II

Tak więc barokowy nominalizm342 jako zasada wyobraźni donioślejszy jest u Grochowiaka od nacieków i nalotów z Gałczyńskiego i Tuwima, mimo że te górują jeszcze ilościowo. Prześledzi ktoś zapewne, albo może i prześledził w obcej krytyce, rolę baroku dla poezji nowoczesnej, jego odkrycie ponowne przez tę poezję, szczególnie języka hiszpańskiego. Prześledzi zejście poprzez barokową studnię do pokładu jeszcze głębszego, do ludowej wyobraźni w zakresie liryki i opisu.

Przecież sztuka zaprzeczenia i antytezy jako główna możliwość kreowania zjawisk niezwykłych nie jest monopolem aniołów i świętych. Zna ją poezja ludowa i posługuje się często, kiedy przed wymiarem niezwykłym zostaje postawiona. W bylinie ruskiej tak oto przybywa Diuk Stiepanowicz:

Od Wołyńca-grodu, od Halicza,

Z onej ziemi wołyńskiej bogatej,

Z tej Kareli przeklętej, sapowatej343

Nie bieleńki krzeczot344 się podrywał,

Nie bieleńki gronostaj przyskakiwał,

Nie sokolik jasny przylatywał,

Dzielny junak to przybywał dorodny,

Młody bojar, Diuk Stiepanowicz.

Ta antyteza, ta sprzeczność, która mieści się pośrodku nominalizmu barokowego, nie jest u Grochowiaka zabiegiem tylko zapożyczonym. Młody poeta dostrzega ją także w doświadczeniu jego pokolenia. Kreuje na podstawie elementów świata współczesnego, w iluż jego włóknach naszpikowanego dysonansem i antytezą.

My, którzy mamy zmęczone twarze,

My, którzy kochamy zgwałcone dziewczęta,

My, których uczyniono mydłem,

My, których włosami wypchano fotele,

Silni i żywi podejmujemy pieśń Imy,

Stajemy groźni nad zwełnionym oceanem.

(Na śpiew Imy Sumac — Peruwianki)

Mam jeszcze mydło po tobie,

Którym mydliłaś piersi —

Włosy mydliłaś gorące,

I nos mydliłaś — i nos.

Całuję ten śliski kamyczek,

Pożeram ten śliski kamyczek —

Na jutro mi już nie starczy,

Mój Boże, i zacznie się głód.

(Wdowiec)

W takim ujęciu Grochowiak wprost i bezpośrednio nazywa te nowe rysy, dla których również sztuka dysonansu i antytezy jest główną możliwością wyrazu poetyckiego. I to właśnie doświadczenie ideowe prowadzi do jego utworów najlepszych i już teraz oryginalnych, mimo że w całości zbiorku znajdują się w zdeklarowanej mniejszości.

Zaliczam do nich dwie grupy liryk. Pierwszą, gdzie widzenie kontrastu, dysonansu i sprzeczności jako nauka z połowy stulecia wyraża się na planie raczej estetyzującym, na planie bliskim igraszce rekwizytów poetyckich. Tyle że zgrzyt i skrzyp nowych zawiasów, wokół których te rekwizyty się obracają, ostrzega, że igraszka narodziła się w epoce, kiedy ciała ludzkie przetapiano na mydło: Don Kiszot, Kino wiejskie, 0–1945, Drwale, Budowa, Król zabity.

Stąd też ostre zgrzyty w lirykach skądinąd stylizowanych, jak np. Verlaine. Toulouse-Lautrec przy podobnym zgrzycie się przypomina.

Tiko-tako, tiko-tak,

Już dyliżans wjeżdża w ganek,

Dama rączką zza firanek

Daje znak.

Verlaine345 chciałby do niej wybiec,

Podać rękę jej pod stopę,

Lecz spostrzega świecy kopeć

I rozbite pudło skrzypiec.

Szklankę z rysą, nad kieliszkiem

Swej kochanki tłusty biust —

A kochanka pcha do ust

Rozwaloną czarną kiszkę.

Tę składankę utworów owiewa jednak mgiełka poetyzacji i estetyzowania — niedobra, częsta u Grochowiaka. A przepędzić poetyzowane mole, a okna otworzyć szeroko!

Dalsza grupa liryk to własne już osiągnięcia Grochowiaka. Jest takich tytułów niedużo, ale są, i to już wiele znaczy. Pozwalają one określić go definitywnie jako poetę dysonansu i antytezy, zarówno dzięki najgłębszym historycznie korzeniom jego wizji poetyckiej, jak dzięki uczestnictwu współczesności w tej wizji. Rzecz znamienna, że te najlepsze utwory prawie wcale nie mówią o doznaniach religijnych, lecz o humanizmie w ogóle: Egzekucja, Święty Szymon Słupnik, Wdowiec, Wyobraźnia, Tramwaj Wszystkich Świętych, Płacz Żyda.

Szczególnie dwa ostatnie utwory to przedziwne wiązanki antytetyczne powszedniości z jej innym sensem. Uderza w nich umiejętność użycia dla owego innego sensu składników jak najbardziej dysonansowych wobec właściwego zamierzenia poety. Płacz Żyda, pełen prawdziwie ludzkiego współczucia, oparty jest przecież o utajoną strukturę monologu Żyda w złej i śmiesznej polszczyźnie wygłaszanego, w polszczyźnie i zwrotach, które były argumentem zoologicznych antysemitów. Właśnie ten kontrast czyni ujęcie istotnie nowym i dla Grochowiaka bardzo typowym, prawdziwie własnym. Coś jak Dwojra Zielona z Medalionów Nałkowskiej346, przełożona na wiersze:

Gwiazdo gwiazdo gwiazdo gwiazdo

Żółta gwiazdo sześciokątna

Dom zburzono nam do szczętu

Trzy córeczki czarnowłose

Sypcie dołek niemaluśki

Ach ułóżcie kostki w dołek

W papier córki zawiniemy

Geszeft347 z ziemią uczynimy

Ja się pytam czemu Jahwe

Rachel pyta się po czemu

Wpierw Judasza powiesiłeś

Córki gwałcić psom oddałeś

A ta mniejsza Magdalene

A ta większa Egipcjanka

A największa najroślejsza

Ząbek miała szczerozłoty

Gwiazdo gwiazdo serca ranisz

Pójdę ślepy i o kiju

I napotkam psa jakiego

To ustąpię jemu z drogi

Ludziom ręce będę lizał

Wszy otoczę służebnością

Wszę głaskając patrzę gwiazdo

Kto cię głaszcze gwiazdo gwiazdo