Ludzie po drugiej stronie

Ludzie po drugiej stronie ulicy,

gdy mi przywożą węgiel

i podnosi się mgła,

z zapartym tchem śledzący

manewry multikara.

Wreszcie wpasowuje się

zmarzniętą dupką w secesyjną bramę,

by wysrać tonę lub dwie

na środku korytarza.

Taki jeden liczący na miał

czai się z workiem.

Niemowa kręcący głową,

przekonany, że gość urwie lusterko

na gzymsie, ale jednak nie.

Starsza pani w filcowych botkach

z opieki społecznej

metalicznym głosem dworcowej szczekaczki

coś mu tam oznajmia,

a mnie pyta, kiedy się to wszystko skończy.

Wszystko to się dawno skończyło,

teraz żyjemy w kawałkach wszystkiego,

w bryłach. Nie chce mi wierzyć.