SCENA I
Judasz, niezamożnie, ale i nieubogo ubrany. Płaszcz na ramionach. Czarne włosy i broda. Wyraz twarzy posępny, odstręczający. Symeon, dobrotliwy staruszek z kijem podróżnym. — Siedzą pod drzewem.
JUDASZ
Dług mam zapłacić Ebalowi,
trzy srebrne — termin dziś już trzeci.
SYMEON
Nie masz?
JUDASZ
Skąd? Wszystko zjedzą dzieci
i —
macha ręką z niechętną rezygnacją.
SYMEON
Cóż więc poczniesz?
JUDASZ
Że odmówi
czwartej odwłoki, z góry wiem.
SYMEON
Hm...
JUDASZ
Szkołę jeszcze mi gotowi
zamknąć, że długów nie wypłacam.
Na uczyciela nie wypada — —
zły pogłos...
SYMEON
Hm... No, a sąsiedzi?
JUDASZ
Z sąsiedztwem tylko wieczna zwada.
Jak zwykle... Com pożyczył, zwracam,
nie dziś, to jutro. I nie zjem,
a płacę, com gdzie winien komu.
Dziś darmo głowa mi się biedzi,
przyjdzie się gorzko najeść sromu,
a może nawet ruszyć z domu...
SYMEON
Zaś by cię wygnać z domu miał?!
Lichwiarz przeklęty!
JUDASZ
Żebym dał
choć co — lecz groszam nie dał dotąd...
Com za naukę dzieci wziął —
macha ręką z niechętną rezygnacją.
SYMEON
Hm...
JUDASZ
wskazując na gardło
Już mam tego potąd! potąd!
Niech Szatan!...
SYMEON
Nie trza, abyś klął!
JUDASZ
Więc co?! Mam może błogosławić?!
Już mnie tak nędza życie dławi,
że rad bym czartu je zastawić,
jeśli mnie od tej nędzy zbawi!
SYMEON
Biedny nie jesteś —
JUDASZ
Biedy nie ma — —
ja jedną łyżką, inni trzema.
SYMEON
Nie trza zazdrościć, bracie, komu.
JUDASZ
Lecz mnie strach sromu — strach mi sromu...
Już dość przez dzieci — jeszcze i to —
niespłatny dłużnik — zbędę szkoły —
a wtedy jeno zagiąć poły
i w żebry —
SYMEON
Hm...
JUDASZ
Niech grom zatrzaśnie!
Bodaj mnie żywcem w ziemię wryto,
niźli doczekać tego właśnie
na ludzki śmiech, urągowisko!
Po całym życia znoju, trudzie...
SYMEON
Zaś by tak mieli źli być ludzie?
Pomogą raczej —
JUDASZ
Starcze, drwisz,
czyli udajesz niedorostka
z cielęcem okiem, z gęsią szyją?!
Kiełźnij się tylko nogą z mostka,
pchną, byś miał wodę głowy wzwyż!
Ludzki świat to jest gnój, śmietnisko!
Ludzie pomogą — bo dobiją!
SYMEON
Gorzkie są słowa te —
JUDASZ
Prawdziwe.
Tak mówi, kto zna sprawy świata.
SYMEON
Słuchajże... widzisz... bo to lata,
tych zębów nie ma, tamte krzywe,
człek więcej żyje już nabiałem,
otóż więc chciałem, u Anera,
wiesz, krowę ma, syryjka szczera,
cisula, łaty tak — łaciata —
posuwa rękę niby wzdłuż grzbietu
mleko, jak złoto — otóż chciałem
kupić, bo to wiesz, człowiek stary —
JUDASZ
niecierpliwie
Aha; więc co? co?
SYMEON
Otóż chciałem
kupić — bo to mi nie do wiary
robi —
JUDASZ
j. w.
Aha —
SYMEON
Za darmo nie da,
jakiś tam grosik uciułałem —
JUDASZ
j. w.
Więc co?! Więc co?!
SYMEON
Poczkajże, bracie;
więc wziąłem z domu —
JUDASZ
kończąc niecierpliwie
Pieniądze.
SYMEON
Tak.
A gdy ci, bracie, dzisiaj brak,
i kiedy cię przycisła bieda,
otóż — schowane mam w tej szmacie —
wydobywając z za pazuchy
poczkajże — zaraz... gdyś w kłopocie,
weź —
wydobywa z zawinięcia pieniądze.
JUDASZ
zdumiony
Ty byś — tyle mi pożyczył?!
SYMEON
rozdzielając pieniądze
Otóżem właśnie miedź odliczył —
JUDASZ
Trzy srebrne!... Tyle, ilem dłużen!
SYMEON
Tylko kiedy byś zwrócić mógł?
JUDASZ
O Symeonie! Niech ci Bóg
nagrodzi! Niech pomnoży w krocie!
Dzień twój niech będzie troski próżen!
SYMEON
zadowolony
Lecz kiedyż mógłbyś?
JUDASZ
W dwa miesiące —
jak ziemię widzisz i to słońce,
co teraz za górami schodzi.
SYMEON
Pamiętaj, — bo to ludzie młodzi
często najmniej to pamiętają,
kiedy, co winni, oddać mają.
JUDASZ
niecierpliwie
Niech Bóg nagrodzi po sto razy!
Idziesz już?
SYMEON
Pójdę dać zadatek.
Kwiatek nie krowa! A co płatek
to inny! No, bywaj mi zdrowy —
a gdzież to dzieci?
Judasz macha ręką z niechętną rezygnacją.
Nie w posłuchu?
JUDASZ
Serce na piętach — a świat w brzuchu —
klątwa — na sercu mojem głazy —
SYMEON
Co —
JUDASZ
j. w.
Czuję, widzę —
SYMEON
chcąc umknąć
Ja już pójdę —
JUDASZ
Ręka dosięgnie mnie Jehowy —
grzeszyłem — wiem, że Mu nie ujdę —
SYMEON
kiwając głową przystaje
Czwartegoś nie czcił przykazania —
JUDASZ
Ściga mnie krzywda matki, ojca —
ty wiesz —
jam bił —
dzisiaj ta dwójca
swej pomsty czeka i karania...
SYMEON
Jam ci to nieraz gadał, bracie....
Jak jastrząb krwi, tak życie chciwe
zemsty i w zemście nie leniwe...
JUDASZ
Już mści się...
SYMEON
Możeć lepiej by szło,
gdybyś zaś żonę pojął wtórą —
sam jeden siedzisz z dziećmi w chacie,
samemu w życiu jest ponuro.
JUDASZ
Samemu w życiu jest żałoba,
samemu w życiu jest tęsknica,
samemu oko świeci łzą
samemu więdną lica...
SYMEON
Pojmij —
JUDASZ
Nie mogę...
SYMEON
Przeczże?
JUDASZ
wskazując na piersi z rozpaczą
Tu
jest żar, co pali...
po chwili
O ramiona!
O duszo moja utęskniona!...
O miłowanie utracone!...
O tęskna nocy!... Tęskny dniu!...
O dolo moja nieszczęśliwa!...
SYMEON
Mówię ci, pojmij wtórą żonę —
JUDASZ
Jać mam.
SYMEON
zdumiony
Gdzie?!
JUDASZ
Śmiercią się nazywa.
SYMEON
Tyś, bracie, spragnion miłowania —
JUDASZ
posępnie
Jam godzien ukamionowania.
SYMEON
Wyrzutyć dręczą —
JUDASZ
po chwili głośno do siebie
O miłości,
stracona, wiecznie pożądana!
po chwili
Jam cię pogrzebał... Żal rwie kości!
Nie zmartwychwstaniesz...
SYMEON
zabierając się
Chwalmy Pana
i poszukujmy szczęśliwości,
bo na to na świat jest posłana
i tego duch pożąda nasz.
JUDASZ
Lecz pojrzyj na mnie — na mą twarz!
Ona jest klątwą piętnowana!
Gdym w Jeruzalem w paschę był —
a byłem jeszcze młodym chłopcem —
gdziem się pokazał — zaraz szmer:
złodziej... Jakąem wściekłość krył —
a i ból jaki!... W oku obcem
myśl taką budzić — na pierwszy zer...
W końcum się chował, jak bity pies...
Złodziej... Wiesz, żem wsze uczciw był...
Złodziej!... tym szeptem w twarz mi pluto!...
SYMEON
Na złość ci jeno robił bies...
JUDASZ
nie zwracając uwagi
Obliczem z ludzi mnie wyzuto —
napiętnowano — i kto? Bóg...
wstrząśnięty
I słuchaj — miewam straszny sen —
straszny sen — czasem mi się zdaje,
że ile w świecie ścieżek, dróg,
chodników: zewsząd, przez wsze kraje,
pielgrzymi idą, idzie tłum
przez wieki, wieków wieki — hen —
wszyscy drży na całem ciele — zimny mnie zlewa pot —
wszyscy... urywanie
przeciwko mnie...
z rękoma
wyciągniętemi...
w górą — wzwyż
podniesionemi —
z wysiłkiem
z klątwą...
po chwili
Szum
okropny w uszach... w sercu młot —
zjawa okropna — półwidoma,
kryjoma pół — i jakiś krzyż —
krzyż jakiś we mgle — w górze — gdzieś
nad mną — jak orzeł —
SYMEON
dając pieniądze, przerażony
Bracie — weź —
muszę już...
wychodzi szybko.
Po wyjściu Symeona Judasz, który bezmyślnie bierze pieniądze, bezmyślnie je zawija w węzełek i zatyka za opasek, tak, że wiszą przewieszone i widoczne. Judasz stoi pod wrażeniem własnych słów chwilę. Lamech ukazuje się i schodzi ze wzgórza ku niemu.