SCENA IV

Judasz, Jakób Zebedeuszów.

Jakób wchodzi w płaszczu, młody.

JAKÓB

Pokój domowi temu.

JUDASZ

dźwigając głowę napółprzytomnie

Pokój —

Kto zacz i czego chce?

JAKÓB

Spocznienia.

JUDASZ

Jest.

JAKÓB

Co jest z tobą?

JUDASZ

Nic.

JAKÓB

Z kamienia

nie poznasz śladu przeszłej nogi,

ale nie z lica człowieczego.

JUDASZ

Dobrześ rzekł; poznasz nóg stąpanie

po ludzkiem licu.

JAKÓB

Żal uspokój

i ciszę weź do serca twego.

W wierzącym mieszka spokój błogi.

JUDASZ

W wierzącym? Wierzę w złość i zbrodnię,

w grzechy i w grzechów pokaranie!...

JAKÓB

dotykając mu czoła

Głowa ci gorze — niech ochłodnie.

Uderzyłć kto?

JUDASZ

Syn.

JAKÓB

A?!

JUDASZ

w rozdrażnieniu coraz większem

Ja biłem —

JAKÓB

Gdy winien —

JUDASZ

Jam bił me rodzice —

JAKÓB

A!?

JUDASZ

Mnie z kolei —

JAKÓB

Nie mów!

JUDASZ

Drżysz?

W pokrzywyś wszedł, chciałeś w winnicę

W soczystem chciałeś, jesteś w zgniłem!

Myślałeś ogród, a to gnój!...

JAKÓB

Ukój się bracie, bracie mój!...

JUDASZ

Czyś ty rodzice swe katował

i sam od dzieci swych był bit,

że zwiesz mnie bratem?...

JAKÓB

kładzie mu rękę na ramieniu

Bracie, cyt!

Dotykam ręką — dźwignę wzwyż —

JUDASZ

Jam dług miał spłacić — ukradł syn,

com na dług jeden zaś pożyczył

i com tu, o, za pasem schował —

w dwie strony teraz dwie mam win —

unosząc się

w dwie strony teraz czynić rzecz!

Precz! Bom jest wściekły! Mówię: precz!

jakby w szale

Precz! Bym cię pasem nie oćwiczyl!!

Precz!

JAKÓB

nie cofając się

Bracie!

JUDASZ

Bratem jest mi Szatan!

Z nim jednym jestem jednej krwi!

Pozdrowion bądź, jeżeliś on!

JAKÓB

Bracie, Jehowa —

JUDASZ

Z ludzi drwi!

Na niebie siedzi utajony,

w ukryciu swój postawił tron,

aby tem snadniej patrzeć mógł —

a grzech żre ludzi, jak Lewiatan,

a śmiech jest Boga grom czerwony,

a żyje, kiedy żywych zmógł!

Szyderstwo jeno Jahwy duszą!

Na szyd swój stworzył człeczy ród!

Z Szatanem jest płomieniem zbratan!

Szatan — Jehowa! Jahwe — Szatan!

Za szyję jego ręce duszą!

Jak topór, żywo rąbie z nóg!

Dymy ofiarne — piekła smród!

pieni się.

JAKÓB

Tyś opętany od Demona!

JUDASZ

On szczęsny, gdy kto w bólach kona!

Promienny, gdy w boleściach serca

człowiek się w krwawej glinie kurczy!

O ojce moi! O ma żona!

Wyrzutów, bólu straszny jad!

O Jahwe, Jahwe, o szyderca!

Człowieczy syn jest syn jaszczurczy!

Jam zbrodniarz — zbrodni pod nóż padł!...

słania się i opada w tył, plecami o drzewo się opierając.

JAKÓB

Zmilcz!

JUDASZ

szalony, pokazuje na gardło

Wszystkie lata ot, tu grzęzną —

cały mojego życia wiek!...

Pójdę — tam w lesie gałąź jest —

wynajdę gałąź tam uwięzną,

tęgą — zawisnę —

wyczerpany, dźwiga się, chce iść.

JAKÓB

Brałeś chrzest?!

JUDASZ

jakby nie słysząc

I raz w spoczynku obym legł!...

JAKÓB

Pytam się: brałeś chrzest od Jana?!

JUDASZ

osłabły wybuchem

Była mi woda na grzbiet lana.

Wszyscy szli, tom też poszedł razem.

Prorok nauczał niedaleko.

Myślałem: może spłynie z rzeką

chwast zła i grzechu rodu mego,

lecz nie mknie z wodą, co jest głazem

i nie zostałem zbawion złego...

Lecz ktoś jest? Przecz mię pytasz? Jakie

prawo twe pytać? Nie znam cię!

JAKÓB

uroczyście

I jam cię nie znał, ale znał

Ten, co stworzenie zna wszelakie —

gdy zechce: w owoc zmienia kał.

JUDASZ

uderzony mimo rozdrażnienia słowami Jakóba, z pewnem zdziwieniem, nieco frazesowo

Mojżesz uczynił z laski węża —

aza się drugi Mojżesz zrodził?

JAKÓB

kończąc uprzednie

I ten mnie właśnie w drogę słał.

z akcentem

a snadź, abym po nic nie chodził.

JUDASZ

By w owoc zmienić kał?

JAKÓB

By serce

człowiecze znaleźć w poniewierce.

JUDASZ

wyczerpany, wpadając w dialektykę.

Jesteś zbieraczem serc?

JAKÓB

On z góry,

kto słał mię, rzeszom mówił:

„I odpuść nam nasze winy

jako i my odpuszczamy

naszym winowajcom”.

JUDASZ

Który?

JAKÓB

Ten, który rzeszom mówił z góry:

„Błogosławieni, którzy płaczą; albowiem

będą pocieszeni. Błogosławieni

pokój czyniący, albowiem

nazwani będą synami Bożymi”.

JUDASZ

do siebie, wyczerpany

O co za straszne ciężkie dni...

O co za straszny ciężki dzień...

JAKÓB

w przejęciu nauką

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci:

czyja się dusza pada, psowa,

czyja się dusza zsuwa w cień,

czyjej się duszy chwycił grzyb,

wziąwszy chleb w koszyk, nieco ryb,

do Galilei niechaj spieszy,

bo w Galilei wielkie dni

i wielka moc słyszącej rzeszy....

JUDASZ

nie rozumiejąc

Nie tłomaczona mi twa mowa.

JAKÓB

Aby ci była tłomaczona,

zaodziej płaszcz twój na ramiona,

pójdź ze mną!

JUDASZ

Dokąd?

JAKÓB

Ruń zielona.

Niebieskie zioła i różane.

Od słońca wody wysrebrzane.

Od słońca obłok złotem jasny.

Kielichy kwiatów i pąkowie.

Wszędy chleb, wszędy napój własny.

Wszędy dom. Wszędy jest wezgłowie.

JUDASZ

Aza mi prawisz zaś o raju?

JAKÓB

Aza nie jesteś z cierpień kraju?

JUDASZ

Aza jest raj od Boga dany?

JAKÓB

Aza nie we krwi twoje rany?

JUDASZ

Aza lekarstwo obiecujesz?

JAKÓB

Aza swej studni sam nie trujesz?

JUDASZ

Azaś wysłannnik do mnie Boży?

JAKÓB

Aza się żywot twój nie sroży

przeciw cię?

JUDASZ

Mów: raj.

JAKÓB

Jest na ziemi.

JUDASZ

Gdzie?

JAKÓB

Pójdź.

JUDASZ

Jest cisza?

JAKÓB

Jest. Podziemi.

JUDASZ

Jest sen?

JAKÓB

Jest. Nieba.

JUDASZ

Jest wesele?

JAKÓB

Jest. Dzieci.

JUDASZ

Wróg jest?

JAKÓB

Jest. Przy ciele.

JUDASZ

Dusza?

JAKÓB

Błyszczenie.

JUDASZ

Jakoż z domu —

JAKÓB

Dom jest złoczyństwa i jest sromu.

JUDASZ

Domy odlecieć —

JAKÓB

Jak orłowie —

JUDASZ

Twarz odwracając —

JAKÓB

W niebo twarz!

JUDASZ

Kędy raj wróżbisz?

JAKÓB

Imię znasz?

JUDASZ

Imię?

JAKÓB

Który skarb zamknął w słowie,

który naucza ludu rzesze.

JUDASZ

Jan?

JAKÓB

Większy.

JUDASZ

Mów!

JAKÓB

Wokoło lud.

On, siedząc jasny, jako cud,

kędy nad wodą, gdzie przy strzesze,

na wzgórzu, w cieniu fig, w winnicy,

czasem w miasteczku gdzie w ulicy,

w rzeźwy poranek, w późny chłód

Królestwo Boże opowiada.

JUDASZ

Królestwo Boże?

JAKÓB

Słucha lud.

Słowo po słowie tak upada,

jak między wróblów ziarno prosa,

jak otrząs wiśni gdy się czyni,

jak spadła na pustyni —

i otwierają się niebiosa

gdzie Boga widzą oczy ludzi!...

JUDASZ

nieufnie, matowo

A cóż ze snu takiego budzi?

JAKÓB

Błogość serdeczna, jako woda

kryniczna rano —

JUDASZ

Imię jego?

JAKÓB

Święte.

JUDASZ

Tyś co?

JAKÓB

Uczeń posłany —

słychać bębnienie

Co to? tam bębnią?

Widać zbliżającą się Adę w worze, Lamecha i grupę ludzi.

Orszak idzie —

JUDASZ

słoniąc oczy

O hańbo! Bólu! O mój wstydzie!

JAKÓB

Dziewczynę wiodą — dziewka młoda —

JUDASZ

Ha!

chce biec ku Adzie — zatrzymuje się

Pójdź!!

JAKÓB

Gdzie?

JUDASZ

Tam!

Do raju!

nagle rzucając się ku tłumowi

Łotry! Ja nie dam!

Dziecko me! Łotry!

Lamech i inni odtrącają go

rzuca się ponownie

Psy! Pogany!!!

Lamech chwyta go z tyłu za ręce i przytrzymuje — tłum z wrzaskiem przechodzi — wchodzi Ebal.