Więc czy jej wieszczyć wypadło czy zwędzić,
W róg kozi mogła bez chyby zapędzić
Sybille47 one, które świat
Ufnością darzył z dawnych lat.
Gdy wpadła dziewka z nowiną do sieni,
Odbiegłszy ognia, rożna i pieczeni,
Wyszła Jobsowa aż przed próg,
Mówiąc: «Sam cię tu przywiódł Bóg!
Choć ty nam musisz coś poradzić przecie,
Jak pokierować syna mamy w świecie,
A i to także, jak by tu
Przychylne losy skłonić mu?»
Cna Urgalinda znała już gagatka;
Kiedy więc mowę swą skończyła matka,
«Stanie się — rzecze — co ma stać.
Niech panicz przyjdzie rękę dać!»
Wołają. Przyszedł nie zmieszany wcale,
Rad, że się przyjrzy ciekawej kabale48,
Co wskazać miała jego los,
A ręką przedtem utarł nos.
Tutaj! Cyganka zmierzyła oczyma
Tajemne linie dłoni Hieronima
I opatrzyła każdy znak,
Mamrocząc przy tym tak i siak.
A kiedy w ciszy upłynęła chwila,
Jako delficka czyniła Sybilla,
Chiromantyczny robiąc gest:
«Oto — wyrzekła — wróżba jest!
Stoi nasz panicz przed wielką podróżą,
W której mieć będzie wesołości dużo,
A gdy się wróci, to mu los
Zgotuje — cudny jego głos!
Na rozkoszników puści głos ten strachy,
Porwą się przed nim w cudzych łożach gachy49,
A gdy się ozwie, to go wnet
Usłyszy całe miasto het!
Tak strzegąc pilnie przed jakowąś szkodą
Wszelaką duszę, czy starą, czy młodą,
Będzie miał urząd panicz ten,
Żeby ospalcom psuć ich sen.
Cokolwiek powie w uroczystej ciszy,
Mały i duży, każdy go usłyszy,
A gdy zawoła — żaden mu
Słowa nie rzecze z swego snu.
Nie wolno mi jest więcej dziś wyjawić.
I tak mnie panicz będzie błogosławić,
Bo mu się spełni wróżba ta,
Jako jest cztery dwa a dwa!»
Skończyła. Stoją wszyscy zachwyceni
(Senator przyszedł za żoną do sieni,
I sługa, gniotąc w ręku klops,
I nasz bohater, młody Jobs).
Któż bowiem mógł mieć aż tak ciasną głowę,
By wątpić, co zacz kryją słowa owe?
Wszak nie co, tylko wróżba ta
Proboszcza urząd znaczyć ma!
Ledwo że toboł dźwignęła Cyganka:
Tyle Jobsowa podała jej z ganka
Grochu, słoniny, chleba, jaj,
Że tylko siadaj, smaż, a kraj!
Tu więc wspomniawszy sobie o Rektorze,
Tak umyślili państwo Jobs w ferworze,
Iż teologiem mu na złość
Hieronim musi być, i dość!
Zaraz też w przyszłym żałosnym rozdziale
Musi Hieronim dać rodzicom vale50,
Do Akademii jadąc tak,
Jak już raz jechał jako żak.