Rozdział trzydziesty drugi
jak Hieronim aktorem zostać chciał i jak go do tego namawiała panna.
Pannę przez ten czas pilnie obserwując
Hieronim, oraz wdzięki jej smakując,
Zapomniał o Bawarii wnet
I o tym, że ma siny grzbiet.
Natomiast powziął zamiar — nieustannie
Przy tej tak miłej sobie bawić237 pannie
I komediantem także być,
Ażeby razem mogli żyć.
Poznawszy panna ten zamiar, niezwłocznie
Utwierdzać go w nim i namawiać pocznie,
I apologiem238, który tu
Kładę, zachwalać teatr mu:
«Z własnego ci to mówię doświadczenia,
Że stan aktorski jest do zazdroszczenia,
Właściwie by go winien świat
Za wszelkich stanów uznać kwiat.
W nim panorama jest prawie239 żywota:
Jak wszystko, plącząc, wije się i mota
I jak raz dobrze, to znów źle
Ludziom na świecie dzieje się.
To wyprawiają na nim komedyje,
To znów żałosną dają tragedyję,
To śmiech, to łzy, to płacz, to śpiew.
To wino leją, to znów krew.
Tutaj się widzi losów krotochwile240:
To nędzarz jesteś, to bogacz za chwilę,
Toś młody, to znów starzec lub
Z czerstwego241 chłopa — jesteś trup.
Toś niewolnikiem, to znowu mocarzem,
To mędrcem, to znów głupim roztrucharzem242,
To pana masz, to sługi gest,
Toś zimny, toś gorący jest.
To generałem jesteś, to żołnierzem,
To kapucynem, to znowu balwierzem243,
To żebrzesz, to masz zamek i
Przed żebrakami mocne drzwi.
To filozofem jesteś, to znów kupcem,
To szambelanem244, to zwyczajnym głupcem,
Toś jest gospodarz, to znów gość,
A śmiechu nigdy nie ma dość.
To pastor z ciebie jest, to organista,
To polihistor245, to znowu dentysta,
To król, to znów poddany, tak
Że łachman nosisz albo frak.
Przy tej odmianie ciągłej łatwo dowieść,
Iż życie bieży jak ucieszna powieść,
Z której wnet możesz poznać kart,
Że jeden kiep246 drugiego wart.
Jeśli aktorzy uwiną się żwawo,
Klaszczą im wtedy i wołają: brawo!
A gdy kurtyna spada już,
Wieńce rzucają na nich z róż.
Jeżeli wszakże pomylą się w roli,
Pisków, sykania i krzyków dowoli;
Schodzących z sceny za ten grzech
Aż za kurtynę ściga śmiech.»
Na to Hieronim: «Każde twoje słowo
Pięknie maluje mi kondycję nową
I coraz więcej gustu mam
W takim teatrum grywać sam.»
Słysząc to, panna za rękę go wiodła
Do dyrektora, co sam czyścił siodła,
Bo, jak wypadło w jednej z ról,
W orszaku wjeżdżać miał jak król.
Tu, prezentując go nader życzliwie,
Wspomniała z lekka i nie chcąc o piwie,
Przy którym, jako zwyczaj jest,
Na komedianta Jobs wziął chrzest.