II

Zmarła Irena Krońska1024 nazwała pięknie Dedeciusa „honorowym ambasadorem naszej literatury w niemieckojęzycznym departamencie powszechnej Republique des Lettres1025”.

Rozpocznijmy od nazwiska owego ambasadora: Dedecius. Tej sprawie poświęcił on (Notatnik tłumacza) przedziwny szkic od Deciusza Lanuviusa, przywódcy strajku rzymskich flecistów w IV w. przed n. e. Dla krakowianina kończy się na Woli Justowskiej, dzisiaj najzieleńszej dzielnicy miasta, której nam chyba jego ojcowie nie zepsują jakimiś głupimi autostradami. Okazuje się zarazem, że dzisiejszy Dedecius z Frankfurtu nad Menem jest przerażający: wie wszystko. Wie, że w XVI stuleciu ta dzisiejsza dzielnica nazywała się Wolą Chełmską, od wsi Chełm istniejącej przy drodze do Kryspinowa i na lotnisko w Balicach. Więc mi donoszą, że renesansowy pałac Justusa Decjusza, dotąd na szpital obrócony i niszczejący, ma zostać przywrócony do minionej świetności.

Już w tym szkicu są widoczne dążności umysłu Dedeciusa: przeświadczenie o ponadnarodowej misji tłumacza, przeświadczenie sprowadzić się niedające tylko do zawodu przekładacza; magia cyfr, wykresów oraz swoista correspondance des mots1026. To ostatnie określenie biorę ze wspólnego romantykom i modernistom przeświadczenia o wzajemnym powinowactwie sztuk. Correspondance des arts1027. Dla Dedeciusa podstawą podobieństwa, powinowactwa są słowa, są języki, są ich dalekie korzenie etymologiczne i gałęzie semantyczne, które chociaż ze wspólnego idą pnia, w każdym języku narodowym szumią inaczej.

Genealogia i historia. Urodzony w r. 1921, pochodzi Dedecius z rodziny rdzennie niemieckiej, od pokoleń osiadłej w Polsce. Przez swą datę urodzenia, gdyby Polakiem był, należałby po prostu do pokolenia Kolumbów. Rówieśnik Baczyńskiego1028, Różewicza1029, Białoszewskiego1030, Borowskiego1031, Bratnego1032.

Lecz gdy polscy Kolumbowie wykrwawiali się w powstaniu warszawskim, on już siedział w Związku Radzieckim za drutami obozu jenieckiego. O czym za chwilę.

Ukończył w Łodzi polskie gimnazjum im. Stefana Żeromskiego. Praprzodkiem wszelkich znakomitych tłumaczy był św. Hieronim, twórca Wulgaty, więcej niż przekładu, uporządkowania i kanonu w języku łacińskim czterech Ewangelii i Starego Testamentu. Jego imię, w brzmieniu francuskim podawane — St. Jerôme, kojarzy się nieraz Dedeciusowi z brzmieniem nazwiska patrona łódzkiego gimnazjum. Ta sama magia sławnych zbieżności, niezależnych od znaczenia dawnych wyrazów, co we wskazanym już przypadku nazwiska samego Dedeciusa.

A jednocześnie przeświadczenie o misji tłumacza jako tego, co łączy to, co rozłączone i rozdzielone. Postaci św. Hieronima poświęcił Dedecius szkic Prawzór. Rimini, Wiedeń, Boston, Harvard University. „Stało się moim przyzwyczajeniem podczas podróży i wizyt w muzeach, galeriach, kościołach wypatrywać wizerunków Doctoris Doctorum1033 i Doctoris maximi1034, żeby zobaczyć, jak przedstawiali go sobie niemieccy, holenderscy, włoscy, hiszpańscy i anglosascy mistrzowie różnych epok”.

Dlaczego się to stało przyzwyczajeniem, sam pisarz odpowiada w zakończeniu: „Ów pustelnik i egzegeta, nauczyciel, prekursor, poszukiwacz prawdy, polemista, artysta i pedant, krytyk i wizjoner, ubogi i purpurat, moralista i grzesznik, pełen pokory i samarytańskiej miłości bliźniego, ale także człowiek ze wszystkimi ludzkimi słabościami, przeżył i zapisał pierwszy całą problematykę zawodu tłumacza. W najwyższym napięciu: w pasji”.

Nietrudno dostrzec, że Dedecius poniekąd o sobie mówi. Pedant językowy — a nie będzie dobrym tłumaczem, kto nie jest takim pedantem — formuje naczelne zdanie i zadanie: „Übersetzen. Über Satzen sitzen”. Zrozumieć łatwo: „przekładać (tłumaczyć). Nad zdaniami siedzieć”. Ale to nie to. Bo jakim polskim odpowiednikiem brzmieniowym oddać euforię niemiecką zawartą w tych dwu równoważnikach zdania? Może Maciej Słomczyński spróbuje. Ta euforia jest jakoś Leśmianowska. Skracam nieco cytato-dowód: „Tyś pociosał stodołę w cztery dni bez mała, ale kto ją stodolił... Stodoliła ją pewno ta Majka stodolna”.

Dosyć podałem przykładów, a znakomicie je pomnożyć można, by dotrzeć do wniosku, że przeświadczenie o misji tłumacza i magia słowiarskich (od Przybosiowego1035 — słowiarz) różnico-podobieństw to dwa motory sztuki translatorskiej Karla Dedeciusa. Przeświadczenie mieści się w nawiasie ideologii. Magia słów w nawiasie sztuki. W istocie zbiegają się one, sam Dedecius to oznaczył: „Sztuka zakłada wolność. Przekład ogranicza swobodę, ale żąda sztuki”.