Rozdział siódmy

jak Hieronim z łaciną się potykał i jak mu ona do głowy iść nie chciała.

Jako więc kozioł, gdy nastawi roga,

Tak się Hieronim zabierał do wroga,

Od mensa32 wiodąc swoją rzecz

I deklinując w przód i wstecz.

Zbyt znane belfrów sztuczki i wybryki

Bez zająknienia zbywał z gramatyki,

Którą pod ławką trzymał tak,

Jak czyni każdy prawie żak.

Wokabuł33 umiał coś niecoś z pamięci —

Wszakże nie sami garnki lepią święci —

Zresztą łacina wszawa ta

Ni rusz nie chciała iść do łba!

Aż usnął nieraz, gdy jął medytować,

Po licha jemu werba34 koniugować35

I co za taki los jest psi,

Że w kozie36 siedzi całe dni.

Sam Rektor był to hipochondryk stary,

Co dręczył chłopca pensami37 bez miary,

A jak kij porwał, tak co tchu

Pełniutką skórę nabił mu.

Przy takiej dzielnej uczenia metodzie,

Toż przy aresztach o chlebie i wodzie,

Jednemu byłby uczeń rad,

Żeby Rektora porwał kat!

Gdy wszakże spóźnia wola przeznaczenia

Najpobożniejsze człowiecze życzenia,

Musiał Hieronim tak i tak

Wyręczać ten pośpiechu brak.

Szły więc rektorskie harcapy38, peruki

Wprost, incognito39, na strzępy i sztuki,

Tak iż szacowny wielce mąż

Łysiną musiał świecić wciąż.

Jakie zaś w wiedzy wynikały luki,

Kiedy rektorskiej zabrakło peruki,

Nad tym ja tu rozwodzić się

Ani zamyślam, ani chcę.

Lecz z kolegami było rozmaicie:

Dobrze z tym, kto miał jedzenie i picie,

Kto nie fundował, temu wnet

Zmierzył Hieronim paskiem grzbiet.

Oddał mu który, choćby nocna pora,

Leciał na skargę z płaczem do Rektora,

A kiedy winny w skórę brał,

Bił się piętami, w kułak śmiał.

Tak pędząc dni swe czy w domu, czy w szkole,

Nie chudł Hieronim w zbytecznym mozole,

Z Rektora mając smutny wzór,

Że człek w naukach schnie jak wiór.

A iż dwom panom nie należy służyć,

Nad greką przeto nie myślał się nużyć,

Skoro w łacinie dosyć już

Napotkał kolców, choć bez róż.

«Dalekim — mawiał — niech będzie ode mnie,

Żebym tę sieczkę pchał w głowę daremnie,

Bo z typto, typteis — tyle stąd

Przyjdzie mi zysku co psi swąd.»

Więc gdy do tego jeszcze hebrajszczyznę

Uważał sobie prosto40 za truciznę,

Tęgie poszycie boże miał,

I rósł — czy siedział, czy też stał.