Góry, gorączka

Widok gór

ochłodził mnie, widziałem

rodzinę: żona, babka

i ten krzywy Pradziad porośnięty

ciupagami modrzewi; dzieci moje

rozsypane od zmierzchu

do zmierzchu, całe w kołpakach

prześwitów, tych drobnych

olśnień danych dążącemu

donikąd —

byłem już coraz

bliżej, patrzyłem na obraz

rozedrgany pędem

jak stawał się doskonale,

nie wiadomo jak

uspokojony i pogodzony

z najwyższym słońcem

w chmurach, z obłym stokiem

w lustrze burego jeziora,

z jakimkolwiek

sobą