Prosta historia

Do tylu kościołów wchodziłem

daremnie, gipsowe figurki śmiały się ze mnie...

Pozostawione dzieci płakały.

resztki Boga trzeba było wyskrobywać

z ich zabłoconych kurtek,

ojciec buszował w knajpach, nawiedzał dziwki,

świat oddalał się jak chybotliwy wagonik

bez konduktora, bez maszynisty;

potem takie same dzieci spotykałem

w szkołach, uczyłem je poprawnej pisowni

własnych nazwisk, wpatrywały się we mnie

jak w maszynistę, wybierałem z nich

najlepsze do składu na mecz

z sąsiednią biedą i kiedy obrzucały się błotem

na boisku pod hałdą, miałem łzy w oczach.

Wiem, miało być o Bogu.