Rozdział ósmy

jako rodzice Hieronima poradzali się rektora i przyjaciół, co z chłopcem dalej czynić.

Tak idąc wielkich swych przeznaczeń śladem,

Lat osiemnastu dobiegł coś z okładem,

A iż Jobs senior szedł już w dół,

O głowy przerósł ojca pół.

Co bacząc, starzy poczęli się radzić,

Jak by kierować chłopca i prowadzić,

Gdyż wielki na to zdał się czas,

By tyle nauk nie szło w las.

Więc gdy dogodna trafiła się pora,

Jobs senior z boku zagadnął Rektora,

Co by o chłopcu myślał i

Przez które na świat pchnąć go drzwi?

Nie chciał mąż zacny, wychudły od postu,

Schlebiać rodzicom, więc rzekł prosto z mostu,

Nie strojąc nawet w uśmiech lic:

«Z chłopca nie będzie nigdy nic!

Próżno nauką by się jaką parał41,

Lepiej więc, by się indziej o chleb starał:

Zrobić go radnym lub go dać

Szewiectwa uczyć, albo grać.

Tylem go poznał w szkolnej aplikacji,

Iż twierdzić mogę — dodał — nie bez racji,

Że czy but szyłby, czy by grał,

Świat tak stać będzie, jak i stał.»

Tu łatwo pojąć, iż podobne mowy

Nie szły rodzicom bynajmniej do głowy,

Więc oświadczyli państwo Jobs,

Że Rektor głupi, stary mops!

Wezwano tedy przyjaciół do rady:

Szły w kolej kufle i misy, i zwady,

Ten pro42, ten contra43, co miał sił,

Krzyczał, w ratuszu jakby był.

Więc jak zwykł czynić na sędziowskiej ławie,

Jobs nowy termin naznaczył w tej sprawie,

W którym rozważać miano ją

Znowu, tak contra, jak i pro.