II

Rozpatrując przyczyny kwestii kobiecej oraz stosunkowo małego zainteresowania tą kwestią wśród szerszego ogółu społeczeństwa, a nawet kobiet samych, dotknęłam tzw. wewnętrznego niewolnictwa kobiety.

Przeciętna kobieta dzisiejsza nie żyła dotąd życiem samodzielnym, nie czuła się sama przez się jednostką. Powiedziałam: „przez odnalezienie siebie i uwierzenie w siebie przez wyodrębnienie i usamoistnienie prowadzi jedynie droga do prawdziwego wyzwolenia kobiety”. Obecnie postaram się wykazać, że ani formalne, zewnętrzne uprawnienie kobiety, ani nawet wewnętrzne odrodzenie samej kobiety jeszcze kwestii kobiecej nie rozwiąże.

Cały dotychczasowy ruch kobiecy z wyjątkiem może paru lat ostatnich zajmował się wyłącznie zewnętrzną, inaczej powiedziawszy formalną stroną życia kobiety. Ten kierunek ruchu kobiecego, ta jego ograniczoność sprawiały właśnie, że szerszy ogół kobiet odnosił się do niego z niechęcią. Instynktownie kobieta odczuwała, że ani przez otwarcie uniwersyteckich podwoi, ani gmachów sejmowych i parlamentarnych, ani nawet przez zdobycie najwyższych dobrze płatnych stanowisk czy urzędów — w jej życiu osobistym zmieni się niewiele. Wprawdzie nie ulega wątpliwości, że przy zmianie zewnętrznych warunków życia zmienia się do pewnego stopnia i treść życia samego, zmiana ta jest jednak zawsze tylko powierzchowna, o ile jest następstwem tylko zewnętrznego przymusu.

Dzisiejszy fabrykant lub przemysłowiec będzie tylko wtedy popierał ustawy o ubezpieczeniu robotników lub skróceniu dnia roboczego, jeśli w tym będzie widział swój bezpośredni interes. Zrobi to także wprawdzie i pod przymusem prawa, ale przy pierwszej okazji o zmianę tego prawa się postara, jeśli ono z jego interesem będzie stało w sprzeczności.

Kobieta dzisiejsza orientuje się bardzo dobrze, że wszelkie prawa zdobyte przez nią są na mężczyźnie — wymuszone.

Mężczyzna bowiem dzisiejszy w uprawnieniu kobiety nie widzi swego bezpośredniego interesu. Dając kobiecie prawa — kłamie. Wstydzi się jeno37 na początku XX wieku przyznać się otwarcie, że praw tych nie chce, że one wszelkim jego egoistycznym interesom stają na zawadzie. Zwłaszcza wstydzą się tego wszyscy ci mężczyźni, którzy się do tzw. postępowców zaliczyć pragną. Rozebrany z osłonek programowo-politycznych męski osobnik, nawet do najradykalniejszych partii należący, jest często w nagiej treści swej istoty zażartym przeciwnikiem prawdziwego wyzwolenia kobiety. Tym się np. tłumaczy dwulicowa polityka w odniesieniu do praw politycznych dla kobiet uprawiana przez różnych „szczerych” demokratów i postępowców rozmaitych narodowości. Pomimo że programy danych stronnictw głoszą hasła politycznego równouprawnienia obu płci, zawsze w decydującej chwili sprawa ta bywa usunięta, ominięta lub odroczona. Jedna z publicystek rosyjskich38, omawiając tę kwestię powiada, „że nie weszła ona jeszcze w ciało i w krew nawet socjalnej demokracji”. To „niewejście w krew” jest właśnie ową najistotniejszą przyczyną, dla której kwestia kobieca jest dotychczas tak daleka do załatwienia.

I kwestia ta „nie weszła w krew” zarówno mężczyzny, jak i kobiety samej. Gdyby bowiem weszła ona istotnie w ciało i w krew kobiety, tym samym musiałby mężczyzna w jej załatwieniu zobaczyć swój własny interes. A wówczas kwestia musiałaby zostać załatwiona.

Jak należy to „wejście w krew” rozumieć? Dlaczego w wyzwoleniu kobiety dzisiejszej mężczyzna nie widzi swego bezpośredniego interesu? Dlaczego nawet wśród poważnej większości kobiet dzisiejszych kwestia własnego ich wyzwolenia nie budzi należytego zainteresowania?

Jakem już powiedziała uprzednio, dla wielkiej liczby nawet bardzo postępowych ludzi równość i wolność kobiety jest pojęciem nowym, a co gorsza narzuconym z zewnątrz. Świeżo słyszałam zapytanie z ust słuchaczki uniwersytetu: „Dlaczego ci wszyscy koledzy są wobec nas, koleżanek, tacy eleganccy, dlaczego nie odnoszą się do nas po prostu po koleżeńsku, po ludzku, ale z jakąś średniowieczną kurtuazją, grając wobec nas ustawicznie rolę cavaliero servante39, by natychmiast zmienić maskę, jeśli naprzeciw stanie kolega-mężczyzna?”.

I odwrotnie, słyszałam od słuchaczów-mężczyzn narzekania, że koleżanki są na uniwersytecie zawadą, bo wyflirtowują sobie u asystentów różne ulgi, pierwszeństwa, pomoce, których by dany asystent słuchaczowi-mężczyźnie pożałował. Ten jeden przykład wystarczyć może za dowód, że przeciętny mężczyzna nawet inteligentny i wykształcony nie widzi w koleżance-słuchaczce równego sobie studiującego człowieka, lecz przede wszystkim kobietę. Że jednak do kłamanego stosunku wobec kobiety przywykł, więc się na szczerość i prostotę zdobyć nie potrafi. Tak samo i kobieta nie może zapomnieć używania swej, dotąd tak niezawodnej broni: grania na zmysłach mężczyzny dla zdobycia sobie swobody istnienia, a chociażby nawet tylko (ubliżającego jej przecie) przywileju.

U pewnej, może nawet dość dużej liczby profesorów, asystentów, słuchaczów na dnie odszukać by można z pewnością myśl utajoną: „Widzimy was oto w pracowniach, na ławach uniwersyteckich jako studiujące niewiasty, daleko jednakże chętniej widzieć byśmy was chcieli w sali balowej, buduarze40 lub komnacie małżeńskiej”. Że u wielu słuchaczek z pewnością analogiczne myśli istnieją, dowodzą modne fryzury, metrowe kapelusze, bluzki z rękawkami po łokcie spotykane tak często w salach wykładowych.

Należy sięgnąć głębiej i zedrzeć z tego faktu jeszcze jedną osłonkę. „Według przepisów ustawy jesteś równą mnie koleżanką, ale ta równość tylko na ławie uniwersyteckiej mnie obowiązuje; wiem bowiem dobrze, że jeśli zawiążę z Tobą stosunek miłosny w jakiejkolwiek bądź formie, panem Twoim się stanę i zniewoloną Cię ujrzę”. Czyż nie tak myśli dziś jeszcze stosunkowo duża liczba męskiej młodzieży, nawet inteligentnej? A młodzież żeńska? Czyż tak bardzo rozminę się z prawdą, jeżeli powiem, że nawet wśród studentek wynaleźć by się dały jednostki, które by z gustem zamieniły skalpel sekcyjny na berło domowo-gospodarskie, o ile by wspólnika do założenia owego domu udało im się znaleźć? A w owym współzałożycielu domowego ogniska jakże chętnie uznałyby Pana i z jaką rozkoszą słodką niewolę znosiły?

Szczerze i otwarcie żadna strona się do tego nie przyzna. Są to myśli i uczucia zazwyczaj bardzo głęboko i bardzo starannie ukrywane. Maskuje się je zazwyczaj najrozmaitszymi pozorami. I kłamią jednako strony obie.

Mężczyzna dzisiejszy zarzuca kobiecie słabość fizyczną, niższość umysłową, a według najnowszej mody nawet nieodpowiedzialność moralną i wyciąga stąd konsekwencje w formie tworzenia najrozmaitszych ograniczeń prawnych kobiety. Tymczasem w istocie całego tego sztucznego aparatu używa jedynie w celu zamaskowania swojego najtajniejszego pragnienia: utrzymania jak najdłużej kobiety w roli powolnej, biernej, uległej, kornie ubóstwiającej go samiczki. Jest mu z tym przecie wygodnie i tego właśnie według jego dzisiejszych poglądów wymaga jego interes.

A kobieta dzisiejsza, zarzucająca mężczyźnie brutalność, obłudę, niesprawiedliwość, udająca zgnębioną i pokrzywdzoną, w gruncie rzeczy jest z owej niewoli, na którą sarka41 zadowolona, pokrzywdzenia nie odczuwa zupełnie, a w atmosferze owego fałszu nawet dobrze się czuje. Ospałość, lenistwo, nieodpowiedzialność, zepchnięcie ciężaru życia na barki mężczyzny — to dla wielkiej liczby kobiet ideał wygodnego życia. Czyż dla takich kobiet równouprawnienie może przedstawić jakikolwiek interes?

I czyż można się dziwić, że z drugiej strony dla ludzi głębiej patrzących, dzisiejsza walka o równouprawnienie kobiety o to formalne, zewnętrzne jej równouprawnienie w sensie nadania jej praw politycznych lub też dopuszczenia jej do adwokatury czy też sądownictwa wydaje się walką niewiodącą do celu?

Ludzie ci zdają sobie sprawę, że droga wiodąca do wyzwolenia kobiety prowadzi jedynie przez odrodzenie wewnętrzne zarówno kobiety, jak i mężczyzny, przez zmianę ich wzajemnego do siebie stosunku i to stosunku podstawowego, określającego się przez miłość.

I dlatego miała rację pisarka p. Rygier-Nałkowska42, gdy na Zjeździe Kobiet odbytym w Warszawie w r. 1907 wystąpiła z zarzutem, że cały ten Zjazd był bez treści, że nie sięgnął istoty rzeczy, że nie dotarł źródła, pomimo że, jak wiemy, Zjazd ten dał bardzo wyczerpujące sprawozdanie z przebiegu walki kobiet o równouprawnienie na wszystkich polach, na których kobieta dotąd była upośledzona. Miała p. Nałkowska rację zupełną w tym, że żądała wniknięcia w sprawy miłości, stworzenia nowych norm etycznych rządzących ludźmi, nakreślenia nowego ideału erotycznego. Czy i o ile udało się p. Nałkowskiej powiedzieć w tej sprawie cośkolwiek nowego, o tym powiemy później, na razie podkreślam tylko słuszność jej żądania: rewizji norm etycznych obowiązujących ludzkość dzisiejszą.

Tego samego żądał p. Benedykt Hertz w swoich artykułach drukowanych w „Społeczeństwie” (Warszawa 1907) i zatytułowanych Wulkan przyszłości. Powiada on mianowicie, że „budząca się obywatelka zażądać musi rewizji wszelkich instytucji społecznych, całego dotychczasowego dorobku kulturalnego, mającego na względzie potrzeby tylko jednej połowy ludzkości. I sięgnąć ona musi do podstaw ustroju — do rodziny”.

Próby tego sięgania spotykamy od pewnego czasu w literaturze i publicystyce. Zabierają tu głos pisarki tzw. najmłodsze, z panią Rygier-Nałkowską na czele: Marion43, Theresita44, Łuskina45, Zawistowska46, Ostrowska47, Savitri48 i inne, oraz publicyści i publicystki jak Stanisław Brzozowski, Benedykt Hertz, St. Poraj, dr. Miklaszewski, Maria Turzyma, Iza Moszczeńska itd. Szczegółowy przegląd całej tej literatury dała w ostatnich dwóch numerach „Steru” z r. 1908 p. Kazimiera Ostachiewiczowa w artykułach zatytułowanych Z zagadnień etyki obyczajowej.

Zasadniczą treścią wszystkich wzmiankowanych utworów i artykułów jest rozpatrzenie erotycznej strony dzisiejszego stosunku kobiety do mężczyzny. Mógłby ktoś powiedzieć: cała beletrystyka dotychczasowa wszystkich narodów po wszystkie czasy zajmowała się dziejami miłości. Zupełna prawda. Jednakże między tymi dawnymi a nowymi poglądami na miłość występuje zasadnicza różnica.

Kobieta nowa, wychowana w porównaniu z pokoleniami dawnymi we względnej wolności, sięgnąć musiała z natury rzeczy po wolność najistotniejszą, tj. po wolność rozporządzania swoją osobą. Miłość według dotychczasowego pojęcia, podająca kobietę w moc i władzę mężczyzny, skazująca ją na różne wyrzeczenia się i samozaparcia w imię przeróżnych zbankrutowanych już dzisiaj ideałów — nie mogła zadowolić kobiety dzisiejszego pokolenia. Kłamstwo, obłuda, oszustwo jako bezpośrednie następstwa dotychczasowego stanu rzeczy nową kobietę wstrętem przejmować poczęły. Zapragnęła szczerości w stosunkach. I widzimy oto całe szeregi kobiet niezadowolonych, nieszczęśliwych, w poszukiwaniu nowych form miłości przegrywających nawet życie samo. Tak się mniej więcej przedstawiają bohaterki autorek „najmłodszych”: Życia Marion, Kobiet, Księcia lub Rówieśnic Nałkowskiej. I typy te wzięte są istotnie z życia. Zrywająca więzy kobieta musiała potargać przede wszystkim najmocniej krępujące ją okowy, jakie jej dotychczasowe formy miłości narzucały. Pierwszym odruchem mimowolnym, i zupełnie zresztą zrozumiałym po zrzuceniu przez wieki krępujących ją więzów, było nurzanie się w swobodzie, używanie wolności za wszelką cenę, używanie do syta, do przesytu. Tym się tłumaczy zaznaczony przez jedną z petersburskich studentek na ostatnim zjeździe warszawskiego Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich fakt, że znaczna liczba młodzieży żeńskiej ze sfer zarówno robotniczych, jako też i studenckich apoteozuje49 tzw. wolną miłość i pędzi przed siebie na oślep, nie zastanawiając się w szale używania ani nad oceną swego postępowania, ani nad żadną odpowiedzialnością, czy to jednostkową, czy społeczną.

Że w tej grze namiętnej, stawiającej życie na jedną kartę znajduje chętnych partnerów-mężczyzn, czyż temu dziwić się można? I czy całemu temu zjawisku w ogóle można się dziwić?

Każdy ucisk, każda niewola wywołuje zazwyczaj reakcję. Mężczyzna żył dotąd w mniej lub więcej jawnej poligamii. Wprawdzie przepisy Kościoła i prawo nakazywały mu w stosunku z kobietą formę monogamiczną, ale umiał sobie z tymi przepisami jakoś poradzić. Na poligamię50 pozwalał mu po cichu obyczaj, pozwalała mu kobieta, a co najważniejsze on sam siebie rozgrzeszał, usprawiedliwiał. Pomagali mu w tym skwapliwie przyrodnicy-lekarze, socjologowie najdziwaczniejszego pokroju. U zwierząt nie ma monogamii, tylko u wyjątków, pouczali pierwsi; wstrzemięźliwość szkodliwie na zdrowiu odbić się może, przestrzegali drudzy, w obecnym kapitalistycznym ustroju społecznym prostytucja jest złem koniecznym, przekonywali trzeci.

Kobieta natomiast, pomimo istnienia poliandrii51 u zwierząt, pomimo owego „szkodliwego” wpływu wstrzemięźliwości, płciowej dla zdrowia i pomimo ustroju kapitalistycznego, według wymagań dotychczasowej moralności musiała być czysta przed ślubem, a wierna mężowi po ślubie. Tak postanowił mężczyzna, który pragnął czystości rasy i chciał nie mieć wątpliwości co do swego ojcostwa. Kobieta zasugestionowana, zresztą siłą warunków zmuszona, owemu obyczajowemu prawu się poddała. Że się niesłychanie często spod owego prawa wyłamywała, wiedział o tym dobrze mężczyzna i postanowił temu zapobiec przez ustawę o dzieciach nieślubnych, o wiarołomstwie żony, wreszcie przez wyjęcie spod praw prostytutki.

Czy i na ile przepisy te się przydały? Jest faktem, że na ogół kobieta dotychczasowa wiodła żywot od mężczyzny czyściejszy. Czy jednak w swej istocie czyściejsza od niego była? Sądzę, że nie. Przychodzi mi tu na myśl jedna z nowelek Louisa. Rzecz dzieje się we Francji. Ksiądz, ulubiony przez damy spowiednik, dowodzi w towarzystwie, że w istotne popełnianie wielkiej ilości grzechów na tle erotycznym a komunikowanych mu przez penitentki52 — nie wierzy. Twierdzi natomiast, że kobieta, zbyt tchórzliwa wskutek nacisku opinii publicznej, by się aż do czynu grzesznego posunąć, tak jest jednak przez owe zakazane dla niej formy miłości nęcona, że choć w wyobraźni musi one grzechy popełniać, by odczuć całą sensację bodaj urojonych przeżyć. Jest w tym dużo psychologicznej prawdy. Wielka ilość kobiet mijającej doby jeśli nie grzeszyła życiem, to grzeszyła bodaj wyobraźnią; dzisiejsza kobieta przełomowa, ponieważ te dawne „grzechy” przestała już za „grzech” uważać, z łakomstwem nowicjuszki i całkiem otwarcie rzuciła się na zakazane dla niej dotychczas owoce.

Ta gwałtowna reakcja oraz owe szczere wypowiedzenia się pisarek najmłodszych dowodzą, że skrępowany w kobiecie pęd ku zadowoleniu instynktu płciowego przez to skrępowanie nie tylko nie zaniknął, ale nawet nie osłabł. Wypaczył się tylko.

I nic tu nie pomogą statystyki dra Miklaszewskiego i innych zajmujących się tą kwestią publicystów, dowodzących, że kobieta w stosunku z mężczyzną tylko dziecka pragnie. Kobieta zdrowa, normalna, oddająca się mężczyźnie tylko dla zadowolenia instynktu macierzyńskiego w rzeczywistości nie istnieje. Jest to wytwór fantazji męskiej, następstwo naiwności mężczyzny, który kłamstwa świadomie lub nieświadomie przez kobietę popełniane za prawdę przyjmował. A jeśli czasami wypadki podobne zdarzały się istotnie, były one następstwem nienormalnych stosunków.

Kobieta dotychczasowa nie miała prawa wyboru w miłości, wychodziła za mąż zbyt młodo, dla zabezpieczenia losu, za narzuconego sobie albo pierwszego z brzegu mężczyznę, który w następstwie wstrętny się dla niej stawał. W owym dziecku, o którym wspominają, szukała zapomnienia, usprawiedliwienia dla siebie samej za to, że wstrętnego sobie mężczyzny odepchnąć nie potrafiła, że się na starganie przepisów prawnych i przesądów obyczajowych zdobyć nie ośmieliła. Owo dziecko musiało jej zastąpić i głód miłości i przezwyciężyć wstręt do narzuconego jej przez prawo i obyczaj stosunku z nienawistnym, a w najlepszym razie obojętnym mężczyzną. Owo dziecko musiało jej wypełnić życie, skupić na sobie wszystkie jej wzruszenia, stworzyć surogat53 szczęścia. Nie wątpię, że istnieje bardzo dużo kobiet, które, niezdolne do samoanalizy, wierzą istotnie w to, co mówią, i widzą w dziecku nie surogat, ale szczęście samo. Apoteozowanie macierzyństwa i wynoszenie matki na piedestał w każdym przypadku — do takiego nieorientowania się w swoich uczuciach z pewnością dużo się przyczyniło. Tak czy owak, owo twierdzenie, że kobieta w stosunku z mężczyzną dziecka wyłącznie szuka, tylko na nieścisłej lub na nieszczerej obserwacji zostało zbudowane. Życie przeczy temu zresztą na każdym kroku. Owe dziesiątki tysięcy mordowanych dzieci nieślubnych głośny kłam takiemu twierdzeniu zadają, tak samo jak zresztą tak dzisiaj pospolite zdrady małżeńskie tych żon, które na niemożność posiadania dzieci narzekać nie mają potrzeby. Przeczy temu wreszcie jawna propaganda (bez protestu ze strony kobiet) środków zapobiegających poczęciu.

Mężczyzna, pozwalający sam sobie na najrozmaitsze, najbardziej wyrafinowane postacie rozpusty, równocześnie wytworzył sobie jednakże względnie wysoki ideał erotyczny. Cóż z tego jednakże, kiedy ideał ten zrobił obowiązującym tylko dla kobiety. I w rezultacie musiało przyjść do tego, na co patrzymy dzisiaj. Kobieta przełomowa ze wstrętem odrzuca narzucone sobie pęta i tej formy czystości, w której ją przymusowo utrzymywano, wcale za ideał uznać nie chce, sięga natomiast łakomie po to wszystko, co dla niej dotąd jako grzech określone było, apoteozuje użycie za wszelką cenę i — rozpustę, chociażby kosztem życia. W swoim dążeniu do równouprawnienia, do wolności, zapatrzyła się na dotychczasowe drogi mężczyzny i w bezmyślnym naśladownictwie ślepo w jego ślady wstępuje. Owe młode dziewczęta oddające się w pierwszym popędzie szału towarzyszowi pracy lub koledze z uczelni, by po wytrzeźwieniu odczuć cały niesmak i próżnię w tej właśnie sferze uczuć, których zaspokojenia pragnęły — są to nieszczęśliwe ofiary reakcji na dotychczasowy fałsz w stosunkach miłosnych, na wyrafinowaną, wprost okrutną przewrotność mężczyzny, który kosztem niewoli kobiety zdobył sobie swobodę używania.

Żal serdeczny budzić muszą te biedne, nieświadome, niezdolne do myślenia, żyjące tylko odruchami istoty. Natura z potężnym instynktem zachowania gatunku pcha je w objęcia mężczyzny. Kościół, rodzina, opinia częstuje morałami, które dla nich wszelką wartość utraciły, a przez to żadnego wpływu wywrzeć już nie mogą. Mózg nie przywykł do samodzielnego myślenia, wola niewyćwiczona, nerwy poszarpane, gdzież hamulec, który by je w chwili decydującej zatrzymał, do zdania sobie sprawy z celów i zadań życia przyprowadził?

Zwłaszcza w obecnej dobie porewolucyjnej54 w Rosji choroba ta (bo chorobą ten stan rzeczy nazwać trzeba) szerzy się w sposób przerażający. Pod wpływem książki Arcybaszewa55 zatytułowanej Sanin pozawiązywały się tzw. Saninskije krużki56 i różne ligi miłości, gdzie młodzież płci obojga eksperymentowała ową pseudonową formę stosunków miłosnych.

Stanisław Brzozowski, który na wzmiankowany wyżej artykuł Benedykta Hertza dał skądinąd dobrą i piękną odpowiedź, postawił jednak kwestię teoretycznie, dając swej odpowiedzi ironiczny tytuł Nieistniejący wulkan57. Życie przekonało go, że wulkan istnieje, że nawet bliższy był wybuchu, niż się spodziewano. Upadek rewolucji, rozwianie we mgle wszelkich nadziei, pogruchotanie brutalną pięścią przemocy tak już bliskich zrealizowania (jak się zdawało powszechnie) ideałów — wszystko to przyczyniło się ogromnie do wybuchu wśród nagle wykolejonej młodzieży nerwowego rozstroju, na którego tle podrażnienia seksualne znalazły grunt niesłychanie podatny. Kobieta, która razem z mężczyzną szła na szubienicę, która razem z nim cierpiała nędzę, głód i prześladowania — niewolnicą jego już się czuć nie mogła. Sięgnęła po wolność w miłości, po wolność, niestety, w dotychczasowym męskim rozumieniu. Nie zdobyła się na nowy ideał erotyczny, ale poszła szlakami przez męską połowę ludzkości niesłychanie dokładnie utartymi. I w swoim naśladownictwie, a może w pragnieniu nasycenia uczucia zemsty dochodzi często do barbarzyńskiej bezwzględności. „Ciotka moja przez mężczyznę dostała obłąkania — może sobie z mego powodu jeden lub drugi mężczyzna odebrać życie”. Albo inaczej: „Patrzałam ze wstrętem, jak matka moja z wylękłymi oczami skamłającego o łaskę psa zapatrywała się w szyderczą i cyniczną twarz ojca — niechże mężczyzna, który mnie zapragnie, choć przez chwilę podobnymi oczami na mnie patrzeć będzie zmuszony”.

I musi mężczyzna dzisiejszy ujrzeć w kobiecie jak w najdokładniejszym zwierciadle obraz swój własny — żeby do swojej dotychczasowej moralności mógł nabrać wstrętu. Musi na własnej skórze odczuć i odcierpieć wszystkie męczarnie, które z jego powodu wycierpiała kobieta, iżby zrozumieć, że wszystko to, co on jej pod nazwą „miłości” ofiarował, było tej miłości parodią. A kobieta? Sądzę, że prędko odczuje ona nasycenie, a nawet przesyt i związany z nim niesmak. A gdy to nastąpi, przyjdzie czas na refleksję, na przekształcenie męskiego, że się tak wyrażę, poglądu na miłość na pogląd nowy, godniejszy człowieka.

Czy to nastąpi i kiedy? Czyż na to można dać należytą odpowiedź? Znajdą się pesymiści, którzy powiedzą: skoro mężczyzna nie doszedł do przesytu przez tyle wieków i tylko coraz to bardziej wyrafinowane formy rozpusty dla siebie wynajdywał, skądże gwarancja, że i kobieta, raz rozpętana, tymi samymi szlakami nie pójdzie i czy ludzkość przez zatracenie jedynej ostoi, jaką jakoby tworzyła rodzina na czystości i wierności kobiety ufundowana, nie podąży szybkimi krokami do zagłady? Jest rzeczą prawdopodobną, że po wszystkie czasy pomiędzy ludźmi istnieć będą osobniki, może nawet grupy całe, może nawet poważne mniejszości, które w etycznym rozwoju w stosunku do ludzi dzisiejszych nie tylko nie będą stać na szczeblu wyższym, ale może nawet dojdą do zwyrodnienia moralnego, o jakim my dziś nie mamy wyobrażenia. Nie ulega jednakże wątpliwości, że przeciętny typ człowieka coraz to bardziej będzie się doskonalić. Wszakże już dzisiaj niepomyślalną jest scena (nie tak znowu od naszych czasów odległa) rozgrzewania zmarzniętych na polowaniu nóg pana przez włożenie ich w trzewia chłopa pańszczyźnianego. Jestem pewna, że nie przeminie nawet kilka pokoleń, a dzisiejszy otwarty handel dziewczętami również do niepomyślalnych58 rzeczy zaliczać się będzie.

Sądzę, że nie będę daleka od prawdy, gdy powiem, że już nawet dzisiaj w sferze uczuć erotycznych człowiek przekroczył ową przełomową linię. Już dziś coraz częściej spotykamy mężczyzn, którzy wyrzekają się miłości jedynie dlatego, że sobie ideał erotyczny w sposób niemożliwy do zrealizowania nakreślili. Wszak Weininger roztrzaskuje sobie mózg dlatego, że z erotyczną stroną życia poradzić sobie nie może. Nietzsche59 wypowiada znamienne: „Nie spotkałem dotąd kobiety, z którą bym dziecko mieć pragnął”60, gdyż wszystkie kobiety według określenia z ustępu o starej i młodej kobiecie wymagają, by „mężczyzna przychodził do nich z biczem”61. Dzisiejszy człowiek-mężczyzna nie zadowoli się już bierną, nieświadomą niewolnicą, a ów znany okrzyk Krasińskiego w usta kobiety włożony: „duszę miałam, duszę mam, a wyście mi ciało tylko przyznali” coraz mniej zastosowania znajdować będzie. Świadomy, wolny mężczyzna łączyć się będzie z świadomą wolną kobietą, by znowu według słów Nietzschego „ponad siebie budując, doskonalszemu od siebie człowiekowi dać początek”62. Drogą ewolucji myślowej doszedł już mężczyzna do przekonania, że łatwa „zdobycz” na kobiecie ubliża jemu samemu, że korzystanie z życia zdobytego w ten czy ów sposób osobnika jest z dzisiejszym moralnym rozwojem ogólnym w niezgodzie. Już dzisiaj sama myśl o sprzedawaniu w niewolę jeńców, o urządzaniu sobie wygód życia kosztem zatraty innych ludzkich istnień, jest dla ludzi obdarzonych pewną kulturą moralną rzeczą niemożliwą. Toć nawet ekonomiczna zależność jednych ludzi od drugich jest hasłem do przewrotów społecznych — cóż mówić o niewoli osobistej człowieka. Tę zasadniczą kwestię musi szerszy ogół mężczyzn zrozumieć — a gdy to się stanie, z tą chwilą dopiero runie podstawa do wszelakich ograniczeń kobiety.

Człowiek jako jednostka społeczna dążył zawsze do zbliżenia się, do mniej lub więcej ścisłego zetknięcia się z innymi ludźmi. I dlatego tworzył sobie otoczenie, środowisko, dobierając sobie osobniki zbliżonego typu. Bliskość wzajemna ludzi warunkowała się zawsze mniej lub więcej jednakim rozwojem umysłowym, podobną inteligencją, zbliżoną formą wychowania, bliskimi przekonaniami, odpowiednim sposobem myślenia. Dlatego nie spotykamy prawie przypadków ścisłej przyjaźni, a chociażby nawet bliskiego towarzyskiego obcowania między osobnikami zasadniczo się różniącymi, jeśli nie we wszystkich względach, to choćby nawet w kilku. Często zdarzają się wypadki, że szczerych uprzednio przyjaciół poróżnić mogą przekonania polityczne, i to w sposób zasadniczy. Bywaliśmy chyba wszyscy świadkami zrywania węzłów rodzinnych między braćmi, między rodzicami i dziećmi, na tle nieporozumień przekonaniowych lub odmiennego rozwoju umysłowego. Zrywa się powoli kontakt duchowy, struny dźwięczą inaczej, ustawiczna dysharmonia szarpie nerwy, życie staje się nieznośne i nawet fizyczny związek krwi nic już pomóc nie może, długoletnie przywiązanie rodzinne słabnie powoli, a nawet znika zupełnie.

Czyż tak samo się dzieje, gdy idzie o stosunek mężczyzny do kobiety?

I znowu sięgnąć musimy do głębi. Powiedzą niektórzy: toć przecie i dziś dobierają się małżeństwa. Tak zwane mezalianse63 są stosunkowo rzeczą rzadką i zawsze przez opinię są źle widziane. Przyjmijmy, że tak bywa w istocie, jeśli idzie o małżeństwo, chociaż o tym dużo można by powiedzieć. Ale poza małżeństwem? Czy owa Kasia pokojówka lub Marysia kelnerka albo rejestrowana prostytutka, z której „usług” korzysta dzisiejszy lekarz, adwokat, urzędnik, akademik64, czyż to jednostki pod jakim bądź względem tym ludziom odpowiadające? Na przyjaźń z nią żaden z nich z pewnością zgodzić by się nie chciał, boć by przecie nic z nich dla siebie nie wykrzesał, ale na stosunek miłosny — i owszem.

„Godnym wydał mi się człowiek i dojrzałym ku ziemskiej treści życia; gdym jednak żonę jego ujrzał, wydała mi się ziemia domem obłąkanych65”. Tak mówi Nietzsche. Albo na innym miejscu: „O bodajby ziemia w posadach swych drżała, ilekroć się święty z gęsią parzy66”.

Do takiego poglądu na miłość jeszcze nie dorósł przeciętny dzisiejszy mężczyzna, ale nie ulega wątpliwości, że coraz liczniejsze jednostki tak myśleć i czuć zaczynają. Wszystkie apoteozowania owych związków „ze zdrowymi, wiejskimi dziewczętami”, czy to w imię dostarczenia społeczeństwu zdrowych matek, a przez nie zdrowego nowego pokolenia, czy to w imię artystycznej zachcianki posiadania żony „bajecznie kolorowej”, wszystko to oparte jest na dotychczasowym męskim pojmowaniu miłości, według którego kobieta, o ile fizjologicznie odpowiada danemu mężczyźnie, już tym samym jest odpowiednim materiałem na żonę — matkę jego dzieci. Ten pogląd ostać się nie może. I odwrotnie, jak na pewnym miejscu słusznie zauważyła Nałkowska: „panowie Cyklop-Bieńkowski67 lub Cyganiewicz68 nie mogą być za najgodniejszych ojców naszych dzieci uważani”.

Dobór w miłości być musi. I to nie ten fizjologiczny jedynie, a dobór całkowity, zupełny. I prędzej daleko nazwać można piękną — nieposiadającą klasycznych rysów twarz mężczyzny, o ile ją wewnętrzne duchowe piękno opromienia, niźli ufryzowaną główkę z delikatną, różową buzią eleganckiego paniczyka, którego oczy poza bezmyślnością lub zwierzęcymi przebłyskami nic więcej wyrazić nie potrafią. I może mi ktoś tutaj powiedzieć: toć to stare jak świat komunały. Ale zapytam takiego interlokutora69 i o szczerą, prawdziwą, a poważną odpowiedź poproszę: Czy odnośnie do kobiety tę samą starą prawdę dużo mężczyzn dzisiejszych wyznaje? Co stawiają wyżej w kobiecie? Jej dobroć, jej rozum, jej ludzką godność, czy też jej piękność czysto zewnętrzną, fizyczną? A raczej sformułowałbym pytanie odmienne: Czyż piękność fizyczna kobiety nie pokrywa im całkowicie braku wszelkich innych zalet? Czy ich w zupełności nie zastępuje?

Bohaterki owych najmłodszych autorek, wzorując się na dotychczasowym mężczyźnie, zaczynają w przedmiocie miłości szukać wyłącznie piękności fizycznej, tylko fizjologicznego odpowiednika, oddzielają całkowicie miłość od przyjaźni, szukając w miłości jedynie zmysłowego zadowolenia. „Od mężczyzny chcę, bym była dla niego nie tylko jedyną kobietą, ale także jedynie kobietą”, powiada Hania z Rówieśnic Nałkowskiej. „Tamto inne wszystko (sny, tęsknota, marzenie) musi pozostać moją dziedziną własną i nieodstępną”.

Czyżby to miał być nowy ideał erotyczny? Czyżby owa najmłodsza kobieta na nic nowszego zdobyć się nie umiała? O tym dopiero można prawdziwie powiedzieć: toż to stara jak świat piosenka, przecież ją mężczyzna na najrozmaitsze tonacje wyśpiewał.

Pod jednym tylko względem stoi owa najmłodsza kobieta wyżej od kobiet dawniejszych. Jest szczera i gardzi kłamaną pruderią swych matek. Jest prócz tego stanowczo samodzielniejsza. I zarzut Nietzschego czyniony kobiecie: „Szczęście mężczyzny brzmi: ja chcę; szczęście kobiety: on chce70” już do tej najmłodszej stosować się nie może. Już dzisiaj wyłamywać się zaczyna dwoje świadomie pragnących siebie nawzajem osobników. Jest to już forma bezwarunkowo wyższa od tej, którąśmy widzieli dotychczas.

Owe pojedynki o kobietę, owe (proszę się nie śmiać, bo przytoczę fakt z życia niedawnego krakowskiej młodzieży) wylosowywanie przyszłej żony za pomocą węzełka na chustce, owe bohaterskie zrzeczenie na korzyść współzawodnika wobec kobiety najmłodszej jużby miejsca mieć nie mogły. „On chce” już nie jest dla kobiety czynnikiem decydującym, tak jak było nim dla babek i matek naszych. Wszystkie tzw. poświęcenia (by się potem czuć nieszczęśliwą i przed kochankami na los swój poza plecami małżonka wyżalać), wszystkie samozaparcia, a co jeszcze wstrętniejsze, owo zdobywanie kobiety i jej mniej lub więcej artystycznie odegrana komedia obrony — wszystko to powoli zanikać poczyna.

Świadomie pragnąć i świadomie wybierać powinna kobieta. Ale równolegle z tym musi przyjść inny, nowy pogląd na miłość. Kobieta, która potrafi jedynie naśladować dotychczasowego mężczyznę, dojść może w konsekwencji do zażądania dla siebie męskich domów publicznych. Określając miłość jako grę zmysłów jedynie, oddzielając fizyczne wzruszenia erotyczne od wszelkich innych uczuć, wyzwolić i rozpętać zdoła kobieta ludzkie zwierzę do tyla71, że się to na ogólnym rozwoju człowieka ujemnie odbić musi.

I dlatego przeciwko takiemu pojmowaniu wyzwolenia miłości, jakie spotykamy u niektórych z bohaterek powieści pisarek najmłodszych, winniśmy zaprotestować w imię rozwoju ludzkości.

Dlaczego czystość nie ta konwencjonalna, ale ta istotna ma być przeciwstawieniem wolności indywidualnej, jak chcą niektórzy, a między nimi p. Nałkowska w artykule zatytułowanym Uwagi o etycznych zadaniach ruchu kobiecego72. Dlaczego „uczciwymi” mają być jakoby tylko kobiety uzależnione od mężczyzny? Co ma niezależność ekonomiczna artystek, bon73, szwaczek, kelnerek do tego, że się one mają jakoby „nie kwalifikować do propagandy czystości obyczajów? Sądzę, że określanie czystości jako „cechy nabytej w niewoli” i wnioskowanie, że z chwilą zdobycia niezależności kobieta „wyzbędzie się czystości jako cechy niewolnictwa”, jest błędne, a przynajmniej nieścisłe.

Że pewna ilość kobiet z epoki przełomowej wskutek nienormalności warunków życiowych i odruchowej, naturalnej zresztą zupełnie reakcji na świeżo pokruszone niewolnicze więzy — powyższe rozumowanie p. Nałkowskiej uzasadnić może — nie wynika jeszcze z tego, żeby tak rozumować było wolno. Jakem już powiedziała, są to przejawy tylko z nienormalności warunków wynikłe. Kobieta więzy porwała, na zastanowienie się nad sobą czasu nie znalazła, pędowi życia uległa, a dotychczasowe męskie rozumowanie (z całym dobrodziejstwem inwentarza) uznała za własne. Sądzę, że chwila refleksji i zastanowienia przyjdzie niebawem, już choćby, jakem to pierwej mówiła, na tle przesytu i niesmaku.

Być może, że bodziec w tym kierunku wyjdzie od mężczyzny. Być może, jakem to również już przedtem powiedziała, to odzwierciedlenie męskiej dotychczasowej moralności płciowej w kobiecie przybliży dla mężczyzny chwilę orientacji i przyspieszy jego odrodzenie. O tym wyrokować trudno. Bezwarunkowo przyjść jednak musi do stworzenia przez strony obie nowego ideału erotycznego, opartego na czystości, wolności i prawdzie, uwarunkowanego świadomością i poczuciem odpowiedzialności.

Podczas wzmiankowanej już wyżej polemiki na temat miłości ową czystość, którą świadomie na pierwszym miejscu postawiłam, zahaczano w sposób najrozmaitszy. P. Nałkowska, powtórzę tu raz jeszcze, wyraziła się, że „czystość kobiety jest cechą w niewoli nabytą” i dalej, że „jest uwarunkowana przez istnienie prostytucji”. I znowu powiedzieć tu muszę już nie wiem po raz który. Toż to czysto męski, dotychczasowy sposób patrzenia na rzeczy. Przyznam się otwarcie, że tak pesymistycznie ani na kobietę, ani na mężczyznę zapatrywać się nie potrafię. Tak samo jak wierzę najmocniej, że mogą istnieć mężczyźni, dla których rozwój umysłowy oraz czystość uczuć i myśli same przez się są dostateczną obroną przed zaprzedaniem się w niewolę zmysłów i przed kupowaniem sobie uciech wątpliwej wartości, tak samo jestem silnie przekonana, że prawdziwie wolna kobieta bezwarunkowo czysta pozostanie.

Że pan Hertz Benedykt myśli po męsku, temu dziwić się nie można i dlatego wybaczyć mu należy jego twierdzenie, że „apoteozowanie tzw. czystości płciowej” jest głupstwem sprzecznym z naturą tak samo, jak i dowcipy na temat zasuszonych lecz czystych starych panien. Dlaczego jednak p. Turzyma mianem doktrynerów etycznych obdarza tych ludzi, którzy od mężczyzny czystości żądają, tego nie rozumiem zgoła. Tak samo nie mogę zrozumieć powiedzenia p. Brzozowskiego: „Kwestia czystości mężczyzn jest czysto próżniaczą kwestią” — wobec poważnego i pod wieloma względami trafnego traktowania kwestii miłości w cytowanym powyżej artykule Nieistniejący wulkan. Ale porozumiejmy się przede wszystkim co do wyrazu.

Nie jest według mnie czystą odaliska74, której strzeże specjalnie ku temu przeznaczony eunuch75, ani dziewczątko przez mamusię upilnowane, tak samo jak nimi nie były żony średniowiecznych rycerzy, którzy specjalnych przyrządów do zamykania swych żon używać musieli. Nie nazwę czystą kobiety, która uchowała swą cnotę tylko ze strachu przed opinią publiczną, ani nawet takiej, która czysta została jedynie dlatego, że mężczyzna od niej tej czystości żądał. Nie mówię tu wcale o owym dziewictwie fizycznym, o owej niepokalaności formalnej, ale o czystości istotnej w treści, nie w formie. Młodzieniec lub dziewczyna, którzy żyją w ustawicznym naprężenia nerwów i połowę życia tracą na wyszukiwanie coraz to nowych podrażnień seksualnych przez strój, miny, gesty, półsłówka, dowcipy, uśmiechy, lubowanie się w odpowiedniej literaturze lub sztuce chociażby nawet fizycznie czystymi pozostali — w istocie swej czyści nie będą. Tak samo wątpliwej wartości czystość przedstawiają ci mężczyźni, którzy się w niewinności uchowali jedynie dlatego, że się zdążyli ożenić dość wcześnie, albo też dlatego, że im ich ukochana w odpowiedniej chwili takie wymagania postawiła. Czystość ze względu na zdrowie osobiste, a choćby nawet ze względu na zdrowie przyszłego pokolenia jest również cnotą bardzo podrzędnego gatunku.

Człowiek, czy to kobieta, czy mężczyzna, sam sobie wymaganie czystości postawić musi, i to nie ze względu na jakie bądź pobudki zewnętrzne, ale jako postulat wynikający z dokładnego przemyślenia, z samowiedzy wewnętrznej oraz z należytego zdania sobie sprawy ze swego stosunku do życia i do ludzi.

Takie przewartościowanie siebie samego, uznanie siebie godnym i dostatecznie dojrzałym do najpiękniejszego, najważniejszego i najodpowiedzialniejszego momentu życiowego będzie jedynym upoważnieniem do miłości, jedynym jej usankcjonowaniem.

Czyż się zdecyduje czysta, świadoma kobieta na ojca dziecka swego wybrać lekkomyślnie traktującego życie mężczyznę? Czyż żądanie postulatu czystości od ojca nie jest warunkiem tak samo koniecznym, jak żądanie czystości od matki narodzić się mającego człowieka? Czyż cechy ojca nie przechodzą na dziecko tak samo jak cechy jego rodzicielki?

Żądanie czystości zarówno od kobiety, jak i od mężczyzny nie jest to tedy wcale „próżniaczą kwestią”, jak się to p. Brzozowskiemu wydało. Bo czyż dzisiaj nawet ciężko pracujących mężczyzn czystymi nazwać można, tak samo czyż zastępu lekkich obyczajowo kobiet same tylko próżnujące damy dostarczają?

Twierdzenie Brzozowskiego, jakoby już dzisiaj rola kobiety w rodzinie klasy pracującej bierną nie była, jest teoretyczne i doktrynerskie. Życie zadaje temu kłam na każdym kroku. Stosunek mężczyzny i kobiety w rodzinie robotniczej jest zupełnie analogicznie na władzy mężczyzny oraz uległości i bierności kobiety oparty, jak i w rodzinie inteligenta czy arystokraty. Tyle tylko, że zamiast kłamanej kurtuazji dostaje się tutaj kobiecie w udziale niczym niemaskowana brutalność. Ów chłop idący w niedzielę z butną miną do kościoła i pokornie drepcąca za nim niewiasta, czyż to nie bajeczny symbol kwestii kobiecej nawet u chłopa-analfabety? „Co chłop, to chłop” mówi z rezygnacją, a nawet dumą baba wiejska, gdy się dowiaduje, że jej syn z dziewczętami wcale nieplatoniczne stosunki utrzymuje. „To one są lada jakie, ale jej syn bez winy”. Ta zaraza podwójnej moralności przeniknęła jednako wszystkie warstwy społeczne. Wyłączanie klasy pracującej to świadome, a może i nieświadome zresztą oszukiwanie siebie i innych. Trzeba bardzo powierzchownie patrzeć na życie, żeby owej pokory, bierności i uległości w kobiecie pracującej w stosunku do mężczyzny nie dojrzeć, żeby nie zauważyć tolerowania najrozmaitszych wybryków erotycznych mężczyzny wśród wszystkich klas społecznych.

Reforma obyczajów sięgnąć tedy musi do głębi, przeniknąć wszystkie warstwy. Jeśli kogo nie stać na samodzielne stworzenie sobie własnej normy życiowej, ten musi się stosować do norm ogólnie przyjętych, ale te muszą być na nowoczesnej moralności oparte. Przekształcenie, w sensie uszlachetnienia stosunku między kobietą a mężczyzną, musi być na całej linii dokonane, a prawdziwa czystość obu płci musi być fundamentem pod zbudowanie uczucia prawdziwej miłości.

I dalej. Miłość prawdziwa musi być wolna i szczera. Odrzuci ona ze wstrętem przymus i fałsz w jakiejkolwiek bądź formie. Poświęcanie się, samozaparcie i ich konsekwencje: oszustwo i kłamstwo, ustąpią miejsca zaufaniu, otwartości i swobodzie. Kajdany, choćby najlżejsze, ciężą mimo wszystko, więzy, choćby najsłodsze — krępują. Nie będzie człowiek niewolnikiem swych zmysłów, ale ich władcą, rozkazodawcą. I dopiero wówczas dojrzałym do miłości się stanie.

I jeszcze jedno. Świadomy i odpowiedzialny musi być człowiek dojrzały do miłości.

Miłość to tworzenie. Tyle tak pięknych rzeczy powiedział o tym Nietzsche w rozdziale O miłości i małżeństwie, że czytelników do ustępu tego odsyłam. Podkreślę tu jedynie owo obwarunkowanie miłości odpowiedzialnością. Pamiętając o niej, dobrze i długo przemyśleć powinien człowiek, zanim się zdecyduje na określenie: czy dane uczucie miłością nazwane być może. Przyroda sama odpowiedzialność w miłości stworzyła. Jakżeż pięknie wyglądałaby ludzkość, gdyby zgodnie z przyrodniczym nakazem za akt prawdziwej miłości tylko świadomie twórcze wcielenia poczytywać zechciała. A jak mizernie, na odwrót, wyglądają ci poprawiacze natury, ci lekarze i socjologowie ze swymi przepisami odmiennymi dla ubogiego i bogacza, dla Francuza i Polaka, dla analfabety i inteligenta!

Budzić świadomość ludzką, hartować wolę, unaoczniać odpowiedzialność jednostki wobec życia i ludzi, rozwijać zamiłowanie prawdy i piękna, żądać zgodności uczuć i myśli z czynami — oto wszystko, co jest na tym polu do zrobienia.

Nic tutaj nie zdziała żaden przepis, żaden przymus, żadne prawo. Wewnętrznie się przeistoczyć musi ludzkość: mężczyzna i kobieta, ażeby w czystości, wolności i prawdzie nowemu życiu dać początek.

A gdy się tak ukształtuje ten najbardziej zasadniczy stosunek między mężczyzną i kobietą, czyż może być wówczas mowa o istnieniu kwestii kobiecej?

Zaliż76 człowiek, mężczyzna czy kobieta, tęskniący do nadczłowieka, mogą czego innego prócz wzajemnego doskonalenia się pragnąć? Jakiż wobec tego interes mieć mogą mężczyzna lub kobieta w poniżeniu lub pognębieniu jedno drugiego?

Sądzę, żeśmy sięgnęli źródła!

Przypisy:

1. Międzynarodowa Rada Kobiet — pierwsza międzynarodowa organizacja feministyczna, utworzona w 1888 w Waszyngtonie, zrzeszająca krajowe rady kobiet. [przypis edytorski]

2. sufrażetki a. sufrażystki — radykalne aktywistki na rzecz praw wyborczych dla kobiet działające w Wielkiej Brytanii na pocz. XX w.; stosowały ostre formy protestu, a nawet przemoc. [przypis edytorski]

3. quantum (z łac.) — ustalona ilość czegoś. [przypis edytorski]

4. polor — ogłada towarzyska, dobre maniery. [przypis edytorski]

5. niepomyślalny — dziś raczej: nie do pomyślenia. [przypis edytorski]

6. Asquith, Herbert Henry (1852–1928) — brytyjski polityk, premier Wielkiej Brytanii w latach 1908–1916, wcześniej minister spraw wewnętrznych. [przypis edytorski]

7. filister (pogardl.) — mieszczuch o ograniczonych horyzontach. [przypis edytorski]

8. tedy (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]

9. w Austrii, a zatem i w Galicji — w powstałej w 1867 monarchii austro-węgierskiej Galicja stanowiła część wielonarodowych ziem Cesarstwa Austrii. [przypis edytorski]

10. przedszkolne — tu w znaczeniu: poprzedzające naukę szkolną. [przypis edytorski]

11. boć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć; znaczenie: bo przecież. [przypis edytorski]

12. korona — historyczna waluta Austro-Węgier. [przypis edytorski]

13. mularz (daw.) — murarz. [przypis edytorski]

14. Honolulu — główne miasto archipelagu Hawajów, które w latach 1898—1959 były terytorium zależnym Stanów Zjednoczonych (ob. są jednym ze stanów tego państwa). [przypis edytorski]

15. szkoła wydziałowa — w dawnych krajach Cesarstwa Austrii: trzyletnia szkoła przygotowująca uczniów do zawodu niewymagającego ukończenia szkoły średniej. [przypis edytorski]

16. halerz — drobna moneta używana na terenie Austro-Węgier. [przypis edytorski]

17. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

18. Jurkiewicz, Janina Anna, z domu Podgórska (1880–1961) — pierwsza polska adwokatka, córka notariusza; w 1908 jako pierwsza w Imperium Rosyjskim przyjęta w poczet pomocników adwokatów przysięgłych. [przypis edytorski]

19. hospitantka (daw.) — kobieta uczęszczająca na wykłady i in. zajęcia jako wolny słuchacz, gość. [przypis edytorski]

20. Kowalewska, Sofja Wasiljewna (1850–1891) — rosyjska matematyczka zajmująca się funkcjami analitycznymi, równaniami różniczkowymi i mechaniką; pierwsza Europejka z doktoratem w dziedzinie matematyki (1874), pierwsza na stanowisku profesora (1889); była także autorką kilku powieści. [przypis edytorski]

21. wszechnica (daw.) — uczelnia, uniwersytet. [przypis edytorski]

22. cyfra (daw.) — liczba, wielkość liczbowa; dziś popr.: pojedynczy znak pisarski służący do zapisywania liczb. [przypis edytorski]

23. Kobieta fińska może to uczynić — utworzone po wojnie rosyjsko-szwedzkiej Wielkie Księstwo Finlandii było autonomiczną prowincją Imperium Rosyjskiego, w której rosyjskiego monarchę reprezentował generał-gubernator jako namiestnik. W 1906 w Wielkim Księstwie Finlandii dokonano zmian ustrojowych, m.in. wprowadzono w pełni demokratyczny parlament (Eduskunta). 1 czerwca 1906 obywatelki otrzymały zarówno czynne, jak i bierne prawa wyborcze, tj. mogły być wybierane do nowo utworzonego parlamentu. Pełną niepodległość Finlandia uzyskała w roku 1917. [przypis edytorski]

24. kobieta norweska [również ma prawa wyborcze] — w Norwegii kobiety z klasy średniej (te, które osiągnęły odpowiednią kwotę dochodu same lub wspólnie z mężem) uzyskały prawo do głosowania w wyborach lokalnych w 1901; w 1907 kobiety uzyskały podobnie ograniczone prawa wyborcze w wyborach parlamentarnych; w 1910 wprowadzono powszechne prawo wyborcze w wyborach lokalnych, zaś w 1913, trzy lata po wydaniu tekstu K. Bujwidowej, powszechne prawo wyborcze dla wszystkich obywateli w wyborach wszystkich szczebli. [przypis edytorski]

25. rada bym wiedzieć (daw.) — chciałabym wiedzieć. [przypis edytorski]

26. toć (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

27. szynkarz (daw.) — właściciel karczmy lub podrzędnej restauracji sprzedającej alkohol. [przypis edytorski]

28. nie dostaje (daw.) — brakuje. [przypis edytorski]

29. Źle jest człowiekowi-mężczyźnie być na świecie samemu — słowa z biblijnej Księgi Rodzaju (Rdz 2, 18), którymi Bóg po stworzeniu mężczyzny w rajskim ogrodzie Eden tłumaczy stworzenie kobiety. [przypis edytorski]

30. gefrajter — starszy szeregowy w wojsku niemieckim lub austriackim. [przypis edytorski]

31. Ibsen, Henryk (1828–1906) — dramaturg norweski, początkowo tworzący utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu (Nora czyli dom lalki 1879, Dzika kaczka 1884, Brand 1865). [przypis edytorski]

32. gwoli (daw.) — dla, w celu. [przypis edytorski]

33. Weininger, Otto (1880–1903) — austriacki filozof, autor mizoginicznej rozprawy Płeć i charakter (Geschlecht und Charakter). Kilka miesięcy po publikacji swojej książki popełnił samobójstwo. Zarówno książka, jak i postać Weiningera zyskały ogromną popularność w epoce. [przypis edytorski]

34. Key, Ellen (1849–1926) — szwedzka działaczka społeczna, pedagog i publicystka; zwolenniczka utrzymania różnic między płciami, przeciwniczka pozadomowej pracy kobiet, znana przede wszystkim jako autorka książki Stulecie dziecka (1900), w której przedstawiła projekt wychowania i edukacji oparty uznaniu prawa dziecka do swobodnego rozwoju, bez kar cielesnych, indoktrynacji militarystycznej i religijnej. [przypis edytorski]

35. Lemański, Jan (1866–1933) — młodopolski poeta, bajkopisarz i satyryk okresu Młodej Polski, jeden z redaktorów czasopisma literacko-artystycznego „Chimera”; autor m.in. poematu Wyzwolenka (1905) oraz powieści fantastycznej Ofiara królewny (1906). [przypis edytorski]

36. nb. — skrót od łac. nota bene: warto zauważyć. [przypis edytorski]

37. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

38. Jedna z publicystek rosyjskich, omawiając tę kwestię... — Kołłontaj [Aleksandra Michajłowna], Obrazowanje, 1907, „Dwa prądy”. [przypis autorski]

39. cavaliero servante, dziś popr. cavalier servente (wł.) — dosł: kawaler usługujący, mężczyzna asystujący damie i otaczający ją stałą uwagą i troską. [przypis edytorski]

40. buduar — kobiecy pokój przeznaczony do odpoczynku. [przypis edytorski]

41. sarkać — wyrażać głośno niezadowolenie z czegoś, narzekać. [przypis edytorski]

42. Zofia Nałkowska, primo voto Rygier (1884–1954) — polska pisarka, publicystka i dramatopisarka; autorka m.in. powieści Kobiety (1906), jej dalszego ciągu pt. Książę (1907) oraz powieści Rówieśnice (1909); obecnie znana przede wszystkim z powieści Granica (1935) oraz cyklu opowiadań Medaliony (1946). [przypis edytorski]

43. Marion (pseud.), właśc. Cecylia Glücksman (1882–1932) — polska poetka i pisarka; autorka m.n. powieści Życie (1907?). [przypis edytorski]

44. Theresita (pseud.), właśc. Maria Krzymuska-Iwanowska (1878–1923) — polska pisarka okresu Młodej Polski; autorka m.in. tomu nowel Stygmat (1906) i powieści U źródeł (1913). [przypis edytorski]

45. Łuskina, Ewa (1879–1942) — polska poetka, nowelistka, powieściopisarka. [przypis edytorski]

46. Zawistowska, Kazimiera (1870–1902) — polska poetka okresu Młodej Polski, tłumaczka. [przypis edytorski]

47. Ostrowska, Bronisława (1881–1928) — poetka polska okresu Młodej Polski, tłumaczka poezji francuskiej oraz pisarka książek dla dzieci. [przypis edytorski]

48. Savitri (pseud.), właśc. Anna Zahorska (1882–1942) — polska poetka, powieściopisarka i dramatopisarka. [przypis edytorski]

49. apoteoza (z gr.) — ubóstwienie; przedstawienie idei, wydarzeń a. postaci jako godnych uwielbienia i czci, wyidealizowanie. [przypis edytorski]

50. poligamia (z gr.) — związek małżeński z wieloma osobami w tym samym czasie; tu w potocznym znaczeniu, zawężona do: związek mężczyzny z dwiema lub więcej kobietami (poligynia). [przypis edytorski]

51. poliandria (z gr.) — wielomęstwo, małżeństwo jednej kobiety z więcej niż jednym mężczyzną jednocześnie. [przypis edytorski]

52. penitentka — kobieta spowiadająca się. [przypis edytorski]

53. surogat (z łac.) — namiastka, coś zastępczego. [przypis edytorski]

54. w obecnej dobie porewolucyjnej w Rosji — mowa o rewolucji rosyjskiej 1905 roku, serii wystąpień robotniczych w Rosji i w Królestwie Polskim skierowanych przeciwko absolutyzmowi carskiemu oraz uciskowi przemysłowców. W wyniku rewolucji Mikołaj II powołał pierwszy parlament rosyjski (Dumę Państwową), zezwolił na działanie partii politycznych i stowarzyszeń, przyznał autonomię Wielkiemu Księstwu Finlandii. [przypis edytorski]

55. Arcybaszew, Michaił Piotrowicz (1878–1927) — rosyjski pisarz, dramaturg i publicysta; zasłynął zwłaszcza jako autor powieści Sanin (1907), której zarzucano promowanie aspołeczności, amoralnego hedonizmu i rozpasania. [przypis edytorski]

56. Saninskije krużki (ros.) — kółka Saninowskie. [przypis edytorski]

57. Nieistniejący wulkan — pełny tytuł artykułu Stanisława Brzozowskiego, zamieszczonego w „Przeglądzie Społecznym” (nr 17 z 1907), to: Nieistniejący wulkan i bardzo istniejąca kwestia. [przypis edytorski]

58. niepomyślalny — dziś popr.: nie do pomyślenia. [przypis edytorski]

59. Nietzsche, Friedrich (1844–1900) — niemiecki filozof i filolog klasyczny, jeden z najbardziej wpływowych myślicieli końca XIX i początku XX w.; dokonał radykalnej krytyki chrześcijaństwa i ufundowanej na nim kultury zachodniej; koncentrował się na afirmacji życia i postulował powrót do wartości kultury starożytnej; głosił śmierć Boga (tj. powszechny zanik poczucia obcowania z sacrum), pochwałę woli mocy i nadczłowieka oraz wieczny powrót, hasła często rozumiane opacznie jako nihilistyczne. [przypis edytorski]

60. Nie spotkałem dotąd kobiety, z którą bym dziecko mieć pragnął — F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Część III, Siedem pieczęci, 1. [przypis edytorski]

61. by mężczyzna przychodził do nich z biczem — parafraza słów z: F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Mowy Zaratustry: O starej i młodej kobiecie. [przypis edytorski]

62. ponad siebie budując, doskonalszemu od siebie człowiekowi dać początek — parafraza kilkuzdaniowego fragmentu z: F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Mowy Zaratustry: O dziecku i o małżeństwie. [przypis edytorski]

63. mezalians — małżeństwo z osobą biedniejszą lub niższego pochodzenia. [przypis edytorski]

64. akademik (daw.) — profesor akademii, uniwersytetu. [przypis edytorski]

65. Godnym wydał mi się człowiek i dojrzałym ku ziemskiej treści życia; gdym jednak żonę jego ujrzał, wydała mi się ziemia domem obłąkanych — F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Mowy Zaratustry: O dziecku i o małżeństwie, tłum. W. Berent. [przypis edytorski]

66. O bodajby ziemia w posadach swych drżała, ilekroć się święty z gęsią parzy — F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Mowy Zaratustry: O dziecku i o małżeństwie, tłum. W. Berent. [przypis edytorski]

67. Franciszek Bieńkowski, zw. Cyklop (ur. 1862) — sławny siłacz i zapaśnik. [przypis edytorski]

68. Cyganiewicz, Stanisław, zw. Zbyszko (1881–1967) — polski zapaśnik, uważany za najbogatszego sportowca II Rzeczypospolitej. [przypis edytorski]

69. interlokutor (z łac.) — rozmówca. [przypis edytorski]

70. Szczęście mężczyzny brzmi: ja chcę; szczęście kobiety: on chce — F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Mowy Zaratustry: O starej i młodej kobiecie, tłum. W. Berent. [przypis edytorski]

71. do tyla (daw.) — tak bardzo, do tego stopnia. [przypis edytorski]

72. p. Nałkowska w artykule zatytułowanym „Uwagi o etycznych zadaniach ruchu kobiecego” — „Krytyka”, listopad 1907. [przypis autorski]

73. bona (daw.) — opiekunka, prywatna nauczycielka. [przypis edytorski]

74. odaliska (z tur.) — niewolnica a. nałożnica w haremie sułtana tureckiego. [przypis edytorski]

75. eunuch (gr. dosł.: strażnik łoża) — wykastrowany mężczyzna lub chłopiec pełniący rolę strażnika haremu. [przypis edytorski]

76. zaliż (daw.) — czyż. [przypis edytorski]