SCENA V

Judasz, Jakób, Lamech, Ebal.

JUDASZ

do Lamecha

Puść!!

LAMECH

spokojnie

Stój, aniele pozłacany.

JUDASZ

Córka ma! Córka! Ja nie dam

hańbić!

EBAL

wsuwa się. Ryży. Przygarbiony

Przepraszam.

JUDASZ

do niego

Precz! Zabiję!

EBAL

poruzumiewa się oczami z Lamechem, uspokojony, tłomacząc Jakóbowi

Przepraszam. Ja tu po trzy srebrne —

JUDASZ

Precz!

EBAL

Czemu? Ja zawołam straży!

do Jakóba.

Winien —

JAKÓB

Wiem

EBAL

Grozić się tu waży!

podnosząc głos

Niech naprzód odda co jest czyje!

JAKÓB

On odda.

do Lamecha

Puść go.

LAMECH

Nie.

JUDASZ

do Ebala

Weź dom!

I wszystkie sprzęty! I mój srom,

jeżeli ci się przyda na co!

Weź! Za trzy srebrne ci zapłacą!

do Lamecha

Ty precz!

wyrwawszy się

bo czaszkę ci rozbiję!

odtrącając Lamecha

Pachołku podły!

Ebal przestraszony cofa się, Lamech odskakuje.

O me córy!

O syn mój! Hańba!... piekieł dym!

Oczy wyżera — pierś zadusza —

wszystko dym. Kędy są niebiosa?

Kędy jest raj i ten co w nim?

Kędy jest głos mówiący z góry:

do Jakóba

Odpuść nam winy, jako i my?

Kędy kał grzechu zrzuca dusza?

Kędy jest słowo, jako rosa?

Kędy jest wszystko nie jak dymy?

do Ebala

Weź dom! Za srebrne wsadź do trzosa!

do Lamecha, który stoi nie wiedząc co zrobić

Bądź zdrów!

chwyta Jakóba za rękę

Ja idę z nim!

Wybiega, ciągnąc Jakóba.