II

„Historia literatury jest pamiętnikiem duchowego życia pokoleń (II, 13).

Sprawa następstwa i kolejnego występywania (...) pokoleniowych grup rówieśnych — jest punktem wyjścia wszelkiej literackiej obserwacji. Każda z nich bowiem jest żywym organem twórczości załamującym pod właściwym sobie kątem zarówno co do treści, jak i co do formy, zarówno co do przerabiania wątków życiowych, jak i snucia tych, a nie innych tradycji literackich; zarówno wreszcie w stosunku swym do motywów rodzimych, jak i w przeróbce takiej, a nie innej wpływów obcych (I, 336)”.

Słowa powyższe stanowią postulat metodyczny, którego Potocki stara się nigdy nie porzucać. Postulat to mimo swojej słuszności dosyć ogólnikowy i cała rzecz w tym, jak wyglądać będzie jego praktyczne zastosowanie. Najpierw co rozumie Potocki przez pokolenie? Wynika z teorii pokoleń i z przeglądu praktyki badaczy posługujących się tym terminem, że bywa on stosowany w pięciu różnych znaczeniach, że oznacza pięć odmiennych kształtów rzeczywiście występujących w życiu literackim. Mianowicie: 1. krąg młodych, skupienie rówieśników, związane wiekiem, z którego rozwijają się — lub nie — formacje szersze; 2. grupa programowa, skupiona wokół wysuniętej przez siebie ideologii artystycznej; 3. odmiana wewnątrz tego samego (w sensie czwartym) pokolenia, jak np. pozytywiści warszawscy a konserwatyści krakowscy; 4. pokolenie pełne, którego klasycznym przykładem jest generacja Młodej Polski; 5. pokolenie jako grupa hipotetyczna, tam dająca się zastosować, gdzie nie ma jeszcze świadomej więzi generacyjnej, a więc w piśmiennictwie i sztuce przedromantycznej.

Ze wskazanych tutaj możliwości Antoni Potocki wysuwa na czoło krąg młodych, grupę rówieśną, i z niej czyni zasadę podziału.

„Nie owe matuzalemowe pokolenia Biblii, lecz nowoczesne pokolenia, tj. grupy rówieśników co 10–15 lat odnawiające się nowym dopływem młodzieży w młodzieńczej wrażliwości” (I, 335–336).

„Bystre i ważne zmiany dzielą u nas społeczeństwo w tym bezlitośnie bystrym biegu wypadków już nie na owe biblijne trzydziestolecia — lecz na dziesięciolecia niemal odrębnego rodowo dojrzewania. Dziesięcioleciami niemal wyraźnie układają się grupy rówieśników (szkoła wspólna) — z różnych ugrupowań społecznych w Polsce może najściślejsze, najorganiczniejsze — owe »przyjacielskie i rówieśne koła«, od Mickiewicza i Zana, od wilnian i krzemieńczan, od belwederczyków rytm swój biorące (I, 17)”.

Wobec takiej, jego zdaniem, częstotliwości w występowaniu grup rówieśników Potocki uznał, że najlepszą w przybliżeniu miarą czasową tego zjawiska będzie dziesięciolecie. Tak więc ten podział, który jedynie krytyka zauważyła, jest u niego pochodnym wobec podziału na pokolenia. Narodził się on stąd, ponieważ grupy rówieśników występują częściej niż pokolenia rodzinne czy historyczno-genealogiczne. Stosunek zależności metodycznej jest tutaj nieodwracalny.

Z pięciu okresów dziesięcioletnich, jakie występują w dziele Potockiego, cztery nie są wykrawane dowolnie, ale każdy z nich oznacza równocześnie wystąpienie nowej generacji. Potocki jest więc bardzo konsekwentny i zdaje się wiedzieć, że wtedy jego podział czysto cyfrowy będzie słuszny, kiedy towarzyszyć mu będzie współistnienie nowych pokoleń. Stąd lata 1860–1870 przynoszą opis konserwatyzmu i historyzmu krakowskiego, lata 1870–1880 opis pozytywizmu warszawskiego, lata 1880–1890 opis „prądu demokratycznego”, czyli po prostu grupy „Głosu”, wreszcie okres 1890–1900 to wystąpienie Młodej Polski. Jedynie dziesięcioleciu 1900–1910 brakuje takiej grupy i tutaj to ukazuje się słabość konstrukcji Potockiego. Oto równomierny dotąd rytm udało mu się osiągnąć tylko dzięki nieprawnym przesunięciom w ocenie omawianych grup. Potocki przesadnie zlekceważył pozytywizm warszawski („parodia myśli filozoficznej”, „hałaśliwy epizod”), przemilczał podobieństwa postawy politycznej między nim a konserwatyzmem krakowskim. Tym sposobem działalność tego samego pokolenia, o tyle różną, o ile zależną od dwóch odmiennych ośrodków i innej w nich sytuacji ideowej, rozbił na dwa całkiem niezależne człony, by tą drogą osiągnąć odmienną treść dwóch następujących po sobie dziesięcioleci. Postępowanie sprzeczne zarówno z chronologią, jak wagą pozytywizmu warszawskiego.

Jednocześnie Potocki nader dobitnie i gorąco podniósł rolę „Głosu”, przyćmiewając nim lata „hałaśliwego epizodu” i w ten sposób nasycając samoistną treścią okres 1880–1890. Żadne z tych przesunięć nie było możliwe w latach dojrzałości Młodej Polski (1900–1910), ponadto perspektywa oceny tego dziesięciolecia i nowych w nim zjawisk dopiero się kształtowała. Słowem, ów rzekomo zgodny rytm pokoleń i dziesięcioleci staje się zgodny tylko dzięki zabiegom konstrukcyjnym autora, w istocie zaś rzeczy aktywność i skuteczność każdego pokolenia trwa wiele dłużej, urabia położenie pokolenia następnego, współistnieje z nim i współdziała. I dlatego, chociaż przyjętym przez Potockiego skrzyżowaniem dziesięciolecia z pokoleniem nie rządziła dowolność i lekceważenie wszelkiej logiki metodologicznej, właśnie za dużo było w tym logiki.

Rytm pokoleń został więc przez Potockiego przyspieszony. Przyspieszenie rytmu przemian artystycznych i rytmu przemian pokoleń jest faktem uderzającym wielu obserwatorów. Na międzynarodowym kongresie historyków literatury w Amsterdamie w 1935 roku Fernand Baldensperger wygłosił cały referat na temat The Decreasing Length of some Literary Periods. W dyskusji zgodzono się z nim, przy czym Oskar Walzel przypomniał Oswalda Spenglera, utrzymującego, że w nowszych czasach istnieją jedynie kierunki szybko się zmieniające, ale nie ma stylów1101. Kummer zjawisko takie starał się podnieść do godności prawa rządzącego życiem pokoleń:

Je näher der Gegenwart, desto rascher vollzieht sich der Wechsel der Generationen: das ist das vierte aus der Erfahrung geschöpfte Gesetz der Generation1102”.

Nie sposób się zgodzić z podobnymi poglądami. Wynikają one ze złudzenia perspektywicznego, z wyolbrzymienia zmian, które chronologicznie są nam bliższe, a z czasem tracą swoją doniosłość, z czasem okazują się całkiem nieistotne. Już z perspektywy chronologicznej dwóch, trzech pokoleń przemiany artystyczne układają się tylko według rysów istotnych, a nie tych, które ich uczestnikom i sprawcom takimi się wydawały. W każdym bądź razie Antoni Potocki w swoim złudzeniu nie jest odosobniony i złudzenia podobne powtarzają się do dnia dzisiejszego.