Rozdział trzydziesty trzeci

jak Hieronim naprawdę aktorem został i jak od panny dla huzara pewnego poniechany, w desperację wpadłszy, teatrum owe porzucił.

Szerokie teraz otwarło się pole

Dla Hieronima, który różne role,

Jak się to zaraz tu da znać,

W teatrum owym począł grać.

Łotrów, świętoszków, bawidamków szczwanych,

Kosterów247, burdów, studentów pijanych,

Tchórzów i gachów248 grał tak, że

Myślałbyś — na nich rodził się.

Tak w przyrodzonym czując się żywiole,

Aplauz zyskiwał za każdą swą rolę

I od oklasków cały gmach

Trząsł się od zrębu po sam dach.

Toż pedagogów arcyświetnie grywał,

A kiedy jako autor występywał,

Złudzenie było takie, że

Teatrum całe trzęsło się.

Lecz filozofa kiedy objął rolę

Lub gdy jak Filon249 z fujarką szedł w pole,

Na próżno tylko tracił czas:

Widz zimny wtedy był jak głaz.

Szlachetnych panów także psuł ze szczętem,

Do ról się dłuższych nie cieszył talentem,

Uczciwych i rozumnych słów

Uczył się bardzo trudno znów.

Tak przechodziło życie Hieronima

W różach i cierniach, gdyż bez nich nic nie ma,

A na osłodę doli złej

Także w objęciach panny swej.

Że ta mu rola najbardziej w smak była,

O tym nikt, nawet panna nie wątpiła,

I on ją z wszystkich wolał ról,

Choć bywał czasem wódz lub król.

Ale, jak mówi przypowieść prawdziwa,

Iż to, co świeci, rzadko złotem bywa

I że za światłem idzie cień,

A noc przychodzi, gdzie był dzień,

Tak i Hieronim, w pannie rozkochany,

Rychło takowej doświadczył odmiany

I nim się spodział, jak i co,

Już mu umknęło szczęście to.

Traf bowiem zdarzył, iż huzar250 jakowy

Ujrzawszy pannę zawrotu wnet głowy

Dostał, jak to się często dość

Zdarza, gdy wąsy mają rość.

A iż paniczyk zasobny był w złoto

I wielce panny zachwycił się cnotą,

A panna rozum miała snadź251,

Iż, kiedy dają, trzeba brać,

Gdy nadto, jak to widzieliście sami,

Z coraz nowymi była wariacjami,

Jako muzyczny motyw, ta

Panna, o którą tu szła gra —

Więc choć Hieronim miarkując, co znaczy

Ów huzar, armię całą klął w rozpaczy

I z pistoletu, który miał

Zapał252 bez kurka253, strzelać chciał,

To tylko zyskał, płacząc nieustannie,

Że tej wesołej całkiem obrzydł pannie

I że w kwaterę swą co tchu

Wstępu wzbroniła zgoła mu.

Więc w desperacji takowej bohater,

Ziejąc ogniami zazdrości jak krater,

Rzucił teatrum, poszedł w świat,

Krzyknąwszy pannie: «Bierz cię kat!»

Co zaś do panny, ta ze swym huzarem

Życia się miłym napawała darem,

Aż zmarła młodo w dwa coś lat,

Pączek wydawszy, jako kwiat.