Wstyd. Miasteczko górnicze czeka swego końca

W dniu, w którym otrzymałem zaproszenie

do wzięcia udziału w dyskusji o przemocy, razy

sypały się gęsto w wielu szkołach świata.

Ojciec Łukasza C., zajrzawszy do

podsuwanego przeze mnie dziennika,

dopisał się do długiego szeregu

wkurwionych ojców. Chłopak smarkał krwią.

Ja cię chyba zabiję. Dość mam tego wstydu.

Dwa lata temu matka Łukasza C. musiała

wzywać pogotowie. Czuję ból w całym

ciele, podskórne dzieciństwo.

Rozbieraj się. Ale za co. Rozbieraj się,

ty już wiesz za co.

Nie wiem do dziś. A kiedy na wuefie

Rafał D. kryje się po kątach

i nie chce wyjść z szatni, wiem, że dziś znowu

przyniósł wytatuowaną na skórze mapę

niedoszłego powiatu. Jego ojciec krzyczał

na zebraniu, jesteśmy prowincją,

będziemy jeszcze większą. W prowincjach

bólu mieszka strach. Ja cię chyba zabiję,

dość mam tego wstydu. A kopalnię i tak

zamknęli. „Przemoc jest tam, gdzie nie ma Sensu”.

Paweł A. nie chce się przyznać. Wreszcie

wybucha płaczem. Tak, robi to codziennie.

Matka musi klękać, a potem pełznie

po podłodze. Ojciec każe mu patrzeć,

jest ciągle pijany. Paweł moczy się w nocy,

ma kłopoty z nauką. Szkolny pedagog triumfuje,

teoria konweniuje mu z przypadkiem. Śnieg,

śnieg na te rany. W kwietniu? Cichy,

zalękniony śnieg. Pójdziemy go deptać,

chłopaki. A jutro w kosza z siódemką.

Dopierdolimy im. Jak nie tak, to inaczej.

Jacek F. wie, że ma faulować.

Marcin B. mówi coś o egzaltacji.

On jest nowy. Będzie uczył wosu.